70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Fenomen KOR-u

„Ta historia, choć niewiarygodna, jest prawdziwa. Dlatego warto ją opowiedzieć” – napisał Jan Skórzyński we wstępie do swojej książki będącej syntezą historii Komitetu Obrony Robotników.

Historię KOR-u warto opisać i upowszechnić, bo do dzisiaj jeżeli w ogóle mówi się o Komitecie, to jest on przeważnie postrzegany przez pryzmat ideologicznego mitu oraz stereotypów, tak często wykorzystywanych do rozbijania opozycji przez SB i wyjątkowo żywotnych („różowy salon”, „żydokomuna” itp.). Potrzebne są więc prace fundamentalne, które ukazywałyby czytelnikowi prawdziwy obraz ówczesnej rzeczywistości, nie przytłaczając przy tym szczegółową wiedzą. Innymi słowy – napisane w sposób przystępny, wykorzystujące źródła prace popularnonaukowe, nie zaś tego typu teksty publicystyczne, które pomijałyby fakty niewyjaśnione i niezrozumiałe.

Gdzie leży prawda

Wzorem dla takich książek jest Siła bezsilnych Jana Skórzyńskiego. To cenne źródło opisujące fenomen ruchu opozycyjnego PRL-u, który główną zasadą swojego działania uczynił legalizm, wykorzystując przeciwko autorytarnej władzy komunistycznej literę obowiązujących nominalnie (choć tak często – nie w rzeczywistości) praw. Jest to jednocześnie książka, którą można czytać niczym dobrą powieść. Skórzyński umiejętnie łączy dokumenty, opowieści świadków historii (i jednocześnie jej twórców), pokazuje nam nie tylko fakty, ale także emocje. Empatia badacza historii sprzyja jej zrozumieniu przez czytelnika, jednak z drugiej strony, grozi popadnięciem w sentymentalizm bez próby zrozumienia zdarzeń czy nawet zafałszowaniem historii. Można przecież „starać się zrozumieć” także postaci jednoznacznie negatywne. Skórzyński jednak zdaje sobie sprawę z groźby relatywizacji historii. Pisze: „nie jestem (…) bezstronny i nie zamierzam utrzymywać, że do Jacka Kuronia, Antoniego Macierewicza, Adama Michnika czy Jana Józefa Lipskiego mam jako badacz taki sam dystans jak do przedstawicieli obozu władzy. Prawda nie leży pośrodku – jak lubi przypominać Władysław Bartoszewski. – Prawda leży tam, gdzie leży. W tamtych czasach prawda i racja była po stronie tych, którzy rzucili wyzwanie totalitarnemu ustrojowi PRL-u, a nie tych, którzy go aktywnie lub biernie wspierali”.

Autor był współuczestnikiem – jak sam zaznacza, „na bardzo skromną miarę” – wydarzeń, które opisuje, co wpływa na jego sympatie, ale bardzo stara się, aby nie przekładało się to na optykę opisu, rzetelnie zachowuje reguły naukowego badania historii. Żaden historyk, który w przyszłości będzie opisywał KOR – czy szerzej, historię powojennej Polski – nie będzie mógł pominąć tej książki, ponieważ Skórzyński dokonał doskonałej syntezy opartej na bardzo szerokiej kwerendzie archiwalnej (i często niepublikowanych źródłach, np. relacji Antoniego Macierewicza z 1981 r. udzielonej Andrzejowi Friszkemu). Czytelnik nie jest wprowadzany w labirynty drobiazgowych rozważań o poszczególnych zdarzeniach, otrzymuje panoramę całości oraz drogowskazy do samodzielnych poszukiwań w postaci solidnych przypisów pokazujących gąszcz archiwalnej dżungli, przez którą przedarł się autor.

Materiały źródłowe

Formuła książki pozwoliła połączyć źródłowość pracy z łatwością lektury – odsyłanie do źródeł daje możliwość dalszych szczegółowych badań, a stosunkowo lekki styl sprawia, że możemy mieć wrażenie czytania nie tyle pracy popularnonaukowej, ile kolejnej powieści le Carrégo. Niekiedy można odnieść wrażenie, że dotykamy rzeczywistości, np.: „usłyszawszy w radio swój wywiad, którego przed drukiem nie autoryzował, Kuroń sam był zaskoczony jego brzmieniem i zapowiedział wysłanie sprostowania do »Le Monde«”. To fabularyzowanie opisu historycznego jest sztuką niebezpieczną – zbyt łatwo można się zainspirować faktem podawanym przez jedno źródło, np. mitologizujące wspomnienia czy autobiografie – autor jednak stara się uniknąć tego błędu. Otrzymujemy opis żywy, plastyczny, odbiegający od schematu akademickich tekstów historycznych, a przecież na ogół źródłowy, autor często prostuje narosłe mity (np. kiedy pisze, że jednym z pierwszych posunięć ekipy Gierka było wznowienie zagłuszania Radia Wolna Europa).

Mamy oczywiście indeks nazwisk i bibliografię. Niestety, całość koncepcji psują bardzo źle umieszczone przypisy – zgromadzono je na końcu, co przy braku żywej paginy bardzo utrudnia lekturę źródłową (chcąc czytać przypisy, musimy mieć stale zaznaczone dwa inne miejsca w książce). Szkoda też, że nie ma choć kilku fotografii poza okładką, które stanowiłyby dodatkową warstwę tej wyjątkowo plastycznej opowieści, rekonstruującej dzisiejszemu czytelnikowi niepowtarzalny klimat korowskiego środowiska, niestanowiącego jednolitego ośrodka, jak sądzą niektórzy, ale jak napisał autor: „federację wielu inicjatyw”.

Trudne pytania

Książka skłania do wielu pytań szczegółowych; tu jednak postawiłbym dwa natury ogólnej, dotyczące samego fenomenu istnienia KOR-u. Jak to możliwe, że władze tolerowały jego działalność? Dlaczego w czasach działania KOR-u wielu ludzi przyzwoitych odżegnywało się od jego działalności i traktowało Komitet z podejrzliwością?

Autor na pierwsze z tych pytań odpowiada już na początku książki – ekipa Gierka, zaciągająca kredyty na Zachodzie, stała się w dużej mierze uzależniona „od zagranicznego portfela i zagranicznej opinii. Miało to niebagatelny wpływ na umiarkowaną politykę PZPR wobec opozycji w drugiej połowie dekady”, przy czym w toku wywodu pokazuje konflikty także w obozie władzy, który nie był monolitem (na spory między SB a prokuraturą zwracali już uwagę inni historycy, np. Andrzej Friszke). Stosowano represje, władze prowadziły jednak zwykle działania nękające (zatrzymania, zwolnienia z pracy, anonimy – może trochę zabrakło poszukiwań źródeł nękania np. Mikołajskiej, opisywanych w dzienniku jej męża), na ogół nie podejmując prób zdecydowanej likwidacji Komitetu, co mogłoby np. wywołać protesty z Zachodu. Wygodniej było próbować KOR dzielić i gnębić, ukazując na zewnątrz „liberalizm”.

Motywacje stanowiące odpowiedź na pytanie o podejrzliwość wobec Komitetu często były sprzeczne, np. traktowanie KOR-u jako grupy dążącej do władzy w ramach PRL, czy przeciwnie – „dywersji ideologicznej” przychodzącej z Zachodu. Skórzyński pokazuje w książce skomplikowaną rzeczywistość – „lewicowość” Komitetu była faktem, jednak nie w sferze ideologii, tylko wrażliwości na ludzką krzywdę (do czego prawo ma przecież nie tylko lewica). Autor dokładnie przedstawia zdarzenia, które umożliwiły utworzenie KOR-u. Jasno stwierdza, że do utworzenia Komitetu już wiosną 1976 r. parł Macierewicz, czemu początkowo przeciwny był Kuroń (co sam opisał). Przedstawia też rolę Lipskiego, „zwornika” różnych opozycyjnych kręgów, który pomysł utworzenia komitetu, zainicjowania protestu i pomocy dla poszkodowanych przedstawił już w grudniu 1970 r. (pamięci Lipskiego autor zadedykował swoją pracę). Pokazuje wagę różnych środowisk: „komandosów”, harcerzy z „Czarnej Jedynki”, młodzieży z KIK-u, grupy studentów z KUL-u, którzy wbrew obawom Kuronia uruchomili powielacz. Widzimy KOR jako pomost łączący tak różne środowiska – a także fundament, umożliwiający powstawanie kolejnych niezależnych inicjatyw, takich jak „Zapis” czy Towarzystwo Kursów Naukowych.

Książka naukowa, ale łatwa w lekturze, prezentująca ważny fragment polskiej historii, pozwalająca lepiej zrozumieć przeszłość, ale także i współczesność, w tym m.in. dzisiejsze spory (np. o kształt polskiej pamięci, zawierający się w często absurdalnym wyborze: Macierewicz czy Kuroń; i Macierewicz, i Kuroń, i – próbujący ich łączyć – Lipski). Warto przeczytać, żeby próbować historię zrozumieć, a nie tworzyć jedną czy drugą mitologię.

Jan Skórzyński
Siła bezsilnych. Historia Komitetu Obrony Robotników
Świat Książki, Warszawa 2012, s. 592

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter