70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Niehistoryczna książka historyczna

Tytuł zdaje się sugerować, że autor przeanalizuje rozwój samego mitu żydokomuny, przyczyny jego powstania i momenty największego nasilenia. Rzeczywiście, elementy te są w książce obecne, ale nie stanowią jej najistotniejszej części. Idąc za przykładem Grossa, Śpiewak przyjął bowiem w dużej mierze punkt widzenia Żydów komunistów.

Paweł Śpiewak nie uważa się za historyka, a swojej ostatniej książki nie określa jako pozycji historycznej. Tym niemniej podjęty przez niego temat jest od dawna przedmiotem naukowych sporów, a sam tytuł: Żydokomuna. Interpretacje historyczne, prowokuje do spojrzenia na książkę z punktu widzenia historyka. W jednym z wywiadów prasowych Śpiewak stwierdził, że bardzo odpowiada mu sposób pisania o historii, jaki praktykuje Jan Tomasz Gross. „Gross o przeszłości pisze bardzo wyraziście, nie boi się uogólniać, mocno postawić sprawy. To mi bardzo imponuje” – przyznaje autor Żydokomuny. Inspiracje pisarstwem historycznym Grossa są u Śpiewaka rzeczywiście bardzo widoczne.

Na niespełna 250 stronach Paweł Śpiewak mierzy się z fenomenem żydokomuny, który do tej pory był zaskakująco słabo reprezentowany w literaturze naukowej. Poświęcono mu co prawda pewną liczbę rozproszonych studiów, nie znalazł się jednak do tej pory badacz, który spróbowałby ująć tę tematykę tak całościowo jak Śpiewak. Trzeba więc przyznać, że udało mu się skutecznie przełamać niemoc zawodowych historyków. Sposób ujęcia problemu jest nieszablonowy, autor prezentuje bowiem szeroki kontekst wydarzeń sprzed wojny polsko-bolszewickiej, zwyczajowo uważanej za początek mitu o żydokomunie w Polce. Cezurą początkową jest rewolucja 1905 r. stanowiąca dla Śpiewaka narodziny polskiej polityki masowej, a co za tym idzie: również moment rozbudzenia politycznego Żydów. Nie oznacza to jednak, że Śpiewak uznaje żydokomunę za zjawisko endemicznie polskie. Wręcz przeciwnie, analizując rozwój tego przesądu w Polsce, obszernie opisuje też sytuację na innych terenach ówczesnego Cesarstwa Rosyjskiego, a we fragmentach poświęconych dwudziestoleciu międzywojennemu odnosi się do historii ruchów komunistycznych w wielu krajach Europy tak Wschodniej, jak i Zachodniej.

Autor nie ukrywa, że jednym z celów książki jest zdemaskowanie mitu o istnieniu żydokomuny, która miała stanowić wszechpotężny spisek dążący do zagarnięcia władzy, a po jej przejęciu – do zniszczenia swoich przeciwników. Śpiewak rzeczywiście nie pozostawia czytelnikom najmniejszych wątpliwości co do tego, jaka jest jego opinia na temat teorii o istnieniu żydokomuny, co podkreśla pełnymi zaangażowania stwierdzeniami. Komentując sejmową wypowiedź premiera Wincentego Witosa, w której stawiał on tezę, że Żydzi sami kreują się na ofiary, organizując przeciw sobie antysemickie bojówki, autor pisze, że „większy idiotyzm trudno było premierowi rządu wymyślić”, natomiast wnioskowanie Romana Dmowskiego o spisku finansjery żydowskiej i żydowskiego proletariatu ocenia jako „nader zaskakujące i kompletnie bez sensu”.

Tożsamość żydowskiego komunisty

Tytuł zdaje się sugerować, że autor przeanalizuje rozwój samego mitu żydokomuny, przyczyny jego powstania i momenty największego nasilenia. Rzeczywiście, elementy te są w książce obecne, ale nie stanowią jej najistotniejszej części. Idąc za przykładem wspomnianego już Grossa, Śpiewak przyjął bowiem w dużej mierze punkt widzenia Żydów komunistów, próbując zrozumieć ich drogę do ideologii jako jeden ze sposobów na emancypację, umożliwiającą opuszczenie kulturowego getta. Autor wyraźnie podkreśla, że nie była to droga łatwa, ponieważ tak w czasach rewolucji 1905 r., jak i później wiązała się ona z wyjątkowo bolesnym procesem opuszczania społeczności żydowskiej i przyjmowania tożsamości komunisty. Spojrzenie na komunizm z tej perspektywy to ogromna zaleta Żydokomuny, bowiem tego rodzaju podejście należy wciąż do rzadkości.

Fakt, iż autor przedstawia problematykę żydokomuny z punktu widzenia Żydów, a przede wszystkim komunistów żydowskiego pochodzenia, w niektórych momentach bywa też słabością. Autor pisze m.in. o tym, że cechą właściwą Żydom komunistom było obdarzanie szczególną estymą osób wykształconych, a także respekt w stosunku do ideologii. Miało się to według niego wiązać z tradycyjnym dla Żydów szacunkiem do wykształcenia, który został przeniesiony na ludzi „obkutych w marksizmie” (s. 158). Ta interpretacja wydaje się mało przekonująca – warto byłoby spojrzeć na ten problem szerzej, odnosząc się do koncepcji „religiopodobnego komunizmu”, o której pisał Marcin Kula. Dzięki niej można dostrzec, że obecność swoistych „marksistowskich kapłanów” jest właściwe dla komunizmu jako takiego, nie tylko dla komunistów żydowskich. Podobny problem stanowi to, że autor na ogół nie przedstawia bliżej spojrzenia drugiej strony, rezygnując choćby z zakrojonej na szerszą skalę próby racjonalizacji przesądów antyżydowskich. Niefortunne wydaje się także przypisywanie radykalizmu, jaki charakteryzował lata 30., jedynie komunizmowi. Tłumacząc przyczyny zaangażowania młodych Żydów w komunizm, pisał: „Komuniści odchodzili od starego, jak powiadali, zmurszałego świata, który się już walił”. Warto dodać, że tą samą retoryką posługiwali się działacze polskich organizacji skrajnie prawicowych, które stosowały hasła antysemickie.

Antysemickie klisze

Jednym z mocnych punktów książki jest ukazanie antysemityzmu jako zjawiska długiego trwania (przynajmniej jak na warunki ubiegłego stulecia). Dzięki temu czytelnicy mogą dostrzec zupełnie bezrefleksyjne powielanie klisz antysemickich przez kolejne pokolenia, co stanowi frapującą podstawę do refleksji na temat tytułowej żydokomuny jako zlepka insynuacji, pozbawionych realnego sensu. Instrumentarium stosowane przez Śpiewaka nie ogranicza się do metod badawczych historii, ale zawiera także refleksję socjologa, historyka myśli politycznej oraz badacza tradycji. Dzięki takiemu podejściu możliwe jest dostrzeżenie skali skażenia mitem żydokomuny, któremu ulegali nie tylko ludzie niewykształceni i podatni na zwulgaryzowaną propagandę, ale także wybitni intelektualiści, jak choćby Maria Dąbrowska.

O ile przedstawienie problematyki żydokomuny, począwszy od mniej więcej roku 1905, jest ogromnie interesujące, o tyle pewne rozczarowanie stanowi skrótowe potraktowanie wojny i okresu powojennego. Szkoda tym bardziej, że Śpiewak w bardzo niewielkim stopniu odniósł się do ożywionych debat, jakie toczyły się wśród polskich historyków na temat stosunków polsko-żydowskich i komunizmu. W tym kontekście pisze przede wszystkim o przeświadczeniu o opanowaniu centralnych władz partyjnych przez Żydów, które do dziś służy za jeden z fundamentów mitu o istnieniu żydokomuny w PRL. Śpiewak wskazuje m.in., że w latach 1948–1956 jedynie 6% członków Komitetu Centralnego było pochodzenia żydowskiego, co pozwala stwierdzić, że stereotyp ten nie znajdował potwierdzenia w faktach. Niektóre interpretacje, jakie przedstawia Paweł Śpiewak, wydają się jednak przesadnie ukierunkowane na udowodnienie tezy, że żydokomuna była szkodliwym mitem i zwykłym wymysłem. Pisząc o Rosji radzieckiej, stwierdza, że w świetle przytoczonych przez niego danych „mit wszechwładnego żydowskiego śledczego nie znajduje najmniejszego potwierdzenia w faktach”. Tymczasem bliższe spojrzenie na przytoczone przezeń liczby pozwoli stwierdzić, że w 1921 r. Żydzi stanowili aż ¼ ścisłego kierownictwa Czeka. Jest to oczywiście o wiele za mało, żeby potwierdzić wspomniany pogląd o wszechwładnym żydowskim śledczym, natomiast można doszukiwać się tu racjonalnego ziarna, z którego zrodził się przejaskrawiony i nieprawdziwy stereotyp.

Jak już wspomniałem, Śpiewak przyznaje się do inspiracji książkami Jana Tomasza Grossa, które niejednokrotnie były atakowane za przesadne uproszczenia. W pewnych miejscach również i autor Żydokomuny daje się ponieść emocjom, ze szkodą dla samej książki. Przykładowo, odnosząc się do sytuacji w Polsce bezpośrednio po II wojnie światowej, Śpiewak słusznie zwrócił uwagę, że Żydów komunistów uważano za ekspozyturę Kremla. Ataki na nich ze strony hierarchii kościelnej stanowiły wobec tego surogat ataków na ZSRR, których nie można było przeprowadzać otwarcie. Puentując to spostrzeżenie, stwierdził: „Nienawiść rasowa została podniesiona do rangi wojny narodowowyzwoleńczej”. Stwierdzenie to zaskakuje, autor nie podejmuje bowiem próby głębszego wniknięcia w motywacje polskiego kleru, ograniczając się do surowej oceny moralnej. W innym miejscu, odnosząc się do haniebnej kampanii antysemickiej i antyinteligenckiej z Marca 1968, Śpiewak pisze, że „Gomułka wraz z Moczarem stał się obrońcą polskiego faszyzmu”. Trudno oczywiście oceniać Marzec 1968 inaczej niż tylko jako tragiczną i wstydliwą kartę polskich dziejów, tak więc bardzo krytyczna ocena obu polityków ma swoje uzasadnienie. Obawiam się jednak, że pisanie o historii w sposób tak jednoznaczny nie przyczyni się do lepszego jej zrozumienia, lecz co najwyżej zaostrzy spór.

Pewne spostrzeżenia autora dotyczące PRL są ogromnie interesujące. Śpiewak zwraca uwagę na to, że komuniści pochodzenia żydowskiego potrafili w bardzo skuteczny sposób rozgrywać antysemityzm jako swój atut. Dotyczyło to choćby członków dawnego stalinowskiego kierownictwa partyjnego, którzy znaleźli się wśród tzw. „puławian” i przyjęli orientację liberalną, w opozycji do konserwatywnego i ksenofobicznego „Natolina”. Dzięki odpowiedniemu zdyskontowaniu resentymentu polskiej inteligencji wobec antysemityzmu grali oni rolę prześladowanych, aby uniknąć odpowiedzialności za zbrodnie stalinizmu. Jak zauważył Śpiewak, cynizm towarzyszy żydowskich był widoczny także w tym, że piastując wysokie funkcje państwowe, potrafili oni bez skrupułów posługiwać się przedstawicielami aparatu partyjnego żywiącymi przekonania silnie antysemickie.

Rękawica rzucona historykom

Śpiewak podkreśla co prawda, że jego książka nie jest pozycją historyczną, operuje natomiast całą gamą historycznych odwołań, w tym także do faktografii. Skrupulatność każe mi odnotować w tym miejscu niemałą ilość błędów: autor myli np. PPS-Lewicę z PSL-Lewicą, pisze o Brunonie Jasieńskim jako o „drugim człowieku w Kirgizji”, podczas gdy był on jedynie członkiem KC KP Tadżykistanu, a wybory parlamentarne w Polsce w 1928 r. określa jako „całkiem uczciwe”. To ostatnie stwierdzenie podważają nie tylko opinie historyków (m.in. Andrzeja Garlickiego), ale również fakt, że zgłoszono po nich ponad 180 protestów wyborczych. Pomyłki te nie mają wpływu na generalną narrację książki, jednak podważają jej historyczną wiarygodność, o czym wypowiadał się m.in. Piotr Gontarczyk.

Żydokomuna Pawła Śpiewaka jest mimo to pozycją wartościową. Podobnie jak publikacje Jana Tomasza Grossa stanowi ona udaną próbę wprowadzenia do naukowej dyskusji tematyki poruszanej ostrożnie i raczej niechętnie. To dobry punkt wyjścia do szerszej dyskusji o komunizmie w Polsce, a także o zaangażowaniu Żydów w tę ideologię i budowę systemu. Mam nadzieję, że historycy podejmą rękawicę i tematykę, siłą rzeczy ujętą przez Śpiewaka skrótowo, przedstawią w sposób szczegółowy i bardziej zniuansowany.

Paweł Śpiewak
Żydokomuna. Interpretacje historyczne
Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2012, s. 272

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter