70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Katoliccy niewierzący

Badania pokazują, że w ciągu pięciu lat niemal trzykrotnie wzrósł w Polsce odsetek osób, które deklarują się jako bezwyznaniowcy, ateiści, agnostycy. Co to znaczy być niewierzącym w katolickim kraju?

Socjologowie powtarzają, że trudno jest cokolwiek mądrego powiedzieć o niewierze bez uwzględnienia wiary – najbliższej i najsilniej oddziaływującej w konkretnym miejscu i czasie. Dlatego w Polsce, pisząc, kim są niewierzący i w jakim stopniu niewiara jest fundamentem ich tożsamości, trzeba odnieść się do katolików – zdecydowanej i niesłabnącej większości w naszym kraju. Warto pamiętać, że ze względu na intymny charakter zjawiska o czyjejś niewierze wiemy wtedy, gdy ją ktoś zadeklaruje. Kim są zatem katoliccy niewierzący w Polsce?

Policzyć niewiarę

W tabelach statystyków niewierzących jest w Polsce niewielu. W raporcie CBOS pt. Zmiany w zakresie wiary i religijności Polaków po śmierci Jana Pawła II z marca ubr. odnajdziemy zestawienie wyników badań z wcześniejszych lat. Pokazuje ono, że w sierpniu 2005 r. na pytanie: „Jakiego jest Pan(i) wyznania religijnego?”,1,5% badanych odpowiedziało: „Jestem bezwyznaniowy, ateizm, agnostycyzm”, w styczniu 2012 r. zrobiło tak 4,2% osób, czyli niemal trzykrotnie więcej. W marcu 2012 r. CBOS inaczej sformułował pytanie: „Niezależnie od udziału w praktykach religijnych, czy uważa Pan(i) siebie za osobę…”. Można było wybrać spośród kilku określeń, m.in.: „raczej niewierzącą” i „całkowicie niewierzącą”. Liczba osób wybierających pierwsze bądź drugie określenie rozłożyła się równo – po 3%. W raporcie z badań czytamy: „Tylko co szesnasty ankietowany (6%) twierdzi, że jest niewierzący, w tym jedynie trzech na stu (3%) mówi o całkowitym braku wiary”. „Tylko” jest rozsądnym sformułowaniem, gdy popatrzy się, co mamy po drugiej stronie relacji – „94% spośród ogółu badanych uważa się za wierzących, z czego co jedenasty (9%) określa swoją wiarę jako głęboką”. Nie ma wątpliwości, o jaką wiarę chodzi, badając polskie społeczeństwo. A tak na marginesie: wszystkie pytania, oczywiście poza tym o wyznanie, odnoszą się do konkretnej religii – np. jak często chodzi się do kościoła, do spowiedzi itp., a warto byłoby, mimo niewielkiej liczby osób innego wyznania, poznać „wiarę i religijność” wszystkich Polaków. Użycie „tylko” jest słuszne, gdy spojrzymy też do wyników badań porównawczych dla całego regionu – dla Europy Środkowo-Wschodniej. Trzech socjologów: Irena Borowik, Ančić Branko i Radosław Tyrała, opracowało dane z badań European Value System (EVS) z lat 1999–2001, 2008–2010, zestawiając pod względem religijnej przynależności i popularności ateizmu 17 państw regionu. Stworzyli typologię, której odpowiada podział na sześć grup państw. Polska, obok Chorwacji i Litwy, znalazła się w grupie „jednowyznaniowych katolickich krajów”, dla której średni poziom ateizmu badacze wyliczyli na 3,7%. Dla porównania – w grupie krajów „pluralistycznych” (na Ukrainie, Łotwie i Węgrzech) wyniósł on 24%, a dla Republiki Czeskiej i Estonii („dominująco niekościelnych”) – 59,5%. Spojrzenie na dane przez siatkę poszczególnych typów potwierdziło tezę, że kwestie związane z religią i jej brakiem lepiej widać właśnie w ich wzajemnych relacjach. Wracając do liczenia osób niewierzących – czy, jak częściej w Polsce mówimy, ateistów – opinie są podzielone, ilu ich tak „naprawdę” jest. Zależy to głównie od tego, czy wskazujemy osoby niewierzące palcem według swojego uznania, czy raczej bierzemy pod uwagę czyjąś deklarację. W tym pierwszym przypadku co do zdecydowanie zaniżonej w statystykach liczby osób niewierzących w Polsce zgodziliby się zarówno przedstawiciele Zespołu Parlamentarnego ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski, jak osoby zrzeszone i działające w ateistycznych ruchach społecznych, np. w Polskim Stowarzyszeniu Racjonalistów lub w Stowarzyszeniu Wolnomyślicieli.

Wśród tych drugich spotkać można opinię nawet o kilkudziesięciu procentach niewierzących w Polsce, którzy ze względu na presję społeczną i konformizm nie ujawniają się. Zwyczaj wskazywania palcem wynika z często w naszym kraju wypowiadanej opinii o tym, kto może być katolikiem, a kto nie ma takiego prawa. Podobnie działa to wśród niewierzących, gdzie dziś negocjuje się kanon niewiary.

Jestem: „niewierzący”, „ateistą”, „racjonalistą”

W statystyce liczy się czyjeś deklaracje. Wiele zależy od tego, jak się zada pytanie i ile chce się o tej deklaracji wiedzieć. Radosław Tyrała, socjolog z Wydziału Humanistycznego AGH w Krakowie, zainteresował się, kim są osoby, które deklarują swoją niewiarę, i jak o niej mówią. Skierował do nich ankietę, korzystając z takich miejsc w polskim Internecie, jak: Racjonalista.pl, Apostazja.pl, Apostazja.info, Alternatywa.com, Antyklerykalni.com. Otrzymał ponad 7,5 tys. odpowiedzi. Dodatkowo zrobił 28 wywiadów pogłębionych z niewierzącymi. Studium nad grupą nie było reprezentatywne, ale uzyskane wyniki pozwalają nakreślić socjologiczny portret osoby niewierzącej w Polsce. W jaki sposób ateiści rozumieją swój ateizm? „Różnie. Nie ma tutaj jednej definicji. Czasami badani po prostu mówią, że jest to »ktoś, kto nie wierzy w Boga«. Niektórzy dopowiadają: »Nie wierzę w Boga takiego, jaki jest w Biblii«. Ciekawe, czy dotyczy to i innych Bogów. Jedna z badanych osób odpowiada: »niewiara w Boga rozumianego jako jedyny, sprawiedliwy stwórca i jako ten, który pchnął, że tak powiem, iskierkę istnienia. Absolutnie w niego nie wierzę«. Pojawia się też definicja ateizmu jako »odrzucenie istnienia wszechwiedzącej istoty, stwórcy życia inteligentnego«. Proszę zauważyć, że nie ma tutaj słowa »Bóg«. Niektórzy rozszerzają ten pakiet przedmiotu niewiary i odpowiadają: »Nie wierzę w Boga, nie wierzę w życie pozagrobowe, nie wierzę w jakieś nadprzyrodzone istoty«. Inna osoba powiedziała: »Ateista nie wierzy w rzeczy niematerialne«. Jest on tutaj rozumiany jako materialista. Bardzo często utożsamia się postawę ateistyczną i racjonalistyczną: »Ateista nie wierzy w Boga, zmarłych, bo to jest irracjonalne«. Ateizm może być definiowany nie jako niewiara w coś, ale jako postawa epistemologiczna: »Jestem ateistą, czyli osobą, która kieruje się rozsądkiem i rozumowaniem«” – Tyrała relacjonuje wyniki badań w rozmowie ze „Znakiem”. Kim jest przeciętny ateista? Okazuje się, że jest to przeważnie młody mężczyzna z wyższym wykształceniem, mieszkający w dużym mieście. A jak mówi o niewierze? Do jakiego stopnia ateizm jest punktem odniesienia własnej tożsamości? Gdy przegląda się Niezbędnik ateisty, czyli serię wywiadów przeprowadzonych przez Piotra Szumlewicza z osobami niewierzącymi w Polsce, nietrudno zauważyć częste określenia niewiary „w kontrze” do religii. „Ateizm to sprzeciw wobec zawłaszczania ludzkich uczuć, marzeń i przemyśleń egzystencjalnych przez religię, odrzucenie przekonania, że z natury jesteśmy istotami religijnymi. Gdybyśmy nimi byli, to duchowieństwo nie narzucałoby od setek lat swojej perspektywy przy użyciu przemocy, nacisków na władzę polityczną lub za pośrednictwem systemu edukacyjnego czy mediów” (s. 27) – pisze Szumlewicz w tekście manifeście Ateiści istnieją. Zapytany o to wyraźnie negatywne odniesienie Tyrała przyznaje: „Podejrzewam, że będzie to rys osób niewierzących, którzy są wyraźną mniejszością – liczebną lub kulturową. Gdy prowadzi się badania nad niereligijnością, zakłada się, że chcąc zrozumieć niereligijność danego miejsca, trzeba zrozumieć również jego religijność”. Okazuje się, że zdecydowana większość polskich niewierzących jest katolikami po konwersji – 95% badanych przez Tyrałę to osoby ochrzczone, 78,7% przyznaje, że w przeszłości byli ludźmi religijnymi, a 71% respondentów wciąż żyje w otoczeniu, w którym przeważają osoby wierzące. Niewierzący odchodzą od katolicyzmu. Ale w kraju, gdzie większością są katolicy, trudno im go całkiem porzucić. Wyznawcy tej religii stają się Mertonowską negatywną grupą odniesienia. Niewierzący są zmotywowani, by do niej nie przynależeć.

Religia jak egzotyczna ryba

Więcej światła na postawę „w kontrze” rzucają wnioski z porównawczego studium nad osobami niewierzącymi w Stanach Zjednoczonych i w Skandynawii sformułowane przez amerykańskiego socjologa Phila Zuckermana. Interesowało go, w jaki sposób badani doświadczyli aktu apostazji oraz jaki jest ich stosunek do religii. Duńczycy i Szwedzi, określani jako najbardziej świeccy ludzie na świecie, o swojej utracie wiary mówili jak o czymś niemal naturalnym, czymś, co się nabywa wraz z wiekiem. Nie mieli na ten temat wiele do powiedzenia. Trudno im było sobie przypomnieć, kiedy i dlaczego to się stało. Odwrotnie było z Amerykanami. Oni pamiętają ten moment bardzo dobrze – o czym często i dużo mówią. Akt apostazji kojarzy im się z czymś bolesnym, z na zawsze zmieniającym ich doświadczeniem. Różnice rysują się równie wyraźne w przypadku stosunku do religii. Skandynawom jest ona po prostu obojętna. Jak pisze Zuckerman: „Religia jest jak tropikalna ryba – fajna, nawet urocza, ale z pewnością nie budząca grozy, a już na pewno nie powód do zmartwień” (s. 12). A amerykańskich niewierzących słowo „religia” rozpala do czerwoności. „Amerykańska laickość jest często p r z e c i w k o religii, podczas gdy skandynawska laickość po prostu j e s t” (s. 18) – podsumowuje socjolog. Polskich niewierzących w tak zarysowanym przez Zuckermana kontinuum niewiary umieścić by należało blisko Amerykanów. Skąd podobieństwo? Socjologowie twierdzą, że sposób, w jaki ateizm jest doświadczany i wyrażany, zależy od przestrzeni społeczno-kulturowej. Tam, gdzie religia jest wszechobecna, gdzie normą kulturową jest religijność, niewierzący ostro zakreśla granice swojej tożsamości. Ma z religią wciąż do czynienia – stąd ciągłe do niej odwołania, krytyka, a nierzadko obsesja na jej punkcie. „W moich badaniach ta »kontra« rzeczywiście wyszła bardzo wyraźnie. Gdy pytałem moich badanych, jaki jest ich stosunek do Kościoła katolickiego jako instytucji, zdecydowana większość respondentów wybierała takie określenia jak »wrogość« i »niechęć«. Kiedy zadałem analogiczne pytanie o religię w ogóle, też otrzymałem wiele negatywnych odpowiedzi, ale stosunek do religii jako do faktu społecznego był o wiele lepszy niż do tej konkretnej, z którą mają do czynienia w Polsce. Świadczy to o tym, że ta konkretna religia ich uwiera i czasem boli” – nie ukrywa Tyrała. Tę „słabość” ateistów podchwycił Szymon Hołownia, który w felietonie Duchowe sieroty (sic!), odwołując się do wspomnianej książki Niezbędnik ateisty, pisze: „Polski ateizm bywa płaczliwy, gorliwy, i wymagający oceanu cierpliwości”, i dalej: „Okazuje się, że naszych ateistów zajmuje (ba – funduje) nie tyle zmaganie z pytaniem o istnienie Stwórcy (…), ile głęboka niechęć do Kościoła, bo to on jest głównym bohaterem większości wywiadów. To nie tyle niezbędnik ateisty, ile zbiornik na łzy i składzik broni antyklerykała”. Hołownia patrzy na ateizm, zakrywając ręką dość ważny przymiotnik – „katolicki”. A polskich niewierzących nie ma sensu postrzegać bez polskich wierzących. Dość zażyłe relacje Kościoła i państwa w Polsce sprawiają, że raz po raz życie obywatela przyrównywane jest do życia katolika. Trudno komuś zarzucać, że walczy o swoją przestrzeń, katolikiem nie będąc. Tym bardziej że niewierzący w Polsce chcą wyrażać swoją opinię i chcą być reprezentowani w sporach światopoglądowych – o aborcję, in vitro, religię w szkołach. Chcą tego, bo jak przyznają, często słyszą hierarchów publicznie zabierających głos i odwołujących się do sformułowania „Polacy, czyli katolicy”. Dlatego o rozdział państwa i Kościoła walczy m.in. Fundacja Wolność od Religii. W rozmowie ze „Znakiem” Andrzej Wójcik, członek zarządu, zapytany o cel i odbiorców działań, powiedział: „Są nimi wszyscy, którzy oczekują rozdziału Kościoła i państwa. Nie chcemy, by rozdział był tylko zapisany w konstytucji, ale żeby ona była przestrzegana”.

Słuszny ateizm

Tożsamość ateistów oparta na pozytywnych elementach jest w budowie. Można je odnaleźć w wypowiedziach w Niezbędniku… Piotr Szumlewicz pisze: „krytyka religii odsyła do ateizmu jako wizji partnerskich i egalitarnych relacji między ludźmi zarówno w obrębie rodziny, jak i wszelkich innych relacji międzyludzkich. Otwiera też wizję nieautorytarnego wychowania – bez Pana nad nami, bez dominującej roli ojca i arbitralnej przemocy rodziców wobec dzieci” (s. 36). Trzeba przyznać, że jest to piękna wizja. Musi jednak zastanawiać, czy roztaczanie takich wizji to dobra droga. Bo czy w ten sposób nie proponuje się kontrapunktu do niepokojącego scalenia osoby wierzącej z osobą moralną – w tym wypadku scalając niewiarę z moralnością? Mariusz Agnosiewicz, twórca Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, wyjaśnia, że ateizm jest lepszą etyczną postawą. „Ateizm bez konsekwencji etycznych nie ma istotnego sensu społecznego ani cywilizacyjnego. (…) Etyka adekwatna cywilizacyjnie to nie etyka, która kodyfikuje elementarne powściągliwości, jak nieczynienie zła innemu człowiekowi, bo te w zasadzie zakodowane są socjobiologicznie. Etyka humanistyczna, która może dziś aspirować do uniwersalizmu, nie może się sprowadzać do zakazów, musi być afirmatywna. Rozwijaj, buduj, przekształcaj, twórz, poprawiaj, udoskonalaj, wynajduj, poznawaj. To etyka w pewnym sensie stworzycielska, czyli poniekąd boska” (s. 62) – mówi Agnosiewicz w Niezbędniku ateisty. „Jest to odniesienie do znanej kliszy – ateista, czyli nihilista. Niewierzący są świadomi tego zarzutu, próbują go przepracować i pokazać, że niewiara nie równa się niemoralność. Musimy pamiętać, że tak jak religia, niereligia jest ideologiczna” – wyjaśnia Radosław Tyrała zapytany o wizję niewierzącego będącego kompasem moralności. Podobną intencję można odczytać z billboardów „Nie zabijam. Nie kradnę. Nie wierzę”, które znalazły się na polskich ulicach z inicjatywy Fundacji Wolność od Religii w 2012 r. Każdy zawisł dzięki datkom indywidualnych osób, które wskazywały miejsce, gdzie chciałyby go umiejscowić. „Osoby niewierzące nie są »szatańskie«, ale są normalnymi ludźmi i mimo że nie wierzą, to stosują się do ogólnie przyjętej moralności. Bo nie jest tak, że gdyby nie było religii, to nie byłoby moralności” – tak o przekazie akcji wypowiada się Andrzej Wójcik. O własnym ateizmie można mówić na wiele sposobów. Najwięcej emocji budzi jednak relacja ateizm – katolicyzm. Krzysztof Varga w eseju My ateiści pisze: „Ja jestem, przynajmniej tak myślę, spokojnym, racjonalnym ateistą i na równi z bredniami wypowiadanymi przez biskupów mierżą mnie popisowe ataki nie tylko na Kościół, ale i na religię”. Varga nie odmawia wierze miejsca we współczesności. Docenia jej wpływ na kulturę. Dodaje, że ta postawa: „zupełnie nie osłabia mojego ateizmu”. Nie zgadza się z tym Kinga Dunin. W felietonie Ateizm a la GW odpowiada Vardze: „Przez lata GW wymyślała sobie katolicyzm, który w niczym by nikomu nie szkodził. Nie Rydzyk, tylko sympatyczni księża zajmujący się sierotami chorymi na AIDS, pełni miłości bliźniego i opowiadający po góralsku anegdoty. Teraz mamy kolejny etap – właściwych ateistów, którzy Kościołowi nic nie uszczkną, nienawidzą antyklerykalizmu, każdego, kto głosował na Palikota, uważają za pajaca, tak tylko sobie pofilozofują. I jest milusio. A kiedy Varga mówi – my, ateiści, to znaczy – my, jedynie słuszni ateiści z GW”. Nie chodzi o rozstrzyganie, kto ma rację. Są to przykłady na złożoność i dynamiczność ateizmu w Polsce. Trzeba pamiętać, że Polska zmieniła się bardzo w ostatnich latach. Zmienił się sposób mówienia o własnej niewierze, a także aktorzy, którzy na temat swojego ateizmu się wypowiadają. A ten sposób zależy pewnie też od tego, jakich spotka się partnerów do rozmowy albo przeciwników w sporze po tej drugiej stronie. prześladowani?Trudno powiedzieć, jaki jest stosunek do osób niewierzących w naszym kraju, gdyż brakuje ogólnopolskich badań. Janusz Omyliński w tekście Jestem ateistą. Czy polscy niewierzący są prześladowani? pisał o najczęstszych pytaniach, które są mu zadawane, gdy ludzie dowiadują się, że nie wierzy: „Jak to, nie chcesz ochrzcić swojego dziecka?”, „Czemu łamiesz się opłatkiem, jak jesteś niewierzący?”, „Co cię powstrzymuje od zdradzania swojej dziewczyny?”. „Jestem ateistą i nie czuję się prześladowany czy dyskryminowany przez ludzi wokół mnie. Chciałbym tylko, żeby częściej okazywano mi szacunek przez zadawanie trudniejszych pytań” – pisze Omyliński. Pod tekstem można znaleźć wiele komentarzy. „Też jestem ateistką. Nie mam nic do wierzących. (…) Nie przeszkadza mi transmitowanie mszy w telewizji czy procesje ani to, że niektórzy biorą śluby czy chrzczą dzieci. Przeszkadza mi to, że Kościół chce decydować o moim życiu. Chce nakazać mi bohaterstwo oraz swoją ideologię, napiętnować publicznie za luźniejsze podejście do pewnych spraw czy odmówić prawa głosu. Ale również jako ateistkę boli mnie to, że pewne poglądy są ściśle przypisane do osób wierzących i niewierzących. Jeśli jestem za aborcją, to nazywa się mnie »mordercą«, jeśli nie jestem »wolna od używek« i mam liberalne podejście do seksu to jestem »rozpustnikiem«. Ale jeśli nie zgadzam się ot choćby z poligamią, emanującym zewsząd erotyzmem i zgadzam z pewnymi założeniami Kościoła jak wierność partnerowi czy docenianie wartości rodziny lub za to, że uważam, że w zachowywaniu czystości przedmałżeńskiej nie ma nic złego, a nawet ma to swoje korzyści zostaję (przez ateistów) okrzyknięta »słuchaczem Radia Maryja«, »PiS-owcem« czy »ciemnogrodzkim katolem«. Tak, boli mnie ta dyskryminacja, której doznaję zarówno od wierzących i ateistów” – przyznaje jedna z komentujących. W Polsce powoli się przyzwyczajamy, że to, co normalne i właściwe, ma wiele twarzy. Większość z nas wciąż wypełnia słusznymi treściami etykietki – wierzący niewierzący, a także Polak, gej, matka, mężczyzna. Ale powoli rośnie liczba osób, które zaczynają omijać społecznie akceptowalne wąskie ścieżki, bo są przekonane, że samookreślenia nie muszą potwierdzać w oczach innych. Nie tyle buduje się w ten sposób różnorodność, która jest czymś naturalnym w dużych grupach, ile staje się ona bardziej widoczna i zaczyna funkcjonować jako jeden z puzzli układanki. Ci, którzy mówią o swoim ateizmie publicznie – dokonują aktu apostazji lub wpisują się na internetową Listę Ateistów i Agnostyków – opisują ten moment jako coming out. Mówiąc o kampanii: „Nie zabijam. Nie kradnę. Nie wierzę”, Wójcik wspomina deklaracje osób wyrażających poparcie: „Ateiści lub agnostycy potrzebowali się ujawnić. Jedna z donatorek napisała, że był to taki coming out. Bo czas pokazać, że Polska to nie jest 99% katolików, ale mieszkają tu też ludzie niewierzący”. Po części muszą się też mierzyć z dziedzictwem komunizmu w Polsce, bo do dziś w wielu kręgach można usłyszeć, że jak ktoś jest ateistą, to musi być komunistą, a jeśli nie jest, to pochodzi z rodziny „partyjnych”. Może być też tak, że wiele osób chce po prostu odróżnić się od większości – zaprotestować przeciwko homogeniczności Polski. Robi to, odwracając się od tego, co niemal powszechne – od bycia katolikiem. Na to nakładają się często indywidualne doświadczenia, które skłaniają do przejścia z jednej na drugą stronę. Wiele osób nie zauważa tego przejścia lub o nim nie mówi. Milczenie to, zwłaszcza w przypadkach konwersji na niewiarę, często tłumaczy się konformizmem, presją społeczną. Niekoniecznie jest to dobra interpretacja. Po prostu podobnie jak coraz więcej osób religię uważa za coś prywatnego, tak i wielu własnej niewiary nie wywiesza na sztandarach. W jednym z komentarzy do tekstu Jestem ateistą. Czy polscy niewierzący są prześladowani? Paweł napisał: „nie uważam, że mój stosunek do wiary w jakikolwiek sposób określa mnie jako człowieka. Nie obnoszę się ze swoim ateizmem nie dlatego, że boję się »prześladowań«, tylko dlatego, że po prostu nic nikomu do tego. Wiara czy jej brak to sprawa indywidualna każdego człowieka”.

Wiara niewierzących

Radosław Tyrała interesował się też, jaki jest stosunek osób niewierzących do konkretnych wierzeń religijnych. Wydawałoby się, że każde pytanie o wiarę w tej grupie powinno spotykać się z odpowiedzią przeczącą. Nie do końca tak jest. W Boga osobowego wierzy 3,6%badanych. Wiarę w „inną niż Bóg osobowy formę siły nadnaturalnej” deklaruje 21,3%, w duszę ludzką 19,9%,a w życie po śmierci 13,1%. Socjolog tak komentuje te wyniki: „Rodzi to dużo pytań – w jaki sposób traktować,w co wierzą, a w co nie wierzą, oraz czy powinni wierzyć w coś takiego, skoro deklarują się jako ateiści. Próbuję na różne sposoby to tłumaczyć. Są to osoby, które przeszły w różnym zakresie socjalizację religijną. Nie są

nieczułe na wszystkie elementy sacrum. Są nimi przecież otoczone, tym bardziej w Polsce, gdzie religia jest wszechobecna, czy w ludziach, czy w sferze publicznej. Zatem niewierzący mają za sobą trening religijności, ale również duchowości”. Niektórzy mówią o ateizmie uduchowionym, czyli łączeniu niewiary z potrzebą duchowości. „Co do uduchowienia – zaznaczyłam to, bo ludzie mi często mówią, że życie bez religii i Boga jest puste. Ja jestem skłonna twierdzić, że wierzę w reinkarnację, wierzę w duchy, duszę czy świadomość. Dla wielu ludzi takie sprawy jak miłość do bliźniego, uczciwość, odpowiedzialność itp. są możliwe tylko w kontekście wyznawania jakieś religii i wiary – a ja to spokojnie wcielam w życie, nie będąc uwikłaną w sprawy bosko-religijne” – napisała jedna z respondentek. Podobnie jest z rytuałami, dzięki którym możemy przeżywać z innymi ważne momenty – ślub, narodziny dziecka, śmierć kogoś z rodziny. Potrzeba ta nie jest zarezerwowana dla osób wierzących. Stąd organizowane i w Polsce ceremonie humanistyczne – ceremonia dedykacji, ślub humanistyczny, pogrzeb humanistyczny. Na stronie Ceremoniehumanistyczne.pl czytamy: „Humanistyczne rites de passage różnią się od religijnych koncentracją całej uwagi na Człowieku. Różnią się od tzw. świeckich ceremonii bogactwem i ładunkiem aksjologicznym”. Jest to próba stworzenia alternatywy nie tylko dla religijnych, ale również świeckich rytuałów w Polsce. Zjawisko jest pozytywne, bo różnorodność cieszy. Ale zwraca uwagę idealizacja rytuałów podobna do tej widocznej w definicji etycznego ateisty – „ceremonie humanistyczne to formy naszej ekspresji, w odróżnieniu od rytuałów, które wtłaczają człowieka w jeden, na ogół za ciasny schemat”. Trudno powiedzieć, czym się różni takie stanowisko od postawy, do której odnoszą się autorzy w dalszej części opisu ceremonii: „Czasami próbuje się ośmieszać te ceremonie, zarzucając im, że są próbą tworzenia »nowej świeckiej tradycji«”.

O miejsce dla niuansów

Nie mamy w Polsce słownika, by opisać tożsamości składające się z wielu części – na pierwszy rzut oka do siebie niepasujących. Nie ma miejsca na niuanse. Jest się albo katolikiem, albo ateistą. W zależności od zakreślonej odpowiedzi – postępuje się i myśli tak albo tak. Za pytaniem „czy wierzysz w Boga?” rzadko idzie „chyba”, „raczej”, „zależy, co rozumiesz przez »Boga«”. W Polsce częściej pada pytanie o mniejszym poziomie trudności – „Czy chodzisz do kościoła?”. Ale odpowiedź: „Wierzę w Boga, nie w Kościół” w większości przypadków i tak prowadzi do etykiety „niewierzący”. Nie chodzi o odrzucenie i napiętnowanie zdecydowanych deklaracji w tej kwestii. Pięknie jest mieć pewność. Pod warunkiem jednak że nie odbiera się prawa do i n n e j pewności, która jest w opozycji do naszej, albo prawa do niejednoznaczności (a może ona być równie piękna). Trzeba zauważyć, że zmienia się status zdecydowanej deklaracji w spotkaniu z postawami innymi. Za akceptacją odmiennych wyborów bądź ich braku idzie głębsza refleksja na temat własnej jednoznaczności. Często w rozmowie z osobami niewierzącymi pada zdanie: „Po prostu nie masz łaski wiary”. Zresztą niekiedy mówią tak o sobie sami niewierzący. Sens tego zdania „nie pracuje” poza tą jedną zdecydowaną deklaracją – wiarą. Odrzucenie tego wyjaśnienia jest wyzwaniem. Na zakończenie: słownik jednoznaczności – zawierający takie określenia, jak wierzący, ateista, ale też Polak, ojciec, kobieta – wciąż jest chętnie w Polsce używany. Najczęściej posługuje się nim dyskurs publiczny. Zadając pytania o treść znajdujących się w tym słowniku pojęć, dostrzeże się niuanse. Trudniej jest je zbadać, o nich opowiedzieć i je wyjaśnić. Coraz więcej osób nie znajduje siebie w starych etykietach. Możemy zacząć szukać nowych, ale wtedy trzeba będzie przyznać, że różnorodność i wieloznaczność istnieje.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata