70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Z dziejów zachodniej kultury

Zrozumieć niewiarę to studium z dziejów kontynentalnej zachodniej kultury, gdzie relacje wiary i niewiary bywały wyjątkowo wyraziste i dramatyczne. Autorka stara się, by niewierze nie pozostawić wyłącznie jej negującego oblicza, lecz przedstawić ją także w jej „pozytywności”.

Problem ateizmu, w szerokim sensie, jest fundamentalnym wyzwaniem naszych czasów. Zapominamy o nim jednak – i słusznie – w obliczu wspólnej ludzkiej kondycji, stając wobec konkretnych problemów praktycznych, które domagają się współdziałania wierzących i niewierzących, i nieraz tej współpracy rzeczywiście dowodzą. We współczesnym świecie wiara i niewiara – co wykazywał wielokrotnie Charles Taylor – „prywatyzują” się w łonie pewnego zasadniczego konsensu zachodniego świata. Stanowią go tzw. prawa człowieka, których podstawowym składnikiem jest tolerancja, pozostawienie pełnej wolności wyznania jednostkom. Wiara i niewiara jawią się więc jako prywatny „apanaż” poszczególnych członków uformowanej na modłę zachodnią globalistycznej wspólnoty. W ten sposób wydają się one tracić na znaczeniu, co pozwala wielu bagatelizować przypadki wciąż obecnych uśmierceń za wiarę, z reguły z ręki tych, dla których idea praw człowieka sama jest prywatnym apanażem Zachodu. Trzeba było ataku na World Trade Center, żeby uświadomić ludziom – w tym czołowym myślicielom, jak Jürgen Habermas – wagę religijnego składnika życia społecznego. Jedną bowiem z podstawowych form współczesnego ateizmu jest pewien ateizm obojętności, obejmujący zarówno wierzących, jak i niewierzących, a świadczący o społecznej marginalizacji – zawsze w ramach zachodniej wspólnoty – życia religijnego.

Ateizm odmieniony

Ateizm nie pokrywa się pod względem semantycznym z religijną niewiarą – co słusznie podkreśla w swej opasłej książce Zrozumieć niewiarę Sabina Kruszyńska. Dotyczy on expressis verbis figury Boga, natomiast niewiara może odnosić się do życia religijnego sensu largo. O ile uwzględni się ściśle antropologiczny sens wiary i niewiary – czego autorka w zasadzie nie robi – to zarysowują one dwie różne dominanty psychologiczne i duchowe, które w dużej mierze decydują o podstawowej Stimmung w ludzkim życiu: wiara jest wyrazem postawy przede wszystkim afirmującej, niewiara zaś krytycznej i negującej, co nie wyklucza oczywiście rewersów po obu stronach. W postawach tych figura Boga niekoniecznie jest na pierwszym planie, choćby dlatego że nie każda religia jest teistyczna. Autorka interesuje się jednak niewiarą jako negacją – w mniejszym lub większym zakresie – przesłania chrześcijańskiego, a więc doktryn i praktyk Kościoła, przede wszystkim Kościoła katolickiego. Bierze pod lupę nowożytne dzieje niewiary w myśli francuskiej; jest to studium z dziejów kontynentalnej zachodniej kultury, gdzie relacje wiary i niewiary bywały wyjątkowo wyraziste i dramatyczne. Zaletę książki stanowi m.in. podprowadzenie czytelnika na próg idei praw człowieka w jej francuskim wydaniu z 1789 r., a następnie porównanie tej idei z jej powojenną wersją z 1948 r. W tym aspekcie praca ta jest interesująca nie tylko jako studium fragmentu dziejów kultury, ale także jako rodzaj wprowadzenia do współczesnej filozofii politycznej i jej antropologiczno-kulturowych podstaw. Podstawy te tropi autorka właśnie w specyficznej francuskiej niewierze, której filozoficzny status stara się we wstępie dość precyzyjnie określić.

Kruszyńskiej zależy na tym, żeby niewierze nie pozostawić wyłącznie jej negującego oblicza, lecz przedstawić ją w jej „pozytywności” zgodnie z pewnymi paradygmatami. Na początku przypomina, że czym innym jest niewiara, a czym innym ateizm: ta pierwsza jest bardziej nieokreślona, ten drugi względnie określony. Za ateistę można uznać buddystę, ateizm może być negacją danej figury boga albo Boga w ogóle, może być także słaby („nie wierzę, że są bogowie”) albo mocny („wierzę, że bogowie lub Bóg nie istnieją”); może istnieć wreszcie ateizm ignorancji, np. w sytuacji ideologicznego terroru. Jednak w każdym z tych trzech przypadków ateizm jest „niewiarą w prawdziwość twierdzenia, że Bóg istnieje” (s. 25). Jeśli tak, to ateizm nie jest jednak radykalnie różny od niewiary. W rezultacie autorka rozwija – w ślad za francuskim hasłem internetowym – szeroki wachlarz odmian ateizmu, którego nie sposób tu w całości przytoczyć (ateizm pozytywny, negatywny, agnostyczny, antyklerykalny, antyreligijny, ideologiczny, logiczny, filozoficzny, teoretyczny, praktyczny itp.). Okazuje się, że ateizm łatwo przemienia się w niewiarę rozumianą jako „powiedzenie »nie«” (s. 36). Ze względu na wielość możliwych obiektów negowania niewiara w tym aspekcie może obejmować „nie”: dogmatowi, religijnemu autorytetowi, zasadom religijnej moralności, religijnej „wzniosłości” (sacrum), wreszcie religijnym niepokojom. W rezultacie wszystkie te rodzaje niewiary oznaczają przede wszystkim niewiarę buntu. Ale obok nich autorka – w ślad za książkami o ateizmie Étienne’a Gilsona, a także de Lubaca – wyróżnia niewiarę intelektualnej obojętności (s. 40), pod którą autorzy ci rozumieją pewien rodzaj wzgardliwej wyższości wobec religii, wreszcie – przypadek skrajny – niewiarę chęci brukania świętości (s. 43) czy wręcz nienawiści do Boga i religii.

Walka o wolność

W oczach niewiary – w każdym razie niewiary buntu – tkwi pozytywna aksjologia wolności. Nie ma wątpliwości, że siłą tak rozumianej niewiary jest apologia ludzkiej wolności rozumianej przede wszystkim jako wyzwolenie od tego, co głoszone jako wyższe od niej samej i z tej racji domagające się bezwzględnego posłuszeństwa. Bóg, dogmat, moralność, Kościół – oto niektóre nazwy na alienacyjne twory, którym niewiara mówi „nie”. Szczególnie historia Kościoła, a przede wszystkim nowożytnych wojen religijnych z jej krwawymi epizodami, jest tu kołem napędowym buntu i zarazem pozytywnej apologii zwykłego, pozbawionego światopoglądowych napięć, „libertyńskiego” i ludycznego życia. Punkt wyjścia i „żywioł” europejskiej niewiary tkwi więc w niechęci do religii w imię wolnego, nieskrępowanego dogmatami i nietolerancją świeckiego życia, ale jej punktem dojścia jest ostatecznie oświeceniowo-rewolucyjna Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela.

Książka Kruszyńskiej – której nie sposób tu streszczać – jest rozpisaniem tej „walki o wolność” na szereg barwnie scharakteryzowanych, indywidualnych sylwetek myślicieli i ich duchowych przygód: od Rabelais’go poprzez Montaigne’a, Bayle’a, Voltaire’a do Rousseau. Eseje autorki są bardzo interesujące i erudycyjnie świetnie podbudowane. Widzimy perypetie osobiste myślicieli, ich wzajemne polemiki i potępienia ze strony przede wszystkim oficjalnego, kościelnego otoczenia; szczególnie może interesujące wydają się pod tym względem spory dwóch wielkich libertynów – Voltaire’a z Rousseau. Bardzo ciekawe są także ściśle laickie kontrpropozycje stylu życia u Rabelais’go i Montaigne’a: komizm i prześmiewczość u pierwszego, apologia prywatności jako reakcja na wojny religijne u drugiego – oto francuskie, w pewnym sensie w pełni pozytywne, jakkolwiek minimalistyczne wersje niewiary.

Jednakże wraz z Oświeceniem zaczyna się ideologia i radykalna, wojująca laickość, której zwieńczeniem jest rewolucja francuska z jej manifestacyjną wrogością w stosunku do (głównie katolickiego) Kościoła i religii w ogóle. I choć jej owoc stanowi Deklaracja Praw, historia tej wzrastającej laickości nie może nie budzić niepokoju. Jest tak, jakby gwałty wojen religijnych zakonserwowały się i pogłębiały w świadomości europejskiej, wydając ponure owoce – najpierw rewolucyjnego terroru, a następnie obu wojen światowych i totalitaryzmu niemieckiego i rosyjskiego, wreszcie – „pełzającego” terroru laickiego państwa. Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela oraz następujące po niej działania państwa mają piętno doktrynersko antyreligijne i antykościelne, czym – jak przypomina autorka – Deklaracja różni się radykalnie od Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 r. Dzieje porewolucyjnej Francji są nadzwyczaj burzliwe i trudno powiedzieć, żeby niewiara na etapie politycznej walki z religią przynosiła wymarzone powszechne szczęście nareszcie wolnych obywateli; terror rewolucyjny skierowany m.in. przeciwko klerowi, zakaz składania ślubów zakonnych itp. jest wszystkim, tylko nie czynną apologią wolności. Autorka niezwykle skrupulatnie i obiektywnie opisuje dzieje porewolucyjnej Francji i nie pozostawia złudzeń co do owych politycznych rezultatów niewiary.

Trudne dziedzictwo oświecenia

Paradoks tej sytuacji polega na tym, że to panowanie, czy wręcz dyktat niewiary, dokonało się w imię wiary w człowieka i jego wolności. Ten zasadniczy punkt sprawia, że chrześcijaństwo i Kościoły nie były w stanie przyswoić sobie dziedzictwa oświecenia, które niewątpliwie stoi u podstaw rewolucji francuskiej. Dziedzictwo to – pomimo wszystkich zastrzeżeń i antyklerykalnych jadów obecnych m.in. w niektórych odłamach masonerii – wprowadziło po raz pierwszy w krwiobieg społeczny i kulturowy ideę wolności i równości, a więc de iure uniwersalizm praw człowieka, które stały się stopniowo, pomimo wszystkich dementi, społeczną rzeczywistością. Problem w tym, że (1) oświecenie definiowało człowieka przez abstrakcyjny rozum z pominięciem jednostkowych i kulturowych różnic, wynikających z sytuacji historycznych. Wskutek tego (2) poza obrębem praw człowieka znalazły się elementy ujednostkawiające, w tym życie religijne. (3) Rewolucja francuska, która miała realizować prawa człowieka, skutecznie kompromitowała w oczach Kościoła ziarna uniwersalizmu i kantowską ideę „powszechnego pokoju”. To rozejście się oficjalnego chrześcijaństwa z nowoczesnym świeckim społeczeństwem miało katastrofalne skutki dla obecności Kościoła w życiu współczesnych społeczeństw. Bowiem niewątpliwie podstawowym wyzwaniem stało się dla Kościoła ustawienie niewiary i ateizmu na równych prawach z wiarą i jej instytucjonalnymi organami, a w ślad za tym uprawomocnienie w życiu społecznym światopoglądowego i moralnego relatywizmu.

Autorka w zakończeniu przenosi całe zagadnienie na teren Polski. Słusznie zauważa, iż „można mieć nadzieję, że swoista polska sytuacja będzie sprzyjała wypracowywaniu takich intelektualnych narzędzi, które pozwolą przekroczyć (pominąć) »rewolucyjno-republikańską« fazę i zbudować nowy (nowocześniejszy) model relacji wiara – niewiara” (s. 390). Chodzi nie tylko o niepokoje związane z obecnością Kościoła w życiu publicznym, ale przede wszystkim o kulturę dialogu, która zakłada wzajemną całościową (a nie tylko polityczną sensu largo) afirmację wierzących i niewierzących w duchu – prawdziwego tym razem – uniwersalizmu.

Książka Sabiny Kruszyńskiej o francuskiej niewierze znacząco przyczynia się do lepszego rozumienia laickiej, a nawet libertyńskiej tradycji we francuskiej kulturze, a przez to oświetla nasze własne współczesne niepokoje. Dzieło jest erudycyjnie imponujące, choć niełatwe w czytaniu, m.in. z powodu stylistycznej maniery niezmiernie długich okresów zdaniowych ze zdaniami wtrąconymi. Jest to jednak bardzo ciekawa i pouczająca lektura, a trud w nią włożony niewątpliwie się opłaca.

Sabina Kruszyńska
Zrozumieć Niewiarę. Filozoficzne wyznania niewiary w nowożytnej myśli francuskiej
słowo / obraz terytoria, Gdańsk 2011, s. 432

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter