70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Emancypacja bez korzeni

Społeczeństwo na Bliskim Wschodzie było i w dużej mierze wciąż jest zbudowane na idei wspólnoty, a nie jednostki. Europejski indywidualizm, przez jednych postrzegany jako smakowity, choć nie całkiem osiągalny owoc, dla innych jest jednym z najbardziej podejrzanych i godnych pogardy wynalazków, świadczących o egoizmie i zepsuciu Zachodu.

Sytuacji kobiet w Turcji przyglądam się od lat z różnych perspektyw: jako badacz regionu, ale także jako mama w połowie kurdyjskiego chłopca, którego rokrocznie staram się przywozić na wakacje do jego drugiej rodziny. Wreszcie jako osoba, która poprzez tatarskie pochodzenie czuje się związana z muzułmańskim uniwersum kulturowym. Te różne punkty widzenia stopniowo zdystansowały mnie od zachodniego, powtarzanego jak mantra, zawodzenia na temat trudnej sytuacji kobiet w Turcji i na Bliskim Wschodzie, za którym nie stoją zazwyczaj żadne próby zrozumienia tego problemu.
Przyznam jednak, że i sama byłam kiedyś przerażoną damą z Zachodu, która po etapie pierwszej fascynacji orientalnym światem uciekła gdzie pieprz rośnie, nie potrafiąc stać się częścią rzeczywistości tak bardzo odmiennej od naszego, dobrze już odchowanego, indywidualizmu. Przywiązanie i sympatia do ludzi, zachwyt wywołany odkrywaniem nieznanego lądu kurdyjskiej kultury każą mi jednak wciąż tam wracać i szukać odpowiedzi na coraz to nowe pytania. Sytuacja kobiet jest bowiem elementem skomplikowanej układanki i w żadnym razie nie da się zrozumieć jako część wyrwana z całości. Problemy takie jak zabójstwa honorowe, mimo, że w pełni godne potępienia, nie są dowodem – jak można by wnioskować z wielu irracjonalnych doniesień prasowych – nieuleczalnego barbarzyństwa mieszkańców, ich religii czy kultury, ale symptomem poważnej choroby, którą w uproszczeniu można by nazwać pogubieniem w świecie wartości. Przestrzeń ta stanowi dziś dziwną i dla wielu tubylców niezrozumiałą mieszankę własnych tradycji i zachodnich pojęć.

Emancypacja nakazana

Niezależnie od nazwy – Anatolia, Imperium Osmańskie, Turcja czy Kurdystan – były od wieków obszarami, gdzie krzyżowały się wpływy różnych kultur. Jednakże to upadek wielkiego imperium i bolesna świadomość, że cywilizacja muzułmańska nie przetrwała próby sił w starciu z niewiernymi, zostawiły trwałe piętno. Przemiany i reformy czynione wedle zachodnich wzorców i idei, często przymusowo, spowodowały trwałą frustrację nie tylko mieszkańców Turcji, ale i innych krajów na Bliskim Wschodzie. Dotychczasowy system wartości utkany z wielu regionalnych i plemiennych zwyczajów oraz rozmaicie interpretowanego islamu okazywał się nieraz bezsilny w zetknięciu z błyskotliwym modernizmem.

Zdaniem nowych władców – takich jak Mustafa Kemal Atatürk, twórca Republiki – światu należało udowodnić, że Turcja też potrafi być nowoczesna, oświecona i wyemancypowana. Jednym z najlepszych instrumentów do owej „demonstracji” były kobiety. To właśnie ich okryty czadorem wizerunek tak bardzo bulwersował zachodnią opinię publiczną. Należało je więc jak najszybciej odsłonić, wyzwolić, wyprowadzić z domowego ukrycia i pokazać światu w europejskim stroju, wykonujące nowoczesne zawody (pierwszą turecką kobietą lotnikiem była adoptowana córka Atatürka – Sabiha Gökçen, której imię nosi dziś drugie co do wielkości stambulskie lotnisko). Kobiety uzyskały prawo głosu i teoretyczne równouprawnienie w sferze cywilno-prawnej, które jednak w praktyce bardzo często nie były respektowane. Reform tych, choć w swej istocie zdawałoby się – pozytywnych, dokonywano w sposób bezrefleksyjny, nie biorąc pod uwagę woli wszystkich zainteresowanych kobiet. Zignorowano tradycyjne wartości, z którymi nikt nawet nie próbował podejmować dialogu, klasyfikując je z góry jako ciemnotę i zabobon.
Tymczasem pozycja kobiety w tradycyjnym społeczeństwie muzułmańskim nie była jednoznacznie upośledzona. Przede wszystkim była elementem pewnego porządku, którego nie dało się zlikwidować w ciągu kilku lat mocą samych tylko dekretów i ustaw. Wprowadzanie innowacji było i często nadal pozostaje powierzchowne. Konserwatywnej części społeczeństwa przyniosły one niechęć i podejrzliwość wobec Zachodu i jego nowoczesności, którą to postawę wciąż trudno jest przełamać lub osłabić.

Wspólnota

Należy pamiętać, że społeczeństwo na Bliskim Wschodzie było i w dużej mierze wciąż jest zbudowane na idei wspólnoty, zbiorowości, a nie jednostki. Europejski indywidualizm, przez jednych postrzegany jako smakowity, choć nie całkiem osiągalny owoc, dla innych jest jednym z najbardziej podejrzanych i godnych pogardy wynalazków, świadczących o egoizmie i zepsuciu Zachodu. W ramach idei wspólnoty i jej kontestacji należy dziś także postrzegać sytuację kobiet. Tureckie feministki i działaczki organizacji kobiecych starają się uświadomić wartość kobiety „jako odrębnej istoty ludzkiej”. Zaś liberalno-konserwatywna Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) z premierem Recepem Erdoğanem na czele widzi rolę kobiety jako część pewnego organizmu – małżeństwa lub rodziny. Otwartym pozostaje pytanie, czy te dwie wizje mają jakieś punkty wspólne i czy dadzą się pogodzić w imię dobra kobiet. Interesy polityków oraz skłonność wielu aktywistów do absolutyzowania własnych przekonań zdają się uniemożliwiać jakikolwiek dialog w tym zakresie.

Należy zaznaczyć jednak, że to AKP wprowadziła w ostatnim dziesięcioleciu do konstytucji wiele poprawek wzmacniających równouprawnienie kobiet i mężczyzn. To również ta partia walczyła o zniesienie zakazu noszenia chust przez studentki i pracownice publicznych placówek. Przepis ten uniemożliwiał podjęcie studiów i pracy całej rzeszy kobiet przywiązanych do tradycyjnych wartości i religijnego wymiaru własnej tożsamości. Mimo że zapis formalnie nie został usunięty, większość publicznych placówek przestała zwracać nań uwagę, nie ponosząc za to konsekwencji karnych. Zdaniem stojącej na straży świeckości państwa republikańskiej opozycji (partia CHP) i jej zwolenników sytuacja ta otwiera drogę do wymuszania noszenia chusty przez inne kobiety. Wypowiedzi takie sugerują, że w Turcji wciąż nie ma prawdziwej wolności wyboru, skoro noszenie lub nienoszenie chusty można byłoby na kimś wymusić w taki sposób. Istota zagadnienia nie leży zatem w chuście jako takiej, ale w braku wzajemnego zrozumienia i tolerancji.

Warto także dodać, że to właśnie proislamska AKP wprowadziła niedawno darmowe żłobki i przedszkola dla pracujących matek. Oczywiście w wielu regionach nikt nie słyszał nie tylko o przedszkolach, ale przede wszystkim o pracy dla kobiet, reforma nie musi być zatem od razu skuteczna. Jest jednak rodzajem zachęty, której ja, jako borykająca się z wieloma codziennymi problemami pracująca matka, szczerze im zazdroszczę.

Wbrew temu, co zwykliśmy uważać na Zachodzie, zamknięcie kobiety muzułmańskiej w domu nie było od tak po prostu przejawem „męskiej dominacji”, czy „kulturalnego barbarzyństwa”. Do dziś wiele mieszkających w Turcji kobiet znacznie lepiej czuje się w przestrzeni domowego ogniska i obojętnie odnosi się do haseł emancypacji, wskazując, że tzw. nowoczesne kobiety muszą jednocześnie pracować i dbać o dom, podlegają więc wielu stresom zamiast cieszyć się z własnych dzieci, codziennego kontaktu z wielką rodziną i odpoczywać po trudach gotowania, sprzątania, wymyślnego dziergania i wychowywania potomstwa. Tradycyjnie to właśnie dom był elementem kształtującym poczucie dumy i status kobiety. Stanowił on jednocześnie przestrzeń intymną, ukrytą przed niepowołanym okiem, a kobiety były jego centrum, o które należało się troszczyć, którego należało strzec i które – o czym dziś niestety często zapomniano – należało kochać. Praca kobiet poza domem była postrzegana jako wstyd i upokorzenie dla rodziny, ponieważ świadczyła o niewydolności mężczyzn, którzy powinni byli zapewnić swojej małżonce przynajmniej finansową beztroskę. Do dziś, mimo coraz głośniejszych haseł emancypacyjnych, w ten właśnie sposób postrzega pracę kobiet spora część kurdyjskiej społeczności na wschodzie Turcji. Kobiety były też i pozostały szarymi eminencjami, które mimo „ukrycia w cieniu” współdecydowały o wielu ważnych sprawach rodziny, a nawet kraju. Tajemnicą poliszynela jest, że funkcję tę pełni i dziś małżonka tureckiego lidera – nosząca chustę Emine Erdoğan.

Honor czy miłość?

Miniony i teraźniejszy system wartości stanowią obecnie w Turcji nie do końca zrozumiały melanż. Jedną z najważniejszych wartości tradycyjnego społeczeństwa (nie tylko na Bliskim Wschodzie) był honor. Jak podkreśla szkocki filozof i etyk Alasdair MacIntyre, dzięki niemu można było przetrwać w trudnej rzeczywistości walk i konfliktów. Przekonanie o mocy honoru pozwalało darzyć zaufaniem obcych, tworzyć sojusze i radzić sobie z niełatwą codziennością. Honor nie dotyczył jednostki, ale całej zbiorowości, poczynając od wielopokoleniowej rodziny, poprzez plemię, na społeczności regionu czy państwa skończywszy. Jednostka nie byłaby w stanie przetrwać bez zaplecza rodziny i krewnych. Mimo wielu przemian gospodarczych i społecznych mających miejsce w Turcji na przestrzeni XX w. solidarność rodzinna i związany z nią nierozerwalnie honor pozostają wciąż aktualne.

W tym kontekście zrozumiałe staje się to, że każdy pojedynczy członek społeczności odpowiadał za jej honor, zaś jego splamienie karano surowo. Za honor rodziny w różny sposób byli odpowiedzialni zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Język kurdyjski zachował ogromną ilość słów, z których każde oznaczało nieco inny odcień znaczeniowy tego pojęcia – reputację, dobre imię, czystość, wierność itd. Do dziś jednym z najistotniejszych jest słowo namûs, używane zarówno w języku tureckim, jak i kurdyjskim, odnoszące się do czystości seksualnej i do kobiet, które na straży tej czystości stały. Czy się nam to podoba czy nie, owa cnota czystości i wierności była kamieniem węgielnym budującym poczucie bezpieczeństwa rodziny. Do dziś wiele ankietowanych przeze mnie kurdyjskich kobiet – których problem zabójstw honorowych najbardziej dotyczy – wskazuje, że to namûs jest jedną z podstawowych wartości, za którą warto nawet umrzeć.

Z drugiej jednakże strony rozmaite przekazy kultury, jak chociażby baśnie, pieśni, dzieła klasyczne czy bogata tradycja mistyczna, świadczą również o tym, że honor stawał się wartością jedynie w zestawieniu z miłością rozumianą nierzadko w bardzo wielowymiarowy i niebanalny sposób. To ona, a nie honor, miała być elementem nadającym życiu najważniejszy sens. Słusznie można więc zapytać, czy to miłość nakazuje dziś matkom, ojcom i stryjom uśmiercać podejrzane o brak cnotliwości córki, siostry czy kuzynki. Pytanie to jest tyleż przekorne, co przerażające. Rzut oka wstecz pozwala spostrzec, że jeśli zmycie plamy na honorze miałoby – w tradycyjnym rozumieniu – uratować dobre imię, a tym samym byt całej rodziny, to w imię jej dobra (innymi słowy, w imię dobra wspólnoty, a nie jednostki), należało tego dokonać.

W wielu interpretacjach religii i kultury miłość okazywała się jednak silniejsza od tego rodzaju bezwzględnych tradycyjnych zasad. Problem jednak w tym, że z różnych przyczyn, o których powiedzieć tu nie sposób (w tym w pierwszej kolejności z powodu utraty wiary w siebie i wynikającego stąd braku znajomości własnego dziedzictwa), ten głos kultury nie jest dziś na Bliskim Wschodzie wystarczająco dobrze słyszalny. Uniemożliwia to dokonanie reinterpretacji tradycyjnych wartości i utrudnia rozwiązywanie problemów. Nieznajomość lub słaba znajomość własnej kultury nie sprzyja również wartościowemu dialogowi ze światem zewnętrznym. Zapożyczane stamtąd i wdrażane bezrefleksyjnie w życie idee stają się czymś powierzchownym, bo nie można ich przemyśleć i przeżyć w odniesieniu do wartości dobrze znanych i bliskich.

Paradoksalnie plamienie honoru w przeszłości było znacznie trudniejsze niż obecnie. Kobiety nie były wystawione na pokusę zachodniej mody i stylu życia, eksponujących nagość i swobodę. Ich rodziny nie miały poczucia zagrożenia przez niezrozumiałe wartości świata niewiernych. Być może również dziś wybryki córek – takie jak posiadanie chłopaka, obcisłe dżinsy, mini czy makijaż – nie musiałyby, przy odpowiednim zrozumieniu dla wartości zachodnich, być uznane za splamienie honoru. Są to jednak jedne z najbardziej widocznych i dla wielu rodzin jedne z najbardziej drastycznych manifestacji diabelskiej nowoczesności wskazujące na bezwzględną zagładę ich starego, dobrze znanego i bezpiecznego świata. O tym, że nowy styl życia i ubioru jest tylko zewnętrznym przejawem zupełnie innych przemian, które niegdyś dokonały się w Europie, nie wiedzą nie tylko konserwatywne rodziny, ale czasem także wiele domorosłych kurdyjskich czy tureckich feministek, dla których wyzwolenie kobiet równa się założeniu mini spódnicy.

Moja kurdyjska przyjaciółka Nuran, z którą nieraz dyskutuję o trudnym losie kobiet w Turcji i Kurdystanie, jest szczególnym przykładem łączenia nowoczesności i tradycji. Mieszka w Diyarbakır, nieoficjalnej stolicy Kurdystanu tureckiego, którą okrywa zła sława zabójstw honorowych. Wbrew tradycji pracuje, mieszka samotnie i utrzymuje się samodzielnie, podczas gdy – zgodnie z nią – jako niezamężna kobieta powinna mieszkać u któregoś z członków swojej rodziny. Samotna kobieta wywołuje wciąż masę podejrzeń, może być bowiem bezwstydną kusicielką cudzych mężów. Ale mimo wątpliwości rodziny, sąsiadów i otoczenia Nuran radzi sobie doskonale. Z odwagą opowiada o swojej sytuacji, nie stara się niczego ukryć ani zataić, wrażliwie i serdecznie reaguje na problemy innych. Jej wewnętrzne poczucie wartości i subtelna pewność siebie zbudowane są na znajomości własnej kultury i systemu wartości, które szanuje i wśród których potrafi się poruszać. Pewnych zasad nigdy nie naruszy, np. nie zaprosi do siebie mężczyzny, który nie jest członkiem jej rodziny, chyba, że jest to spotkanie w szerszym gronie przyjaciół. Ale Nuran nie jest nieszczęśliwa z powodu tych ograniczeń. Uważa je za coś naturalnego, związanego ze świadomością ludzi, którzy nie są jeszcze gotowi na zbyt radykalne zmiany:
– Nie da się w ciągu kilkunastu lat przeprowadzić zmian, które w Europie zajęły stulecia. – mówi – Emancypacja kobiety związana jest z jej sytuacją prawną i społeczną. Jeśli jest zależna finansowo od męża czy rodziny, nigdy nie będzie naprawdę wolna. Trzeba umożliwić kobietom rozwój i pracę, a dopiero potem dotykać tak drażliwych kwestii jak ubiór czy wygląd zewnętrzny.

W poszukiwaniu kozła ofiarnego czy rozwiązania?

Zaszczepianiu nowoczesności w Turcji przez lata towarzyszyły przemoc i wynaradawianie, zwłaszcza w odniesieniu do Kurdów. Oskarżenia o odpowiedzialność za zabójstwa honorowe są dziś ponadto jednym z ulubionych piętn, którymi posługuje się turecka opinia publiczna wobec „zacofanych” Kurdów, ale również europejska opinia publiczna wobec „zacofanych” Turków czy muzułmanów. Domino to doskonale obrazuje, że w istocie mamy do czynienia ze złożonym kompleksem i zaraźliwym zrzucaniem odpowiedzialności na tego, kogo można uznać za bardziej prymitywnego. Same oskarżenia nie byłyby może takie złe, (nie należy zapominać, że zabójstwa honorowe to w istocie zbrodnia z premedytacją) gdyby obok potępienia któraś z opinii publicznych zechciała poświęcić więcej czasu na zrozumienie i próbę rozwiązania problemu, dostrzegając w krwawych zbrodniarzach mimo wszystko matki i ojców.
Nie chodzi tu o okazanie współczucia, ale o uchwycenie mechanizmu, który powoduje, że rodzic przekształca się w mordercę. W reportażu Witolda Szabłowskiego znajdujemy świetną wskazówkę jednej z działaczek walczących z problemem zabójstw honorowych w Diyarbakır: „Zawsze dziwnie się czuję, jak muszę się z rodziną targować o życie ich własnej córki. Ale mam już swoje triki. Tłumaczę, że też jestem stąd. Że moja córka też ma chłopaka i nie zamierzam jej zabić z tego powodu. Pokazuję zdjęcia w telefonie. Mówię, że jest dobra z matematyki, ale nie radzi sobie z tureckim. Tym razem ojciec załapał. Zaczął narzekać, że córka musi się uczyć tureckiego. Że całe zło przez szkołę, bo po co Kurdom ten turecki. Zawsze próbuję obudzić w nich uśpionego rodzica. Pytam, ile córka ważyła po urodzeniu. Na co chorowała. Jakie pierwsze słowo powiedziała: mama czy tata. Jeśli obudzę rodziców, jesteśmy na prostej” .

Wspomniane „budzenie rodzica” jest kluczem do zrozumienia problemu. Pozwala dostrzec, że obrona honoru stała się czymś w rodzaju niepisanej ideologii, która włada umysłami ludzi, niczym ostatnia deska ratunku mająca bronić ich domu przed zepsuciem i zagładą. Jak w przypadku wielu podobnych iluzji, pojęcie honoru uległo deformacji, w nowoczesnej rzeczywistości utraciło swoje znaczenie, choć z pozoru wygląda jak dobrze zakonserwowany element kultury czy religii. Poprzez to zniekształcenie prześwieca zagubienie, brak poczucia własnej wartości, którą wyimaginowany honor powinien zastąpić. Póki co nie umieją znaleźć na to recepty ani politycy z AKP na czele, ani działacze NGO, ani intelektualiści. Zabójstwa honorowe i problem przemocy wobec kobiet to zagadnienia wstydliwe i aby je poruszać należy przełamać lub choćby naruszyć wiele obyczajowych tabu. Zwyciężająca od kilku lat w kolejnych wyborach partia AKP woli ostatnio budzić w mieszkańcach Turcji marzenie odzyskania utraconej imperialnej wielkości. Wydaje się to niestety jednym z kolejnych objawów wciąż niewyleczonej choroby i w najbliższej przyszłości nie rokuje poprawy w wymiarze zwykłych, codziennych, domowych relacji. W przeciwieństwie do ogromnych inwestycji, zakrojonych na szeroką skalę przedsięwzięć politycznych i gospodarczych nie są to zdobycze, którymi Turcja chciałaby się pochwalić. „Budzenie rodzica” jest więc w tym kontekście także piękną i subtelną metaforą mówiącą o rozpoznawaniu w życiu sensu prostych i zwykłych wartości takich jak miłość, dobro, czy współczucie. Ani Turcy, ani Kurdowie, ani cały świat muzułmański nigdy nie byli ich pozbawieni. Pod wieloma względami, jak chociażby opieka nad starymi ludźmi, mogą być przykładem dla żyjącego w pośpiechu i egocentryzmie zachodniego świata. Ale motywowane wieloma czynnikami wykorzenienie i utrata zdolności poruszania się w świecie własnej kultury i wartości spowodowały nieumiejętność rozwiązywania własnych problemów. W tej sytuacji nasze zachodnie idee pozostają nieraz nie tylko niezrozumiałe, ale stają się groźnym orężem w imię którego, lub przeciwko któremu, wypowiada się wojnę na śmierć i życie. Sytuacja kobiet to w istocie tylko jedno z pól bitewnych, trzeba więc patrzeć na ten problem w całej jego złożoności i niejednoznaczności.

Jedyną receptą, jaką sporządziłam przez lata podróży, badań, rozmów z ludźmi jest wiara w moc bliskowschodniej kultury, a przede wszystkim w jej nosicieli. Zamiast potępiać, nauczyłam się ich słuchać, nawet jeśli opowiadane mi historie nieraz mrożą krew w żyłach i wywracają porządek wyznawanych przeze mnie wartości. Uzyskuję w zamian zaufanie i przyjaźń, które pozwalają rozmawiać na wiele trudnych tematów. Może właśnie uważne, wrażliwe na przeszłość i kulturę słuchanie to jedyna rzecz, którą możemy i powinniśmy im dać. Ot, tylko po to, żeby tamten świat nie czuł się sam ze swymi problemami.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter