70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Gombrowicz i Bóg

Znaczenie Gombrowicza wciąż jest słabo rozpoznane. On nie tyle przywraca miejsce pojedynczemu człowiekowi, co pokazuje nieustanne stwarzanie; człowiek jest z drugim, i wobec okoliczności, najczęściej – wobec bólu.

Gombrowicza milczenie o Bogu to książka ważna, bo prowokująca do dyskusji. W dużej mierze zgadzam się z interpretacjami Tischnera, chcę jednak zainicjować wymianę myśli – do czego zachęca sam autor, pisząc we wstępie o „ateizmie” Gombrowicza jako „problemie do ciągłego drążenia, a nie jednorazowego rozwiązania” (s. 12), wskazując na paradoksalność stanowiska Gombrowicza, w tym jego niechęć do „niefrasobliwego i zarozumiałego laicyzmu” spod znaku „Wiadomości Literackich” – który kompromituje postacią Pimki.

Słuszna wydaje mi się właśnie ta podstawowa obserwacja Tischnera: dotycząca „niezgody” Gombrowicza „na okrojenie świata z potężnych obszarów nieświadomego / niewiadomego”, które go „fascynują” i „przerażają” (s. 13). Gombrowiczowska fascynacja metafizyką otwiera bardzo obiecujące pole interpretacji. Podobnie ważne jest pisanie o nim jako rozczarowanym sentymentaliście.

Pierwszą wątpliwość nasuwa jednak sam efektowny tytuł. Gombrowicz o Bogu przecież nie tylko milczał, ale pisał jak najbardziej bezpośrednio, np. kiedy relacjonował (nieważne tutaj, czy rzeczywistą) katastrofę budowlaną w jednym z kościołów; zastanawiał się wówczas nad okrucieństwem Boga, podobnie przecież jak w rozważaniach o rannym psie (stosunek katolików do śmierci zwierząt), na co wskazuje sam Tischner. Jedną z motywacji do nadania tego tytułu – poza oczywistym nawiązaniem – była zapewne chęć wyraźnego zaznaczenia jednego z paradoksów twórczości autora Ferdydurke: nie był pisarzem z nurtu religijnego, nie możemy go na siłę wpychać do takiej szufladki. Problematyka metafizyczna była jednak dla niego w gruncie rzeczy podstawowa; kiedy zaś napiszemy „milczenie”, od razu nasuwa się podejrzenie, że jest ono „znaczące”. (Może bardziej odpowiadający książce byłby tytuł Gombrowicz i metafizyka?)

Metafizyka dla Gombrowicza to nie tyle problem intelektualny, co zagadka związana z ciałem: Gombrowicz i Bóg – to raczej Gombrowicz i ból czyli szukanie odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia. Potrzeba metafizyki może też wynikać z aspektu psychologicznego: poszukiwania przez Gombrowicza autorytetu ojca.

Jaki Gombrowicz?

W tym miejscu dochodzimy jednak do zasadniczego problemu: kogo mamy na myśli, pisząc „Gombrowicz”? Musimy zdecydować, który Gombrowicz nas interesuje – „prywatny” (konkretny człowiek i jego psychika), czy „publiczny” (wynikający z dzieł literackich, tworzony przez autora bohater-narrator, także w Dzienniku). Publikacja prywatnych zapisków Gombrowicza nazywanych dziennikiem intymnym (Kronos) przyniosła jedną ważną rzecz – dowód na rozgraniczenie sfery życia i twórczości. Gombrowicz tworzył „Gombrowicza”. Jednak sfera prywatna, pozbawiona masek, była dla niego niezwykle intymna; Rita Gombrowicz zanotowała w zbiorze świadectw Gombrowicz w Argentynie poruszającą relację Marii Świeczewskiej, kiedy po arcymistrzowskiej partii autokreacji Gombrowicz stanął samotnie na balkonie w sylwestrową noc. Świeczewska zobaczyła wtedy jego „nagą” twarz; wyczuł to i z wrogością w głosie powiedział: „mnie nie wolno podglądać”. Klasyczny polonista broniłby autonomii dzieła literackiego; sugestywność Gombrowiczowskiej autokreacji prowadzi do instynktownego utożsamienia Gombrowicza-człowieka z jego tekstami. Trzeba dużej dyscypliny, by nie patrzeć na pisarza przez pryzmat jego książek. Być może się mylę, ale mam wrażenie, że to właśnie Gombrowicz-człowiek interesuje Tischnera, który czyta dzieła literackie jako słowa konkretnej osoby, nie zaś jako autonomiczne, wyrwane spoza biografii twórcy teksty. Dzieło jako klucz.

Przyjęcie założenia, że szukamy odpowiedzi dotyczących człowieka, a nie Gombrowicza-kreacji (zauważmy tutaj, że nawiązaniem do tej dychotomii może być często wracająca figura sobowtóra, rozpoczynająca się w śnie na pierwszych stronicach Ferdydurke) prowadziłoby nas do konieczności sformułowania ważnych postulatów metodologicznych przy analizowaniu i interpretowaniu dzieł Gombrowicza:

1) szczególnego zwracania uwagi na analizowanie i cytowanie konkretnego wydania (co pokazywałoby zmiany w postawie Gombrowicza – lub ich brak; porównajmy np. Ferdydurke z listopada 1937 r., argentyńską, i z jesieni 1956 r., czy też, co zrobił Paweł Rodak, czasopiśmiennicze pierwodruki Fragmentów z dziennika i wydania książkowe) – nie zaś cytowania za jakimkolwiek z wydań;

2) porównywania motywów z różnych tekstów (Tischner np. pokazuje podobieństwo motywu czajnika w Dzienniku i Kosmosie), aby próbować zrekonstruować „postawę” czy „psychologię” człowieka-pisarza;

3) weryfikowania interpretacji tam, gdzie to możliwe – w biografii (np. przy szukaniu tropów intertekstualnych – zrekonstruowanie tytułów książek czytanych przez Gombrowicza; szukanie jego uwag w egzemplarzach książek – taki trud podjął m.in. Zdzisław Łapiński, tropiąc egzemplarze debiutanckiego tomu Gombrowicza, Pamiętnika z okresu dojrzewania; odnajdowanie pierwowzorów postaci literackich, co czyni Łukasz Tischner, np. opisując wizytę Gombrowicza u Zdziechowskich czy analizując Biesiadę u hrabiny Kotłubaj).

Problemy z biografią

Biografia to kolejny problem. Łukasz Tischner słusznie powołuje się często na niedrukowane za życia Gombrowicza felietony przygotowane dla Radia Wolna Europa, wydane później jako Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie. Warto jednak ustalić – to trudne zadanie – na ile felietony te są faktycznymi wspomnieniami, na ile zaś literacką fantazją. Nie możemy określić tego z góry, ponieważ o ile np. postać poznanego w Paryżu w latach 20., zafascynowanego muzyką Bacha Chińczyka Szu zapewne jest wymyślona (choć nie wiemy tego na pewno! Czy jednak znajdziemy tu refleks znajomości z Simone Weil?), o tyle choćby uwaga Gombrowicza o atakowaniu go w Polsce przez Cyrankiewicza jest – wbrew pozorom – całkowicie zgodna z faktami.

Czytając erudycyjną książkę Łukasza Tischnera, warto zwrócić uwagę na niebezpieczeństwo nadużyć w dziedzinie interpretacji intertekstualnych, ponieważ widzimy tu granice metody naukowej (choć Tischner ich nie przekracza): jeżeli podobieństwo do innego dzieła wynika ze świadomej decyzji autora (co trzeba próbować ustalić; np. kiedy Gombrowicz cytuje wiersz krytyka, który nieprzychylnie skomentował jego debiut), to wówczas mamy do czynienia z faktem – i ma to znaczenie dla interpretacji; w innym przypadku jest to nawiązanie nieświadome lub dostrzegane jedynie przez badacza, wtedy pokazywanie erudycji nie służy ustaleniu faktów (pamiętajmy, że Gombrowicz-narrator protestował przeciwko zbyt nachalnej erudycji w Trans-Altantyku, literacko przetwarzając spotkanie Gombrowicza-człowieka z Borgesem…).

Gombrowicza milczenie o Bogu jest nie tylko o Gombrowiczu, ale przy okazji np. o sposobie wiary. Tischner jak najsłuszniej interpretuje stosunek Gombrowicza do katolicyzmu, odwołując się do jego biografii – i np. siostry Ireny, bliskiej katolicyzmowi „intelektualnemu”. Gombrowicz pokazuje różne postawy wobec wiary: Amelię z Pornografii, jej syna Wacława, który w Boga nie wierzy, tylko chce, żeby istniał. Oczywiście łatwe nawiązania do dnia dzisiejszego mogą być mylące, ale warto przemyśleć te miejsca; Tischner zwraca uwagę na fakt, że Gombrowicz, atakujący „sienkiewiczowski” katolicyzm, często – paradoksalnie – bierze właśnie jego stronę przeciw katolicyzmowi „intelektualnemu”. Patrząc zaś na gombrowiczowską figurę kościoła międzyludzkiego, przypuszczam, że bliska była mu filozofia dialogu. „Mnie dlatego on zainteresował – pisał Gombrowicz do pośredniczącego początkowo między nim a Buberem Leo Lipskiego – a nawet zafascynował, że na gruncie intelektualnym jest realizacją tego samego – w przybliżeniu – widzenia człowieka”2. Warte uwagi są też miejsca w Dzienniku bliskie doświadczeniu „nocy ciemnej” św. Jana od Krzyża („mgławica, którą jestem”). To warte zbadania, szczególnie w nawiązaniu do roli muzyki u Gombrowicza, nie tylko w partiach o ostatnich kwartetach Beethovena; może dałaby się odnaleźć w jego dziełach zasada muzyczna?

***

Znaczenie Gombrowicza jest jeszcze – mimo wszystko! – słabo rozpoznane. On nie tyle przywraca miejsce pojedynczemu człowiekowi, co pokazuje nieustanne stwarzanie; człowiek jest z drugim, i wobec okoliczności, najczęściej – wobec bólu. Konstrukcja książki Łukasza Tischnera – który nie dokonując „Wyższej Syntezy”, a przeciwnie, otwierając wiele tropów interpretacyjnych, po prostu czyta teksty Gombrowicza w porządku chronologicznym – prowokuje do dyskusji zarówno interpretacyjnej (nad Gombrowiczem), jak i filozoficznej czy światopoglądowej (kształt polskiego katolicyzmu albo odwołujący się do „przepaści Kierkegaarda i Weil”, [s. 183] albo też „zielony”, „niedojrzały”, „Bóg podporządkowany narodowi”, jak pisał Gombrowicz w eseju Sienkiewicz).

Co Gombrowicz mówi nam dziś o nas samych?

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata