70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

„Prawdziwa pieśń nie myli się nigdy”

Opowieść o siedmiu mędrcach nie jest zbiorem wykładów ubranych w beletrystyczną szatę. To raczej ujęta w szkatułkową formę antologia, na którą składają się pouczające anegdoty, zwykle zresztą nieopatrzone morałem. Ich filozoficzne przesłanie zostaje wypowiedziane jakby mimochodem.

Jest taki stary dowcip o wariacie – maniakalnym czytelniku, który błyskawicznie pochłaniał wszystkie książki, jakie wpadły mu w ręce. Aż pewnego razu złośliwy bibliotekarz podsunął mu książkę telefoniczną. Po kilku dniach maniak pojawił się w wypożyczalni i zapytany o wrażenia z lektury, odparł: „Akcja jak akcja. Ale co za obsada!”.

Kiedy studiowałam polonistykę, często przypominałam sobie ten dowcip, bo choć maniakalnym czytelnikiem byłam od zawsze, to właśnie podczas pięciu lat studiów zaobserwowałam u siebie największą otwartość na wszelkie lektury. Nic w tym dziwnego – właśnie wtedy nauczyłam się, czym jest konwencja i jak odbierali dane dzieło ludzie mu współcześni. Poznawszy w pewnym stopniu sposób ich myślenia, starałam się patrzeć na teksty literackie ich oczyma. Byłam wtedy w wieku, „gdy umysł jak młody kot skacze najśmielej i najdalej, mając ciało bardzo lekkie w stosunku do silnych, gotowych już łap” – że posłużę się słowami, które znalazłam w Opowieści o siedmiu mędrcach – toteż i prawie żadne klasyczne dzieło mnie nie odstraszyło. Już wtedy zdawałam sobie sprawę, iż jeśli czegoś nie przeczytam w najlepszym ku temu czasie, już nigdy nie nadrobię zaległości.

Na te niezbyt stosowne wspominki pozwalam sobie ze szczególnego względu. Mam bowiem opowiedzieć o swoim czytelniczym spotkaniu z twórczością Hanny Malewskiej. Chciałabym, żeby była to opowieść uczciwa, bez nadmiernego uciekania się do krytycznoliterackich wybiegów, które ułatwiłyby mi, dojrzałej już kocicy, wylądowanie na czterech łapach. Przyznaję więc, że to nie było łatwe spotkanie. Natychmiast jednak zaznaczam – czego proszę nie traktować jak ucieczki – iż wybierając właśnie Opowieść o siedmiu mędrcach, dokonałam złego wyboru. Złego w tym sensie, że paręnaście lat po ukończeniu studiów szukam lektur według szczególnego klucza, jakim jest mój aktualny stan ducha, a nie chęć zaanektowania nowych obszarów rzeczywistości: czy to samej w sobie, czy przedstawionej.

Język powagi

Czy moja obecna sytuacja ma coś wspólnego z egzystencjalną kondycją starożytnych Greków? I tak, i nie. Książka Malewskiej nie jest opowieścią biograficzną, lecz filozoficzną, a przypadki w niej opisane to egzemplifikacje ludzkich losów jako takich. Oczywiście trudno się z nimi do końca identyfikować, jeśli weźmie się pod uwagę zupełnie inne warunki życia. Na przykład, w przeciwieństwie do wielu bohaterów przedstawionych przez Malewską, o swoim niewolnictwie mogę myśleć tylko w sensie symbolicznym, a tyrana decydującego o moim losie upatrywać jedynie w systemie społeczno-ekonomicznym. Lub w samej sobie. I to jest oczywiście podstawowa różnica. Z drugiej jednak strony, kontekst ten muszę przecież uwzględnić, zgłębiając jakąkolwiek opowieść o przeszłości. Tak jak skonstatować banalny fakt, że w swojej naturze człowiek pozostaje niezmienny. Wskazana przez Heraklita z Efezu niemożność picia dwa razy z tego samego źródła nie ma tu nic do rzeczy – liczy się to, iż wciąż musimy zaspokajać pragnienie.

Napisawszy poprzednie zdanie, z miejsca skarciłam się w myślach za górnolotność. Jakże nieprzystającą do naszych czasów, w których językiem obowiązkowym stał się język ironii. Trudno powiedzieć, żeby dla starożytnych był to język zupełnie obcy, niemniej z pewnością aż tak nie obawiali się oni, iż mogą popaść w patos. W ich odtworzonych przez pisarkę przemowach, dialogach czy odwołaniach do bogów znajdziemy wiele sformułowań, które dziś, odruchowo, chciałoby się ironicznie podważyć, ale nie można tego zrobić, bo i autorka, i jej protagoniści posługują się nimi bez oporów i zastrzeżeń. Trzeba się z tym pogodzić, lecz i zaznaczyć, że – nazwijmy to – język powagi można uznać za kolejną barierę, jaką przed współczesnym czytelnikiem stawia Opowieść o siedmiu mędrcach. Paradoksalnie, bo nie będąc ścisłym sprawozdaniem z życia myślicieli zadeklarowanych i filozofów z przypadku, książka Malewskiej nie jest też zbiorem wykładów ubranych w beletrystyczną szatę. To raczej ujęta w szkatułkową formę antologia, na którą składają się pouczające anegdoty, zwykle zresztą nieopatrzone morałem. Ich filozoficzne przesłanie zostaje wypowiedziane jakby mimochodem, przemycane w postaci sentencji w środku opowieści, której żywiołem – jak słusznie zauważa we wstępie Władysław Stróżewski – jest właśnie samo opowiadanie.

Mapa bez kompasu

Poszczególne historie podawane są na zasadzie kolejnych otwierających się szufladek, przy czym opowieści komentatorów i świadków życia bohaterów, którzy akurat znajdują się na pierwszym planie, nie są dozowane z żelazną konsekwencją. Przez kilka rozdziałów głos zabiera tylko jeden narrator, bezimienny rapsod z wyspy Lesbos, pozostali zaś uzupełniają jego opowieść dopiero w połowie książki. Choć można znaleźć wytłumaczenie tego zabiegu – ów wiodący narrator opowiada najpierw o tym, co się działo na jego wyspie – mnie ten konstrukcyjny chaos mocno jednak utrudniał lekturę. Muszę przy tym dodać, że narrację porządkuje także inny element: poszczególne rozdziały powiązała Malewska z miejscami, do których przenoszą się bohaterowie, a wraz z nimi również akcja, problem jednak w tym, że niektórzy z mędrców przemieszczają się wielokrotnie i właściwie żaden z nich nie gości na scenie wystarczająco długo, by chciało się za nim podążać. Pojawiają się na chwilę i znikają, żadnemu z nich nie możemy towarzyszyć w życiowej drodze od początku do końca, tylko w niektórych przypadkach mamy szansę uczestniczyć w przełomowych momentach ich egzystencji, takich choćby jak opracowanie przez Pitagorasa jego słynnego twierdzenia.

Fragmentaryczność i chaotyczność narracji to – znowu powiem, że paradoksalnie – te jej właściwości, które właściwie nie powinny przeszkadzać w lekturze współczesnemu, oswojonemu z informacyjnym szumem odbiorcy. Przesadą byłoby jednak stwierdzenie, iż tworząc swoją powieść w 1959 r., Hanna Malewska chciała skonfrontować świat starożytnej Grecji z niesformułowanymi jeszcze teoriami McLuhana (co ciekawe, autor Galaktyki Gutenberga był jej rówieśnikiem, ale jego sztandarowa praca ukazała się dopiero trzy lata później). Inna rzecz, iż popełniłabym takie samo nadużycie, zakładając, że jestem odbiorcą reprezentatywnym, dlatego też ciekawi mnie, jak z Opowieścią… poradziliby sobie młodsi czytelnicy, od małego uczeni podzielności uwagi oraz przyzwyczajeni do zmieniających się bodźców. Być może taki sposób ukazania dawnego świata – niczym mapy, na której co rusz to zapalają się, to gasną wybrane punkty – całkiem by im odpowiadał.

„Pamiętać i zbierać wszystko”

W próbie przystawienia dzieła Malewskiej do właściwego naszemu wiekowi sposobu recepcji poszłam chyba jednak za daleko. Choć bowiem o realnie żyjących bohaterach czy o mitologii nie dowiedziałam się z jej książki niczego, czego bym już wcześniej nie wiedziała, nie sposób przecież odmówić autorce umiejętności zarysowania tła obyczajowego, sugestywnego oddania realiów życia codziennego czy swady w kreowaniu postaci fikcyjnych i ich przypadków, zajmujących zresztą w opowieści znacznie więcej miejsca niż tytułowych „siedmiu mędrców”. Trzeba jednak podkreślić, że owa złota siódemka zmieniała swój skład w zależności od tego, kto ją typował – wszyscy zwyczajowo zaliczali do niej jedynie Solona. Dlatego też trudno traktować ją jako szkielet opowieści.
Zmierzając już do końca, zacytuję głównego przewodnika po powieściowym świecie, który w ten oto sposób rozwiewa i moje wątpliwości: „Powieść winna pamiętać i zbierać wszystko, podobna raczej dziecku łapczywemu na skorupki i piórka niż gospodarzowi albo budowniczemu”. Słowa te świadczą naturalnie o tym, że nie ma tu mowy o niedopracowanym zamyśle. W innym miejscu Lesbiańczyk dorzuca: „Prawdziwa pieśń nie myli się nigdy. Pamiętajcie o tym, gdy chcielibyście się jej przeciwstawić, mówiąc, że u was w domu inaczej mówiono albo że sami oglądaliście co innego”.
W tym obcym i odległym kulturowo miejscu poczułam się nieco zagubiona. Niemniej chętnie poznałabym opowieści, które Hanna Malewska snuła o naszym domu.

Hanna Malewska
Opowieść o siedmiu mędrcach
wstęp Władysław Stróżewski
Wydawnictwo Znak, Kraków 2012, s. 352

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter