70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ani leniwe myślenie, ani ideologiczna polaryzacja

Czy Kościół powinien zmienić swoje nauczanie w kwestii związków homoseksualnych? Nauka nie rozstrzyga, co jest, a co nie jest małżeństwem. Nauka nie rozstrzyga także, jakie modele więzi międzyludzkich mają być normatywne. Czy w takim razie rodziny homoseksualne mają być traktowane na równi z rodzinami heteroseksualnymi?

Badania nad „homoseksualnym rodzicielstwem” budzą wiele emocji i kontrowersji w różnych środowiskach. Ich analiza prowadzi do wniosku, że w debatach zwolenników i przeciwników „homoseksualnego rodzicielstwa” pojawiają się dwie niebezpieczne strategie „leniwe myślenie” oraz „ideologiczna polaryzacja”.

Decyduje biologia

Przeciwnicy „homoseksualnego rodzicielstwa” uważają, że badania empiryczne bezsprzecznie udowadniają, że dzieci najlepiej rozwijają się wychowywane przez własnych rodziców – matkę i ojca, pozostających w związku małżeńskim. Na potwierdzenie swego stanowiska przytaczają badania niezależnej grupy badawczej Child Trends, która wyniki swoich prac podsumowała w następujący sposób: „Badania przejrzyście udowadniają, że struktura rodziny wpływa na dzieci, a struktura rodzinna, jaka jest najbardziej pomocna to rodzina, której podstawą jest dwoje biologicznych rodziców pozostających w niskokonfliktowym związku małżeńskim” . Z tych badań oraz doświadczeń klinicystów , wyciągają wniosek, że „cechy rodzicielskie” są nierozerwalnie związane z płcią każdego z rodziców i mają wpływ na rozwój psychoseksualny ich dzieci – zwłaszcza na kształtowanie się ich orientacji.

Z drugiej strony, uważają, że większość badań poświęconych kwestii „homoseksualnego rodzicielstwa” obarczona jest poważnymi problemami metodologicznymi – zafałszowują więc zarówno wskaźniki dotyczące oceny funkcjonowania „rodziców homoseksualnych” jak i dzieci wychowywanych w takich związkach . Potwierdzeniem tego stanowiska mają być badania socjologów – także tych prohomoseksualnych . Sotirios Sarantakos porównał dzieci wychowywane przez heteroseksualne pary małżeńskie, heteroseksualne konkubinaty i konkubinaty homoseksualne. Odkrył, że dzieci z heteroseksualnych małżeństw rozwijały się najlepiej, a dzieci z par homoseksualnych najgorzej w 9 z 13 kategorii rozwojowych mierzących zarówno umiejętności akademickie, jak i społeczne. Z kolei Judith Stacey i Timothy J. Biblarz w przeglądzie badań (dotyczących głównie lesbijek) stwierdzili, że: (a) dzieci lesbijek mają silniejszą skłonność do zachowań niezgodnych z tradycyjnymi normami ról płciowych; (b) dzieci lesbijek częściej angażują się w zachowania homoseksualne; (c) córki lesbijek są bardziej „skłonne do przygód seksualnych a mniej do zachowania seksualnej czystości”; (d) „współrodzicielskie” związki lesbijskie rozpadają się częściej niż małżeństwa heteroseksualne.

Decyduje kultura

Zwolennicy „homoseksualnego rodzicielstwa” podkreślają, że „cechy rodzicielskie” nie są nierozerwalnie związane ani z płcią, ani z orientacją rodziców, ale ich interioryzacją w ramach norm kulturowych. Powołują się na badania, które pokazały, że rodzice homoseksualni (geje i lesbijki) sprawdzali się bądź nie jako rodzice nie ze względu na ich orientację, tylko na czynniki, które nie są z nią wprost powiązane . Po drugie, dzieci wychowywane w takich związkach nie różnią się w sposobie funkcjonowania społecznego od swoich rówieśników wychowywanych przez pary heteroseksualne w różnych częściach świata . Po trzecie, dzieci wychowywane przez rodziców homoseksualnych nie są bardziej niż ich rówieśnicy z rodzin heteroseksualnych podatni na rozwój orientacji homoseksualnej . Tak więc orientacja seksualna rodziców nie jest czynnikiem przesądzającym ani o osobowości, ani o psychologicznym funkcjonowaniu dzieci. W oparciu o badania empiryczne Amerykańska Akademia Pediatryczna w 2002 r. wydała orzeczenie, że dzieci z takich związków „funkcjonują emocjonalnie, poznawczo, społecznie i seksualnie tak jak ich rówieśnicy wychowywani przez rodziców heteroseksualnych” . Dwa lata później, Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne wydało podobne oświadczenie.

Ostatnio przeprowadzone badania nie wykazały znaczącej różnicy w problemach emocjonalnych dzieci adoptowanych przez rodziców heteroseksualnych i homoseksualnych (gejów i lesbijki), i pokazały, że dzieci wychowywane przez pary homoseksualne osiągały na wskaźnikach adaptacji społecznej te same, a nawet wyższe wyniki. Rodzice homoseksualni pojawiali się jako „pożądani” w Inwentarzu Rodzic jako Nauczyciel . Badania longitudinalne (trwające dłuższy okres i dotyczące tej same grupy badanych) przeprowadzone na siedemnastoletnich synach i córkach lesbijek, którzy wychowywali się w tych związkach od urodzenia, pokazały, że ci nastolatkowie „są dobrze przystosowani i wykazują więcej kompetencji (społecznych, akademickich itp.), i mniej problemów behawioralnych od swoich rówieśników wychowywanych w rodzinach heteroseksualnych”.

Możliwości i ograniczenia psychologii

Zdaniem zwolenników adopcji dzieci przez pary homoseksualne jest wystarczająco danych empirycznych potwierdzających, że trwałe związki homoseksualne spełniają kryteria relacji osobowej, jednoczącej i komplementarnej uczuciowo, i że homoseksualni rodzice, którzy żyją w takich związkach, wspomagają dojrzały rozwój dzieci . Z takim poglądem nie zgadza się zwolennicy prawa naturalnego, twierdząc, że brak komplementarności uczuciowej charakteryzuje związki homoseksualne z definicji, stwarza więc ze swojej natury przeszkody w normalnym rozwoju dziecka. Powierzanie dzieci parom homoseksualnym oznaczałoby w praktyce ich krzywdzenie. Kto ma rację?

Opinia, że wszystkie badania pokazujące „homoseksualne rodzicielstwo” w pozytywnym świetle są obarczone poważnymi wadami metodologicznymi, jest najzwyczajniej nieprawdziwa i zwolennicy tego poglądu nie dostarczyli rozstrzygających dowodów na potwierdzenie swego stanowiska. Bez względu na to, jak się chce wykorzystać wyniki tych badań, pokazują one, że dla normalnego rozwoju dziecka potrzebne są cechy rodzicielskie przypisywane obu płciom; nie potwierdzają jednak tezy, że są one zdeterminowane biologicznie. Badania te pokazują również, że orientacja seksualna jest modulowana przez oddziaływanie środowiska, ale nie jest przez nie zdeterminowana. Biorąc to pod uwagę, należy więc wystrzegać się „leniwego myślenia”, które szuka pojedynczej przyczyny jakiegoś zachowania albo w genach, albo w środowisku. Jak twierdzi znany francuski neuropsychiatra, autor wielu książek i dyrektor ds. nauczania na Uniwersytecie w Tulonie, Boris Cyrulik: „w taki sposób rozumują ci, którzy czują ulgę, gdy tylko znajdą kozła ofiarnego: wystarczy go poświęcić, by wszystko zmieniło się na lepsze” .
Czy w związku z tym Kościół powinien zmienić swoje nauczanie w kwestii związków homoseksualnych? Nauka nie rozstrzyga, co jest, a co nie jest małżeństwem. Nauka nie rozstrzyga także, jakie modele więzi międzyludzkich mają być normatywne. Czy w takim razie rodziny homoseksualne mają być traktowane na równi z rodzinami heteroseksualnymi?

Możliwości i ograniczenia teorii prawa naturalnego

Szukając w badaniach empirycznych potwierdzenia dla uzasadnienia „rodzicielstwa homoseksualnego”, musimy wziąć pod uwagę społeczne konsekwencje takiego „równouprawnienia”. Rozdzielenie prokreacji od różnicy płci poprzez zrównanie praw rodziców homoseksualnych z rodzicami heteroseksualnym prowadzi do tego, że biologiczne dzieci małżeństw (związków) heteroseksualnych są ich dziećmi jedynie w sposób prawny, ponieważ o rodzicielstwie decyduje wtedy adopcja, a nie prokreacja. Jak twierdzi John Milbank, jeden z najbardziej wpływowych współczesnych teologów i myślicieli społecznych, bezpośrednią kontrolę nad reprodukcją ma wtedy państwo, które podporządkowuje sobie relacje międzypłciowe. Tradycyjna forma relacji społecznych oparta na pokrewieństwie biologicznym zostaje świadomie zmarginalizowana, a nawet niszczona. Poczucie biologicznej więzi z rodzicami zostaje zamienione na „interpersonalną narrację”. Stąd „niedaleko” do zrównania w prawie „zastępczych matek” (surogatek) i dawców spermy z biologicznymi rodzicami, i prawnej ochrony tych pierwszych przed drugimi. Dziecko poczęte wskutek anonimowego sztucznego zapłodnienia ma prawo wiedzieć, kim są jego rodzice, ponieważ nasza tożsamość to nie wyłącznie domena kultury. Takie prawo traktowane jest przez dawców nasienia bądź łona jako żądanie nieakceptowalne na podstawie społecznej umowy, która gwarantuje im anonimowość dla „dobra” publicznego. Takie procedury prawne pociągają za sobą dalekosiężne skutki, których konsekwencjee są zbyt łatwo przemilczane, a przecież mają one implikacje psychologiczne, oraz prowadzą do podziałów w rodzinie i społecznych konfliktów na ich tle . Dlatego przestrzega przed „redefinicją narodzin jako skutku adopcji, a nie poczęcia na skutek seksualnego aktu – co jednak nie implikuje, że każdy taki akt, i zawsze, musi być otwarty na możliwość prokreacji, tylko wskazuje, że ta wieź w ogólny sposób powinna być zachowana”. W przeciwnym wypadku „rodzina staje się zakładnikiem rynku i quasi-eugenicznej kontroli reprodukcji ze strony państwa, a relacja rodzic-dziecko ulega rozkładowi do narcystycznej autoprojekcji” .

Z empirycznego punktu widzenia dyskusje zwolenników i przeciwników „homoseksualnego rodzicielstwa” polaryzują się, ponieważ często przestają dotyczyć faktów i przemieniają się w dyskusje o tym, co oznacza taki bądź inny wybór w świecie wartości. Są sporami o „wizje świata”, a nie o losy badanych osób, kiedy pod ocenę bierze się wskaźniki behawioralne. Jeśli psychologia nie chce być religią, musi uznać swoje ograniczenia, i nie aspirować do rangi aktora „inżynierii społecznej”. W odróżnieniu od teologii psychologia nie ma jednak „dogmatów”, co ułatwia weryfikację jej twierdzeń. Jeśli Kościół chce bronić „swojej wizji świata”, musi pamiętać, że prawo naturalne przekonuje wówczas, kiedy spekulacje na temat jego natury i implikacji dla życia społecznego osadzone są w rzeczywistości, a nie traktowane jak abstrakcyjna „wyrocznia” niepodatna na empiryczną weryfikację. Rodzicielstwo jako powołanie rodzi się na styku biologii z kulturą. To, co nazywamy „dobrym rodzicielstwem” odzwierciedla „wizje świata”, które społecznie sankcjonujemy, i do których aspirujemy. Jak pokazują kontrowersje wokół „homoseksualnego rodzicielstwa”, ani sama nauka, ani prawo naturalne nie rozstrzygają tej kwestii w bezdyskusyjny sposób.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter