70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nieznośna hierarchia bytów

Dlaczego dyskusja nad kwestią świadomości i zdolności poznawczych zwierząt jest tak istotna? Dlatego że właśnie takie argumenty są podnoszone w dyskusjach dotyczących praw zwierząt. Czy stworzenia obdarzone samoświadomością i potrafiące wyrazić swoje dążenia można traktować jako własność? Albo inaczej – co musielibyśmy wiedzieć o zwierzętach, żeby zmienić do nich podejście i zrzec się „prawa” do ich uśmiercania?

Badania nad inteligencją, świadomością i relacjami społecznymi zwierząt coraz bardziej utrudniają dokładne określenie, na czym miałaby polegać ewolucyjna wyższość człowieka. „Ludzkie możliwości, które uważamy za coś bardzo szczególnego i złożonego, prawdopodobnie nie są ani takie szczególne, ani takie złożone”, jak ujął to prof. Frans de Waal, prymatolog z Emory University. w jednym z wywiadów. Kiedy na początku swojej kariery de Waal zbierał materiały do książki na temat agresji i współzawodnictwa wśród małp człekokształtnych, jego uwagę zwróciło coś, czego się nie spodziewał – szympansy co prawda popadały w konflikty, ale później przychodził czas, żeby się pogodzić. Według naukowca, oznaczało to, że ważniejsze jest dla tych zwierząt utrzymywanie relacji, niekiedy nadwątlonej przez konflikt, niż walka o dominację. Początkowe spostrzeżenia znacząco wpłynęły na dalsze kierunki poszukiwań naukowych de Waala. Dziś, po ponad 35 latach pracy z małpami, badacz jest przekonany, że w zachowaniach zwierząt wyraźnie jest obecne to, co leży u podstaw ludzkiej moralności.

Wredne małpy?

W swoich badaniach holenderski prymatolog skupia się na zjawiskach, które przez wiele osób postrzegane są jako wyjątkowe osiągnięcia ludzkiej cywilizacji – analizuje przejawy współpracy, wzajemności, empatii i poczucia sprawiedliwości wśród małp człekokształtnych. To prawda, że niektóre z tych zachowań są podyktowane po prostu chęcią zdobycia jakiejś korzyści, np. wtedy, gdy w badaniu dwa szympansy mogą się dostać do jedzenia tylko przez wspólne, zsynchronizowane działania. Wyniki tego eksperymentu dowodzą jedynie, że zwierzęta potrafią korzystać ze swojej wysokiej inteligencji i że rozumieją zasady współpracy. Ale lekkie zmodyfikowanie warunków tego badania – wcześniejsze nakarmienie jednego z szympansów – pozwala sprawdzić, czy syte zwierzę, które nie jest zainteresowane nagrodą w postaci pokarmu, będzie skłonne pomóc głodnemu koledze. Wynik eksperymentu i tym razem jest pozytywny. Można to wytłumaczyć empatią, wczuciem się jednego zwierzęcia w sytuację drugiego, albo nagrodą odłożoną w czasie, czyli założeniem, że ten, komu pomogłem, odwdzięczy się przysługą w przyszłości. To ostatnie wytłumaczenie zakłada, że szympansy planują przyszłość, uwzględniając inne osobniki, i przewidują ich zachowania. Jest to skomplikowany proces myślowy, ale nie dowodzi jeszcze wspaniałomyślności. Żeby dowiedzieć się, jakimi intencjami kierują się te zwierzęta, przeprowadzono jeszcze inny eksperyment. W oddzielnych klatkach znajdujących się w tym samym pomieszczeniu zamknięto dwa szympansy. Jeden z nich miał podawać asystentce czerwoną rurkę, jeśli chciał sam dostać coś do jedzenia, albo zieloną, jeśli chciał, żeby również drugie zwierzę zostało nakarmione. Niezależnie od dokonanego wyboru dostawał nagrodę, czyli jedzenie. Szympans, który mógł decydować o losie drugiego szympansa, w blisko 60% prób wybierał nakarmienie obu zwierząt. Jeśli drugi szympans przypominał o sobie i próbował w przyjazny sposób przyciągnąć uwagę zwierzęcia dokonującego wyboru, odsetek decyzji dowodzących empatii wzrastał. Jeśli zaś pojawiały się groźby i oznaki niezadowolenia, odsetek decyzji korzystnych dla obu zwierząt malał. W tym eksperymencie szympansy częściej niż w połowie przypadków podejmują wybory korzystne dla innych osobników, mimo że nie wiąże się to z żadnym dodatkowym zyskiem. Nie chodzi o zimną kalkulację przyszłych korzyści, czyli zyskiwanie przychylności innego osobnika – gdyby tak było, badany szympans wkładałby prawdopodobnie więcej wysiłku w udobruchanie niezadowolonego towarzysza. Wydaje się, że szympansy czerpały jakiś rodzaj satysfakcji z dobrowolnego dzielenia się z innymi. Satysfakcja ta malała, kiedy zwierzęta były do dzielenia się nakłaniane.

Innym ciekawym eksperymentem, tym razem przeprowadzonym na kapucynkach czubatych, było badanie poczucia sprawiedliwości. W dwóch klatkach zamknięto dwie małpki w taki sposób, że widziały siebie nawzajem, wszystkie wykonywane czynności i otrzymywane nagrody. Asystentka prosiła o podanie kamyka, za który dawała nagrodę. Jedna z kapucynek dostawała kawałki ogórka, druga winogrona. Za pierwszym razem małpka nagrodzona ogórkiem była zadowolona z pokarmu. Jednak kiedy zobaczyła, że jej koleżanka za tę samą czynność dostaje słodkie winogrono, zaczęła się buntować. Chciała dostać winogrono, więc dalej podawała kamyki, ale otrzymaną nagrodę – kawałek ogórka – rzucała ze złością w stronę asystentki. To nie ogórek był źródłem rozczarowania, ale poczucie niesprawiedliwego traktowania.
De Waal chętnie opowiada o tym, że badanie małp pozwala zrozumieć, jak mało dzieli ludzi i zwierzęta. Czy protesty, jakie niedawno odbywały się na Wall Street, nie przypominają rozgoryczenia kapucynki tym, że ktoś za taką samą pracę dostaje nieosiągalne dla niej wynagrodzenie? – pyta badacz.

Niezupełnie wesołe słonie

Podział dostępnych dóbr i emocje, jakie on wywołuje, nie jest jedyną płaszczyzną, na której można szukać podobieństw między człowiekiem i zwierzętami. A małpy człekokształtne nie są jedynymi stworzeniami, wśród których naukowcy dostrzegają ludzkie odruchy. Obszarem uznawanym zawsze za wyjątkowy dla ludzi była transcendencja, dopuszczanie istnienia tego, co wykracza poza nasze ziemskie życie. Dowodem takiego rodzaju myślenia wśród najstarszych ludzkich kultur miały być m.in. pochówki, nagrobki i kult przodków. Czy do podobnych wniosków powinno nas doprowadzić obserwowanie słoni, które nakrywają ciało zmarłego krewnego gałęziami i ziemią?

Przedstawianie zachowań słoni wobec zmarłych członków stada należy zacząć od tego, że są to zwierzęta niezwykle emocjonalne. Jak pisze Steven M. Wise w książce Drawing the Line (Wyznaczanie granic) badacze słoni są przekonani, że nie tylko potrafią one przeżywać takie stany jak radość, szczęście, rozbawienie, miłość, przyjaźń, współczucie, ulga, szacunek, ale znają także emocje spoza ludzkiego repertuaru przeżyć. Mają silne poczucie więzi ze stadem i bardzo ciężko znoszą rozstania. Może to tłumaczyć, dlaczego 70% młodych poniżej 5. roku życia po stracie matki umiera. Bliskość relacji można poznać po tym, jak witają się członkowie stada po nawet krótkotrwałym rozdzieleniu – rytuał ten składa się z biegania, tupania, machania uszami, ocierania się ciałem i kłami, dotykania trąbą dolnej szczęki towarzyszy. Im bliższe relacje, tym bardziej intensywne są zachowania osobników przy powitaniu. Jeśli dodamy do wysoko rozwiniętej emocjonalności i relacyjności słoni ich niewiarygodną pamięć, całkiem prawdopodobna staje się teza wysuwana przez niektórych badaczy o istniejącej wśród tych zwierząt świadomości śmierci. W swojej książce Wise pisze, że widok martwego słonia wyraźnie niepokoi pozostałe osobniki, które stają się ciche i spięte, a do ciała podchodzą powoli. Nawet same kości wzbudzają w nich niespotykane wśród innych zwierząt reakcje. Słonie dotykają trąbą kości i kłów, głaszczą je, podają je sobie w stadzie. Najwięcej czasu poświęcają czaszce i dolnej szczęce. Jedna z cytowanych przez Wise’a badaczek przypuszcza, że w ten sposób rozpoznają szczątki – dotykając szczęki, czyli części ciała dotykanej przy powitaniach, badają, czy są to kości krewnych.

W książce autor przytacza tezę mówiącą, że istnienie jakiegoś rodzaju rozumienia śmierci musi wiązać się z tworzeniem wyobrażeń, co to znaczy być martwym. Być może właśnie z tymi wyobrażeniami łączy się swego rodzaju grzebanie ciał słoni przez ich towarzyszy, które polega na nakrywaniu martwego zwierzęcia gałęziami, zerwanymi roślinami i ziemią.

Twórcze papugowanie

W dyskusjach o tym, co odróżnia ludzi od zwierząt nie może zabraknąć klasycznego dowodu na intelektualną wyższość człowieka, czyli posługiwania się językiem. Oczywiste jest, że zwierzęta komunikują się między sobą, ale czy ich sposób przekazywania informacji wiąże się z tak skomplikowanymi umiejętnościami jak tworzenie abstrakcyjnych pojęć, rozumienie symboli, posługiwanie się składnią? Naukowcy od dawna byli zafascynowani tymi kwestiami. Większość projektów badawczych miała na celu sprawdzanie, czy zwierzęta będą potrafiły przyswoić jakiś rodzaj kodu komunikacji z człowiekiem, uczono je więc angielskich słów i amerykańskiego języka migowego. Okazuje się, że pewne predyspozycje do używania języka mają nie tylko małpy człekokształtne, ale także delfiny i papugi afrykańskie żako.

Jedną z najsłynniejszych papug tego gatunku był Alex. Przez wiele lat pracy ze swoją opiekunką i nauczycielką Irene Pepperberg Alex wykazał się wieloma talentami. Jako papuga potrafił bardzo dobrze artykułować dźwięki, co niezwykłe ułatwiało badania. Potrafił rozpoznawać litery, umiał nie tylko podawać ich nazwy, ale też prezentować dźwięki, które oznaczały (w polskim ta różnica jest widoczna np. między „zet” i „z”). Podobnie było z cyframi, znał ich nazwy i wiedział, co oznaczały. Umiał liczyć i rozumiał pojęcie braku – potrafił powiedzieć, ile określonych przedmiotów widzi, ale też stwierdzić, że ich nie ma. Co więcej, używał pojęć określających kategorie. Kiedy pokazywano mu przedmioty różnych kształtów, kolorów, wykonane z różnych materiałów, potrafił nie tylko te kolory, kształty i materiały nazwać, powiedzieć, że widzi żółte papierowe kółko i czerwony metalowy klucz, ale też stwierdzić, że dane przedmioty różnią się kolorem albo kształtem. A to znaczy, że rozumiał i używał pojęć abstrakcyjnych. Zapytany, czym różnią się takie same przedmioty, umiał stwierdzić, że niczym. Co więcej, kiedy widział się w lustrze, potrafił zaciekawić się swoim kolorem, którego nazwy nie znał. Zapytał, jaki to kolor. Alex miał i wyrażał życzenia. Wiedział też, jak mówić o sobie i jak mówić do kogoś. Potrafił spontanicznie powiedzieć – a nie powtórzyć w ramach wyuczonej sztuczki – „Wracaj. Kocham cię. Jest mi przykro”.

Badania delfinów ze względu na ich ograniczone umiejętności wydobywania z siebie dźwięków musiały polegać na innym rodzaju komunikacji. W ich przypadku częściej bada się rozumienie ludzkiej mowy, niż jej używanie do przekazywania wiadomości człowiekowi. Badania pokazują, że delfiny potrafią nie tylko nauczyć się nazw przedmiotów znajdujących się w ich otoczeniu (np. piłka, kółko, okno), kierunków (dół, góra, prawa, lewa , tył, przód), ale też zrozumieć zasady składni, czyli przyporządkować znaczenie do kolejności słów. Jeśli badacz prosił o wrzucenie piłki pływającej po lewej stronie basenu do wiadra stojącego po prawej stronie, delfiny rozumiały, że nie chodzi o wrzucenie piłki pływającej po prawej stronie do wiadra po lewej itd. Eksperymenty pokazały, że delfiny nie były bierne w rozumieniu mowy. Jeśli polecenie było niemożliwe do wykonania (np. „włóż okno do wiadra” albo „podrzuć wodę”), delfiny szukały czynności, która najbardziej odpowiadałaby poleceniu (np. wkładały do wiadra przedmiot znaleziony najbliżej okna w pierwszym przypadku albo rozbryzgiwały głową wodę płynącą w kranu w drugim).

Należy podkreślić, że tego typu eksperymenty nie sprawdzają jedynie umiejętności posługiwania się językiem. Ponieważ badaczom nie udało się do tej pory opanować komunikacji ze zwierzętami na ich zasadach, sprawdzają, czy zwierzęta będą umiały użyć kodów ludzkich. Innymi słowy, zwierzęta podczas badań nad ich zdolnościami lingwistycznymi uczą się języka obcego. I jak widać, istnieją takie, które odnoszą na tym polu sukcesy.

Zasypywanie przepaści

Zdaniem cytowanego już prof. de Waala, badania nad zwierzętami wykonywane przez ostatnie ćwierćwiecze i prowadzone równolegle badania ludzkiego genomu sprawiają, że zaczynamy ludzi i zwierzęta postrzegać jako należących do tego samego kontinuum. Z jednej strony, mamy coraz więcej dowodów na „ludzkie” zachowania zwierząt, posiadanie przez wiele z nich samoświadomości i predyspozycji do skomplikowanych procesów myślowych. Z drugiej, widzimy człowieka jako w dużej mierze zdeterminowanego przez swój genom, co w pewnym sensie przybliża go do zwierząt.
Szczególnie istotne jest tu rozumienie tego, czym jest świadomość u ludzi i zwierząt. W lipcu 2012 r. w Cambridge odbyła się konferencja dotycząca tego właśnie zagadnienia (Francis Crick Memorial Conference), w której uczestniczyli m.in. Stephen Hawking i wspomniana już Irene Pepperberg. Po konferencji podpisano Deklarację z Cambridge na temat świadomości, która stwierdza, że istnieje wiele dowodów wskazujących na to, iż zwierzęta – ptaki i ssaki – posiadają neuroanatomiczne, neurochemiczne i neurofizjologiczne podłoże stanu świadomości i zdolność do okazywania zachowań intencjonalnych, a to oznacza, że ludzie nie są wyjątkowi w tym względzie.

Dlaczego dyskusja nad kwestią świadomości i różnych talentów zwierząt jest tak istotna? Dlatego, że to właśnie te argumenty są często podnoszone w dyskusjach dotyczących praw zwierząt. Żeby w ogóle rozpocząć rozmowę na temat możliwości nadawania im jakiegoś rodzaju praw, trzeba najpierw ustalić, o jakich właściwie istotach mówimy. Czy stworzenia obdarzone samoświadomością i potrafiące wyrazić swoje dążenia można traktować jako własność? Albo inaczej – co musielibyśmy wiedzieć o zwierzętach, żeby zmienić do nich podejście i zrzec się „prawa” do ich uśmiercania?

Wydaje się, że obecnie istnieje zgoda dotycząca tego, że zwierzęta odczuwają cierpienie. Nawet przeciwnicy nadawania zwierzętom praw twierdzą, że należy im oszczędzać bólu i nie ma żadnych podstaw do tego, żeby traktować je z okrucieństwem. Zwolennicy praw zwierząt próbują udowodnić, że ten program minimum jest niewystarczający, a traktowanie istot spoza naszego gatunku jako własności człowieka porównują często do niewolnictwa, w którym interes ekonomiczny jednej grupy ogranicza wolność innej grupy myślących, czujących, świadomych stworzeń.

Taki sposób argumentowania nie jest wcale bezpodstawny. Dawno minęły czasy, kiedy zwierzęta można było postrzegać po kartezjańsku jako automaty pozbawione rozumu, niepotrafiące odczuwać bólu – w świetle najnowszych badań bardziej uzasadnione jest pytanie o to, co sprawia, że zwierzę nie jest osobą, niż pytanie o to, co miałoby wskazywać na to, że jest. A mimo to zwierzęta są wciąż postrzegane przez prawo niemal jak przedmioty, mówi się o nich w kategoriach ludzkiej własności. Dlatego zdarzają się takie sytuacje, kiedy komornik zajmuje psa jako część majątku dłużnika. Dlatego też w ustawie o ochronie zwierząt pojawia się zapis mówiący, że w przypadku traktowania zwierząt w sposób niedozwolony (znęcanie się nad zwierzętami) zwierzę „może być czasowo odebrane właścicielowi lub opiekunowi” (art. 7 ust. 1, podkreślenie moje), a „odebrane zwierzę podlega zwrotowi, jeżeli sąd nie orzeknie w trybie art. 35 ust. 3 przepadku zwierzęcia” (art. 7 ust. 6).

Podobnie więc jak w przypadku niewolnictwa, mówimy o posiadaniu inteligentnych, czujących istot. Podobnie też jak w przypadku niewolnictwa, status quo utrzymywane jest głównie przez względy ekonomiczne. Zwierzęta są dla nas tanim i praktycznie nieograniczonym źródłem mięsa i skór. Możemy się łudzić, że zwierzęta, z których korzystamy, niewiele mają wspólnego z opisywanymi na początku tekstu wyjątkowymi przedstawicielami wyjątkowych gatunków. Ale nie jest tak do końca. Małpy człekokształtne i słonie są ciągle zabijane przez człowieka dla mięsa i kości słoniowej. Delfiny giną podczas połowów popularnego na naszych stołach tuńczyka. A najbliższa kulturowo naszym talerzom świnia wbrew pozorom również jest jednym z inteligentniejszych gatunków. Jej zdolności uczenia się są porównywalne ze zdolnościami psów i według badaczy przekraczają możliwości trzyletniego dziecka. Świnie trzymane w budynkach, gdzie mają dostęp do włączników ogrzewania, potrafią regulować temperaturę pomieszczenia tak, aby odpowiadała ich potrzebom – nie tylko włączają grzejniki, ale też wyłączają je, kiedy robi im się zbyt ciepło. Nauczone potrafią grać w proste gry komputerowe, używając joysticka. Umieją współpracować w stadzie przy ucieczce z ogrodzonego terenu. W Stanach Zjednoczonych są trzymane w domach podobnie jak psy i zdarzało się już, że sprowadzały pomoc, kiedy ich właściciel tracił przytomność. Poziom inteligencji i wrażliwości zwierząt nie ma żadnego przełożenia na kształt diety mięsożernych ludzi.

Dyskusja o prawach

W trwającej wieki debacie o statusie i prawach zwierząt pojawiały się najróżniejsze teorie i argumenty. Niektórzy próbowali stworzyć listę cech, którymi powinna wyróżniać się istota zasługująca na otrzymanie praw. Ostateczny kształt listy nigdy nie został ustalony i jest problematyczny z tego względu, że w wielu przypadkach najinteligentniejsze ze zwierząt przewyższają swoimi zdolnościami niektóre grupy ludzi, np. małe dzieci czy osoby z uszkodzeniem mózgu. Przyznawanie większych praw zwierzętom niż ludziom budzi zaś łatwe do przewidzenia kontrowersje. Proponowany jest wtedy inny sposób patrzenia na problem, według którego praw nie dostają jednostki, ale cały gatunek, dlatego prawami może cieszyć się ludzkie dziecko, ale nie orangutan.

Powstaje pytanie – jaki procent orangutanów musiałby nauczyć się mówić po angielsku, żeby zasłużyć na prawa dla całego gatunku? Czy ktoś próbował kiedykolwiek policzyć, ile genialnych małp żyje poza laboratorium? Badania różnych umiejętności zwierząt dotyczą najczęściej pojedynczych osobników, nie całych gatunków i trudno dokładnie określić, na ile są one reprezentatywne dla całej grupy. Trzeba jednak pamiętać, że w wielu przypadkach są to zwierzęta wybrane nieco przypadkowo – urodzone w zoo goryle (słynna Koko), papugi kupione w zwykłym sklepie zoologicznym (wspomniany Alex), delfiny, które jako pierwsze dały się odłowić (posługujące się składnią Phoenix i Ake). Z jednej strony ich przypadkowe pochodzenie może przemawiać za tym, że takich zwierząt jest dużo więcej, z drugiej jednak strony, nie jest to statystycznie reprezentatywna próba.

Kolejną przeszkodą w przyznaniu zwierzętom praw miałby być brak możliwości przekazania im obowiązków, które dla wielu są z prawami nierozerwalnie związane. Wydaje się jednak, że potrafimy przyznać ludziom uniwersalne prawo do życia, nie zastanawiając się, czy równie uniwersalnie będziemy umieli egzekwować obowiązki (np. poszanowania prawa do życia), a wręcz zakładając, że nie będzie to nigdy w pełni wykonalne. Można też się zastanowić nad słusznością tego argumentu z innej perspektywy – zwierzęta nie mogłyby przyjąć obowiązków wynikających z posiadania praw, ale mogą i muszą, nie mając praw, pracować dla człowieka w cyrkach, delfinariach, muszą ofiarowywać swoje ciała i futra. Czy nie ma w tym jakiejś sprzeczności?

Różne koncepcje pojawiają się również w kwestii doboru ewentualnych praw. Większość z nich na pierwszy rzut oka wydaje się absolutnym minimum w przypadku człowieka – np. prawo do życia. Jednak w przypadku zwierząt prawo do życia byłoby już kolosalną rewolucją. Prawdopodobnie musiałoby oznaczać, że zachcianka człowieka, który na obiad chce zjeść schabowego, nie byłaby wystarczającym powodem, żeby świnię wysłać do rzeźni. A trzeba uczciwie przyznać, że dawno już nie zabijamy zwierząt z konieczności. Robimy to jedynie po to, żeby zaspokoić nasze gusta kulinarne lub odzieżowe.
Kolejnym rozważanym prawem jest prawo do niebycia czyjąś własnością. I znowu jest to prawo, które wydaje się zupełnie niewinnie, ale jeśli zastanowimy się nad relacjami, jakie panują obecnie między zwierzętami a ludźmi, znów okaże się, że przyznanie takiego prawa wywróciłoby nasz świat do góry nogami. Trudno sobie wyobrazić, żeby zwierzę będące panem swego losu, zgodziło się na testowanie na jego oczach (w sensie dosłownym) toksyczności kosmetyków, chciało pracować z treserem, albo skierowało swoje kroki do rzeźni. Można powiedzieć, że takie ujęcie sprawy – antropomorfizowanie zwierzęcia i stawianie go przed tego typu „wyborami” – jest groteskowe. Być może, ale tylko dlatego, że staramy się nie pamiętać, że zwierzęta posiadają własne dążenia, a wśród nich życie na wolności ma niewątpliwie większą wartość niż zaspokajanie ludzkich kaprysów.

***

Istnieje pewien rozdźwięk między tymi dwiema rzeczywistościami – obszarem naukowych poszukiwań i przestrzenią codziennych przyzwyczajeń. Kiedy czytamy o kapucynce domagającej się sprawiedliwego nagradzania, o afrykańskiej papudze szarej mówiącej, że jest jej przykro, o słoniu, który w smutku dotyka kości swoich krewnych, być może nawet przez chwilę czujemy się częścią świata zwierząt. Ale kiedy ktoś poruszy kwestię praw, stref wpływów, wymiernych korzyści płynących z porządku hierarchicznego, przypominamy sobie o wyjątkowej pozycji człowieka.

Wszystko wskazuje na to, że kolejne badania będą tylko poszerzać naszą wiedzę o tym, jak bardzo jesteśmy podobni do zwierząt. Prawdopodobnie będziemy w pewnym momencie zmuszeni przyznać po franciszkańsku, że krąg naszych braci i sióstr jest bardzo szeroki. Może warto, przygotowując się na to, co nas czeka, już dziś zadać sobie pytanie, co to oznacza dla naszej obecnej „wyższości”.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter