70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nadgryzione jabłka

Powoli, coraz bardziej zagęszcza się atmosfera – dziewczyny palą papierosy jeden za drugim. W wielu językach mówi się: „palić jak Turek”. Śmiało można też powiedzieć: „jak Turczynka”. Ta w chuście i bez. Każda ma wiele powodów do zmartwień, a największym z nich są mężczyźni.

Z Burcu, Ecem i Gözde – studentkami z Izmiru, siedzę już dobrych kilka godzin i wysłuchuję ich frustracji. Dwie pierwsze aktywnie działają na forach internetowych poświęconych problemom kobiet. „Zostałam dotkliwie pobita przez męża, bo nie chciałam mu wyprasować koszuli”, „Znęcał się nad moją córką, bo założyła szpilki” – w anonimowej sieci kobiety szukają wsparcia, którego nie mogą otrzymać od najbliższych. W Turcji kobieta, wychodząc za mąż, staje się poniekąd własnością mężczyzny, a jej rodzina przestaje mieć na jej życie wpływ. Burcu i Ecem mają już takich przypadków dość. Nie chcą żyć w kraju, w którym kobiety traktuje się jak osoby drugiej kategorii. Choć już od lat 20. XX w. w Turcji obowiązuje nowoczesny kodeks cywilny gwarantujący równe prawa dla kobiet (m.in. przy rozwodzie, w zakresie dziedziczenia czy dostępu do edukacji), wciąż trudno o jego przestrzeganie. Sytuacji nie poprawia obecny premier Turcji i lider partii AKP Recep Erdoğan, słynący z silnie konserwatywnych poglądów. Dał im wyraz np. podczas międzynarodowego zjazdu organizacji kobiet w 2010 r. w Stambule, gdzie powiedział, że nie wierzy w równość kobiet i mężczyzn. Jak stwierdził, obie płcie nie są sobie równe już od momentu stworzenia i mogą się jedynie nawzajem dopełniać. Kolejne kontrowersje w środowisku tureckich organizacji wzbudził komentarzem, iż Turczynki powinny rodzić co najmniej troje dzieci. Niepokojące dla mniej tradycyjnych obywatelek są również próby przywrócenia prawa do noszenia chust na uniwersytetach. Tureckie organizacje pozarządowe alarmują od lat, że za rządów partii AKP doszło do obniżenia standardów ochrony praw kobiet. Teraz może to być jeszcze trudniejsze – Erdoğan podjął decyzję o likwidacji Ministerstwa Kobiet i Rodziny na rzecz Ministerstwa Rodziny i Spraw Społecznych.

Nowocześni inaczej

Mówi się, że wśród młodych zachodzą pozytywne zmiany. Studenci wyglądają na otwartych i wydaje się, że daleko im do konserwatywnych dziadków. Chodzą z dziewczynami na imprezy, dyskutują z koleżankami o polityce. Czasami jednak rozmowni inteligenci zmieniają swoje oblicze. Burcu miała takiego przyjaciela – pewnego dnia zadzwonił do niej z krzykiem, że zabije swoją dziewczynę, bo go zostawiła. A tureccy mężczyźni nie znoszą, gdy „ich własność” odchodzi. Udało się go powstrzymać dzięki interwencji Burcu, która porozmawiała z jego ojcem. Sprawa komplikuje się, gdy chłopak pochodzi z konserwatywnej rodziny. Wtedy jego zachowanie może spotkać się wręcz z aprobatą.

Burcu, Gözde i Ecem lawirują między rodzinną tradycją a nowoczesnością. Gözde starannie ukrywa przed rodzicami to, że ma chłopaka. Dziewczyna powinna najpierw skończyć studia, a potem dopiero myśleć o uczuciach. Tym bardziej że niekontrolowane porywy serca mogą skończyć się w łóżku, a tego przed ślubem rodzina nie chce.

– Rezygnując z dziewictwa, ryzykujemy naszą przyszłość. Ten jedyny niekoniecznie będzie chciał się z nami ożenić – mówi 21-letnia Burcu. – Zawsze jednak są gabinety chirurgiczne, gdzie można zamaskować przeszłość – dodaje z ironią.

Rodzinę można wychować

Przekonuje mnie o tym Burcu, której rodzice pochodzą z Ankary, a za chlebem przenieśli się do Alanyi, turystycznego kurortu nad Morzem Śródziemnym. Zanim dziewczyna skończyła 17 lat każdy posiłek spożywała z rodziną, a do domu wracała przed 20. Działo się to w mieście, gdzie alkohol leje się strumieniami, a w pobliżu wielkich hoteli można zobaczyć pary spotykające się tylko na jedną noc. Pewnego razu Burcu nie wróciła do domu.

– Mamo, to, że jestem na imprezie, nie znaczy że wyląduję zaraz u kogoś w łóżku – skwitowała przez telefon.

I tak noc w noc.

– Musiałam się tak zachować – tłumaczy – inaczej weszliby mi na głowę.

Zresztą i tak próbowali. Gdy dziewczyna przeprowadziła się na studia do Izmiru, na siłę chcieli wpakować ją do akademika. Nie było mowy o wynajęciu mieszkania w pojedynkę.

– Na szczęście okazało się, że zabrakło im pieniędzy i wylądowałam w swoim M-3 (w Izmirze akademik jest znacznie droższy niż wynajęcie mieszkania) – mówi ironicznie. – Był czas, że po przeprowadzce straciłam z rodzicami kontakt; nie chcieli rozmawiać z czarną owcą. Podzwaniały do mnie jedynie ciotki przejęte moim losem.

W tureckim społeczeństwie nadal pokutuje myślenie, że kobieta nie może mieszkać sama. Nawet w wielkich miastach decydując się na ten krok, dziewczyna naraża się na plotki i podejrzliwe spojrzenia sąsiadów. Rodzina z czasem nauczyła się tolerować „dziwne” decyzje Burcu, nawet tę o przeniesieniu się, po trzech latach studiów, z matematyki na japonistykę. Początkowo wyrywali sobie włosy z głowy – jak to, nie będą podliczać słupków, jak tego chcieli? To dla matki zrezygnowała wcześniej ze studiowania języków. Po trzech latach mordęgi stwierdziła jednak: albo matematyka, albo ja. I tak Burcu wraca do rodzinnej Ankary. Będzie tam miała dużo do zrobienia. W stolicy, paradoksalnie, działa więcej organizacji walczących o prawa kobiet niż w liberalnym Izmirze. Co roku podczas obchodów Dnia Kobiet ulicami miasta przechodzi demonstracja Turczynek skandujących przeciwko przemocy i zabójstwom honorowym. „Nie zamieniajcie naszych sukien ślubnych na całun”, „Dajcie nam spokojnie żyć” – zwykle krzyczą. Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości od 2002 do 2009 r. liczba honorowych morderstw wzrosła aż o 1400%. W 2002 r. zabito 66 kobiet, siedem lat później, przez rok, życie straciło ich prawie 1000. Wielu działaczy organizacji pozarządowych podkreśla, że tak drastyczny wzrost przemocy może być związany z postępującą radykalizacją społeczeństwa za rządów konserwatywnej partii Erdoğana. Utrwalane odgórnie przekonanie o nierówności obu płci wpływa na zachowanie mężczyzn.

Jak Ecem jeździła do Stambułu

Koleżanka Burcu mówi na wstępie:

– Z Turkami jest coś nie tak. Czołgają się przed swoimi matkami w zachwycie, a żonę biją co noc. Nie chcę mieć z nimi do czynienia.

Szuka jednak swojego księcia z bajki. Najbardziej aktywnie na forach internetowych, gdzie głos zabierają mężczyźni, którzy nie godzą się na złe traktowanie kobiet.

– Z Özcanem świetnie mi się rozmawiało, naprawdę myślał podobnie jak ja – mówi.

Ecem przyjechała dla niego do Stambułu. Gdy się spotkali, nie zaiskrzyło. Podobnie było z Ahmetem, też stambulczykiem. Do trzech razy sztuka. Ecem oczarował słynny w Turcji bloger piszący o ruchu masońskim. Zaczęło się od komentarzy do jego tekstów, później pisali do siebie maile. Po kilku miesiącach internetowej fascynacji spotkali się na żywo.

– Cemre szanuje mnie i słucha. Mamy tyle wspólnych tematów! – mówi podekscytowana.

Ostatnio nawet udziela się razem ze mną na forach na rzecz ochrony kobiet, ostro komentuje politykę AKP – dodaje. W Turcji wciąż jednak wielu mężczyzn stroni od poważnej dyskusji i wymiany opinii. Najczęściej ograniczają się do tanich tekstów na początku znajomości, a potem zostają już tylko komendy: podaj, przynieś, ugotuj – podsumowuje. Dziewczyny takie jak Ecem i Burcu odstraszają.

– Najlepsze dla naszych chłopaków są Rosjanki – kpią. – Takim imponuje typ zazdrośnika, który prawi im komplementy. Wielka miłość kończy się ślubem, Rosjanka osiedla się w Turcji, a mąż ugania się za jej rodaczkami.

Walka nie tylko o spodnie

Burcu ostatnio znalazła na portalu internetowym wpis: „Wokół domu krąży rozjuszony mąż. Wielokrotnie stosował wobec nas przemoc. Z córką nie chcemy go wpuścić. Dzwoniłyśmy na policję – mówią nam, że to sprawa między mężem a żoną”. Po kilku dniach wśród internautów zapadła cisza. Uwięzione w domu kobiety nie napisały już nic więcej. Ten przypadek, jak i wiele innych, są potwierdzeniem na to, jak mało efektywnie działa turecka policja. Choć niedawno zostało wprowadzone prawo, według którego policjanci, nie udzielając kobiecie ochrony, odpowiadają za to karnie, nadal dochodzi do masowych zaniedbań. Gdyby policjanci działali zgodnie z prawem, częściej można by było ich spotkać na interwencji niż w komisariacie. Prawie 42% kobiet w Turcji pada ofiarą przemocy fizycznej lub seksualnej. Wskaźniki te są o wiele wyższe w przypadku kobiet niewykształconych – aż 55,8% z nich jest bitych przez swoich mężów, podczas gdy problem ten dotyczy „tylko” 27,2% posiadaczek świadectwa ukończenia liceum lub szkoły wyższej.

Wściekła na brak efektywności władz wobec przemocy jest 35-letnia Fatma, Libanka, której rodzice przeprowadzili się do Turcji w latach 70. Fatma mieszka w Basmane, jednej z najbiedniejszych i najbardziej przestępczych dzielnic Izmiru. Przypadki przemocy są tutaj na porządku dziennym. Niedawno mąż bił swoją żonę przez trzy dni – pomimo telefonów na policję nikt nie przyjechał. Rozjuszona Fatma poszła na posterunek i nawtykała funkcjonariuszom, ile wlezie. Kiedyś bała się interweniować. Teraz wiele kobiet zgłasza się do niej po pomoc. W porozumieniu z dyrektorem lokalnej podstawówki chodzi od domu do domu i stara się namawiać mężczyzn, aby posyłali swoje żony i córki do szkoły. Większość jednak nie słucha – wśród ludności ze wschodu Turcji szczególnie mocno zakorzenił się pogląd, że kobiety służą jedynie do wychowywania dzieci i prowadzenia domu.

Fatma mówi, że gdyby nie oparcie, jakie daje jej mąż, nie mogłaby działać społecznie. Los dobrze dla niej wybrał. Rodzina zaaranżowała tzw. kołyskowe małżeństwo: Fatma wychowywała się ze swoim przyszłym mężem, chodziła z nim do szkoły. Jako 19-latka była zrozpaczona z powodu decyzji ojca. Ten powiedział jej, że albo wybiera Ahmeta, albo grób. Ahmet na szczęście okazał się liberalnym nauczycielem matematyki, który nawet zgodził się, aby przestała nosić chustę. Tutaj jednak do głosu doszli krewni dziewczyny, którzy nakazali obojgu kontynuowanie rodzinnej tradycji. I tak Fatma pozostała w chuście.

– Przerzuciłam się jednak na spodnie – mówi z satysfakcją.

Jako jedyna sprzeciwiła się zwyczajowi noszenia długiej spódnicy.

– Nazywają mnie dziwaczką – dodaje.

Nie przeszkadza jej to, dopóki ma oparcie w mężu.

– Ahmet czasami pomaga mi w interwencjach na policji; zawsze jest też chętny do dzielenia się obowiązkami domowymi.

Na wszelki wypadek jednak Fatma poprosiła męża o polisę ubezpieczeniową.

– Jesteśmy razem szczęśliwi, ale kto wie, co się kiedyś wydarzy. To, że nie pracuję, nie oznacza, że nie mam mieć ochrony socjalnej – tłumaczy.

Gdy tak rozmawiamy, najstarszy z synów Fatmy podaje nam herbatę, zabiera brudne talerze. Matka patrzy na niego z uśmiechem i mówi, że bierze przykład z ojca.

Cena za wolność

Ayten pochodzi z takiej rodziny, jakie stara się zmienić Fatma. Trzydziestoletnia Kurdyjka urodzona w Diyarbakırze, stolicy prowincji, gdzie dochodzi do największej liczby honorowych zabójstw w Turcji, pewnie skończyłaby jak większość jej krewnych – bez cywilnego ślubu (preferowany jest ten w meczecie, który w świetle świeckich przepisów nie jest wiążący), bez prawa do wyrażania swoich poglądów, ba, niekiedy nawet bez dokumentu tożsamości. Bo po co – no, chyba, że urodziłaby syna. Wtedy mąż może nagrodzić swoją żonę, rejestrując ją w urzędzie. Jeśli jednak na świat przyjdzie dziewczynka, istnieje społeczne przyzwolenie na znalezienie drugiej kobiety. Wiele niewykształconych Turczynek w pełni zależy od swych mężów, nawet w najbardziej podstawowych czynnościach prawnych. Często nie mają nawet wiedzy o przysługujących im prawach. Sytuację utrudnia fakt, że państwo tureckie nie stara się zwalczać tych niezgodnych z przepisami praktyk.

Gdy Ayten miała 12 lat, rodzina posłała ją za chlebem do Izmiru. To był czas, gdy nie było komu zarabiać na dom: ojciec siedział w więzieniu, starsze siostry były już mężatkami. Młodziutka Ayten kilkanaście godzin dziennie pracowała w fabryce tekstyliów. Mieszkała kątem u krewnych, a każdy zarobiony grosz przesyłała do rodziny.

– Nie miałam pieniędzy nawet na ubranie – wspomina.

Dziś najbliżsi, którzy mogli przeprowadzić się do Izmiru dzięki zebranym z jej pensji oszczędnościom, ledwo utrzymują z nią kontakt. Niepokorna córka, gdy stuknęło jej 20 lat, nie chciała wrócić do rodzinnego Diyarbakıru, żeby poślubić kuzyna.

– Nie myśl, że skoro mieszkasz w Izmirze, uciekniesz przed tradycją – groziła jej matka.

Ayten nie chciała skończyć jak jej siostry. Do dziś ma wyryty w pamięci obraz starszej Deryi, która obwieszona złotem płakała w dniu swojego ślubu. Ayten w tajemnicy przed rodziną wyszła za poznanego w Izmirze Turka. Ma z nim ośmioletnią córkę Oldar i dwuletniego synka Ahmeta Furkana. Gdy chłopiec miał kilka miesięcy, spadł z kanapy. Od tamtego czasu jest niepełnosprawny: ma poważne problemy z chodzeniem i mówieniem.

– Na wschodzie Turcji byłabym do końca życia obarczana winą za ten wypadek – mówi Ayten.

Co więcej, szybko przekreślono by los niepełnosprawnego syna. Kobieta ze wsparciem męża stara się mu zapewnić jak najlepszy rozwój. Codziennie chodzi z nim na spacer, trzy razy w tygodniu zabiera na rehabilitację.

– Przez ten czas rodzina ani razu mi nie pomogła, nawet gdy sama musiałam jechać z Ahmetem Furkanem do szpitala.

Na twarzy Ayten rysuje się smutek i zmęczenie, wciąż jednak emanuje z niej niesamowita energia i determinacja, która szybko zgasłaby u boku autorytarnego męża. Rzutkim ruchem stawia przed synem zabawkę i stara się go skłonić do postawienia kolejnego kroku.

– Ahmecie Furkanie, potrafisz to zrobić, no dalej! – mówi.

Chłopczyk powoli kołysze się w nowych butach ortopedycznych.

– Kupiłam je bez zastanowienia, przedstawiłam mężowi rachunek po fakcie – dodaje z uśmiechem.

Bicie jest, z pracą czy bez

W Turcji wiele kobiet marzy o rozwodzie. Jak mówi Pelin Erda, przewodnicząca Rady Kobiet działającej w ramach lokalnej administracji w Izmirze, większość z nich, szczególnie te niewykształcone, nie mają szans na rozwód. Nigdy nie pracowały, a ich życie ogranicza się do zajmowania się domem i dziećmi. Bywa, że nie są objęte nawet ochroną zdrowotną, nie wspominając o składkach na emeryturę.

Gülcan, 33-letnia Kurdyjka pochodząca z położonego na wschodzie Turcji Ardahanu na brak pracy nie narzeka. Jej mąż odbiegał od typowego obrazu Turka. Fakt, bił i bluzgał, ale nie chciało mu się pracować. Gülcan harowała więc po 16 godzin dziennie, w weekendy dorabiała w trzeciej pracy. Po powrocie do domu pijany mąż bez powodu okładał ją pięściami. Po kilkunastu latach intensywnej pracy Gülcan ma problemy ze zdrowiem. W kolanie utworzyła się jej się cysta, która w przyszłości może uniemożliwić jej chodzenie. Po prawie dwóch dekadach (rodzina wydała ją za mąż w wieku 14 lat) Gülcan powiedziała dość. Dzięki oszczędnościom udało jej się wynająć mieszkanie, opłaciła prawnika. Mąż nie daje jej jednak spokoju – grozi nie tylko jej, ale i dzieciom. Gdy ostatni raz próbowałam się do niej dodzwonić, jej telefon nie odpowiadał. Zmieniła numer kolejny raz.

– Nie poddam się – mówi. – Ten czas jest dla mnie.

Gülcan zapisała się do szkoły średniej, zażarcie czyta książki. Na demonstracjach przeciwko przemocy wobec kobiet, idzie zawsze w pierwszym rzędzie. Chce nadrobić stracone lata i zyskać prawo do głosu, którego do tej pory nie miała.

***

Kiedyś wujek Burcu zapytany o to, czemu nie chce poślubić samotnej kuzynki, wątpiąc w jej dziewictwo, stwierdził, że nie chce żenić się z nadgryzionym jabłkiem. W Turcji mężczyzna jest chwalony za rozwiązłość. Chwalony jest właściwie za wszystko i wszystko mu wolno. Kobieta, która w jakikolwiek sposób wyłamie się z kulturowych ram, postrzegana jest przez większość jako odmieniec.

Burcu, Ecem, Fatma, Ayten i Gülcan. Choć wywodzą się z różnych środowisk społecznych i etnicznych, łączy je walka. Burcu ostentacyjnie siada w kahve, tradycyjnej kawiarni zarezerwowanej tylko dla mężczyzn. Fatma walczy z policją. Ecem spiera się z mężczyznami na forach internetowych. Ayten i Gülcan wywalczyły siebie. Każda zapytana o swoje największe marzenie, mówi o lepszym losie dla kobiet. Wściekają się, że żyją w kraju, w którym gorąco debatuje się o powszechnym prawie do noszenia chusty, a nie o fundamentalnym prawie do godnego życia.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata