70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Biografia noblisty bez retuszu

„W Polsce wielkiemu wysiłkowi translatorskiemu nie towarzyszy choćby porównywalna obecność prac krytycznoliterackich dotyczących twórczości Maria Vargasa Llosy” – stwierdza Urszula Ługowska we wstępie do monumentalnej biografii peruwiańskiego laureata Nagrody Nobla.

Ambicją autorki jest nie tylko wypełnienie istniejącej luki poznawczej, lecz krytyczne przyjrzenie się politycznemu życiorysowi Llosy. Urszula Ługowska czyni to – chciałoby się rzec – z południowym temperamentem, z werwą i odwagą. Te cechy stylu w połączeniu z imponującą wiedzą historyczną dotyczącą Ameryki Południowej, jak też przytaczaną przez nią olbrzymią ilością mało znanych faktów z życia Vargasa Llosy sprawiają, że pracę Ługowskiej czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem. To zresztą nie jedyne powody, dla których warto sięgnąć po najnowszą pozycję z nobliwej piwowskiej serii Biografie Sławnych Ludzi. Jest to także nader pouczająca lektura z dziejów latynoskich intelektualistów.

Talent i polityka

Książkę Ługowskiej można określić mianem antybiografii, biografii polemicznej, demistyfikującej. Nie jest to częsta praktyka. Zazwyczaj bowiem autor gromadzący materiały do książki o wybitnej postaci ze świata kultury czy polityki sprzyja poglądom i wyborom swego bohatera, starając się je tłumaczyć, wybielać. Ługowska tego nie czyni. Jej predylekcja do wchodzenia w spór, komentowania oraz krytycznej oceny postawy i działań Llosy daje o sobie znać dość często. Wolno nawet wnosić, że – pamiętając o temperamencie artysty – ta cecha monografii Ługowskiej mogłaby mu się nie spodobać. Jednak oświetlanie faktów z różnych stron, szukanie kontrargumentów dla wersji biografii przedstawianej przez Llosę – choć częste i prowadzące do przypominania spraw, o których pisarz wolałby dziś nie pamiętać – nie przybiera u Ługowskiej obrazoburczej manii, za którą jest już tylko chęć demaskowania dla samego demaskowania. Przeciwnie, uwagę zwraca niemałe uznanie dla talentu Llosy, jak też niektórych przymiotów jego charakteru. Czytając bowiem monografię Ługowskiej, trudno nie zgodzić się z tymi, którzy twierdzą, że twórca arcydzieła musi wykazać się pracą, wytrwałością i konsekwencją. Llosa spełnia każdy z tych trzech warunków. Badaczka kreśli portret człowieka wręcz chorobliwie pracowitego i równie chorobliwie ambitnego. Odnosi się wrażenie, że tylko uporczywa wiara w osiągnięcie jasno wytyczonego celu sprawiła, iż potknięcia na drodze do sukcesu nie zaprowadziły Peruwiańczyka na skraj choroby umysłowej.

Monografia Ługowskiej jest podróżą po XX-wiecznej historii Peru, ale też całej Ameryki Łacińskiej, w której rewolucyjne przemiany społeczne i obyczajowe spotykają się z historycznie umocowanymi i wciąż żywymi stereotypami. Nie są od nich wolne również dzieje rodziny noblisty. Peru jest krajem, gdzie kryterium rasowe wciąż odgrywa znaczącą rolę, a różnice w statusie materialnym w dużym stopniu odzwierciedla podział na białych oraz Indian i Metysów. Stratyfikacja społeczna uwidacznia się też w dwuczłonowym nazwisku Vargas (ojciec wywodzący się ze stanu niższego) Llosa (pochodząca z peruwiańskiej arystokracji matka).

Ługowska sytuując – najzupełniej słusznie – skomplikowaną biografię noblisty na tle współczesnych dziejów Peru, dostarcza dzisiejszemu odbiorcy prozy iberoamerykańskiej cennych informacji o złożonej historii tego państwa, która koresponduje z równie pogmatwaną przeszłością całego regionu. Przeciętnemu czytelnikowi niewiele mówi większość egzotycznie brzmiących nazwisk, podobnie jak nieco egzotyczne – z dzisiejszej perspektywy społeczeństwa zachodniego, znajdującego się w fazie postindustrialnej – mogą wydawać się problemy społeczno-polityczne nader rzetelnie rekonstruowane przez Ługowską. Jakkolwiek trzeba przyznać, że wewnętrzna dynamika przemian dokonujących się w kontekście stereotypów etnicznych i narodowościowych nie tylko tworzy specyficzną atmosferę książek Llosy, ale również kształtuje ich recepcję. I choć – cokolwiek by o tym sądził sam autor – wyobraźnia, fikcjonalny kamuflaż odgrywają niemałą rolę w Rozmowie w Katedrze czy Wojnie końca świata, to przecież nie sposób zignorować faktu podstawowego – mamy do czynienia z pisarzem politycznym, dla którego tak wydarzenia historyczne, jak i znajdujący się w ich centrum bohaterowie stanowią ważny element konstruowanej rzeczywistości literackiej.

Światopoglądowe wolty

Jest Llosa pisarzem „staroświeckim”, bo wyznającym bliską XIX-wiecznym artystom wiarę w możliwość kształtowania rzeczywistości przy pomocy słowa. To przeświadczenie leży u podstaw jego aktywności twórczej. „Staroświecki” jest jednak nie tylko Llosa, takie jest także społeczeństwo, o którym opowiada. Jego dzieła budzą emocje, powodują, że nawet jeśli autor nie jest w kraju obecny fizycznie , to wciąż formuje jego ducha – wywołując u jednych sprzeciw, u innych cichą lub otwartą akceptację. W postindustrialnym społeczeństwie Zachodu temperatura sporów wokół zagadnień, które podnosi proza Llosy, znacznie opadła, dylematy i dysputy światopoglądowe przeniesiono w obszar zabawy. Zastąpiła je triumfująca nijakość i letniość. Nie miejsce tu, by oceniać skutki tych procesów dla kultury Zachodu.

Żywiołem Llosy jest polityka. Nawet wtedy gdy mieszkał w Europie (w ulubionej przez siebie Hiszpanii), był intelektualnie obecny w historii Peru i Ameryki Łacińskiej. Ługowska – najzupełniej słusznie – poświęca sporo miejsca przemianom, a może wręcz woltom światopoglądowym pisarza. Jego ewolucja od poglądów komunistycznych, uznania (uwielbienia) dla idei rewolucji do neoliberalizmu zmusza do postawienia pytania o autentyczność każdorazowych deklaracji Llosy, o to, czy nie wkradał się do nich konformizm. Wbrew pozorom nie jest to problem łatwy do rozstrzygnięcia. W swoim monumentalnym opracowaniu Ługowska wydaje się sugerować, iż wybory Peruwiańczyka wynikały niekiedy z innych względów niż z żarliwej wiary, gorącego i niespokojnego ducha. Wprawdzie wypowiedzi Llosy z ostatnich lat dość wyraźnie odbiegają od myśli, które towarzyszyły mu w czasie fascynacji osobą i polityką Fidela Castro oraz „rewolucją brodaczy” (niekiedy nawet dorównywały im radykalizmem rozwiązań), ale nie wynikały one z cynizmu. Trzeba jednak przyznać, że elementu koniunkturalizmu w postawie Llosy nie można ostatecznie wykluczyć. Oczywiście „prawicowość” dzisiejszych przekonań pisarza na tle deklaracji z przeszłości może niektórych razić.

Potrzeba zaangażowanego uczestnictwa połączyła się u autora Raju tuż za rogiem z namiętnością do literatury. Na nic się zda roztrząsanie akademickiej kwestii, czy w jego życiu ważniejsza jest literatura czy polityka. W Pochwale czytania, którą wygłosił z okazji wręczenia mu Nagrody Nobla, Llosa wskazuje, że tym, co najbardziej zaważyło na jego życiu, jest umiejętność czytania. Ta koincydencja polityki i literatury okazała się w jego przypadku – przynajmniej gdy patrzeć od strony literatury – nadzwyczaj udana. Llosa uprawia bowiem gatunek niezwykle trudny – powieść polityczną. Trudności czyhają ze wszystkich stron, ale może największe zagrożenie stanowi publicystyka. W Polsce przekonał się o tym Stefan Kisielewski. Jego utwory z lat 70. (choćby Śledztwo, Ludzie w akwarium czy Przygoda w Warszawie) są wykładem diagnoz politycznych autora, którym towarzyszył wątek romansowy lub sensacyjny. Llosa potrafi okiełznać żywioł publicystyczny, rozpisując go na wiele głosów i ubierając w fabułę, która nie jest li tylko dodatkiem do sporów ideologicznych. Podobnie kreowani przez niego bohaterowie, choć ich losy zdominowała historia (sami są zazwyczaj w jej centrum), mają wyraziste rysy, nie są papierowi ani bezwolni. To pełne namiętności postacie – autentyczne i zazwyczaj głęboko zapadające w pamięć.

Dzieło i jego wartość

Śledząc fakty z życia Vargasa Llosy, Ługowska podejmuje szerszy problem: szczególną popularność literatury iberoamerykańskiej w Polsce w latach 70. i 80. Przyczyny są przynajmniej dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, sama materia realizmu magicznego, jego uwodzicielska moc powoduje, że i dziś twórcy ci – choć epokę triumfu i niebywałego zainteresowania czytelników mają już za sobą – nadal znajdują wiernych odbiorców (inną zupełnie sprawą jest popularność Paulo Coelho, nieudolnie nawiązującego do prozy iberoamerykańskiej). Po drugie, swoją niebagatelną rolę odgrywał też kontekst polityczny, który sprawia, iż lektura latynoamerykańskich mistrzów pióra nabierała wymiarów uniwersalnej opowieści o zniewoleniu, wolności, dyktaturze, ale i zajmującej debaty o komunizmie, kapitalizmie, o zmaganiach wielkich idei.

W biografii Ługowskiej pojawia się też, rzecz jasna, wątek noblowski. Llosa stosunkowo wcześnie zaczął myśleć o Nagrodzie Nobla jako o tej, która winna uhonorować jego dorobek literacki. Gdy trafiała ona w ręce któregoś z latynoskich twórców, odczuwał to szczególnie boleśnie. Kiedy w 2010 r. jury w Sztokholmie doceniło prozę Llosy, autor Święta kozła decyzję tę przyjął zapewne jako coś oczywistego. To nie ewolucja poglądów pisarza wpłynęła na przyznanie mu tej nagrody. Deklaracje światopoglądowe nie miały w tym przypadku większego znaczenia. Nie da się tego jednak powiedzieć o twórcach nagradzanych w ciągu ostatnich 20 lat. Łatwo dostrzec przychylność, z jaką Komitet Noblowski spogląda od pewnego czasu w stronę pisarzy o lewicowych poglądach, poprawnych politycznie. Llosa jest (nie)poprawny politycznie. W tym wypadku dzieło i jego wartość zadecydowały o werdykcie w Sztokholmie.

Urszula Ługowska
Mario Vargas Llosa
Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2012, s. 568

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter