70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Między nami zwierzętami

W filmie Kieślowskiego, aby pozbyć się myszy, Julie zamyka w pokoju kota, ale o posprzątanie po jego uczcie prosi sąsiadkę. Julie jest wrażliwa i nie chce oglądać tego, co tam zastanie. Ma też wyrzuty sumienia, bo mysz miała młode.

Godne traktowanie zwierząt nie jest bardziej pomysłem naszych czasów aniżeli przerażające fermy ptaków, o których istnieniu pozwalamy sobie nieraz nie pamiętać. Lubimy być przecież dobrzy i cywilizowani. Dlatego warto się zastanowić, dlaczego problem rytualnego uboju zwierząt przez muzułmanów stał się tak nagłaśniany medialnie. I co właściwie wiadomo nam o stosunku islamu do zwierząt? Czy naprawdę podrzynanie gardeł stadom przyszłych mięs to jedyny odpowiedni obraz symbolizujący relacje muzułmanów ze zwierzętami? W naszej wyperfumowanej rzeczywistości zadawanie zwierzętom śmierci to coś wstydliwego. Nie lubimy brać za „to” odpowiedzialności, nawet spoglądając łakomie na pachnącą pieczeń na talerzu.

Nie jesteś wcale lepszy, mój drogi człowieku

Koran, mimo że zaadresowany do człowieka, jest księgą, w której zwierzęta pojawiają się wielokrotnie. Choć nie są tematem przewodnim nawet tych sur, które noszą nazwy zwierząt (np. sura 2 – Krowa, sura 6 – Trzody, sura 16 – Pszczoły, sura 27 – Mrówki, sura 29 – Pająk), ich obecność ma ważne znaczenie. Przypomina bowiem człowiekowi, że w istnieniu na świecie nie jest ani sam, ani jedyny, ani najlepszy, a co za tym idzie, powinno to zobowiązywać go do pokory i odpowiedzialności. Z jednej strony wprawdzie Bóg powierza człowiekowi rolę „namiestnika” na ziemi (35, 39), z drugiej strony to zwierzęta stają się wielokrotnie dla człowieka przykładem właściwego życia („Zaprawdę macie pouczający przykład w waszych trzodach!”, 16, 66 ). Zwierzęta umieją żyć we wspólnocie, a także wypełniać wolę Boga, a dzięki temu biorą udział w podtrzymywaniu harmonii świata i potrafią bezpośrednio kontaktować się ze Stwórcą. W tym sensie zwierzęta też są „muzułmanami” lub może paradoksalnie odwrotnie – człowiek może też stać się „muzułmaninem”, jeśli uwierzy w sens uczestnictwa w tym Bożym porządku. To człowiek, nie zwierzęta, ma bowiem największy problem… z wiarą.

Przede wszystkim zwierzęta tworzą społeczności niezależnie od wspólnot ludzkich:

„I nie ma zwierząt na ziemi
ani ptaków latających na skrzydłach,
które by nie tworzyły społeczności
podobnych do waszych” (6, 38).

Niezależnie też od ludzi nawiązują kontakt z Bogiem lub Bóg nawiązuje kontakt z nimi, objawiając im coś, tak jak objawił Koran człowiekowi:

„I objawił twój Pan pszczołom:
Wybierajcie sobie wasze mieszkania
W górach, drzewach i w tym, co ludzie budują;
Następnie jedzcie ze wszystkich owoców
I chodźcie pokornie drogami swego Pana” (16, 68–69).

Bynajmniej nie zawsze są też przedmiotem pochlebnych porównań. Warto zwrócić jednak uwagę, że w większości przypadków to człowiek okazuje się od nich gorszy, a nie na odwrót:

„Stworzyliśmy dla Gehenny wielu
spośród dżinów i ludzi:
oni mają serca, którymi nie pojmują;
oni mają oczy, którymi nie widzą;
Oni mają uszy, którymi nie słyszą!
Oni są podobni do bydła,
a nawet jeszcze bardziej zbłąkani!” (7, 179)

Lub:

„I nie bądźcie tacy jak ci, którzy powiedzieli:
Słyszeliśmy!
podczas gdy wcale nie słuchają.
Zaprawdę najgorszymi ze zwierząt
w oczach Boga
są głusi i niemi,
którzy wcale nie rozumieją” (8, 21–22).

Ostatnie dwa cytaty dość bezceremonialne zaliczają człowieka do rodziny zwierząt, z których ma on dopiero szansę się wyróżnić. Jego „gorszość” polega w tym wypadku na niesłuchaniu i braku chęci rozumienia, a więc i na braku dobrej woli oraz na niewykorzystaniu talentów, którymi został obdarowany . Często cytowane są też słowa Alego – zięcia proroka Muhammada: „Nawet dzika i wściekła bestia jest lepsza niż słaby i despotyczny władca”.

Obraz zwierząt w kulturze narodów Bliskiego Wschodu

Towarzyszące człowiekowi w codziennym życiu zwierzęta stawały się bohaterami folkloru, występując w baśniach, pieśniach czy przysłowiach wszystkich narodów Bliskiego Wschodu, a umiejętność porozumiewania się z nimi – wzorem proroka Muhammada – stanowiła o świętości ludzi. Jednym z takich noszących znamiona świętości na poły legendarnych poetów, którzy umieli rozmawiać ze zwierzętami, był w tradycji kurdyjskiej żyjący na przełomie XVI i XVII w. Feqiyê Teyran. Znajomość mowy zwierząt pozwalała mu nie tylko być bliżej Boga, ale także lepiej orientować się w aktualnej rzeczywistości swego kraju i działać w sposób bardziej przemyślany. Dobroć okazywana zwierzętom była wielokrotnie potężnym orężem w rękach baśniowych bohaterów. To ona dawała przewagę, pozwalając uzyskać nieoczekiwaną pomoc ze strony mrówek, ptaków, a nawet niedźwiedzia czy wilka (jak np. w kurdyjskiej baśni o Sewie Selingu – trójnogim koniu) i co za tym idzie – finałowe zwycięstwo nad złem. Niejeden naród wywodzi swoje pochodzenie od zwierząt, np. Turcy za swego przodka uważają szarego wilka, który chcąc nie chcąc, stał się też symbolem współczesnego tureckiego nacjonalizmu. Bywają zwierzęta czczone, np. paw czy czarny wąż w tradycji jezydzkiej, inne uznawane są za nieczyste – np. pies (zwłaszcza czarny). Wedle szafickiej szkoły prawnej w islamie (której wyznawcami są na przykład Kurdowie) kontakt z psem prowadzi do stanu nieczystości i narzuca konieczność ablucji. Z tym związane jest też być może dość pieskie życie tych czworonogów w Kurdystanie, choć z drugiej strony żywa do dziś wśród Kurdów tradycja pasterska nakazywała szanować psy jako ważnych towarzyszy i pomocników w gospodarstwie. Zdecydowanie lepiej żyje się natomiast kotu, który w Vanie – jednym z regionów tureckiego Kurdystanu – stał się nawet ważnym krajoznawczym symbolem prowincji, można tam spotkać jego pomniki. Są ciekawym urozmaiceniem, swoim sąsiedztwem uwypuklając absurdalność wszędobylskich wizerunków najdoskonalszego z wodzów, ojca Republiki Mustafy Kemala Atatürka. Pomniki zwierząt, aczkolwiek niezbyt wyszukane artystycznie, zaskoczyły mnie także w Kurdystanie irackim. Majestatyczne kiczowate orły, gołębie czy gazele wyrastające niespodziewanie pośrodku skrzyżowania lub placu nadają Hawlerowi /Erbilowi – stolicy irackiego Kurdystanu – kontekst nieco surrealistyczny. Prawdopodobnie jednak w zamierzeniu miało to być zwyczajne przypomnienie o wartości przyrody, która do dziś kształtuje życie niejednego Kurda. W filmach pochodzącego z Iranu kurdyjskiego reżysera Bahmana Qubadiego kontakt z przyrodą urasta do symbolu przeżycia mistycznego, nie jest więc tylko zwykłą rustykalną sielanką dla spragnionych oddechu mieszczuchów.

Obraz zwierzęcia utrwalony w tradycji Bliskiego Wschodu ma więc wiele postaci i znaczeń. Niekwestionowany jest jednak nakaz szanowania wszelkich żywych stworzeń. Nie uzyskał on może w islamie odrębnego kodeksu praw, ale był i wciąż jest podejmowany przez wielu uczonych, jak chociażby Al-Hafiza B.A. Masriego w jego książce Animal Welfare in Islam. Podobnie jak w innych częściach świata nakaz ten z wielu powodów nie jest dziś jednak respektowany. Trudne życie mieszkańców Bliskiego Wschodu, zwłaszcza w XX w., nie sprzyjało budowaniu więzi ludzi ze zwierzętami. Wiele wydarzeń naruszało równowagę społeczną, a nękające człowieka bieda, zacofanie i lęk nie sprzyjały nie tylko godnemu traktowaniu zwierząt, ale i siebie nawzajem.

Wrzawa wokół rytualnego uboju

Islam zezwala na zabijanie zwierząt tylko dla zaspokojenia podstawowych potrzeb człowieka, takich jak np. głód. Nie należy do nich ubieranie się w drogie futra ani hodowanie zwierząt w nieludzkich warunkach w celu sprzedaży jak największej liczby ich zafoliowanych ciał. Zwierzę powinno zostać zabite w sposób godny, bez zadawania dodatkowego cierpienia i w imię Boga. Tylko takie mięso jest więc uważane za halal, dozwolone, każde inne jest haram – zabronione. Jedno zwierzę nie mogło też oglądać śmierci i cierpienia drugiego. Rytualny sposób zabijania zwierząt przez podcięcie gardła był przez wieki uznawany za „humanitarny”. Duży upływ krwi powodował szybką utratę przytomności i wtedy – jak uważano – zwierzę nie odczuwało cierpienia. Współczesne badania podważyły ten pogląd również w świecie islamu, a Światowa Liga Muzułmanów wydała w 1986 r. rozporządzenie zezwalające na ogłuszenie zwierzęcia przed zabiciem, jeśli będzie to dokonane w taki sposób, aby zwierzę nie cierpiało. Skąd zatem bierze się owa rzekoma niechęć muzułmanów do zmniejszenia zadawania cierpienia? Czy aby nie z ich „wrodzonej skłonności do agresji” – jak miałam okazję usłyszeć kiedyś na jednym z paneli na krakowskiej uczelni.

Przede wszystkim wielu muzułmanów nie bardzo pozwala się przekonać, że nowy sposób zabijania zwierząt jest bardziej „godny” od starego. Rozporządzenie Ligi nie jest wiążące dla wszystkich, gdyż w świecie islamu w odniesieniu do wielu zagadnień panuje dziś polifoniczny wielogłos, który nieraz niestety przeradza się też w trudną do zniesienia kakofonię. Ogłuszenie prądem niekoniecznie może wydawać się bardziej humanitarne od podcięcia gardła, zwłaszcza że za pierwszym wynalazkiem stoi własna tradycja, a za drugim presja Zachodu. Ogłuszenie prądem elektrycznym wydaje się elementem zaawansowanej techniki, bardzo bezosobowym, podczas gdy, paradoksalnie, zabicie przez poderżnięcie gardła – w swym nie zawsze osiągalnym ideale – było też aktem pewnej bliskości, zaufania, więzi między człowiekiem a zwierzęciem znajdującej wyraz w słowach: „Muszę cię zabić, aby cię zjeść. Wybacz mi. Czynię to w imię Boga Miłosiernego i Litościwego”. Wzruszająco pokazane jest to w kurdyjskim filmie o życiu koczowników pt. Şewaxan, w reżyserii Kazɪma Öza. To, co własne, nakazane tradycją często wydaje się lepsze czy bardziej humanitarne. Nikt nie chce być przecież tym „złym”. Tradycyjny rytuał uboju zapewniał też wyciek z ciała zwierzęcia krwi, która jest uznawana za nieczystą. Wielu muzułmanów ma wciąż obawy, że nowy sposób może nie okazać się w tej materii tak skuteczny.

Należy zdawać sobie również sprawę, że za ową ubraną w piękne słowa troską Zachodu „o dobro zwierząt” stoi też, nie pierwszy i nie ostatni raz, niechęć i wstręt do religijnych praktyk muzułmanów, które wielu ludziom w Europie wydają się wciąż podejrzane i barbarzyńskie. Rytualny ubój zwierząt stał się kolejnym stygmatem utrwalającym obraz muzułmanina jako osoby prymitywnej i zacofanej. Atmosfera, w której trwa dyskusja o rytualnym uboju, wcale więc nie sprzyja przekonaniu muzułmanów, że ogłuszenie jest lepsze. I czemuż to właściwie mielibyśmy zaufać w kwestii „ogłuszania”, skoro na Zachodzie wymyślono też olbrzymie fermy, w których życie zwierząt sprowadzono do podłej przedmiotowości, a ich zabijanie odbywa się bezosobowo, bez odpowiedzialności i w imię wszechpotężnego pieniądza?

Jednak nawet za metką ze słowem „halal” stoją dziś nie tylko przyzwyczajenie i dobra wola, ale i czyjeś całkiem przyziemne interesy. Czy można bowiem wierzyć, że napis ten w każdym wypadku oznacza śmierć bez zadawania cierpienia? W procesie masowego zabijania zwierząt, w którym udział zwykłego pożeracza mięsa jest tak „przyjemnie” oddalony, pojęcia „halal” i „humanitarny” są w istocie często sposobem zapewnienia sobie dobrego samopoczucia i zapomnienia.

Myszy i ludzie

Dyskusja wokół zabijania zwierząt w tradycji Wschodu i Zachodu oraz rozmaitych metod zadawania śmierci przywołuje w mej głowie scenę z nagrodzonego w Cannes tureckiego filmu Uzak (Daleko, 2002) w reżyserii Nuriego Bilge Ceylana. Być może nawet jest ona szczególną formą dyskusji podjętej z Krzysztofem Kieślowskim i fragmentem jego filmu Trzy kolory. Niebieski. Obie sceny dotyczą bowiem pułapki na myszy i stosunku głównych bohaterów do „myszy złapanej”. W filmie Kieślowskiego, aby pozbyć się myszy, Julie zamyka w pokoju kota, ale o posprzątanie po jego uczcie prosi sąsiadkę. Julie jest wrażliwa i nie chce oglądać tego, co tam zastanie. Ma też wyrzuty sumienia, bo mysz miała młode. Jej znajoma nie jest aż tak delikatna i decyduje się pomóc w niewygodnej kwestii. Właśnie do owego stosunku „nieobcowania” ze śmiercią zwierzęcia i załatwiania sprawy za pośrednictwem innych zdaje się odwoływać turecki reżyser. W jego filmie los złapanej myszy roztrząsają wrażliwy i wykształcony fotograf Mahmud (będący w tej scenie być może nawet szczególną kpiną z pięknej pani Julie) i jego daleki krewny ze wsi, prostaczek Yusuf. Nie chcąc się parać brudną robotą, Mahmud proponuje, by mysz poczekała w pułapce do rana, do czasu aż w końcu sprzątnie ją dozorca. Wobec sprzeciwu Mahmuda – mysz będzie się przecież męczyła i piszczała przez całą noc – fotograf proponuje, by wsadzić ją do reklamówki i wynieść na zewnątrz. Yusuf i tym razem nie wydaje się przekonany, ale wykonuje polecenie swego gospodarza. Przy śmietniku, dokąd zamierzał wyrzucić mysz, grasują jednak koty. Zafoliowana ledwie żywa mysz stałaby się dla nich nie lada atrakcją. Po krótkim wahaniu Yusuf wraca do śmietnika i zabija mysz uderzając nią w mur pobliskiego domu. Mahmud przygląda mu się z dystansem przez okno. Świat Mahmuda jest cywilizowany, czysty, ładny i wyrafinowany, daleki i obojętny, w istocie jednak niepozbawiony okrucieństwa i braku odpowiedzialności. Yusuf działa spontanicznie. Okrutna konieczność jego świata nie wyparowuje i nie znika pod płaszczykiem gładkiej nowoczesności, choć wszyscy wraz z Mahmudem patrzymy nań z politowaniem jak na prymitywnego prostaczka z dalekiej anatolijskiej prowincji. A zatem, drogi człowieku, jeśli już zdecydowałeś się zabić i nie potrafisz lub nie możesz się zlitować, to doprowadź swoje dzieło do końca. Czemuż to przerzucasz odpowiedzialność za swą winę na innych? Zadawanie śmierci to bolesna prawda naszego świata, nie masz więc za bardzo dokąd uciekać – zdaje się nieco prowokacyjnie mówić reżyser. Bycie dobrym nie polega przecież na niewidzeniu zła.

Dzięki wieloletnim podróżom po Turcji i Kurdystanie i licznym przyjaźniom tam zawartym, mam głębokie poczucie, że kraj, „gdzie winą jest dużą popsować gniazdo na gruszy bocianie”, nie leży tylko w Polsce. Owa intymna więź, bliskość i tęsknota za światem przyrody są wyczuwalne jako niezbywalny element tożsamości ludzi, podobnie jak my coraz bardziej uwikłanych w rozmaite wynalazki współczesnego świata. Kiedyś goszcząc u moich tureckich przyjaciół w Ankarze, ze wzruszeniem obserwowałam troskę starej kobiety o gniazdo gołębicy, które uwiła sobie na jej balkonie w eleganckim i czyściutkim centrum miasta. Bez żadnych narzekań i z pogodą ducha po kilka razy dziennie kobieta sprzątała po ptaku, ciesząc się, że właśnie jej dom wybrał sobie na gościnę. Tymczasem ja każdej wiosny walczę z parą gołębi, które oblegają mój balkon, i już wielokrotnie bezwzględnie, choć ze łzami w oczach, wyrzucałam ich gniazdo. Nie mam bowiem czasu codziennie sprzątać po gołębiach. Podobny brak czasu na bycie dobrym – ot tak po prostu, spontanicznie, bez dopisanych do tego wielkich idei humanitarnych – charakteryzuje też wielu moich sąsiadów. Patrząc na troskę starej kobiety, myślałam ze smutkiem, że w naszym pośpiechu do lepszego jutra nie jesteśmy wcale lepsi dziś.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata