70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Coraz bliżej albo coraz mniej

Kiedy zejdziemy na poziom, w którym słowo może być po prostu nieobecne, powstają nowe znaki zapytania – o niezbędność słowa, jako więzi między ludźmi. Jakie powinno pozostać, żeby jego brak nie krzywdził? Kiedy należy uszanować milczenie, a kiedy odebrać je właśnie jako Norwidowski znak ostatecznego smutku i opuszczenia? Kiedy przerwać milczenie, a kiedy się wycofać? Czego nie nadużywać, a co odrzucić jako fikcyjną łączność?

3 maja 2013, piątek

Jest taki wiersz Norwida, do którego wracam coraz częściej. Wiersz o milczeniu. O „królewskich milczeniach”, które bywają udziałem ludzi „smutnych, że aż Bogu smutno”. Jest w nim tajemnica, której dotykam pytając, czym jest to milczenie? Zgodą czy świadomie wybranym losem? Mądrością ostatniego etapu czy doświadczeniem, które zna niewielu? Tajemnica pozostaje, chociaż pamięć nie pozwala na rozstanie z poetą.

 

8 maja 2013, środa

Gdy wspominamy kogoś bliskiego zabranego przez śmierć, wspominamy nie tylko to, co mówił niedawno, ale także jego milczenie. Bo bardzo często ono właśnie jest sygnałem zbliżania się do granicy najważniejszej w ludzkim istnieniu, kiedy stosunek do słowa staje się zupełnie inny. Także w moim własnym doświadczeniu na pewnym etapie rozrachunków z życiem znajduje się i to właśnie: rozliczenie ze słów. Te zapamiętane jako najważniejsze (wszystko jedno czy to są słowa, których żałuję, czy też takie, które do mnie przyszły od innych ludzi) uświadamiają mi niewymierne znaczenie słowa w całym życiu ludzkim. To one mają wagę z niczym nie porównywalną.

Ostatni wiersz zmarłego tak niedawno Marka Skwarnickiego (odszedł 12 marca 2013), pt. „Starość” (przedrukowanym za „Tygodnikiem Powszechnym” w majowym numerze „Znaku”), to wiersz o tym, jak cichną telefony i pusta staje się skrzynka na listy. To druga strona tej samej rzeczywistości, w której zaczyna się milczenie.

14 maja 2013, wtorek

Dlaczego wciąż mówię o milczeniu? Wszystko w świecie naszych kontaktów międzyludzkich jest przeciwieństwem milczenia. Jest rosnącym w nieskończoność morzem słów, które w sposób bolesny uosabia coraz częściej zgiełk równoczesnego mówienia ludzi, którzy mieli ze sobą rozmawiać, a nie słuchają nikogo, przekrzykując się nieustannie. Słowo jako takie odgrywa w komunikacji tylko jedną z ról. Sposób przekazywania informacji, szybkość, czytelność znaku, możliwość prowadzenia równoczesnej komunikacji dzięki wykorzystaniu rozlicznych możliwości technicznych, odgrywa rolę coraz większą i skupia coraz baczniejszą uwagę. Obawiam się, że sama sprawa jakości słowa przestanie być w ogóle ważna i nie będzie budzić naszej troski. Z kolei ludziom umiejącym operować słowem, możliwości oddziaływania zostaną poszerzone do granic, których jeszcze nie widzimy – do granic manipulacji i instrumentalizacji przekazu, w którym już nie chodzi o porozumienie, tylko o działanie na podświadomość. Internet prezentuje przecież zaledwie pierwszy zarys możliwości, dzięki którym wszyscy znajdą miejsce nie dla rozmowy, lecz dla własnego wypowiadania się, które nie musi stwarzać jakiejkolwiek wspólnoty. To jest wizja, której znaczenia i wymiaru nie potrafimy w tej chwili ogarnąć ani ocenić.

 

17 maja 2013, piątek

Dekalog aż dwa razy zwraca uwagę na wielkość znaczenia przypisywanego słowu. Dowiadujemy się o tym już na pierwszych lekcjach katechezy. Przykazanie II ostrzega: „Nie będziesz brał Imienia Pana Boga twego na daremno”. Dobra bliźniego broni z kolei przykazanie VIII. O jednym i drugim pamięta się niestety rzadko. Kiedy rozprawiamy o sprawach publicznych, kiedy wchodzimy w rejony polityki lub akcji społecznych, kiedy jesteśmy autorami albo konsumentami mediów, zawsze te dwa przykazania powinny być obecne, powinny stać za naszym rachunkiem sumienia.

Myślę nieraz, że gdybym np. prowadziła godzinę wychowawczą w zerówce, już wtedy rozmawiałabym z dziećmi o tym, jak coś powiedzieć, kiedy chcemy przekazać komunikat przyjazny, albo odwrotnie: srogi. Ta wiedza staje się coraz potrzebniejsza w miarę dorastania – wiedza o słowie, jako źródle wspólnoty albo wrogości czy obojętności wobec innych. Kiedyś tę wiedzę otrzymywało się w rodzinie i jeśli było ona nasycona dobrymi uczuciami i wolą, pozostawała w ludziach na całe życie. Dzisiaj na pewno takiej szkoły rodzinnej jest o wiele mniej, a przemieszanie ludzi nie tylko mówiących różnymi językami, ale wyrosłych w zupełnie innych normach, staje się coraz powszechniejsze i trwalsze, więc ktoś, kto uczy się mówić i uczy tego innych, jest wręcz bezcenny.

 

21 maja 2013, wtorek

Kiedy zejdziemy na poziom, w którym słowo może być po prostu nieobecne, powstają nowe znaki zapytania – o niezbędność słowa, jako więzi między ludźmi. Jakie powinno pozostać, żeby jego brak nie krzywdził? Kiedy należy uszanować milczenie, a kiedy odebrać je właśnie jako Norwidowski znak ostatecznego smutku i opuszczenia? Kiedy przerwać milczenie, a kiedy się wycofać? Czego nie nadużywać, a co odrzucić jako fikcyjną łączność?

Przykładem jest właśnie ten milczący telefon z wiersza Marka. Pewnie dalej (co akurat wiem) przychodziły do niego komunikaty pocztą mailową – tylko, że on ich nie słyszał, bo znajdowały się w milczącym komputerze, i nie mógł sam przeczytać, bo nie widział. W telefonie usłyszałby żywy głos kogoś, kto chce się do niego odezwać (chyba, że – o ironio – byłby to głos operatora z firmy telemarketingowej). Jedną z zupełnie obecnie lekceważonych spraw jest korespondencja listowna, która nie tylko wygasa, ale odbywa się coraz częściej tylko w jedną stronę. Tymczasem brak odpowiedzi na list rani tak samo jak niepotrzebnie wypowiedziane słowo i na nic przypominanie, np. osobom duchownym, że Jan Paweł II – papież – odpisywał każdemu i zawsze. Nie jestem pewna, czy tej cnoty, bo to jest cnota, uczą adeptów kapłaństwa w seminariach duchownych. Mówię to z własnego doświadczenia, raczej niemiłego niż miłego.

I jeszcze jedna sprawa: wierność słowom, które kiedyś zostały nam podarowane przez kogoś, kto zawarł w nich swoje najlepsze doświadczenie, albo był po prostu narzędziem Pana Boga. Ta wierność może być o wiele większym darem, niż silenie się na własne słowne mądrości. Mam tu głównie na myśli nieustanne gadanie w mediach, zamiast spokojnego sięgnięcia raz jeszcze po tekst, refleksję, kazanie, cytat już wybrzmiały, który najlepiej wyrazi to, o co nam chodzi tym razem. To zdaje się w tej chwili bardzo niepopularne i żałuję, że tak się dzieje. Żeby znowu nawiązać do Marka, który pisał w ostatnich miesiącach przed śmiercią swoją „Biblioteczkę pustelnika” na łamach „Znaku”, przywołując w niej książki sprzed wielu, nawet setek, lat. To samo zrobił w swojej „Księdze pociechy. Modlitwy dla chorych” (WAM, Kraków 2011).

Myśląc o „królewskich milczeniach” z wiersza Norwida, odczytuję je jako sferę, z której słowo wycofało się, chociaż myśleliśmy, że bez niego się nie obejdziemy. Wydaje się, że tajemnica nieobecności słowa obiecuje nam przestrzeń nieporównanie bogatszą, chociaż teraz jeszcze nie jest nam dane, by się nią pocieszyć.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter