70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Trzecia Wojna Światowa Ciała z Umysłem

Otatuowawszy się w żywego trupa i przyozdobiwszy się mięsożernymi pasożytami, Zombie Boy raczej nie obawia się śmierci czy robali; ale świat już nie będzie taki sam, gdy uczyniło się ze swej skóry płótno dla obrazów życia po śmierci.

01.

Ponad hukiem płomieni w korytarzu przetacza się krzyk.

CHARLIE

PATRZCIE NA MNIE! PATRZCIE NA MNIE! JA WAM POKAŻĘ ŻYCIE UMYSŁOWE! 

KORYTARZ

Ogień pędzi w głąb korytarza.

ZBLIŻENIE NA FRAGMENT ŚCIANY

Płomienie płyną wzdłuż nacieków.

NAJAZD NA DEUTSCHA

Oczy mu się rozszerzają na widok Charliego i zbliżającego się ognia; zapomniany pistolet zwisa w jego opuszczonej dłoni.

Z PUNKTU WIDZENIA DEUTSCHA

Charlie szarżuje nań korytarzem, przyciskając obrzyn do piersi. Płomienie pędzą wraz z nim.

Wrzeszczy:

CHARLIE

PATRZCIE NA MNIE! JA WAM POKAŻĘ ŻYCIE UMYSŁOWE! JA WAM POKAŻĘ ŻYCIE UMYSŁU!

Barton Fink (1991)

Joel Coen & Ethan Coen

 

02.

The Human Body Exhibition ponoć cieszy się w Krakowie tak wielkim powodzeniem, że musiano wydłużyć ją o miesiące. Jest to wystawa ciała ludzkiego rozbitego na części i warstwy i podsystemy biologicznej maszyny, w owym mechanicystycznym zapędzie redukcji przeskakująca chwilami na stronę wyzwalającego turpizmu: gdy powstrzymujesz nerwowy śmiech na widok obnażonej glorii i ohydy mięśnia lub kości, które czujesz właśnie pod swoją własną skórą.

Widzę, jak zwłaszcza wśród dzieci budzi ta ekshibicja niebywałą fascynację. W tramwajach i autobusach wystarczy, że mignie jej reklama, i dzieciarnia szkolna ożywia się, chłopcy (to głównie chłopcy) wymieniają fotki i filmiki, podszczypują się nawzajem opowieściami-horrorami, zagłębiają się w hipernaturalistyczne dywagacje o nigdy przecież do końca nie wyrażalnych w ich języku ekstremach biologii, o śmierci, o narodzinach, o trawieniu, wydalaniu, kopulowaniu, o śmierci, rozkładzie i grobie.

Po czym wyłączają się ze świata materii i na powrót pochłaniają ich komórki, SMSy, gry.

 

03.

Mówi zombie

Otatuowawszy się w żywego trupa i przyozdobiwszy się mięsożernymi pasożytami, Zombie Boy raczej nie obawia się śmierci czy robali; ale świat już nie będzie taki sam, gdy uczyniło się ze swej skóry płótno dla obrazów życia po śmierci.

Jest to wywiad z zombie, bo tak sam o sobie mówi; ze stylowym zombie.[k4]

Q: Czyj to był pomysł – transformacja w zombie?

A: Mhm, mojej babci albo listonosza – już mi się rozmyły w pamięci szczegóły tamtej rozbieranej imprezy.

Q: Czy kiedykolwiek przestraszyłeś się tego, co zrobiłeś ze sobą i swoim ciałem?

A: Nigdy! Harowałem ponad dekadę, żeby osiągnąć ten cel, pod igłą i nożem, pod dachem, Słońcem i Księżycem, to moja życiowa szansa.

Q: Czujesz się bardziej ludzki, odkryty ukazując swoje wnętrze światu?

A: Szczerze, dla mnie to po prostu atrament. Jak farba na obrazach. Mielibyśmy odczuwać irracjonalny strach przed twórczością artystyczną? Czuję raczej, że to mnie rozwija, a nie osłabia.

Q: O czym opowiadasz swoją sztuką?

A: O anarchii. Jestem anarchistą, to wezwanie do rewolucji. Pierwszym stadium rewolucji jest sprzeciw. A jawić się martwym, gdy jest się żywym – to sprzeciwia się samym prawom natury.

http://tattoo.about.com

Rick Genest AKA Zombie Boy od dziewiętnastego roku życia pracuje nad tatuażem ukazującym wnętrze jego rozkładającego się ciała; tatuaż pokrywa już ponad 80% powierzchni jego skóry.

Jak dotąd Zombie Boy został twarzą koncernu L’Oreal, linii modowej Jay-Z, wystąpił w teledysku Lady Gaga, w filmie 47 Roninów u boku Keanu Reevesa oraz w licznych pokazach mody – jako model.

04.

W 2012 r. w „Cultural Studies Review” ukazał się esej Johna Frowa pt. Avatar, Identification, Pornography. Frow zestawia w nim dwa współcześnie najdonośniejsze wyrażenia stosunku człowieka do ciała: komputerowe awatary oraz pornografię.

Pierwszym warunkiem wejścia w jakikolwiek tekst kultury jest utożsamienie. „Bez rozbudzenia zainteresowania postacią, która w jakiś sposób nas przypomina, nie zaangażujemy się tak głęboko w proces lektury”. Frow sugeruje, że odnosi się to również do narracji dyskursywnych, nawet tych wysoce abstrakcyjnych, gdzie z pozoru nie ma się z kim / czym utożsamiać.

Spopularyzowanie komputerowych awatarów sprawia, że łatwiej wyprowadzić ze słowników filozoficznych do powszechnego obiegu precyzyjniejsze języki opisu tych relacji. Należy rozbić pojęcie ciała na co najmniej trzy instancje: na ciało fizyczne, ciało wirtualne i ciało fenomenalne. To ostatnie odnosi się do naszego wyobrażenia-odczucia ciała, do „mentalnej mapy ciała” zbudowanej z subiektywnego jego doświadczenia, w tradycji Merleau-Ponty’ego.

Frank Biocca The Cyborg’s Dilemma: Progressive Embodiment in Virtual Environments (1997): „Okazuje się, że taka [komputerowa] manifestacja potrafi znacząco odmienić wewnętrzny obraz ciała. W przenośni można rzec, że ciało wirtualne (awatar) konkuruje z ciałem fizycznym o wpływ na kształt ciała fenomenalnego. Efektem końcowym jest swoiste przeciąganie liny w umyśle użytkownika interfejsu, powodujące oscylację jego wewnętrznego obrazu ciała”.

Lukas Blinka (The Relationship of Players to Their Avatars in MMORPGs: Differences between Adolescents, Emerging Adults and Adults) rozróżnia tu trzy części składowe relacji: identyfikację, imersję i kompensację. Z wiekiem identyfikacja wydaje się przechodzić w szerszą i głębszą, ale nie tak prosto osiąganą imersję. Gracze „śnią na jawie” o świecie gry, lecz nie identyfikują się już wprost z awatarem – awatar staje się czymś pośrednim pomiędzy fenomenalnym obrazem ciała a zupełnie oddzielną figurą (postacią w filmie). Siła tego przesunięcia maleje w przypadku graczy żonatych, co da się zinterpretować zarówno pozytywnie (związki w „prawdziwym życiu” leczą ze związków wirtualnych), jak i negatywnie (małżeństwo zabija wyobraźnię).

Marie-Laure Ryan Will New Media Produce New Narratives? (2004): „Gracz [w grze komputerowej] dąży do celu wyznaczonego przez grę wykonując serie czynności, którymi determinuje los świata gry. Ten los jest kształtowany środkami dramatycznymi – poprzez odgrywanie – a nie diegetycznie – poprzez opowiadanie. Lecz w przeciwieństwie do tradycyjnej dramaturgii, gra tutaj jest autoteliczna, nie ukierunkowana na żadnego widza: wykonywanie tych czynności stanowi właśnie sens gry i główne źródło przyjemności dla gracza”.

Tak obsesyjna autoteliczność łatwo kojarzy się z seksem; w istocie w swych objawach i neurologii uzależnienie od seksu i uzależnienie od gier komputerowych nie różnią się wiele. Frow wskazuje tu na dwie główne składowe przyjemności: imersywną i kinestetyczną. Nie dość, że rzeczywistość gry cię całkowicie pochłania, to przyjemności czerpane przez ciebie z udziału w niej – choć siedzisz w fotelu właściwie bez ruchu – są przyjemnościami ciała. Strzelasz, skaczesz, walczysz, latasz, pływasz – nie tym ciałem w fotelu, lecz innym swoim ciałem. I również nieskończona powtarzalność tych mechanicznych rozkoszy i satysfakcji przywodzi na myśl bezwzględne okrucieństwo rządów libido – jakaż inna siła wpędzi myślącego człowieka w tak zwierzęce kompulsje? „Zabić milion szczurów” – to nie karykatura, ale reguła osiągnięć RPGowych.

Pornografia, powiada Frow, jest „ekstremalną, lecz wcale nie nietypową formą afektywnego oddziaływania tekstu”. Jej cechę charakterystyczną stanowi awatarowa pustka jej bohaterów; jak powiada Susan Sontag, psychologiczna płaskość pornografii to nie błąd czy niekompetencja jej twórców, ani też cena ich odczłowieczenia, lecz warunek niezbędny dla wywołania u odbiorcy seksualnej reakcji. Czytelnik, widz musi mieć przed sobą czysty ekran, by wyświetlić na nim własne emocje, oczekiwania, obrazy. W branży gier komputerowych nazywa się to „kustomizowaniem awatara”.

Wedle klasycznego argumentu feministek ze szkoły Catherine McKinnon i Andrei Dworkin pornografia jest gwałtem i formą dominacji męskiej seksualności, sprowadza kobiety do roli obiektów, obrazów, dóbr do skonsumowania. „Seks w prawdziwym życiu jest nie mniej zapośredniczony niż w sztuce. Mężczyźni uprawiają seks z ich własnymi wyobrażeniami kobiet”.

Zamazuje się tu nie tylko granica między dobrowolnym i niedobrowolnym aktem seksualnym, ale też między aktem, ciałem – a jego obrazem, wyobrażeniem, urojeniem.

Identyczne założenie leży u podstaw współczesnego Idealizmu Cyfry. Żołnierzami frontowymi w Trzeciej Wojnie Ciała z Umysłem są także niezliczone porno gwiazdki z Rosji i Ukrainy, o twarzyczkach pluszowych księżniczek, na czas internetowej seksualnej poniewierki nawet nie zdejmujące prawosławnych krzyżyków. Gdy wypytywane, dlaczego dają się tak poniżać, dziwią się szczerze: „Przecież to tylko ciało”.

05.

Na wschodzie bowiem – tam wyostrza się każda walka ducha i mózg rogowacieje pod niebem wiecznego średniowiecza. Przenocuj w cieniu cerkwi, napij się pod echem dzwonów, wciągnij do płuc tamto powietrze i tamte oczywistości.

Wejdź w mrok świątyni. W monasterach prawosławnych ujrzysz nadal ikony przedstawiające ukrzyżowanego mnicha. Wokół kłębią się diabły i demony, a on cierpi w milczeniu na krzyżu. Spotkasz warianty z mniszkami (w żeńskich monasterach). Podpis: „Żywot mnicha”.

Rosyjskie XVIII- i XIX-wieczne religijne ruchy radykalnej negacji ciała – skopcy najsłynniejszym przykładem – przejmowały tę symbolikę, wpisując w figurę mnicha los każdego chrześcijanina.

Na takim „Ukrzyżowaniu ciała” alegorie ascety, świata i diabła opowiadają walkę o wyzwolenie Ducha z biologii: ukrzyżowany mnich, z zakluczonymi ustami i oczami, ze świecami w obu rękach, a po jego prawicy Ciało, które oczywiście jest kobietą (podpis: „Upodobanie rozpusty”), mierzy doń z łuku z progu Piekła, spod cytadeli ziemskiego Kościoła, a z przodu Diabeł włócznią („Umiłowanie ziemskich rozkoszy”) podaje ukrzyżowanemu rozkaz: „Zejdź z krzyża!”, nad wszystkim zaś unosi się Chrystus z koroną świata.

Nagroda dla tych, co wyrzekli się Ciała: wieczność czystego Ducha.

W szczycie antycielesnego zapału ich sekty liczyły setki tysięcy wiernych; sięgały najwyższych kręgów mieszczaństwa, kupiectwa, dworu. Kobiety odcinały sobie piersi, łechtaczki i zewnętrzne wargi sromowe, mężczyźni – jądra i członki.

Ulubione biblijne wersy rzezańców to:

„Bo są bezpłodni, którzy z łona matki tacy się narodzili; i są bezpłodni, których ludzie takimi uczynili; a są także bezpłodni, którzy ze względu na królestwo niebieskie sami zostali bezżennymi” (Mt 19,12).

„I prawie wszystko oczyszcza się krwią według Prawa, a bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia [grzechów]”(Hbr 9,22).

„Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: »Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły«” (Łk 23,29).

„Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny. I jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do życia, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła ognistego” (Mt 18,8–9).

06.

Wyostrza się walka ducha, aż do pomyślenia pozostają wyłącznie ekstrema. Praojciec naukowego transhumanizmu, Nikołaj Fiodorowicz Fiodorow, nie ograniczał się bynajmniej do projektów wskrzeszenia czystych umysłów, lecz rozpisał całościowe plany rezurekcji kompletnych ciał wszystkich zmarłych ludzi od początku czasu. Pozostały po nim wielotomowe rozprawy o inżynierii i matematyce Apokalipsy, zachwycające Dostojewskiego, Tołstoja i Ciołkowskiego.

Ze względu na brak miejsca na Ziemi dla pomieszczenia równocześnie wszystkich przeszłych i przyszłych pokoleń ludzkości, Fiodorowy projekt pokonania śmierci wymagał opanowania innych planet oraz kosmicznej przestrzeni mieszkalnej.

Problemy zresztą narastały lawinowo; z ciałem zawsze mnóstwo problemów. Te same cząstki materii, z których zbudowane były ziemskie powłoki naszych przodków, stanowią wszak elementy składowe naszych własnych organizmów, a następnie – organizmów naszych potomków.

Toteż istnieje cała klasa modeli kosmologicznych, w których ciał zmartwychwstanie okazuje się niemożliwym ze względów czysto matematycznych.

07.

Ale! Współcześni fiodorowcy mają do dyspozycji komputery, tę najczystszą rafinację potęgi Umysłu.

Spośród nich wszystkich bodaj największą odwagę (bezczelność) operowania konkretnymi danymi i datami wykazuje Ray Kurzweil – stąd też jego medialna kariera. Obecnie uchodzi już wręcz za rzecznika frakcji transhumanistów-praktyków, tzn. tych, którzy nie tylko filozofują o transcendowaniu ciała danego nam przez ewolucję, ale pragną jak najrychlej wprowadzać owe idee w życie.

Kurzweil musi uciec ze swojego ciała, zanim zniszczy je choroba; ma wyznaczony deadline, niemniej obchodzi go już wyłącznie całkowity i bezwarunkowy tryumf nad Ciałem. Czy ma nadzieję na nieśmiertelność? Uważa się za realistę: nie dysponujemy jeszcze środkami dla zapewnienia człowiekowi nieśmiertelności, ale dysponujemy wiedzą o metodach przedłużania mu życia, toteż Kurzweil chce żyć wystarczająco długo, by móc żyć wiecznie[k7] .

Rozumowanie przebiega następująco: Przewidywana długość życia człowieka wzrasta wraz z rozwojem cywilizacyjnym, a ten przyrost dodatkowo przyśpiesza z uwagi na coraz obfitsze inwestycje w medycynę starości w miarę, jak starzeją się społeczeństwa Zachodu. Liczona przy urodzeniu, w neolicie przewidywana długość życia wynosiła 20 lat, podczas gdy średnia światowa dla 2009 r. według statystyk Google’a przekracza 69 lat (dla Polski: 75,7). W którymś momencie tempo tego przyrostu osiągnie poziom 1:1, to znaczy każdego roku kalendarzowego przewidywana długość życia będzie wzrastać o co najmniej rok. A to w istocie oznacza przedłużenie go w nieskończoność: odtąd statystyczna data śmierci będzie się od nas już oddalać. Innymi słowy: nie nadążymy za technologią ze starzeniem się.

Na razie przewidywana długość życia wzrasta o ok. 2 lata na 10 lat, ale Kurzweil obstawia, że ów punkt 1:1 osiągniemy za lat 15.

Dla nieśmiertelności samego Kurzweila nie jest jednak konieczne takie podniesienie globalnej średniej, a jedynie lokalnego maksimum, tzn. aby jego  przewidywany czas życia wydłużał się w tempie roku na rok.

Aż do momentu, gdy w ogóle nie będzie się musiał przejmować kondycją ciała, opuściwszy je niczym tonący statek – gdy przesiądzie się z białkowego nośnika na nośniki cyfrowe.

Ray Kurzweil, czyli jego umysł.

08.

W niemowlęctwie cybernetyki, kiedy jeszcze wierzyliśmy w cudownie proste i zerojedynkowe cezury w rodzaju testu Turinga, a przyszłość jawiła się nieskończonym pochodem kolejnych przełomów w budowie AI (łezka w oku się kręci na wspomnienie Lemowych „mózgów elektronowych szóstej generacji”), redukcja człowieka do cyfrowego odbicia jego struktury mózgowej – byle neuroskaner miał wystarczająco dobrą rozdzielczość – jawiła się taką oczywistością, że nawet nie trzeba było uzasadniać tych tez.

Zamiast tego zagłębialiśmy z fascynacją w ezoteryczne paradoksy ontologii cyfrowej: skoro jestem już czystą informacją, to podróżując, wcale nie przemieszczam się, jeno jestem kopiowany, czyli zabijany i stwarzany, zabijany i stwarzany, i stwarzany, i stwarzany, ale jeśli informacja może być nieśmiertelną, to czy dusza może istnieć w milionie egzemplarzy? Są o tym wielotomowe rozprawy.

Potem wszystko jęło się nieprzyjemnie rozmywać. Penrose ujrzał tajemnicę świadomości człowieka w cudach grawitacji kwantowej, a Searle – w samej biologii białkowej. Przede wszystkim zaś zaczęliśmy dostrzegać nieskończoną przewrotność pułapki chińskiego pokoju.

Okay, powiedzmy, że stworzyliśmy cyfrowy odpowiednik umysłu człowieka, który to sobowtór z wnętrza maszynowej symulacji mówi i zachowuje się dokładnie tak samo, jak oryginał – lecz niby w jaki sposób mielibyśmy zyskać pewność, że ta kopia cyfrowa rozumie , co mówi, że jest tego i siebie świadoma?

Żadne jej deklaracje i żadne przeprowadzane na niej testy, żadne też prezentacje jej stanów emocjonalnych nie przełamią owego paradoksu; chiński pokój może pisać wiersze i symfonie, a nie zyska dzięki temu świadomości. A raczej: my nie zyskamy wglądu w jego świadomość lub jej brak. Tak samo nie mam wglądu w świadomość innych ludzi – w gruncie rzeczy jedynie tzw. „common sense” każe mi zakładać, że nie jestem jedynym prawdziwym człowiekiem pośród miliardów zombies. Skąd wszakże pochodzą przyzwyczajenia i reguły zdrowego rozsądku? – z dowodów matematycznych, czy z doświadczenia życiowego, społecznego uzusu?

09.

Chiny jako pierwszy kraj na świecie oficjalnie uznały uzależnienie od internetu za chorobę i uważane są, jeśli nie za epicentrum, to za kraj frontowy w tych zmaganiach Ciała z czystym Umysłem.

Według badań z 2009 r. 6.44% studentów z pierwszego roku w Chinach pozostaje trwale uzależnionych od internetu. Specjalną kategorią, z własnymi objawami i terminami, jest uzależnienie od gier on-line (wǎngluò yóuxì). Chińczycy wydają się też bardziej podatni na najcięższe formy uzależnienia (14% w porównaniu do 4% w USA).

W czym wyjątkowość Chin? Być może jest coś na rzeczy w korelacji tych uzależnień z chińską polityką jednego dziecka. Dawno opisano syndrom „małego cesarza”: jedynacy są tam przedmiotem nieproporcjonalnie dużej uwagi i troski rodziców, a zarazem od małego poddani wielkiej presji sukcesu. Nie mając naturalnego kontaktu z innymi dziećmi w domu, nawiązują kontakty w sieci; najmłodsze pokolenie uczy się wychodzić z Ciała już w wieku przedszkolnym. Przyjrzyj się maluchom z naturalną łatwością posługującym się tabletami – otworzą ci się oczy.

Z industrializacją i urbanizacją postępuje w Chinach także prywatyzacja życia, ściślejsze zamykanie się w czterech ścianach. A rolę naturalnych miejsc pozarodzinnej socjalizacji przejęły właśnie kafejki internetowe, nigdzie tak popularne jak w Azji. W gry on-line grają głównie młodzi mężczyźni. Tymczasem polityka jednego dziecka połączona z kulturową preferencją chłopców stworzyła wyjątkowe ciśnienie społeczne, tak, że w 2005 r. stosunek mężczyzn do kobiet w całej populacji Chin został skrzywiony do karykaturalnego 120:100. (Selektywne aborcje to najprymitywniejsza metoda projektowania genetycznego).

W reakcji zaczęły powstawać w Chinach tzw. „centra deprogramowania młodzieży”, obozy zwalczania internetowego uzależnienia; pierwszy otworzono w 2004 r. przy Głównym Szpitalu Wojskowym w Pekinie. Rodzice nakręcani historiami jak ta o 13-latku z Tianjin, który po półtorej doby nieprzerwanej gry w World of Warcraft skoczył z dachu wieżowca, aby „dołączyć do bohaterów gry”, wysyłają swoje dzieci do tych ośrodków rehabilitacji, płacąc im nierzadko małe fortuny.

Jak wygląda taka rehabilitacja? Są to nieustające ćwiczenia w cielesności .

Delikwentów przede wszystkim odcina się od wszelkich nośników Cyfry; w obozie mają kontakt wyłącznie z nagą, analogową rzeczywistością. Deprograming opiera się głównie na tak brutalnym wmuszeniu człowieka w rygor wysiłku fizycznego – biegi, przysiady, pompki, prace i ćwiczenia, wrzeszczący nadzorcy, bicie kijami, nocne alerty, błoto i chłód i kraty – że o niczym innym nie jest w stanie już on myśleć, jak o prostych przyjemnościach ciała: śnie, jedzeniu, odpoczynku. Ciało staje się jego światem, ciało zamyka horyzonty umysłu, z ciała pochodzi cała przyjemność i cała tortura, w ciele zbawienie i z ciała męka, nie ma niczego poza ciałem.

Jest to wojna na śmierć i życie. Gdy do mediów przebiły się w końcu historie o zgonach dzieci w owych obozach – gdy cenzura chińska je przepuściła – zamknięto część ośrodków; inne działają nadal.

10.

Kiedy ta wojna wybuchła? Sięgnę do prehistorycznych praktyk szamańskich, a i tak nie dotrę do źródła. Najłatwiej skwitować banałem: że w poczuciu rozerwania między niebem i ziemią, umysłem i ciałem, duchem i materią, wiecznością i doczesnością wyraża się specyfika kondycji ludzkiej – wszak obok życia / śmierci i męskości / kobiecości to chyba najgłębszy dualizm kultury człowieka. Ale nie jest też przecież tak, że owo napięcie nie zmienia się w czasie, nie maleje i nie rośnie, i nie znajduje coraz to nowych kanałów ujścia.

Żadne kompendium nie wyczerpie oczywiście tematu; zdani jesteśmy na uproszczenia, metafory, skróty. Na co można liczyć? Na aktualny, a oryginalny przekrój przez te kilometrowe warstwy kultury.

Pierwsza Wojna Światowa Ciała z Umysłem była wojną religii.

Druga Wojna Światowa Ciała z Umysłem była wojną filozofii.

Trzecia Wojna Światowa Ciała z Umysłem jest wojną technologii.

Nie mają konkretnych dat początku i końca; nigdy całkiem nie wygasają, rozlewając się na inne ziemie – polityki, kultury masowej, medycyny, gospodarki.

Dopiero jednak Trzecia Wojna jest wojną naprawdę totalną, tzn. taką, która dotyka w praktycznych konsekwencjach każdego aspektu naszego życia (a nawet śmierci). (A nawet bezśmiertnego bytowania wiecznego).

11.

Mówi rozszerzacz ciała

Stelarc (Stelios Arcadiou) rozszerzał ciało w performance’ach od końca lat 60-tych XX w. Na koncie ma wyposażenie swojego ciała w „Trzecią Rękę”, rozszerzenie siebie w rzeczywistość wirtualną dzięki „Wirtualnej Ręce”, i ponad 25 „podwieszeń”, kiedy to zawieszał swoje ciało na hakach przekłuwających skórę.

Poszukiwania artystyczne Stelarka krążą wokół idei „ciała rozszerzonego” – zarówno fizycznie, jak i technicznie.[k14]

Q: Twoje podwieszenia natychmiast przywodzą na myśl rytuały hinduistyczne, Indian amerykańskich i tym podobne.

A: Inny kontekst to pierwotne pragnienie latania. Mnóstwo rytuałów pierwotnych obraca się wokół zawieszenia ciała, a w XX w. astronauci naprawdę już unoszą się swobodnie w nieważkości. Akty zawieszenia lokują się gdzieś pomiędzy tymi pierwotnymi tęsknotami i dzisiejszą rzeczywistością.

Q: Zawsze pracujesz na swoim ciele. Ciało jest twoim medium. Jak się czujesz jako zarazem artysta i dzieło sztuki?

A: Dla mnie ciało stanowi bezosobową, obiektywną strukturę, owoc ewolucji. Przez dwa tysiące lat potrząsawszy i poszturchiwawszy naszą psyche bez żadnych dostrzegalnych zmian w kondycji człowieka, być może powinniśmy podejść do rzeczy od strony samych fundamentów fizjologii, i dopuścić możliwość, że tylko przez radykalne przeprojektowanie ciała dorobimy się znacząco innych systemów myślowych i filozoficznych. Uważam, że nasze filozofie są zasadniczo ograniczone przez naszą fizjologię, przez konkretną orientację estetyczną w świecie, sposób, w jaki odbieramy i rozumiemy świat poprzez pięć naszych zmysłów, i przez tę konkretną technologię, która zmysły wspomaga. Uważam, że prawdziwie inna, obca inteligencja wyłoni się z obcego ciała albo z maszyny. Nie wydaje mi się, żeby ludzie byli w stanie stworzyć naprawdę nowe filozofie. Podczas gdy przedstawiciele obcego gatunku wcale nie muszą mieć tego samego wyobrażenia świata.

Q: Gdyby taka filozofia powstała, nie byłaby to ludzka filozofia. Jak ją w ogóle przełożyć na kategorie człowieczeństwa?

A: Cóż, nie powinniśmy rzecz jasna przypisywać ciału człowieka czy gatunkowi ludzkiemu posiadania jakiejś absolutnej natury. Nie ma już wielkiego sensu przykuwanie swojego „ja” do wnętrza konkretnego ciała biologicznego. Być człowiekiem – to znaczy podlegać nieustannym redefinicjom. Nie mam z tym żadnego problemu.

Q: Więc człowiek to nie ta istota, która tu siedzi, z tymi dwoma rękami i nogami – ale coś innego, poza nią?

A: Tak, oczywiście. Jeśli siedzisz tu przede mną z rozrusznikiem serca, ze sztucznym biodrem i jakimiś wspomagaczami pracy wątroby i nerek, czy miałbym cię uznać za mniej ludzkiego? Szczerze mówiąc, nawet gdyby większość twojego ciała składała się z mechanicznych, silikonowych czy elektronicznych części, a ty zachowywałbyś się w sposób społecznie akceptowany, wchodziłbyś ze mną w interakcje tak jak człowiek – dla mnie należałbyś do rodzaju ludzkiego.

„C-Theory” 1995

Paolo Atzori & Kirk Woolford rozmawiają ze Stelarkiem

 

12.

Najradykalniejsze transcendencje ciała transcendują również kartezjański dualizm.

Współczesna matematyka apokalipsy – w odróżnieniu od prostych modeli Fiodorowa – nie potyka się już na problemie pomieszczenia ciał wszystkich pokoleń ludzkości na skończonej powierzchni Ziemi. Według obliczeń znanego kosmologa, Franka J. Tiplera, ze znanych nam praw fizyki nieuchronnie wynika konieczność przejęcia przez inteligentne życie kontroli nad całą materią we wszechświecie, aż wreszcie u końca czasu doprowadzi ono do kollapsu wszechświata w osobliwość, kollapsu tak precyzyjnie zaprojektowanego, że moc procesunku owej materii podąży do nieskończoności, i emulowane w niej światy będą trwać wiecznie. Tym samym możliwe będzie odtworzenie i nieskończone procesowanie wszystkich wersji historii wszechświata, a wszyscy ich mieszkańcy posiądą życie wieczne.

Ten Punkt Omega spełnia definicje Boga z większości religii. Emulacja jest tu tak kompletna, że w istocie trudno wykluczyć, czy sami nie znajdujemy się wewnątrz Punktu.

Jaka zatem różnica pomiędzy Umysłem i Ciałem? Są to dwa wątki tego samego programu, dwie równoczesne myśli Boga: informacja i informacja.

13.

Soundtrack

We barely remember who or what came before this precious moment,

We are choosing to be here right now. Hold on, stay inside

This holy reality, this holy experience.

Choosing to be here in

 

This body. This body holding me. Be my reminder here that I am not alone in

This body, this body holding me, feeling eternal

All this pain is an illusion.

 

Alive, I

 

In this holy reality, in this holy experience. Choosing to be here in

 

This body. This body holding me. Be my reminder here that I am not alone in

This body, this body holding me, feeling eternal

All this pain is an illusion.

 

Twirling round with this familiar parable.

Spinning, weaving round each new experience.

Recognize this as a holy gift and celebrate this chance to be alive and breathing.

 

This body holding me reminds me of my own mortality.

Embrace this moment. Remember: we are eternal

All this pain is an illusion.

 

Tool Parabola

 14.

Ray Kurzweil ma dwie główne obsesje: właśnie nieśmiertelność cyfrową oraz gospodarkę bez dóbr rzadkich (post-scarcity economy).

Ta druga prezentuje się wciąż dość odległą utopią; natomiast z jakąś formą potencjalnie nieśmiertelnej inteligencji cyfrowej (bo informacja się nie starzeje, choć ma swoją entropię) przyjdzie nam się wkrótce zmierzyć. Nawet jeśli nie będzie to inteligencja przeniesiona z mózgu człowieka.

Kurzweil wierzy niezłomnie w Prawo Moore’a, dzięki któremu postęp naukowy we wszystkich dziedzinach, gdzie wykorzystuje się komputery, będzie szedł w przyrostach geometrycznych – jakby rzeczywiście podwajanie się mocy procesorów co rok czy dwa lata stanowiło prawo natury i rozwiązywało wszystkie problemy.

Nie rozwiązuje. Ale sukces przesiadki Umysłu z Ciała w Cyfrę tak czy owak jest nie do stwierdzenia, obojętnie jaką technologią byśmy dysponowali. Jestem jednak przekonany, że w praktyce nikogo – poza studentami filozofii i katolickimi publicystami – nie będzie obchodzić, czy ludzie cyfrowi naprawdę  są świadomi, czy tylko takimi się wydają .

Niezależnie od siebie uczeni z Instytutu Max Planck w Heidelbergu i z Harvard Medical School dostarczyli ostatnio dowodu na możliwość emulacji funkcji mózgowych w komputerze, rekonstruowania ich na podstawie skanów mózgu. Blue Brain Project, zainicjowany w 2005 r. i współfinansowany przez IBM, ma na celu stworzenie komputerowej symulacji całego mózgu człowieka, działającego w sposób nieodróżnialny od mózgu fizycznego. Jest to gigantyczne przedsięwzięcie: do symulacji pojedynczego neuronu trzeba mocy równej mocy współczesnego laptopa, a mózg ludzki ma około stu miliardów neuronów.

Załóżmy, że projekt zakończy się powodzeniem, tzn. uruchomiona zostanie w komputerze pełna symulacja mózgu. Załóżmy, że rozwiązany zostanie problem nieinwazyjnego skanu stosownej rozdzielczości i że to nie generyczny mózg Homo sapiens będzie się tam procesować, lecz idealna kopia mózgu konkretnego człowieka, jakiegoś Jana Kowalskiego. I że ten wirtualny Jan Kowalski (JKV) będzie mówił i zachowywał się dokładnie tak samo jak Jan Kowalski z realu (JKR). Ba, więcej: niech nawet skany mózgu JKR będą się pokrywać ze screenshotami JKV. Rzecz jasna nadal nie pozwoli to nam stwierdzić, czy w JKV odtworzono także świadomość JKR; czy JKV nie jest jedynie bardzo skomplikowanym chińskim pokojem.

Ale wystarczy wyjść poza eksperymenty myślowe operujące na konstruktach logicznych. To ludzie mieliby wyemigrować z ciał, to w ludzkiej kulturze odbije się nieśmiertelność. Paradoks chińskiego pokoju pozostanie w mocy – lecz cóż z tego?

Spotykasz oto JKV, zawiadującego swym nowym ciałem biologicznym czy niebiologicznym, albo też po prostu kontaktujesz się z nim na co dzień w takim czy innym virtualu, nadto nie jest JKV żadnym ewenementem, takich „cyfrowych obywateli” masz wokoło mnóstwo, reagują jak ludzie, pracują jak ludzie, uczestniczą w kulturze jak ludzie – i co się dzieje? Prędzej czy później się z nimi oswajasz .

Filozoficzne dywagacje przestają mieć znaczenie w obliczu codziennego doświadczenia. Już teraz otacza nas tyle elektroniki i maszynowej inteligencji, że człowiek przeniesiony tu z zarania cybernetyki nie dałby nam spokoju pytaniami o testy Turinga itp. kwestie wówczas uważane za kluczowe. Tymczasem testy Turinga przechodzą codziennie miliony botów w internecie; łatwiej raczej wziąć kolejnego anonima na czacie za prosty algorytm konwersacyjny. A my nie poświęcamy temu uwagi. Nie zastanawiamy się. Żyjemy już w środowisku prymatu informacji nad materią, stało się ono dla nas naturalnym. Odpisując na e-maile, SMSy, współpracując i rywalizując w sieci z awatarami nieznajomych, zaprzyjaźniając się na społecznościówkach z personami skonstruowanymi ze słów, obrazów, skojarzeń kulturowych – oswoiliśmy się z życiem czystego Umysłu.

15.

Mówi rozszerzacz ciała

Q: Powracasz wciąż do tematu przeprojektowywania ludzkiego ciała. Ale kto miałby decydować, jak powinno ono zostać przeprojektowane?

A: (śmiech) Tu pojawiają się często nieporozumienia, częściowo z uwagi na krytykę wyczuloną na wszelkie scenariusze faszystowskie, dyktatorskie, jak z Orwella czy Big Brothera.

Nie mam żadnego utopijnego wyobrażenia doskonałego ciała, pod które bym projektował; raczej spekuluję o sposobach, w jakie jednostki – nieprzymuszone, powodowane własnymi chęciami – mogłyby przerobić swoje ciała, zważywszy, że ciało stało się tak dojmująco zbędne w środowisku intensywnie przesyconym informacją. To ta szalona, arystotelesowska żądza gromadzenia wciąż więcej i więcej informacji. Pojedynczy człowiek nie ma co marzyć, żeby przyswoić i w twórczy sposób przeprocesować całą tę informację. Ludzie stworzyli technologię i maszyny, które są tu znacznie precyzyjniejsze i potężniejsze.

Jak ciało ma funkcjonować w tym świecie maszyn? (…) Nie możemy już projektować technologii pod ciało, ponieważ technologia zaczyna pokonywać i wypierać ciało. Może więc nadszedł czas, by zaprojektować ciało pod maszyny. Musimy znaleźć sposób, by podkręcić technologię elektronicznych implantów w ciało i wzmocnić [augment] mózg. Musimy podłączyć go bezpośrednio do sieci. Na razie nie da się tego zrobić; robimy to pośrednio, przez klawiatury i inne peryferia. Nie można się po prostu „wpiąć” do sieci. A nie mówię tu o wizjach science fiction. Dla mnie te perspektywy są już oczywiste.

Q: Ciało rekombinowane oznacza poszerzenie naszych wrażliwości, naszej percepcji. Ale nasze zmysły są złączone z mózgiem, wszystko „wydarza się” w mózgu. Zatem samo posiadanie, powiedzmy, wzroku rentgenowskiego, nic nie da. Musielibyśmy zmienić także synapsy, połączenia w mózgu.

A: Nie zaczynajmy teraz rozdzielać mózgu i ciała. Ten konkretny byt biologiczny, z jego sieciami kinestetycznymi, rdzeniem kręgowym i mięśniami – jak w nim rodzi się ciekawość? Właśnie z tej orientacji ruchowej w świecie, z mobilności ciała. Chęć oddzielenia mózgu to dziedzictwo kartezjańskiego dualizmu. Myślenie w ten sposób nie jest już produktywne. Musimy myśleć o ciele sprzężonym z tym nowym technologicznym otoczeniem.

„C-Theory” 1995

Paolo Atzori & Kirk Woolford rozmawiają ze Stelarkiem

 

16.

Jak oni się męczą! Jak łamią się, miażdżą, rozpruwają, rozbijają i zbijają na powrót. Jak pracują. Nad czym pracują? Nad swoimi ciałami.

Nie sportowcy wyczynowi. Nie arystokraci antyku. Nie gladiatorzy wojownicy myśliwi, nie kasty plemiona zawody.

My wszyscy.

Nigdy w historii praca nad własnym ciałem nie była tak powszechnym i kompulsywnym zajęciem ludzkości.

Jak możesz nie dostrzegać? Idziesz ulicą i widzisz.

Ujęli swoje ciała w pięść umysłu, w kleszcze woli, i robią z nimi, co chcą. Na siłowniach, w gabinetach chirurgów plastycznych, w dietach i maratonach kosmetyki, u fryzjerów, stylistów, krawców, u piercerów i tatuażystów, a wkrótce – u genetyków estetycznych. Nie ma granicy, granicę stanowią wyłącznie praktyczne zdolności przerabiania ciała, a one wzrastają z każdym rokiem.

Kiedy więc patrzysz w lustro, na ten twór swojej woli, wyobraźni, determinacji, na ten obiekt, dzieło sztuki, przedmiot operacji myślowych wdrukowywanych potem w materię, to ten „ja” patrzący-kontrolujący, ten artysta ciała, który tworzy i ocenia  – jest on tym ciałem, czy raczej kimś całkowicie poza-cielesnym, demiurgiem splecionym z czystej myśli?

Najpierw wartościowanie według atrakcyjności ciała uchodziło za nieetyczne i nieempatyczne, ponieważ na ciało nie mieliśmy wpływu, nie wybieraliśmy go, było nam dane od Boga (losu, natury).

Potem, dzisiaj – nie wypada tak wartościować, ponieważ choć wpływ mamy, wymaga on pieniędzy, toteż ciało, i szerzej: wygląd – jest pochodną statusu materialnego, i ludzie wartościujący wedle ciała nie różnią się od drapieżnych darwinistów ekonomicznych.

Ale ceny spadają, technologie tanieją, przerabianie ciała staje się coraz łatwiejsze, coraz naturalniejsze, począwszy od higieny osobistej, ubioru; coraz cieńsza tu granica między ciałem wirtualnym i ciałem fizycznym, i już za chwilę – „ Zadbaj o siebie! To nieuprzejme – być brzydkim”.

Najgłębszym wpływem pornografii na mainstream kultury nie są rewolucje w savoir-vivrze sypialni, przesunięcie granicy intymności czy banalność piękna z Playboya, lecz – Photoshop wbudowany już na stałe w nasze oczy.

17.

Powiada diabeł spod krzyża:

– Ja ja ja nimi rządzę, opętałem, zadałem obsesję ciała, że już się nie wyzwolą z uścisku materii, spod władzy dóbr i miar zmysłowych: przyjemności oczu, przyjemności uszu, przyjemności języka, przyjemności skóry, przyjemności żołądka, przyjemności lędźwi. W tym świecie żyją, o tym świecie myślą, temu światu służą.

Powiada asceta z krzyża:

– Ja ja ja nimi rządzę, oświeciłem, objawiłem prymat ducha, ujrzeli, że ciało jest jedynie przedmiotem, szatą umysłu, mogą zatem zrobić z nim, co chcą, widzą bowiem doskonale: ciało to nie ja, ja ciało jedynie noszę, zakładam tę szatę na czas bytowania ziemskiego, ale mógłbym inną, i choć z szaty całkiem wyjść nie przystoi, to nie ona mnie czyni człowiekiem, nie ona.

18.

Mówi Andrea Dworkin

„Ani jedna część ciała człowieka nie pozostaje nietknięta, niezmieniona. (…) Od stóp do głów, i każdy rys twarzy człowieka, każda część jego ciała, podlega modyfikacji, alteracji. Jest to ciągły, powtarzalny proces. Kluczowy dla gospodarki, stanowiący podstawę zróżnicowania międzyludzkiego i bezpośrednią fizyczną i psychologiczną rzeczywistość bycia człowiekiem. Od jedenastego czy dwunastego roku życia aż do śmierci, człowiek poświęci mnóstwo czasu, pieniędzy i energii rzeźbieniu, depilowaniu, malowaniu i upachnianiu swego ciała. Tyleż powszechnie, bo błędnie, twierdzi się, że transhumaniści poprzez zastosowanie technologii czynią karykaturę z człowieka, lecz wystarczy zapoznać się z ethosem romantycznym, by pojąć, że transhumaniści dotarli do samej istoty doświadczenia człowieczeństwa”.

W tym cytacie z Woman Hating: A Radical Look at Sexuality (1974) wymieniłem „kobietę” na „człowieka”, a „transwestytę” na „transhumanistę”.

I wszystko się zgadza.

19.

Kiedy po raz enty powraca w rozmowie standardowa teza o uwiądzie we współczesnym świecie wszelkich form męskości, podczas gdy kobiety, ach, kobiety, jakże się one unowocześniły i zaadaptowały!, jak mądrze przeprogramowały i przezbroiły swoją tożsamość! – przypominają mi się tak samo rytualne narzekania na kobiet uprzedmiotowienie, na sprowadzenie ich do obiektu cielesnego, wyestetyzowanie ich cielesności aż do poziomu pornografii właśnie.

I nikomu nie przychodzi do głowy, że pierwsze stanowi właśnie skutek  drugiego.

Przewalczenie danej świadomości nie oznacza jej zerojedynkowej negacji, lecz budujące włączenie w syntezę w następnym kroku dialektycznego menueta.

Tymczasem wszyscy powtarzają te same banały. Patrzą, a pozostają ślepi na prawdę.

Jak możesz nie dostrzegać? Idziesz ulicą i widzisz.

Mężczyzn czeka to samo, co kobiety. Mężczyźni – czyli w sumie już cały rodzaj ludzki – odczuwają tę samą presję autokreacji, potęgowaną przez technologie modyfikacji ciała, z każdym rokiem coraz tańsze, głębsze i łatwiejsze.

W samych USA w 1997 r. wykonano 2,1 miliona zabiegów chirurgii plastycznej, a w 2011 – już 9,2 milionów (wydając na nie prawie 10 miliardy dolarów).

Na pierwszym miejscu wśród operacji u kobiet plasuje się operacja powiększenia piersi, która, pomimo jej bolesności, ma w rankingach RealSelf 94% ocen BYŁO WARTO.

RealSelf.com to portal społecznościowy dla klientów chirurgów kosmetycznych. Jak sama jego nazwa wskazuje, użytkownicy postrzegają modyfikacje ciała jako proces ujawniania „prawdziwego siebie” spod przygodnej materii. Wiedzą już bowiem: prawdziwym ciałem nie jest ich ciało fizyczne.

20.

Mówi Jerzy Nowosielski

„Kobieta jest bardziej ciałem niż mężczyzna, kobieta jest cielesnością par excellence i jej świadomość, jak ta cielesność ma wyglądać, nie jest tu bez wpływu. Każda kobieta już jako mała dziewczynka wie, jak będzie wyglądała jej dziewczęca czy dojrzała cielesność. Jej cielesność sama w sobie stanowi sacrum. Mężczyzna nie ma świadomości swego ciała. Jest takie powiedzenie: kobieta powinna być piękna, a mężczyzna nie powinien być brzydszy od małpy… Mężczyzna się ubiera, żeby zakryć własne ciało, a kobieta stroi się, żeby pokazać własne ciało… A to są dwie różne rzeczy. Cielesność mężczyzny jest ułomna, zmysłowa, nie da się jej w zasadzie przezwyciężyć”.

Jerzy Nowosielski Kobiety we wnętrzu, Galeria Kordegarda, Warszawa 1998

21.

Atrakcyjność fizyczna ma tę przewagę, że piękno ciała widać na pierwszy rzut oka – da się więc je bardzo łatwo sprzedać, nie ma tu żadnej „bariery wstępu”. Piękno umysłu jest zaś niedostrzegalne bez zaangażowania umysłu własnego.

A jednak – jak nieprawdopodobną karierę w ostatnich kilkunastu latach zrobili w popkulturze właśnie nerdowie, geeki, nieprzystowani społecznie sawanci, autystyczni geniusze i intelektualiści-aspergerowcy! Umysł przeprowadził zmasowany kontratak na okopy Ciała na najmniej spodziewanym odcinku frontu: w popkulturze.

I dzisiaj to oni są swoistymi negatywami ikonicznych Męczenników Ciała – Męczennicy Umysłu, ukrzyżowane mózgi, mnisi zakonu Cyfry.

Niemiecki moloch informatyczny, firma SAP AG, w maju tego roku ogłosiła strategiczny program zatrudniania autystów. Nie jest to unik podatkowy czy ukłon dla political correctness, lecz zimna kalkulacja biznesowa. We współpracy z duńską firmą Specialisterne do 2020 r.chcą zatrudnić 650 autystów. Specialisterne od dawna zatrudnia programistów i testerów programów z autyzmem. Autyści tradycyjnie uznawani są za wyjątkowo utalentowanych w pracy z komputerami: posiadają nadzwyczajną zdolność do wykrywania wzorców [pattern recognition], wyszukiwania błędów (anomalii), ogarniania wielkich zbiorów danych, pracy wymagającej długiego skupienia w powtarzalnych schematach.

Teraz jednak zaczyna się w nich dostrzegać osoby wyjątkowo uzdolnione w biznesie jako takim. Benedetto De Martino z  California Institute of Technology wykazał, że autyści są lepsi w podejmowaniu racjonalnych decyzji, jako że nie przytłaczają ich emocje. Nadto, wbrew popularnemu przekonaniu, autyści potrafią wnieść do puli rozwiązania oryginalne, o których nikt inny by nie pomyślał. Autyści nie oceniają ich bowiem według prawdopodobieństwa, ich świat jest światem logiki przedprobabilistycznej, gdzie nie ma racjonalnego powodu, by rozbite filiżanki od czasu do czasu nie sklejały się same w niepokalaną porcelanę, a ludzie nie wstawali z martwych; nie krępują ich wyobraźni przyzwyczajenia świata Materii.

W słynnym artykule w Wired z 2001 (The Geek Syndrome) Steve Silberman opisał genetyczno-społeczną zależność, która rychło sprowokowała twierdzenia, iż oto po raz pierwszy w historii gatunku Homo sapiens rozmnażają się czyste intelekty.

Silberman zwrócił uwagę na drastyczny wzrost liczby dzieci ze zdiagnozowanym syndromem Aspergera w Kalifornii – od 1993 r. do 2001 statystyka podskoczyła ponad trzykrotnie. Epicentrum fenomenu jest okręg Santa Clara, okręg Doliny Krzemowej.

Wystarczyło następnie skojarzyć dwa fakty:

1. Neurologiczne fundamenty autyzmu są uwarunkowane genetycznie (jeśli jeden z bliźniaków jest autystyczny, z 90% prawdopodobieństwem drugi także jest autystyczny);

2. Osoby wyjątkowo dobre w dziedzinach związanych z informatyką, matematyką, pracą z liczbami – nadproporcjonalnie często przejawiają upośledzenia autystyczne.

Oto więc nastąpiło lokalne odwrócenie wektorów atrakcyjności społecznej: te same cechy, które zawsze dotąd dyskwalifikowały Homo sapiens w grze o replikację i propagację własnych genów, stały się cechami pożądanymi, a ich nosiciele nie stanowili już samotnych wyjątków, wyrzutków, lecz obracali się w środowisku ludzi podobnych sobie, gdzie nietrudno im było znaleźć partnerów, często także nosicieli tych genów (straciła więc na znaczeniu ich recesywność).

Późniejsze badania potwierdzały tę korelację. Praca psychologów z Autism Research Centre z Cambridge z 2011 r. (Are Autism Spectrum Conditions More Prevalent in an Information-Technology Region? A School-Based Study of Three Regions in the Netherlands) pokazała, że w Eindhoven, holenderskim centrum IT, rejestruje się 229 przypadków autyzmu na 10 tys. dzieci, w porównaniu do 84 Haarlemie czy 57 w Utrechcie. Nie jest to więc fenomen Kalifornii i Doliny Krzemowej; to reguła postępu technologicznego.

Tony Attwood, specjalista od syndromu Aspergera, autor klasycznych „przewodników po Aspergerze”, zaobserwował jeszcze dalej idący trend społeczny: kobiety „normalne”, dobrze sobie radzące w kontaktach międzyludzkich i w swoim zawodzie, wybierają na mężów mężczyzn z Aspergerem. Dostrzegają w nich wiele pożądanych kulturowo cech: są zawsze punktualni, przewidywalni, inteligentni, „bezpieczni”.

Nadto, dzięki popkulturowemu skojarzeniu łagodnego Aspergera z sukcesem w erze zdominowanej przez biznesy dokołakomputerowe, Aspergerowcy sami w sobie jawią się „seksownymi”.

Kolejne zwycięstwo Umysłu nad zwierzęcym dziedzictwem biologii.

22.

Mówi Delmore Schwartz

 

„przy-ja-cielskość”

 

Niedźwiedź opasły, towarzysz mój,

Z pyskiem oplastrowanym miodem,

Kloc pijany od ściany do ściany,

Tona balastu miejsca i czasu,

Nienasycony bokser brutal,

Miłośnik łakoci, furii i snu,

Posługacz nieposłuszny, świr demolka,

Włazi na dom, kopie piłkę,

Fanga w nos sąsiada nienawiści.

 

Dyszy mi w ucho, ów zwierz ospały,

Niedźwiedź zaspany, towarzysz mój,

Nocą skowyczy ku zaświatom cukru,

Słodyczy kojącej jak ciepła toń,

Nocą skowyczy, bo lina napięta

Drży, ukazując już otchłań ciemną.

– I ten pajac szpaner jest przerażony,

Wystrojony na salony, a portki jak balon,

Drży na myśl, że jego mięso galareta

Musi wszak na koniec ulec nicości.

 

To zwierzę nieodstępne, zawsze obok,

Wypełzło za mną z czarnej macicy,

I łazi krok w krok, krzywiąc mi życie,

Karykatura, cień rozpuchnięty,

Idiota błaznujący każdy poryw ducha,

Bełkot i bluzg z mętnej ciemności,

Życie tajemne brzucha i kości,

Zbyt bliski, nieprzejrzysty, mój osobisty nieznajomy,

Już sięga, by zagarnąć mą miłość nową,

Towarzyszkę na życie bez niego,

Obłapia ją, obślinia, a wszak jedno słowo

Otwarłoby me serce i mnie całego,

A on się gramoli, swawoli i chce żreć,

I ciągnie mnie za sobą do cumelka,

Pomiędzy miliony pobratymców,

W kłębowisko apetytów bez granic.

 

Delmore Schwartz Niedźwiedź opasły, towarzysz mój, tłum. J. Dukaj

 

23.

Historia banalna jak ból zęba. Niczego nie podejrzewałem. Z zupełnie innych powodów wybrałem się na badania. W pakiecie było kompleksowe USG. Okay, skoro już leżę wysmarowany tym zimnym, oślizgłym żelem… I naraz odkrycie – co tam widać na monitorze? Sieć guzów na tarczycy niczym gęsta mgławica gwiazdowa. „A czy te guzy mogą być złośliwe?” „E, raczej nieee…” Więc skierowanie na biopsję, biopsja, i trzeba czekać cierpliwie na wyniki, i w końcu okazuje się, że statystyka była po mojej stronie, uff. Inna rzecz, że niedoczynność tarczycy – ewidentna. „Nie ma się czym przejmować, teraz co drugi człowiek ma Hashimoto”. Zerknąwszy na wyniki badań, endokrynolog wypisuje receptę. A oto, proszę, lista objawów niedoczynności. Czytam i odfajkowuję: senność, ciągłe uczucie zmęczenia, przygnębienie depresyjne, dekoncentracja, wychłodzenie… Więc to nie ja zapadałem się w trujące bagna pod ciemnym niebem – to moje ciało, przesterowane hormonami, ściągało mnie w dół, w dół, w dół.

„Proszę zażywać codziennie, wszystko powinno wrócić do normy”. Więc zażywam, organizm przyjmuje chemię, chemia wpływa na mózg, i ja już inaczej czuję, inaczej myślę, inaczej żyję. Umysł reaguje.

 – a teraz przekręć wstęgę Möbiusa –

Istnieje nerw, znany jako vagus, nerw błędny, dziesiąty, najdłuższy z nerwów czaszkowych, który łączy mózg człowieka z jego wewnętrznymi organami, m.in. z płucami, układem trawiennym i sercem. Vagus jest kluczowym składnikiem współczulnego układu nerwowego. Kiedy włącza się reakcja obronna ciała i adrenalina przyspiesza pracę serca, a cały organizm wchodzi na szósty bieg, musi przecież w końcu nastąpić uspokojenie i powrót do normalności. I to nerw błędny cię uspokaja. Im silniejszy twój vagus, tym łatwiej się przestrajasz, zamiast żyć w stresie i spalać swój organizm w niepotrzebnych zrywach. Wysoki vagal tone sprzyja też produkcji insuliny i regulacji poziomów glukozy we krwi, leczeniu zapaleń, a w konsekwencji – zmniejsza ryzyko zawału serca, udaru i cukrzycy.

Na siłę nerwu błędnego duży wpływ mają geny, ale także tryb życia, dieta, częstość ćwiczeń fizycznych. Każdy wdech obniża aktywność nerwu błędnego, zwiększając szybkość pracy serca i natlenienie krwi, a wydech ją obniża. Im większa różnica między tempem bicia serca na wdechu i wydechu, tym silniejszy vagus; liczby wahają się tu od zera do kilkuset milisekund. Da się już tę różnicę mierzyć aplikacjami do popularnych gadżetów elektronicznych.

Cały numer polega na tym, że nerw błędny można w dużym stopniu wytrenować samą siłą myśli[k28] . Im częściej, dłużej i z większym przekonaniem myślisz dobrze o bliźnich, tym silniejszy twój vagus. Związek odkryła Barbara Fredrickson z Uniwersytetu Północnej Karoliny. Przeprowadza teraz pod tym kątem badania klasycznych wschodnich technik medytacji.

Siadasz, odprężasz się, zamykasz oczy i powtarzasz w myśli: „Niechaj mu się szczęści. Niech pozostanie w zdrowiu. Niech żyje bezpiecznie”.

I ciało reaguje.

24.

W czerwcu 2013, na kongresie Global Futures 2045 w Nowym Jorku, Ray Kurzweil, już jako główny inżynier koncernu Google, wygłosił serię następujących predykcji, które można zarazem odczytywać jako cele biznesowe Google’a i jego partnerów:

– do 2029 r. będziemy dysponowali komputerami (hardwarem i softwarem) co najmniej dorównującymi inteligencji człowieka;

– do 2045 r. umysł człowieka będzie można w całości zapisać w postaci cyfrowej i załadować do komputera, gdzie dalej procesować się będzie bez ciała;

– w ciągu 25 lat będziemy projektować sztuczne (mikromaszynowe) zastępniki czerwonych i białych ciałek krwi, wielokrotnie podnoszące wydajność i odporność ludzkiego organizmu;

– ciała zaś do końca XXI w. będzie można dowolnie – kawałkami oraz kompleksowo – wymieniać na odpowiedniki sztuczne;

– nanotechnologia umożliwi tworzenie materialnych awatarów dowolnego kształtu, zamazując granicę pomiędzy realem i virtualem: ciała wirtualne staną się nieodróżnialne od materialych;

– jedyną granicą dla nieśmiertelności jest nuda – wiecznemu umysłowi trzeba przez wieczność dostarczać coraz to nowych bodźców, przemysłowi przedłużania życia musi więc towarzyszyć przemysł „poszerzania” życia;

– digitalizacja i samostrojenie mózgu oznacza możliwość (jeśli nie konieczność) wielokrotnego pomnożenia liczby połączeń nerwowych i stopnia komplikacji struktury umysłu (Kurzweil mówił o skoku o sześć rzędów wielkości).

Martine Rothblatt, szefowa firmy biotchnologicznej United Therapeutics, zapowiedziała tam również „myśloklony” (mindclones), cyfrowe kopie ludzi, pracujące na mindware – oprogramowaniu do procesowania świadomości.

Umysł sprowadzony do postaci programu będzie bowiem równie łatwo zmodyfikować, jak dzisiaj zmieniamy tekst w edytorach.

Żaden z tych konceptów nie jest nowy. Każdy został na dziesiątki stron wyobracany w literaturze science fiction; trudno zliczyć nazwy i fabularne chwyty na mindclones czy mindware itp.

Obecnie natomiast jesteśmy świadkami procesu przesuwania tych idei w sferę praktyki biznesowej i naukowej. Takie konferencje, wystąpienia, nazwiska i fundusze wrzucane we wspierające je firmy uwiarygadniają  owe tezy, nadają im mocy autorytetu.

Obracamy się pośród przewidywań i hipotez, nie ma mowy o żadnych dowodach – lecz oto już można o nieśmiertelności i cyfrowych kopiach człowieka mówić w poważnym towarzystwie, już są one do pomyślenia.

25.

Mówi Leszek Kołakowski 

„Są, jak myślę, trzy nieodparte intuicje, domyślenia czy poczucia (…), które nakładają na świat pieczęć religii. Po pierwsze, poczucie, że cały nasz empirycznie dostępny kosmos jest przejawem innej rzeczywistości, empirycznie wprost niedostępnej, ale że nie są zasadniczo niemożliwe próby odczytania tej drugiej rzeczywistości przez jej ulotne znaki w świecie; po wtóre, że rzeczywistość empiryczna jest pod nadzorem celowo działającej energii, która zmierza ku dobru; po trzecie, że mówiąc słowami z Listu Pawła Apostoła do Hebrajczyków (14, 14), »nie mamy tu miasta trwałego«, tj. że miasto nasze właściwe jest gdzie indziej, że nie w pełni do tego świata należymy, że mamy status wygnańców”. 

Leszek Kołakowski, Czy już w po-chrześcijańskim czasie żyjemy?,, „TP” nr 40 (2673) 2000

26.

Termin „awatar” pochodzi z sanskrytu, z tradycji hinduistycznej, i oznacza zstąpienie bóstwa na ziemię w wybranej formie, w manifestacji cielesnej.

„Tak jak człowiek zakłada nowe ubrania, zdejmując stare, podobnie dusza przyjmuje nowe materialne ciała, porzucając stare i zużyte”(Bg 2:22).

W londyńskim University College terapeuci pod kierunkiem prof. Juliana Leffa prowadzą badania nad wykorzystaniem komputerowych awatarów w leczeniu schizofrenii.

Najprostszy opis schizofrenii: zbyt wiele umysłów, tylko jedno ciało.

Pacjenci tworzą ciała dla tych obcych głosów, uczuć, osobowości, które kłębią się w ich głowach. Nie mogą na razie stworzyć dla nich ciał materialnych i przekwaterować do nich nadmiarowych pasażerów ze swych głów; tworzą ciała wirtualne. Za pomocą narzędzi wziętych wprost z gier komputerowych modelują wirtualne obrazy ciał tych urojonych bytów, dobierają tembr ich głosu.

Awatary przemawiają do nich – schizofrenicy odpowiadają. Uczą się im sprzeciwiać. Stworzyli je, więc wiedzą, że nie są w stanie uczynić im krzywdy. Awatary te zarazem są i nie są samymi pacjentami; są kimś obcym, oddzielnym, ale pozostającym pod kontrolą.

Podczas wstępnych badań szesnastu pacjentów przeszło półgodzinne sesje. Wszyscy pacjenci zanotowali poprawę: częstotliwość i siła głosów, jakie słyszeli w głowach, zmalały. Troje z pacjentów w ogóle zaś przestało doświadczać halucynacji dźwiękowych – a dręczyły ich one przez długie lata.

W kwietniu 2013 r. zespół naukowców (W. Steptoe, A. Steed, M. Slater) opublikował pracę pt. Human Tails: Ownership and Control of Extended Humanoid Avatars. Opisano w niej wnioski z badań przeprowadzonych na trzydziestu dwóch ochotnikach, którym przydzielono do zawiadywania w prymitywnej virtual reality systemu CAVE awatary wyposażone w dodatkowe, nie występujące u Homo sapiens członki (ogony). Badania wykazały niezwykłą łatwość, z jaką ludzki mózg wykształca struktury neuralne mapujące i kontrolujące nowe formy cielesności. Tak samo jak mózg uszkodzony, pozbawiony fragmentu kory, „przerzuca” funkcje do części zdrowej, wykształcając tam struktury zastępcze – prawie jakby człowiek wypączkowywał sobie w razie potrzeby nowe ręce, nogi, organy.

Nie ma neurologicznych barier, by podpiąć do naszych mózgów inne ciała, inaczej skonfigurowane, o innym aparacie ruchowym i innej orientacji przestrzennej.

Tym bardziej nie ma przeszkód, by przepiąć tak czyste, niematerialne Umysły.

27.

Kognitywistyka, jak wszystkie nauki oparte głównie na dociekaniach myślowych, jest domeną intelektualistów, i ci naturalnie projektują na ogół własne doświadczenia i przekonania, w tym kategorie „ja”. Tymczasem znacznie więcej „zwykłych” ludzi samoidentyfikuje się (także) poprzez swe stany emocjonalne, od bardzo konkretnych i ukierunkowanych na inne osoby uczuć, do stanów bezpośrednio warunkowanych przez procesy hormonalne i całą biologiczną podstawę świadomości.

Na takie dictum optymistyczni transhumaniści pokroju Kurzweila odpowiadają poprzez rozszerzenie zakresu skanu i cyfrowej symulacji: odwzorowana w komputerze ma być już nie tylko struktura mózgu, ale cała konstytucja biologiczna człowieka, czyli także układ dokrewny, organy zmysłów, mięśnie, kości, skóra itd.

Na co witaliści-sensualiści przywołują na pomoc nieredukowalne doświadczenie „fizycznej obecności”: że istnieje jakaś immanentna jakość świata materialnego, nie do przeniesienia w jego najwierniejsze nawet symulacje. Zapach prawdziwego kwiatka (przekonują) daje więcej niż idealna symulacja zapachu kwiatka – nawet jeśli obie odpalają dokładnie te same neurony w mózgu.

Jest to krańcowa wersja poglądów wyrażanych dzisiaj przez kulturowych „dogmatyków ciała”. Dla nich przyjaźń w sieci z definicji nie może być przyjaźnią prawdziwą, a cały virtual to tylko „przesiadywanie przy komputerze”. Podczas gdy „prawdziwego życia” doświadcza się chodząc po ulicach, wdychając powietrze, ocierając się o ludzi i przedmioty, nieustannie obtaczając Ciało w Materii.

28.

Mówi Walt Whitman

Pojąłem, że przebywać z ludźmi, których lubię – to mi wystarcza,

Że spędzić wieczór w towarzystwie – więcej mi nie trzeba,

Być otoczonym ciałami cudownymi, pięknymi, ich oddechem i śmiechem – to już dosyć,

Tak spacerować między nimi, dotykać ich, na moment najlżejszy objąć ramieniem mężczyznę, kobietę – cóż więcej?

W tym nurzam się jak w wodach morza, o więcej nie proszę.

 

W owej bliskości mężczyzn i kobiet, w patrzeniu na nich, dotykaniu, smakowaniu ich zapachów jest coś, co syci duszę najpełniej,

Wszystkie rzeczy sycą duszę, lecz te sycą najpełniej.

 

Walt Whitman Wyśpiewuję ciało moje elektryczne

29.

No dobrze, nie jesteśmy czystymi intelektami, pętlami skomplikowanych algorytmów procesowanych równolegle na białkowym nośniku, lecz małpami przerosłymi ponad swe naturalne małpie środowisko.

W tej narracji, niezwykle popularnej w ostatniej dekadzie, większa część psychicznego dyskomfortu dotykającego ponowoczesnego człowieka tłumaczy się dziedzictwem jego zwierzęcej natury, zupełnie nieprzystającym do warunków życia w cywilizacji technologicznej. A dyskomfort w sposób nieunikniony będzie rósł, w miarę powiększania się tego rozziewu: technologia zmienia nasz tryb życia z pokolenia na pokolenie, podczas gdy ewolucja działa w skali setek, tysięcy generacji.

Konserwatyści mają rację: człowiek się męczy, bo wykroczył poza prawo natury. A prawo natury jest takie: walka o mięso, starość w trzydziestym roku życia, głód, chłód i robactwo i rządy kłów i pazurów.

Dlaczego tyle wokół grubasów?

Bo nie muszą codziennie biegać po sawannach za umykającym im zawsze pożywieniem, ani uciekać w trwodze przed większymi drapieżnikami, i nie poszczą tygodniami, gdy łowy im się nie powiodą, i nie spalają zmagazynowanego tłuszczu w zimne noce bez ognia, i zawsze mają pod ręką tysiące ułatwień technologicznych dla każdej czynności.

Dlaczego komfort życia w dobrobycie zachodniej klasy średniej tak nas męczy i dręczy i gryzie? Skąd to poczucie winy?

Bo nie musimy walczyć o przetrwanie, bez wysiłku zdobywając to, do zdobycia czego wprogramowano w nas narzędzia bezlitosnej zwierzęcej rywalizacji; organizm – więc także mózg – czuje, że to ewolucyjne oszustwo, nagroda za nic.

Pozostaje nam uprawiać sporty ekstremalne, chodzić na ustawki kibolskie albo w ogóle uciec z zachodniego luksusu, w celowy prymityw, to znaczy w teatr prymitywu.

Albo samemu przebudować się poza ciała i umysły zadane przez ewolucję.

 

30.

Mówi rozszerzacz ciała

Q: Stelarc, w twojej najnowszej pracy prezentujesz rzeźbę w swoim brzuchu. Co Cię skłoniło do stworzenia rzeźby do wystawiania we wnętrzu własnego ciała?

A: Przekroczyłem barierę skóry. Skóra nie wyznacza już granicy. Chciałem przedrzeć się pod powierzchnię ciała, przeniknąć przez skórę. Ta rzeźba umieszcza sztukę wewnątrz ludzkiego ciała. Ciało okazuje się pustym nośnikiem; traci znaczenie rozdzielenie przestrzeni na publiczną, prywatną i fizjologiczną. Puste ciało staje się nosicielem, nie dla „ja” czy duszy, a po prostu dla rzeźby.

Q: W jaki sposób umieściłeś ją w żołądku?

A: Bardzo powoli. W istocie jest to najniebezpieczniejszy z moich performance’ów. Musieliśmy trzymać się blisko szpitala, żeby zdążyć do niego w ciągu 5 minut, gdyby doszło do przebicia wewnętrznych organów. Przed włożeniem rzeźby żołądek został opróżniony, nie jadłem nic przez 8 godzin. Potem połknąłem kapsułę, już z włączonym sygnałem dźwiękowym i błyskającym światłem, z elastycznym kablem sterującym prowadzącym do zewnętrznego pilota. Z kolei użyliśmy sondy endoskopowej, żeby rozdąć żołądek i odessać nadmiar płynów fizjologicznych. Następnie ustawiliśmy rzeźbę do pokazu kontrolkami na pilocie. Mamy dokumentację całego perfomance’u z nagrań wideo sondy endoskopowej. Pomimo pompy żołądkowej, mieliśmy problem z nadmiarem śliny. Parę razy musieliśmy w pośpiechu wszystko ze mnie wyciągać.

 

„C-Theory” 1995

Paolo Atzori & Kirk Woolford rozmawiają ze Stelarkiem

 

W 2007 r. Stelarc wyhodował sobie na przedramieniu trzecie ucho.

 

31.

Wyjdź dziś wieczorem w miasto i spróbuj spojrzeć na świat jak na wieczną emulację Materii procesowaną w Punkcie Omega. Nie ważne, że w to nie wierzysz, że bajka i absurd. Wykonaj proste ćwiczenie z cyklu „tak jakby”.

Ujrzyj ciała wokół siebie – dzieci, dorosłych, znajomych, nieznajomych, prawdziwe i fałszywe, tzn. obrazy ciał, ciało swoje w lustrze także – jako awatary akurat nałożone na Umysły.

Odwróć w głowie przyporządkowania: te maszyny, te cyfrowe źdźbła w oku humanisty, wszystkie komputery, telefony, gadżety – to nie są ciężkie kotwice konsumpcji i klątwa materializmu, lecz narzędzia wyzwolenia Umysłu.

Wojna Ciała z Umysłem, Materii z Duchem toczy się wokół nas i wzorem marksistów można rzec, iż zaostrza się w miarę postępu transhumanizmu.

Im bliżej jesteśmy całkowitego wymazania granicy między Ciałem i Umysłem, przebicia tej wstęgi Möbiusa, tym większy opór i napięcie. Chwilami transcendencja wydaje się na wyciągnięcie ręki; i w tym samym momencie objawia się pierwotna władza Królestwa Ciała.

Zapytaj sam siebie: jeśli mogę się przetworzyć i zrekonfigurować całkowicie swobodnie, bez żadnych ograniczeń – to kim jestem ?

 

32.

 

Z jakiegoś powodu Barton jest wzburzony.

BARTON

Jestem pisarzem! Świętuję ukończenie czegoś naprawdę DOBREGO ! Rozumiesz, majtku? Jestem PISARZEM !

Jego wrzaski przyciągnęły uwagę innych gości.

GŁOSY

Spadaj, ślepaku! Daj innym pobujać z pannicą! Marynarka tańczy! Nie ma cię, dekowniku.

Rozwścieczony Barton zwraca się przeciwko tłumowi.

BARTON

Jestem pisarzem, wy potwory! JA TWORZĘ!

Wskazuje na swoją głowę.

…To jest mój mundur!

Puka się w skroń.

…TYM  służę ludziom! TUTAJ 

ŁUP ! Piechociarz załatwia go celnym podbródkowym. Ciała napierają. Tłum dyszy. Orkiestra dmie i dudni, koszmar trwa.

Barton Fink  (1991)

Joel Coen & Ethan Coen

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter