70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Bardzo dziwny Kościół

Czy Polacy są gotowi na sytuację, w której co piąty mieszkaniec naszego kraju będzie posiadał zagraniczne korzenie? Czy wyobrażamy sobie, że w Warszawie (tak jak w Oslo) 20% nastolatków jako swoją religię zadeklaruje islam lub prawosławie? Uniwersalność katolicyzmu jest dla Polski szansą, by uniknąć poreformacyjnej pułapki narodowego, ludowego Kościoła.

Patrząc z polskiej perspektywy, o Kościele norweskim należy powiedzieć: to bardzo dziwny Kościół. Kościół, którego większość zdecydowanie opowiada się po stronie politycznej lewicy, a nie religijnie motywowanej prawicy. Kościół, który nie boi się czynnego zaangażowania w politykę, choć nie doprowadza do wewnętrznego podziału i gorszącego sporu. Kościół, który walczy o równouprawnienie i zabiega o prawa mniejszości religijnych, etnicznych, seksualnych.

Czy taki model Kościoła jest możliwy do zaakceptowania w Polsce? Pod wieloma względami nie. Po pierwsze, wspólnota luterańska zupełnie inaczej definiuje pastorską ordynację, niż katolicy rozumieją sakrament kapłaństwa. Bycie pastorem nie jest sakramentalną misją, radykalną zmianą mającą „niezatarty charakter duchowy”. Posługa pastorska to po prostu zawód. Można z niego zrezygnować, można się przekwalifikować, można go na kilka lat zawiesić, pełniąc w tym czasie funkcję premiera lub ministra, można wreszcie przejść na emeryturę. Katolickie rozumienie kapłaństwa nie pozwala polskim prezbiterom na bezpośrednie angażowanie się w politykę. Praktyka pokazuje jednak, że pomimo formalnych i materialnych przeszkód polscy duchowni i tak to czynią. Nie zakładają co prawda własnych partii politycznych i nie startują w wyborach powszechnych jak prezydent Paragwaju, były biskup katolicki, Fernando Lugo, stoją jednak przynajmniej jedną nogą na polu należącym do polityki..

Może zatem głoszona oficjalnie przez Kościół katolicki apolityczność jest fikcją? Być może rację mają myśliciele polityczni współczesnej lewicy, którzy wskazują na „polityczność” wszelkich działań podejmowanych w sferze publicznej. W niedawnym numerze „Więzi” (wiosna 2013, nr 1 [651]) redaktorzy kwartalnika głoszą hasło „otwartej ortodoksji”, która stanowić ma naturalny status Kościoła. Sebastian Duda rozwija pojęcie „otwartej ortodoksji” jako Kościoła niezaangażowanego politycznie. Przyznaje tym samym, że w tej kwestii znacząco zmienił zdanie i wcale nie popiera już prób budowania w Polsce Kościoła o lewicowej proweniencji, który równoważyłby polityczną huśtawkę eklezjalnych emocji. Również o. Ludwik Wiśniewski i redaktorzy „Tygodnika Powszechnego” dopominają się o większy dystans wobec państwa i polityki. Dominuje wśród nich opinia, że polityczność Kościoła działa na jego zgubę.

Model norweski zdaje się niemożliwy do zaakceptowania w Polsce również ze względu na naukę moralną Kościoła katolickiego. Choć XX-wieczni papieże wielokrotnie deklarowali solidarność z ludźmi uciskanymi, poddanymi opresji i dyskryminacji, polityczna praktyka społeczeństw składających się w większości z katolików często wystawia tę tezę na próbę. Wystarczy przypomnieć sobie, z jakimi oporami spotkała się w Polsce próba ratyfikowania konwencji dotyczącej przemocy wobec kobiet. Równie skrajne emocje budzi sama próba wprowadzenia do debaty publicznej tematu obecności w społeczeństwie homoseksualistów. Polacy nie okazują też szczególnej tolerancji wobec obcych etnicznie mieszkańców naszego kraju. Na szczęście wieloletnie, osobiste i bardzo zdecydowane zaangażowanie się Karola Wojtyły, a później Jana Pawła II doprowadziło do powolnych zmian w powszechnym postrzeganiu Żydów i judaizmu w Polsce. Ileż więcej duszpasterskiej pracy należałoby jeszcze włożyć, by zmienił się stosunek przeciętnego polskiego katolika do Rosjan, Białorusinów, Ukraińców. Przed Kościołem katolickim z racji głoszonej przezeń nauki otwiera się tu olbrzymie pole do działania.

Właśnie z tych dwóch powodów: zmieniającej się struktury etnicznej społeczeństw oraz ze względu na polityczność Kościoła, Kościół norweski pod wieloma względami może stać się punktem odniesienia dla polskiego katolicyzmu w nie tak odległej przyszłości. Teorie sekularyzacyjne, choć stępione i głoszone dziś z większą rozwagą niż w latach 60., nie są czczym wymysłem ideologów. Pokrywają się z empiryczną statystyką. Także w Polsce religijność społeczeństwa będzie słabnąć. Podlegać będzie również gwałtownym transformacjom. Podobną analogię z krajami Europy Zachodniej nakreślić można w zakresie zmian populacyjnych. Już dziś politycy rozpoczynają dyskusję o demograficznej dziurze, w którą wpadną nasz rynek pracy, nasze emerytury, nasz system szkolnictwa za kilkadziesiąt lat. Na razie debata polega na proponowaniu coraz to ambitniejszych świadczeń socjalnych ze strony państwa, które uratować mają spadającą dzietność Polek. Przywoływane są przykłady Niemiec, Holandii, Skandynawii. Nikt nie ma jednak odwagi przyznać głośno, że tam rozwiązania socjalne podparto jeszcze jednym, niezwykle istotnym, politycznym filarem: szeroko otwartą bramą dla imigracji. Dziś Polska przeżywa masowy odpływ ludności do zamożniejszych krajów Europy. Nie łudźmy się jednak, za kilkadziesiąt lat także do Polski emigrować będą mieszkańcy Europy Wschodniej oraz obywatele krajów Trzeciego Świata.

Czy Polacy są gotowi na sytuację, w której co piąty mieszkaniec naszego kraju będzie posiadał zagraniczne korzenie? Czy wyobrażamy sobie, że w Warszawie (tak jak w Oslo) 20% nastolatków jako swoją religię zadeklaruje islam lub prawosławie? W Polsce, podobnie jak w Norwegii, chrześcijaństwo w niedalekiej przyszłości przestanie być narodową osią, wokół której konstruowany jest porządek prawny i obraca się życie polityczne. Uniwersalność katolicyzmu jest dla Polski szansą, by uniknąć poreformacyjnej pułapki narodowego, ludowego Kościoła.

Wyzwania przyszłości skłaniają więc, aby życzyć polskiemu Kościołowi, by poważnie potraktował dwa wielkie tematy obecne w Kościele norweskim: polityczność oraz demonopolizację narodowej religijności. Być może problemem polskiego katolicyzmu nie jest wcale ten czy ów duchowny, ta czy inna stacja radiowa lub telewizyjna i ich polityczne zaangażowanie. Wiele wskazuje na to, że to sposób uprawiania polityki, a nie sam fakt jej uprawiania, stanowi o zgorszeniu polskim Kościołem. Kościół, który pod wpływem etnicznej pluralizacji oraz sekularyzacji zrezygnuje z roli hegemona, a przyjmie postać sługi ma szansę na wielki rozkwit w przyszłości.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter