70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Trzy lata traumy

Od katastrofy smoleńskiej mijają już trzy lata. Zwiększa się dystans czasowy, dzięki czemu na to tragiczne wydarzenie i jego społeczne oraz polityczne konsekwencje można spojrzeć nieco chłodniejszym okiem. Niestety, na półkach polskich księgarń nie znajdziemy zbyt wielu poświęconych temu tematowi książek. Co nie znaczy, że o Smoleńsku się nie pisze.

Większość Polaków doskonale pamięta, co robiła rankiem 10 kwietnia 2010 r. Doświadczenie wspólnoty zdominowało godziny, które nastąpiły po katastrofie. Pierwsze dni to nadzieja na jedność, a także dezorientacja, ogromny ból i wściekłość. Ze względu na bezprecedensową skalę wydarzenia dotyczące go informacje pojawiały się w niespotykanym tempie. Debacie publicznej wokół katastrofy z oczywistych względów ton nadawały telewizja oraz Internet. To przede wszystkim za ich pośrednictwem bardzo szybko rozgorzały gwałtowne spory wokół znaczenia tego, co wydarzyło się w Smoleńsku. Siłą rzeczy książki poświęcone tragedii mogły pojawić się dopiero po pewnym czasie.

Linia podziału

Za pierwszą ważną publikację książkową uważam tom Żałoba wydany w serii publicystycznej „Krytyki Politycznej”. Składa się on z wypowiedzi zamieszczanych na łamach internetowego portalu pisma w ciągu pierwszych dziesięciu dni po katastrofie. Zbiór przygotowano z wyraźną tezą, bowiem we wstępie redakcja stwierdziła otwarcie: „Czy przeszkadza nam, że Polacy się zjednoczyli? Owszem, obawiamy się wielkich emocji, bo wiemy, że mogą prowadzić nie tylko do wielkich rozczarowań, ale także do wielkich błędów (…). Dlatego w tych szczególnych chwilach nie kontestowaliśmy uniesień, ale pragnęliśmy też posłuchać, co mają do powiedzenia ci, którzy bezrefleksyjnie im nie ulegli”.

Żałoba dobrze oddaje specyfikę dni kwietnia 2010 r. Teksty publikowane na samym początku stanowią świadectwo szoku, w jakim znaleźli się dziennikarze i publicyści, próbujący wspominać tych, którzy tak nieoczekiwanie zginęli. Z czasem jednak pojawiają się głosy coraz ostrzejsze, polemiczne, domagające się porzucenia patosu żałoby i szerokiej debaty na temat działalności Lecha Kaczyńskiego. Charakterystyczne jest, że okres tuż po katastrofie przyniósł dużą aktywność polskiej lewicy i wszystkich tych, których umownie można nazwać „przeciwnikami Smoleńska”. Kontrowersyjna, ostra publicystyka z pierwszych dziesięciu dni po katastrofie została umieszczona w najważniejszej książkowej wypowiedzi tych, którzy opowiadali się za demitologizacją postaci Lecha Kaczyńskiego. Z drugiej strony, książka pozostaje ważnym świadectwem chwil, w których Smoleńsk przestał być spoiwem, a zaczął być linią podziału.

Z perspektywy czasu interesującym i ważnym kontrapunktem dla pozycji „Krytyki Politycznej” wydaje się publikacja zbiorowa pt. Katastrofa Smoleńska. Reakcje społeczne, polityczne i medialne przygotowana pod redakcją Piotra Glińskiego i Jacka Wasilewskiego. Ukazała się rok po katastrofie, w kwietniu 2011 r., ale w jej skład weszły teksty oparte na wystąpieniach zaprezentowanych podczas XIV Ogólnopolskiego Zjazdu Socjologicznego, który odbył się w Krakowie między 8 a 11 września 2010 r. Publikacja ta ma charakter naukowy, a wśród autorów znaleźć można badaczy o różnych poglądach. Jak stwierdzili we wstępie redaktorzy tomu, badania, na których opierali się autorzy, będą miały swój ciąg dalszy, ale wyjątkowy charakter katastrofy smoleńskiej domagał się pierwszych diagnoz na gruncie naukowym. Badacze rzeczywiście podjęli ważną tematykę i potrafili zaproponować wartościowe interpretacje rzeczywistości. Dość wspomnieć o zastosowanej przez Michała Łuczewskiego teorii kozła ofiarnego René Girarda, tłumaczącej proces sakralizacji i desakralizacji wizerunku Lecha Kaczyńskiego w okresie po katastrofie smoleńskiej. Chociaż publikacja ta nie zyskała sobie takiej poczytności jak wspomniana wcześniej Żałoba, co w dużej mierze wynikało z jej dość hermetycznego, naukowego charakteru, to należy ją uznać za pozycję ogromnie wartościową. Naukowo opisany stan polskiego społeczeństwa po tragedii smoleńskiej i konfliktach rozgorzałych w lecie 2010 r. wydaje się dziś zaskakująco aktualny, pomimo pewnych braków, w tym – przede wszystkim – krótkiego dystansu wobec badanych zdarzeń. W morzu sentymentalnych albumów wspominających ofiary katastrofy oraz publikacji twardo stawiających tezę o zamachu pojawiła się bowiem książka, z którą można się nie zgadzać, ale której nie należy (a na pewno – nie warto) ignorować.

Osobne głosy

Początkowo najciekawsze książki inspirowane tragedią smoleńską zajmowały się publicznym aspektem katastrofy. Próbę nieco innego ujęcia tej tematyki podjęła Barbara Stanisławczyk w opublikowanej jesienią 2011 r. książce pt. Ostatni krzyk. Autorka zaproponowała refleksyjne spojrzenie na losy grupy osób i ich przodków, których łączą dwie polskie tragedie: katyńska i smoleńska. Katastrofa z 10 kwietnia stanowi tu jedynie pretekst do ukazania ludzkich losów i dyskretnego przedstawienia prywatnego bólu, jaki przeżywają bliscy bohaterów książki. Życiorysy ofiar katastrofy stanowią rodzaj niezwykłego dopełnienia losu ich przodków. Autorka sama podkreśliła ten związek, pisząc: „Zginęli na ich grobach, domykając w ten sposób metafizyczną wręcz klamrę historii i polskiego losu”. Paralela pomiędzy masowym mordem sowieckim w Katyniu oraz katastrofą smoleńską stanowiła wątek wyraźnie obecny w okołosmoleńskim dyskursie medialnym, toteż podjęcie tego tematu w formie reportażu stanowiło niemałe ryzyko. Barbara Stanisławczyk uniknęła jednak politycznych mielizn, a jednocześnie przyjęła odważną,= historiozoficzną interpretację tragedii. Książka została napisana bardzo sprawnie, z pasją, a także z dużym wyczuciem. W jednym z wywiadów autorka przyznawała, że ogromnie przeżywała rozmowy z rodzinami bohaterów swojej książki, lecz gdy siadła do pisania, musiała „odcedzić emocje od tego, co jest czystym faktem. On przemawia najlepiej”. Pomimo to Ostatni krzyk pozostał raczej głosem osobnym. Z biegiem czasu umacniał się sposób postrzegania Smoleńska jako publicznego wydarzenia o znaczeniu politycznym i moralnym, nie zaś osobiście przeżywanej tragedii.

Bardzo interesujące, choć również dość odosobnione polityczne spojrzenie na Smoleńsk zaprezentowane zostało w wywiadzie rzece z Pawłem Kowalem opublikowanym w listopadzie 2012 r. Rozmowa przeprowadzona przez Piotra Legutkę i Dobrosława Rodziewicza nosi znamienny tytuł Między Majdanem a Smoleńskiem – ten ostatni został w książce potraktowany jako kres politycznej działalności Lecha Kaczyńskiego, którego Kowal wspierał w sprawach polityki wschodniej. Wypowiedzi dzisiejszego europosła są bardzo wyważone, lecz nie mdłe, niepozbawione pazura. Odrzuca on tezę o zamachu smoleńskim jako zupełnie nieudokumentowaną, ale jednocześnie bardzo krytycznie ocenia to, do czego doszło w Polsce później, szczególnie w kontekście stosunków polsko-rosyjskich: „po katastrofie emocje osiągnęły taki poziom, że wymknęły się spod kontroli. Jedni działali w błędnym przekonaniu, że Polacy są rusofobiczni i trzeba to neutralizować, a z drugiej strony – liczni politycy, komentatorzy wychodzili z założenia, że Rosjanie jako tacy są wrogami Polaków (…). To też był obłęd”. Mocną stroną książki są osobiste wspomnienia Kowala przeżywającego katastrofę smoleńską, a także okres krótko po niej, gdy szanse na pewną formę pokoju społecznego ostatecznie pogrzebały polityczne spory. Mądrym podsumowaniem jest myśl, iż Polsce nie przybędzie siły politycznej od zmiany obozu władzy. Zamiast tego przeobrażeniu powinien bowiem ulec zdaniem Kowala cały polski model uprawiania polityki, w którym musi się znaleźć miejsce nie tylko na różnice, ale również na określenie dobra wspólnego.
Interpretacja katastrofy smoleńskiej jako ogromnie istotnego wydarzenia politycznego jest ważna i potrzebna. Historia opowiadana przez europosła jest wiarygodna, tak z racji jego bliskich relacji ze śp. Lechem Kaczyńskim, jak i z powodu jego kompetencji jako polityka. W narracji próżno szukać zacietrzewienia – przeważa chłodna analiza, przedkładająca fakty i wnioski nad zaangażowanie emocjonalne. Wszystko to przyprawione jest nutką żalu za utraconą jednością, która w dłuższej perspektywie mogłaby wzmocnić Polskę. Między Majdanem a Smoleńskiem jest kolejną pozycją, z którą można się nie zgadzać, ale której nie warto pomijać.

Figura symboliczna

Osobnym zagadnieniem wartym poruszenia jest proza podejmująca temat katastrofy smoleńskiej. Pierwszą ważną książką był Zgred Rafała Ziemkiewicza, opublikowany wiosną 2011 r. Bohaterem powieści jest alter ego pisarza, a tematem – jego perypetie z okresu między lutym a kwietniem 2010. Smoleńsk pojawia się jedynie w tle, ale ma duże znaczenie, stanowiąc jednoznaczne zwieńczenie rozterek, jakie przeżywa bohater. Stoi on trochę z boku, z dala od splendorów obserwuje swoich dawnych przyjaciół i znajomych robiących karierę w III RP za cenę daleko idących kompromisów. Przygląda się „zblatowanym” kolegom, oferującym mu dwuznaczną moralnie współpracę, która może przynieść wymierne korzyści. Katastrofa smoleńska u Ziemkiewicza pozwala wzmocnić „postawę wyprostowaną”, bezkompromisowość i na nowo odzyskać wiarę w sens własnych działań. Trzeba przyznać, że Zgred jest napisany bardzo zręcznie, a wątki polityczne wplecione są niejako mimochodem, dzięki czemu cała opowieść bardzo zyskuje na wiarygodności.

W wydanej ponad rok później powieści Bronisława Wildsteina Ukryty katastrofa smoleńska również stanowi pewną figurę symboliczną. Akcja książki osnuta jest wokół trzech morderstw, do jakich dochodzi latem 2010 r. w Warszawie. W zbrodnie zamieszane są prominentne postaci stołecznego „salonu”. W tle prowadzona jest bezpardonowa walka o polityczne zdyskontowanie konfliktu wokół krzyża stojącego przed Pałacem Prezydenckim. To właśnie spór o krzyż na Krakowskim Przedmieściu latem 2010 r. jest zasadniczym tłem opowieści kreślonej przez Wildsteina. Autor zestawia zdemoralizowany świat warszawskich artystów i polityków z czystością ludzi modlących się pod krzyżem, obśmiewanych i wyszydzanych. Julian Rosa, jeden z głównych bohaterów książki, obserwując „obrońców krzyża” oraz przeciwstawionych im cynicznych, rozwydrzonych młodych ludzi, snuje refleksję nad dotychczasowym życiem. W połączeniu z osobistą tragedią, jaka go dotyka, spostrzeżenia z Krakowskiego Przedmieścia stają się motorem głębokiej duchowej zmiany. Dzięki niej życie Rosy, które on sam ocenia bardzo krytycznie, jako sztuczne i pozbawione realnej wartości, nabierze znaczenia. Świat w powieści Wildsteina jest dość jednowymiarowy i wyłamują się z niego tylko te postaci, które potrafią dokonać wewnętrznej przemiany. Autor jednoznacznie opowiada się po stronie „obrońców krzyża”, których prezentuje jako szlachetnych ludzi głębokiej wiary. Czy taka wizja jest przekonująca? To kwestia dyskusyjna. Mnie raził dość natrętny dydaktyzm powieści i jednostronność autora.

Teatralizacja tragedii

W końcu motyw przemiany powraca też w jednej z najnowszych książek podejmujących wątek katastrofy smoleńskiej, a mianowicie Spotkałam kiedyś prawdziwego hipstera Maryny Miklaszewskiej. Podobnie jak u Wildsteina, osią narracji jest przemiana głównej bohaterki pochodzącej z grona „młodych, dobrze wykształconych z wielkich miast”. Wątek ten został jednak wzbogacony o dość niezwykłe powiązanie zamachu na papieża Jana Pawła II z maja 1981 r., męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki oraz katastrofy smoleńskiej, wraz z niedwuznaczną sugestią, że wszystkie te wydarzenia łączy aktywność radzieckich (rosyjskich) służb specjalnych. Książka Miklaszewskiej jest początkowo bardzo wciągająca, ale im bliżej do spodziewanej wewnętrznej przemiany bohaterki, stanowiącej pointę książki, tym bardziej traci ona wyraz. Katastrofa smoleńska jest tu ukazana nie tylko jako impuls do wewnętrznego przełomu, ale także do samoorganizowania się ludności z terenów wykluczonych. Nie jest to przy tym pomysł szczególnie nowy, bo znany m.in. z wcześniejszych publicystycznych wypowiedzi wspomnianego już Ziemkiewicza, wzywającego do budowy swoistego społeczeństwa alternatywnego.

Interesującym zabiegiem zastosowanym przez Miklaszewską jest jednak spojrzenie na działalność sowieckich służb specjalnych jako na swoisty teatr. Choć dobry pomysł przyniósł dyskusyjne rezultaty, to trop wart jest podjęcia. To właśnie teatrologia i jej analityczne instrumentarium posłużyło Dariuszowi Kosińskiemu jako spoiwo dla jego narracji dotyczącej społecznych reperkusji katastrofy smoleńskiej.

Książka Teatra polskie. Rok katastrofy w najciekawszy i najpełniejszy jak dotąd sposób przedstawia namiętności i konflikty targające w tamtym okresie polskim społeczeństwem. Ujęcie zaproponowane przez Kosińskiego jest bardzo spójne. Autor podkreśla teatralność wszystkich wydarzeń wokół katastrofy smoleńskiej, włącznie z żałobą oraz konfliktami dotyczącymi krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Krytycznie i wnikliwie analizuje zachowania aktorów sceny politycznej, nie szczędząc im cierpkich komentarzy bez względu na afiliację polityczną. Nie ucieka też od uogólnień, jak choćby wtedy gdy dostrzega cynizm obu stron politycznego konfliktu, teatralnie manipulujących własnymi zwolennikami i posuwających się do nastawiana ich przeciwko sobie. Trudniejszą stroną książki Kosińskiego jest naukowy język i momentami dość skomplikowana podbudowa teoretyczna. Tym niemniej jego próbę całościowego ujęcia problemu traumy smoleńskiej mogę z czystym sumieniem uznać za udaną. Stroniąc od uproszczonych, radykalnych interpretacji, prezentuje on szeroką panoramę społecznych zmian. Mam nadzieję, że niebawem znajdzie ona pogłębioną kontynuację w kolejnych pracach.

Rozmaitość tytułów dotyczących katastrofy smoleńskiej jest prawdziwie imponująca. Wyraźnie dominują wśród nich próby mitologizacji Lecha Kaczyńskiego i budowy wokół jego postaci pewnego kapitału politycznego – działania demitologizacyjne są prowadzone raczej na polu publicystyki. Tak było zresztą przez cały okres po 10 kwietnia, co – jak sądzę – odpowiada oczekiwaniom czytelników. Ci, którzy doceniają rolę polityczną Lecha Kaczyńskiego, chcą czytać przede wszystkim o blaskach jego prezydentury, o nim samym jako o człowieku bez skazy albo też o spisku, jaki przyczynił się do jego śmierci. Przeciwnicy Lecha Kaczyńskiego nie chcą już o nim słyszeć. Stąd bierze się wyrazisty ton publikacji.

Nie może jednak umknąć ważne spostrzeżenie – na dobrą sprawę żadna z książek poświęconych tragedii smoleńskiej nie zaproponowała ujęcia nowego, wychodzącego poza opinie i wnioski sformułowane już wcześniej w publicystyce i rozmaitych medialnych wypowiedziach. Odnoszę wrażenie, że książki poruszające tematykę Smoleńska coraz wyraźniej kierowane są do tych już przekonanych. Mają one na celu raczej wzmocnienie podziałów wywołanych traumą niż szukanie dróg porozumienia pomiędzy obiema stronami politycznego konfliktu. Po trzech latach od katastrofy warto byłoby to zmienić i zaprezentować szersze, pogłębione oraz bardziej zniuansowane spojrzenie. Może pierwsza jaskółka w postaci książki Kosińskiego uczyni wiosnę?

Żałoba
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010, s. 215

Katastrofa smoleńska. Reakcje społeczne, polityczne i medialne
red. Piotr Gliński i Jacek Wasilewski
Wydawnictwo IFiS PAN oraz Polskie Towarzystwo Socjologiczne, Warszawa 2011, s. 292

Barbara Stanisławczyk
Ostatni krzyk. Od Katynia do Smoleńska, historie dramatów i miłości
Rebis, Poznań 2011, s. 392

Paweł Kowal
Między Majdanem a Smoleńskiem
rozmawiają Piotr Legutko i Dobrosław Rodziewicz
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012, s. 296

Rafał A.Ziemkiewicz
Zgred
Zysk i S-ka, Poznań 2011, s.272

Bronisław Wildstein
Ukryty
Zys i S-ka, Poznań 2012, s. 256

Maryna Miklaszewska
Spotkałam kiedyś prawdziwego hipstera
Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2012, s. 304

Dariusz Kosiński
Teatra polskie. Rok katastrofy
Wydawnictwo Znak oraz Instytut Teatralny, Kraków 2013, s. ?

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata