70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Reakcyjność oświecenia

W dyskusji o uboju rytualnym pojawiło się mnóstwo argumentów wyższościowych, twierdzeń porównujących judaizm do jakiejś niesprecyzowanej oświeceniowej normy. Mówiono: my jesteśmy humanitarni, oni są brutalni, my jesteśmy od etyki, oni od tego, że można jeść kuropatwę, a nie można jeść osła. Istnieje cała gama różnych argumentów za archaicznością i niższością, partykularyzmem judaizmu i niestety, wszystkie one się pojawiły.

Już w pierwszych zdaniach Biblii czytamy, że człowiek „panuje” nad zwierzętami, że te są jedynie jego „pomocą”, są od niego zależne i mu podporządkowane…
To prawda, ale już wtedy pojawia się też świadomość, że zwierzęta są czymś człowiekowi bliskim, że są istotami cierpiącymi, mającymi swoje emocje. Mamy w Biblii słynną oślicę Bileama (w tradycji chrześcijańskiej Balaama), która z nim rozmawia i domaga się dobrego traktowania. Jest nie tylko istotą żywą, jest też obdarzona rozumem.

Ale czy w Biblii zwierzę jest traktowane raczej jako inteligentne narzędzie lub potencjalne pożywienie – co usprawiedliwia jego używanie lub zabijanie – czy też posiada swoje określone prawa i podmiotowość, a jego zabicie jest dozwolone tylko w szczególnych przypadkach?
Myślę, że to drugie, w tym znaczeniu, że jeśli wegetarianizm byłby ideałem religijnym, tak jak pokój byłby ideałem religijnym, to na pewno byłoby lepiej. Tak niektórzy rabini interpretują sławny fragment Księgi Izajasza: „I będzie wilk gościem jagnięcia, a lampart będzie leżał obok koźlęcia” (Iz 11, 6 i dalej). Już w średniowieczu toczono dyskusje, czy w erze mesjańskiej, kiedy zostanie odbudowana Świątynia Jerozolimska, ofiary ze zwierząt będą w niej nadal składane. Wielu rabinów odpowiadało, że nie.
Póki co żyjemy w świecie niedoskonałym, w którym zwierzęta są zabijane na pokarm, a skoro tak się dzieje, to trzeba je zabijać w możliwie najbardziej humanitarny – jak byśmy dziś powiedzieli – sposób.

Jak to jednak możliwe, że judaizm jako jedna z niewielu religii, które tak wyraźnie troszczą się los zabijanych zwierząt, dopuszcza ubój uznawany przez wielu za niehumanitarny? Skąd się wzięło takie przekonanie?
Myślę, że wzięło się stąd, że od dawna, też czasem ze względu na panujący w chrześcijańskiej Europie antyjudaizm, Żydów oskarżano o różnego rodzaju rytuały, które chrześcijaństwo uchyliło jako bezsensowne, żydowskie prawo materialne uznając za zastąpione przez etykę wyższego rzędu. Chrześcijaństwo zawsze podkreślało, że anulowało – od Pawła poczynając – rytualną część judaizmu, a resztę rozszerzyło na całą ludzkość. Myślę, że szechita, czyli ubój rytualny, była jednym z tych rytuałów, które stale podawano jako przykład archaiczności judaizmu. Tutaj byłby gdzieś korzeń takiego przekonania, bo trudno powiedzieć, by w średniowiecznej Europie czy później, np. w międzywojennej Polsc,e zwierzęta w nieżydowskich jatkach zabijano lepiej czy bardziej humanitarnie. Zresztą to się nie dzieje do dzisiaj. Wątpię, by rzeźnie chrześcijańskie – mówiąc krótko – były lepsze od żydowskich.

Dlaczego jednak w judaizmie zwierzę musi być zabite w określony sposób? Skąd wzięły się reguły odpowiedniego uboju zwierząt?
Jedno wyjaśnienie podaliśmy – to powody humanitarne, choć trudno dziś rozstrzygnąć, czy w starożytności to one stanowiły punkt wyjścia dla tak, a nie inaczej sformułowanych przepisów. Po prostu zabicie zwierzęcia jednym cięciem noża uznawano za metodę skuteczną i najszybszą, a w dodatku pozwalającą uczynić zadość innemu bardzo ważnemu przepisowi żydowskiego prawa, jakim był kategoryczny zakaz spożywania krwi. W Pięcioksięgu zakaz ten sformułowany jest kilkakrotnie; podkreślone zostaje, że krew jest źródłem życia. Stąd nakaz upuszczania krwi z upolowanego czy zarżniętego zwierzęcia, a także szczegółowe przepisy dotyczące usuwania resztek krwi z mięsa.

Istnieje zresztą cały katalog przepisów, które z jednej strony służą ochronie zwierząt, z drugiej – mają znaczenie symboliczne. Mamy przepis o tym, że nie wolno młodych oddzielać od dorosłych, lapidarnie sformułowany zakaz gotowania koźlęcia w mleku matki, który posłużył do wyprowadzenia podziału na pokarmy mięsne i mleczne, ale też zakazu uboju i spożywania młodych i szereg innych.

Wymiar religijny przenika się tu z wymiarem praktycznym.
Tak, prawo żydowskie jest prawem praktycznym i niepraktycznym zarazem. Z ortodoksyjnego punktu widzenia całość Tory, czyli całość Prawa, które zostało potem przepracowane i rozszerzone na normy i kazusy w toku setek lat obróbki rabinicznej, zostało dane przez Boga, ze wszystkimi sensowymi i bezsensowymi z dzisiejszego punktu widzenia przepisami. Istnieje wiele podziałów tych przepisów. W Torze samej jest – przypomnijmy – 613 przykazań, tzw. micwot, zakazów i nakazów, a dokładniej 365 zakazów i 248 nakazów. Dotyczą wszystkich możliwych dziedzin życia. Ludziom przerażonym tą liczbą od razu mówię, że mniej więcej co trzecie z tych przykazań dotyczy sprawy już dziś nieaktualnej, czyli kultu świątynnego, składania ofiar i w ogóle wszystkiego, co się dzieje w świątyni. Generalnie rzecz biorąc przepisy te dzielono na trzy grupy, po hebrajsku chukim, miszpatim i edot. W największym skrócie miszpatim to prawa moralne, które dotyczą życia wspólnoty i stosunków międzyludzkich, czyli takie, które można uzasadnić przy pomocy jakieś formy prawa naturalnego, jeśli takie by istniało. W judaizmie nie ma czegoś takiego jak prawo naturalne, całe prawo jest od Boga, a reszta jest prawem kazusowym, czymś, co robią ludzie, czyli prawem już stanowionym; to ostatnie jest zaś zaczepione w prawie boskim. Zatem miszpatim to ta część przepisów, które moglibyśmy nazwać „prawem naturalnym”. Edot to przepisy służące upamiętnianiu, np. szabat, który przypomina o stworzeniu świata. Trzecia wreszcie grupa praw to przepisy chukim, czyli te, które uważa się za bezsensowne, które nie są racjonalnie wyprowadzone z prawa naturalnego. Tutaj znajdują się wszystkie interesujące nas przepisy dotyczące tego, co wolno jeść, a czego nie wolno, czyli tzw. kaszrutu, koszerności.

Zasady uboju rytualnego nie mają zatem żadnego racjonalnego uzasadnienia?
Czy te przepisy, np. zakaz jedzenia wieprzowiny lub mięsa zwierząt nierytualnie zarżniętych, są nieracjonalne czy bezsensowne trudno dziś powiedzieć. Zwolennik naturalistycznego interpretowania dziejów religii powiedziałby, że były to przepisy wyjściowo racjonalne, w tym sensie, że wieprzowina szybciej się psuła, że nie jemy osła, bo osioł jest zwierzęciem pociągowym itd. Te reguły były też zawsze rzecz jasna uzasadnione wolą Bożą, to Bóg takie wyznaczył, i koniec. Czy zrobił tak, żeby Żydzi odróżniali się wyraźnie od gojów, co sugerował Majmonides, czy też z powodu ochrony zwierząt, o to wszystko spieramy się do dziś.

Dla niektórych obrońców uboju rytualnego sama ta dyskusja ma jednak dużo bardziej fundamentalny wymiar, bo decydujący o przyszłości Żydów.
To daleko idący wniosek, ale nie można odmówić mu pewnych podstaw. W Polsce Żydów jedzących koszernie jest naprawdę niewielu, większość mięsa, które pochodzi z uboju rytualnego, idzie na eksport. Istnieje jednak pewne poczucie, że świeckie państwa Europy wyraźnie powróciły do stanowczego wyrażania swojej opinii na temat praw religijnych, zwłaszcza tych, które są oparte na czymś, co byśmy uznali ze świeckiego punktu widzenia za bezsensowne rytuały. Przypomnę tylko dyskusję w Niemczech o obrzezaniu, w której zadawano pytanie, czy nie należy go zakazać właśnie ze względów humanitarnych. Powoływano się wówczas na prawa człowieka, mówiono, że obrzezanie to kaleczenie dziecka, naznaczanie go na całe życie itp. Sprawa wywołała potężną awanturę, a jeden z rabinów zauważył, że gdyby obrzezanie zostało zakazane oznaczałoby to symboliczny koniec żydowskiej wspólnoty. Samo obrzezanie jest oczywiście ważniejsze od uboju rytualnego i dużo szerzej praktykowane – w Izraelu prawie 100% niemowląt płci męskiej jest obrzezywanych. Czy zakaz uboju rytualnego można traktować podobnie? Tego nie jestem pewien, choć i w tym wypadku chodzi o to, że świeckie państwo próbuje ograniczać stosowanie jakichś przepisów religijnych, argumentując, że pozostają w sprzeczności z prawem krajowym.

Przed wojną mieliśmy już w Polsce zakaz uboju, a obecnie toczy się dyskusja o jego przywróceniu.
Wówczas ten zakaz był wprowadzany stopniowo i miał przede wszystkim podłoże ekonomiczne. Byli oczywiście ludzie, którzy przeciwstawiali się szechcie ze względów humanitarnych, ale tak naprawdę rolę grały głównie względy ekonomiczne. Jatki żydowskie były po prostu dużo tańsze i atrakcyjne także dla nie-Żydów. Warto powiedzieć, dlaczego one były atrakcyjne, bo o tym nie wszyscy wiedzą. Zwykle się mówi, że były tańsze, bo Żydzi stosowali ceny dumpingowe i pracowali taniej. To nie do końca tak, chodziło głównie o to, że religijny Żyd może spożyć tylko połowę krowy, znaczy przodek. Wedle przepisów dotyczących kaszrutu udziec jest niekoszerny, dlatego nie może być jedzony. W związku z tym cały tył zwierzęcia był sprzedawany za pół darmo – to mięso mogło się albo zmarnować, albo zostać tanio sprzedane. Inna rzecz, że uważano i chyba słusznie, że one są czystsze, tzn. bardziej higieniczne, dlatego że koszerność dotycząca zwierząt zakłada nie tylko, że się je zabija jednym cięciem noża, ale że się sprawdzi zwierzę w środku, stan jego płuc, wnętrzności i jeśli istnieje jakiekolwiek podejrzenie, że coś jest nie w porządku, zwierzę jest uważane za trefne. Nie chcę przez to powiedzieć, że w chrześcijańskim ubojniach tego nie robiono, natomiast tutaj norma była bardzo surowa i istniało większe prawdopodobieństwo, że będzie restrykcyjnie przestrzegana.

Czy można jednak powiedzieć, że współczesny zakaz uboju rytualnego narusza godność Żydów?

Nie wiem, zależy których Żydów – religijnych pewnie tak, bo jest to przepis na tyle ważny i dotyczący na tyle istotnej części życia, że ogranicza wolność praktyk religijnych. Moglibyśmy też zapytać, na ile w ogóle państwo powinno ingerować np. w religijność człowieka, jeśli uznamy, że to sprawa prywatna, jeśli akceptujemy rozdział kościoła czy synagogi od państwa. Czy państwo może się wtrącać w wewnętrzne przepisy np. judaizmu? Tak postępuje z islamem – zabroniło choćby wielożeństwa. W judaizmie przynajmniej w tym wypadku problem jest mniej ostry, bo wielożeństwo choć teoretycznie było dozwolone, nie jest praktykowane od czasów starożytnych. Podobnie większość przepisów z gatunku miszpatim mieści się w ramach współczesnej świeckiej wrażliwości. Normy religijne i świeckie dotyczące np. kradzieży zbiegają się ze sobą, choć są inaczej uzasadniane. W przypadku przepisów rytualnych jest już inaczej, tu dochodzi do konfliktów. Tak jest choćby z ubojem rytualnym i obrzezaniem. Zachodzi wówczas podejrzenie – jakby to powiedzieli niektórzy – że judaizm jest reakcyjny i że w ogóle cała religia jest reakcyjna. Mówi się, że byłoby lepiej, gdyby albo w ogóle jej nie było, albo gdyby została jakoś obłupana i oskubana, sprowadzona do jakiegoś mniej lub bardziej racjonalnego rdzenia. Pojawia się też inna teza, bardzo zakorzeniona w kulturze, cywilizacji europejskiej, o czym już to trochę wspominaliśmy, że judaizm jest w jakimś sensie wsteczny w stosunku do chrześcijaństwa, że chrześcijaństwo poradziło sobie już 2 tys. lat temu z odrzuceniem prawa rytualnego. Sam judaizm – jak każda religia – jest jednak religią w rozwoju i w jej obrębie stale toczona jest debata, czy np. nie należy pomyśleć o jakimś łączonym uboju, takim, który by zawierał w sobie i tę część rytualną w postaci jednego cięcia nożem i jeszcze lepiej chronił zwierzę, dozwalał na jakąś formę pozbawienia go świadomości. Dyskutuje się też na temat możliwości wprowadzenia obrzezania, gdy chłopiec będzie starszy itd.

Polska dyskusja o szechicie przyjmuje jednak często odcień antyreligijny.
Na pewno pojawiło się w niej mnóstwo argumentów wyższościowych, twierdzeń porównujących judaizm do jakieś niesprecyzowanej oświeceniowej normy. Mówiono – my jesteśmy humanitarni, oni są brutalni, my jesteśmy od etyki, oni od tego, że można jeść kuropatwę, a nie można jeść osła. Istnieje cała gama różnych argumentów za archaicznością i niższością, partykularyzmem judaizmu i niestety wszystkie one się pojawiły. Co zaskakujące, używają ich nawet obrońcy zwierząt, których byśmy o to nie podejrzewali. Magdalena Środa też w zasadzie powiedziała to samo – że to jakaś archaiczna religia, która powinna być jakoś tam anulowana albo wyrugowana z polskiej przestrzeni publicznej. Najbardziej mnie jednak zszokowało to powtórzenie zarzutów chrześcijańskich w wypowiedziach obrońców zwierząt, ludziach całkowicie świeckich. Okazało się, że zasób argumentów przeciw ubojowi jest bardzo ograniczony, nic nowego tutaj nie wymyślono. Sam mam z tą dyskusją spory problem, bo z częścią argumentów przeciw szechicie jestem skłonny się zgodzić. Nie przyjmuję wszystkich przepisów kaszrutu, ale łapię się też na tym, że bardzo mi przeszkadza nazywanie tego wszystkiego ciemnotą. Być może gdyby zastosowano inne argumenty, byłbym gotów przychylić się nawet do tego, by ubój rytualny, o ile on oczywiście jest gorszy od innego uboju, nie był prowadzony, tyle że coś się we mnie buntuje przy tak zmasowanym ataku, takim polaryzowaniu ciemnoty – „Żydzi są ciemni, chrześcijanie oświeceni” – przy tej postawie wyższościowej, która się ujawniła wśród zarówno wierzących katolików, jak i ludzi całkiem świeckich.

PIOTR PAZIŃSKI – redaktor naczelny „Midrasza”

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter