70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ta-Która-Przynosi- -Dziwne-Rzeczy. Dziwny tekst o pisaniu i (nie)śmiertelności

Zawsze czułam jej obecność. Jest podszewką mojego języka. Spodnią warstwą mojej skóry. „Pod” to przedrostek kluczowy dla jej istnienia. Ona jest pod spodem, pod powierzchnią, pod tekstem. Ale można ją również określić za pomocą takich słów, jak: tuż obok, bardzo blisko, między nami. Między słowem i rzeczą. Bólem albo rozkoszą i słowami, które znaczą ból, rozkosz. Między wstrętem jako wzdrygnięciem ciała i słowem „wstręt”. Między mną i Inną. Ona ma własną wolę, ale nie istnieje beze mnie. Kim ja jestem? Tą-Która-Pisze. Ale nigdy nie jestem sama. Nie mogę jej okiełznać. Nie mogę kazać jej zamilknąć i zniknąć. Ale mam władzę nadania jej imienia. Nazywam ją Tą-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy.

Jeśli potrzebujecie haczyka, by zaczepić o niego nić swojej wyobraźni, przeczytajcie pierwsze wersy Utworu o Matce i Ojczyźnie Bożeny Keff: „śni mi się, że trzymam – stojąc na jakimś dworcu – / trzymam coś niedużego, jakby dziecko, może kilkuletnie, / ale to nie jest dziecko tylko kosmaty jakiś strzęp wrzeszczący, / wije się szarpie, kłaki poplamione krwią, / muszę to trzymać, chronić przed upadkiem, czemu muszę nie wiem, / to się stało jakoś z zaskoczenia; trochę mi niedobrze / i trochę mi żal. Tu jakby rana, przy niej krew na kłakach, / śmierdzi spalenizną, pręży się szarpie (…)”. Ta- -Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy tu stoi – na jakimś dworcu – i trzyma to w dłoniach. To coś. Z daleka (już z odległości drugiego peronu) można nas z łatwością pomylić.

Zacytowane słowa z Utworu o Matce i Ojczyźnie mówi Usia. Jest Polką, Żydówką, córką. I trzyma w dłoniach Dziwną-Rzecz. Od niej zaczyna się opowieść córki Usi o matce Meter. Kto ją jej dał?

* * *

W moim pokoju stoi czarno-białe zdjęcie bliźniaczek, których nie znałam, ale stanowią one część mojej rodziny z wyboru. Znalazłam je w albumie starej kobiety, do której mówiłam „ciociu”, chociaż nie łączyły nas więzy krwi. Wiele lat temu użyczyła mi pokoju w swoim domu i swojej historii. Zdjęcie zostało zrobione w latach 30. XX w. gdzieś w okolicach Grodna. Przedstawia ubrane na biało dziewczynki w wieku sześciu czy siedmiu lat. Stoją przytulone, wsparte o siebie ramionami tak blisko, jakby były zrośnięte. Widać je tylko do pasa. Mają krótkie włosy z grzywką, wielkie białe kokardy i poważne, niemal identyczne buzie. Dopiero po bliższym przyjrzeniu się można zauważyć różnice między nimi. Ta z lewej jest zasnuta szarą mgłą i nie do końca wiadomo, czy należy do tego świata, czy już przeszła do krainy śmierci. Tak sobie nas wyobrażam: Tę-Która-Pisze i Tę-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy.

Dary Tej-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy mogłabym różnie nazwać. Są więc niesamowite w sensie, jakie temu słowu nadał Sigmund Freud. W słynnym eseju Das Unheimliche z 1919 r. Freud, zainspirowany pracami Ernsta Jentscha na temat opowiadania Piaskun E.T.A. Hoffmana, opisał szczególny rodzaj rzeczy, które są jednocześnie bliskie i obce, znane i odpychające. Budzą wstręt, przerażenie, ale przyciągają wzrok. To, co niesamowite, u Freuda odsyła do nieświadomego zakazu, jest jego zniekształconą manifestacją, domagającą się interpretacji. Dziwne-Rzeczy, o których mówię, bliskie są także temu, co Julia Kristeva określiła w Potędze obrzydzenia jako abject: wyrzutek systemu symbolicznego. Nie przedmiot, nie podmiot, lecz rzecz odpychająca, na którą język polski ma piękne słowo„pomiot”. Czarci pomiot oznacza produkt jakiejś ciemnej siły, która wdziera się w nasz dzienny świat i zagraża ustalonemu porządkowi. Aby stać się podmiotem i wpasować w to, co uznane za normalne, trzeba odgrodzić się od pomiotu. Abject musi zostać w ukryciu, pod spodem, za płotem czy murem getta. Na straży porządku stoją kulturowe zakazy, w wypadku ich złamania grożą sankcje. Interesuje mnie tu najbardziej zakaz wewnętrzny, wszyty w psychikę i ciało, który sprawia, że bliskość Dziwnych- Rzeczy napełnia dreszczem. Są one Nie-Do-Pomyślenia. Polski język w tym wyrażeniu oddaje Freudowską niesamowitość, Kristevej wstręto-fascynację i – zakaz. To jest Nie-Do-Pomyślenia, czyli: trzymaj się z daleka. Nie przekraczaj tej granicy. Ta-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy ma zakazy za nic.

We wspomnianej rozprawie autora Totemu i tabu to, co niesamowite, oznacza powrót wypartego. Freud oczywiście upierał się w Das Unheimliche przy strachu przed kastracją. W historii Piaskuna to samo oznacza dla bohatera utrata wzroku. Niesamowity jest tu sam powrót strachu, który wydawał się przezwyciężony i zapomniany. Zostawiony w dzieciństwie. Drugim i bardzo ważnym dla mnie przykładem powrotu wypartego jest Freuda koncepcja mrocznego bliźniaka-sobowtóra. Freudowski Doppelgänger jest pochodną dziecięcego narcyzmu z okresu, gdy mamy skłonność do stwarzania wyimaginowanych braci lub sióstr. Zdaniem Freuda w ten sposób dziecko wyobraża sobie swoją nieśmiertelność. Ale podobna sytuacja, czyli nagłe podwojenie, uczucie, że tuż obok jest Doppelgänger, w dorosłym życiu jest niesamowita. Doppelgänger, jedna z największych fascynacji Freuda, w jego koncepcji łączy się także z formowaniem superego. Główny menadżer naszego świadomego życia tworzy swojego bliźniaka i na niego projektuje wszystko to, co musi wyprzeć, by sprawnie funkcjonować. Doppelgänger jest więc niesamowity również dlatego, że oznacza abject, to, co musiało zostać odrzucone. Z tego wynika dwojaki wniosek. Po pierwsze, Doppelgänger reprezentuje to, co nieakceptowane dla podmiotu, wszystkie cechy odróżniające go od „normalnych ludzi” i utrudniające „normalne” życie. Po drugie, Doppelgänger oznacza to, czym podmiot mógłby stać się, gdyby pozwolił sobie na bunt przeciwko normie. Moja bliźniaczka, Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy, jest dla mnie jednym i drugim. Ludowe opowieści ostrzegają, że kto raz zobaczył swojego sobowtóra, nigdy już się od niego nie uwolni. Dlatego że najstraszniejsza prawda o mrocznej bliźniaczce brzmi: jest ona cieniem mojej śmierci.

Dar ma charakter syntezujący. „Raz w kula, zawsze w kula”, jak mawiają Trobriandczycy. Dająca i obdarowana stają się połączone więzami silniejszymi niż krew. Ta-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy wie, że muszę coś z nimi zrobić, by znów mieć wolne ręce. Moje wolne ręce gotowe na kolejny „kosmaty jakiś strzęp wrzeszczący” to mój dar dla niej. Wymieniamy się. Obie musimy być cały czas gotowe. Ta-Która-Pisze – i tu można użyć wielu słów, które oznaczają robienie czegoś rękoma z plastycznej materii – lepi, kształtuje, tka, splata Dziwne-Rzeczy w literacki tekst.

* * *
Gdy piszę, potrzebuję Tej-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy. Albo inaczej – bez niej nie ma pisania.
Mogę się z nią komunikować, choć lepsze byłoby słowo: „wywoływać” (tak jak wywołuje się duchy zmarłych). Ta-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy potrzebuje moich dłoni, w które złoży dar. Poznajemy się przez dotyk. Niepotrzebne nam oczy. Kobieta, jak odkryły różne mądre kobiety korygujące psychoanalizę Freuda, nie boi się zamknąć oczu, pozbawić się spojrzenia, bo nie czuje strachu przed kastracją. Jesteśmy jak dwa abakany, mięsiste, obłe twory, kryjące przed wzrokiem wnętrze i fakturę wyczuwalną pod opuszkami palców. Zawsze jesteśmy blisko jak bliźniaczki ze starej fotografii. Ale żeby umieć wziąć dar, muszę sprawić, że będziemy jeszcze bliżej. Staję się wtedy jak itako, wróżbitka z Osorezan, Góry Strachu.

Osorezan na północnym krańcu wyspy Honsiu to okolica bezludna i dzika, porośnięta gęstymi lasami, sponad których wystaje łysy czubek góry. Co roku latem odbywa się tam wyjątkowy festiwal zmarłych, Osorezan Taisai, czyli Wielki Festiwal Góry Strachu. Wówczas u bram świątyni Bodaiji rozkładają swe stoiska itako, niewidome wróżbitki. Albo takie, które potrafią zamknąć oczy. Pielgrzymi przybywają na Osorezan Taisai z najdalszych krańców Japonii, by poprosić itako o szczególną przysługę. Na ich życzenie kontaktują się one ze zmarłymi, są posłankami przenoszącymi wieści przez granicę między życiem i śmiercią. Słychać monotonnie recytowane przez itako buddyjskie sutry, nad głowami unosi się dym. Itako kontynuują tradycję japońskich szamanek. Pierwsze o nich przekazy pochodzą z chińskich dokumentów z III w. Podróżnicy i kupcy opowiadali o potężnej władczyni-szamance Himiko, która potrafiła nawiązywać kontakt z siłami nadprzyrodzonymi. Buddyści wierzą, że bogowie, a zwłaszcza bogini miłosierdzia Kannon, ofiarowują swoje łaski w pierwszej kolejności tym, którzy są słabi i upośledzeni. Stąd itako zostawały tradycyjnie niewidome dziewczynki. Był to dla nich często jedyny sposób znalezienia swojego miejsca w społeczeństwie i zarobienia na życie. Przygotowanie do roli itako zaczynało się w wieku dwunastu lat. Dziewczynka spędzała dni na ćwiczeniach charakteru i pamięci: musiała polewać się lodowatą wodą w codziennych rytuałach oczyszczania i od rana do zmierzchu uczyć się na pamięć buddyjskich sutr. Kiedy przychodził moment próby, prawie nie jadła i nie piła. Recytowała sutry otoczona starymi itako i ekstatycznym dźwiękiem bębnów. Wprawiała się w ten sposób w stan otwartości. Dziewczyna wpadała w trans, starsza i doświadczona itako rozpoznawała, jaki bóg wstąpił w kandydatkę na szamankę. Dzięki bóstwu, z którym nawiązała kontakt, będzie odtąd miała dostęp do świata zmarłych, niedany zwykłym ludziom. Wyruszy w drogę, by przy buddyjskich świątyniach oferować wiernym za niewielką opłatą swoje usługi. Między trzema aktorami: proszącym – itako – duchem z niedostępnej rzeczywistości narodzi się opowieść. We współczesnej Japonii obyczaj ten oczywiście zanikł i niewidome dziewczynki mają wiele innych możliwości. Ale wciąż żyją itako, które go pamiętają. Doświadczenie itako jako tej, która przynosi coś z drugiej strony, jest dla mnie podobne do doświadczenia twórczego. Pisanie stanowi wynik słabości i siły, bo trzeba być ślepym jak itako i mieć jej pragnienie wykroczenia poza codzienną rzeczywistość. Trzeba mieć dłonie otwarte na dar Tej-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy, a to znaczy, że trzeba uznać istnienie Innej w sobie. Takie pisanie ma wymiar demiurgiczny i transgresyjny. O innym nie warto mówić.

* * *
Dary Tej-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy są lepkie, pokawałkowane. Czasem mam ochotę od razu
się tego pozbyć, wytrzeć ręce. Chrystus jak z chleba i krew miesięczna, „tu jakby rana, przy niej krew na kłakach”, stare bachantki z krzyżem nago maszerują przez znów płonąca Warszawę. Zapach spalenizny, kawałki ciała, kłąb włosów, „kosmaty jakiś strzęp wrzeszczący”. Parę lat temu moja nieobliczalna bliźniaczka przyniosła mi starą kobiecą łydkę z hieroglificznym wzorem z włosów pod przejrzystym materiałem rajstop. Rozpoznałam znak . Yama, czyli góra. Ale yama po polsku brzmi jak jama, wygrzebana w ziemi dziura, w której coś / ktoś może się ukryć, przyczaić. Od tej łydki i jamy w podmiejskim pociągu między Radomskiem a Częstochową zaczęła się moja pierwsza powieść, Piaskowa Góra. Ta- -Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy nie ma litości. Nie zastanawia się, czy udźwignę. Mówi: sama chciałaś!

W obu przypadkach – mam na myśli pisanie i wywoływanie duchów przez itako z Góry Strachu – to, co przychodzi, jeśli w ogóle odpowiada na nasz głos, nie do końca odpowiada imieniu, którym je wywołano. Być może Ta-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy też oczekuje czegoś trochę innego. Nawzajem testujemy swoje możliwości. Ja tu, ona tam. Bardzo blisko. Ernesto Sabato, Gilbert Durand i wielu innych mówiło o tekście dziennym i nocnym. Ta, która opowiada historie dzienne, tożsama jest z moim świadomym „ja”. Tekst dzienny to wszystko to, co dzieje się na poziomie świadomych intencji, kiedy konstruuję bohaterów i intrygę, zastanawiam się, co robią i dlaczego. Ta-Która-Przynosi-Dziwne- -Rzeczy przychodzi nocą.

Pisze się i podróżuje tylko z jednego istotnego powodu – jest nim chęć ucieczki przed śmiercią. Zamykam więc oczy i wywołuję moją mroczną bliźniaczkę na Górze Strachu, udając, że się nie boję.

JOANNA BATOR – pisarka, kulturoznawczyni i filozofka, wielbicielka i znawczyni kultury japońskiej. Jej ostatnia powieść pt.
Ciemno, prawie noc – podobnie jak poprzednie książki autorki – została nominowana do nagrody NIKE

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter