70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Lepiej być nie może?

Historia kontrfaktyczna służy często nie tyle zrozumieniu przeszłości, ile jej osądzeniu. Jeżeli bowiem w danej sytuacji można było postąpić inaczej, podjęte na przestrzeni dziejów decyzje zasługują na pochwałę lub potępienie. Wielowieyski przedstawia historię, na jaką Polacy zasługują, choć w wielu wypadkach z własnej winy skierowali jej bieg na inne tory.

O ważnych, kształtujących nas i naszą wspólnotę wydarzeniach można i należy opowiadać inaczej, niż odpowiadając na pytanie: „jak to właściwie było?”. Takie jest założenie Andrzeja Wielowieyskiego – polityka, publicysty oraz świadka XX-wiecznej historii Polski, który w nowym zbiorze esejów historycznych Na rozdrożach dziejów przedstawia alternatywne scenariusze przebiegu kluczowych dla narodowej historii wydarzeń, od bitwy pod Grunwaldem po Okrągły Stół i reformy Leszka Balcerowicza.

Alternatywne wizje historii pozwalają lepiej ocenić i zrozumieć znaczenie wydarzeń i procesów dziejowych. Sięgają po nie zarówno profesjonalni historycy, jak i publicyści oraz pisarze. W oparciu o nie zastanawiają się, co można było zrobić lepiej, aby nie dopuścić do klęsk militarnych czy katastrof społecznych lub gospodarczych, ale także jak przegrać wojny wygrane i jak zaprzepaścić szanse na udane reformy. Alternatywne wizje dziejów pokazują, że historią rządzi przypadek i o wielkich sukcesach lub nieszczęściach decyduje splot z pozoru nieistotnych zdarzeń, nie zaś uniwersalne prawa, plany decydentów czy spiski. Najsławniejszym zwolennikiem takiego rozumienia historii był Lew Tołstoj, który w Wojnie i pokoju ukazał klęskę Napoleona – stratega starannie przygotowującego posunięcia swoich wojsk – w starciu z armią Kutuzowa, który nie próbował zapanować nad przebiegiem kampanii i zdał się na los przypadku.

Niewykorzystane szanse

Dla Wielowieyskiego alternatywne wizje dziejów stanowią przede wszystkim narzędzie krytyki postrzegania historii jako kierującej się pewnymi prawidłowościami. Autor uważa takie podejście za szkodliwe, gdyż osłabia ono wiarę w zdolność jednostki do aktywnego wpływu na losy świata. Wysuwanie na pierwszy plan sił historycznych prowadzi do poczucia niemocy i obojętności. „Historyk musi pokazywać, że nic nie jest wpisane z góry w rzeczywistość i że człowiek może zmodyfikować zastane warunki” – pisze Wielowieyski. Potrzebujemy zatem historii alternatywnej, bo to ona motywuje nas do działania.

Historia kontrfaktyczna służy często nie tyle zrozumieniu przeszłości, ile jej osądzeniu. Jeżeli bowiem w danej sytuacji można było postąpić inaczej, decyzje podjęte na przestrzeni dziejów zasługują na pochwałę lub potępienie. Wielowieyski przedstawia czytelnikowi sprawiedliwą historię Polski – taką, na jaką Polacy rzeczywiście zasługują, choć w wielu wypadkach z własnej winy skierowali jej bieg na inne tory.

Polska zasługuje bowiem na dzieje, w których po bitwie pod Grunwaldem armia Władysława Jagiełły rusza pod Malbork i zdobywa go. Dochodzi do zajęcia całego państwa krzyżackiego, a także Pomorza Zachodniego, w czym pomaga sprzymierzony wówczas z Jagiełłą książę wołogoski Bogusław. W ten sposób kraj zyskuje bezpieczną granicę na północy (Morze Bałtyckie) i zachodzie (rozdrobnione państewka niemieckie ze słabą Brandenburgią) oraz możliwość rozwijania handlu morskiego dzięki dogodnemu dostępowi do morza. Około 200 lat później powstaje Rzeczpospolita Trojga Narodów, co silniej spaja olbrzymie państwo i pozwala uniknąć wewnętrznych konfliktów. Współpraca trzech narodów niweluje zagrożenie ze strony rozwijającego się państwa moskiewskiego i potężnego imperium osmańskiego, a nawet pozwala na podbój wybrzeża Morza Czarnego. Terytorium Polski rozciąga się od morza do morza.

Tych dwóch szans na zbudowanie imperium środkowoeuropejskiego władcy i elity szlacheckie Polski nie wykorzystały. Nie udało im się również uniknąć ciosów mających zniszczyć państwo 100 lat później. Wielowieyski pokazuje, że Polska mogła przetrwać, co prawda okrojona ze swoich terytoriów – pewnym zmianom granic na rzecz potężnych sąsiadów nie sposób było zapobiec – ale niezależna. Znajduje kilka momentów, w których kraj można było uratować: konfederaci barscy doszli do porozumienia ze Stanisławem Augustem i władca znajduje wsparcie u niechętnej rozbiorom Marii Teresy. Zwycięska kampania Napoleona w Rosji, w której obok Moskwy zdobyty zostaje również Petersburg, gwarantuje trwanie i rozwój Księstwa Warszawskiego. Rozbicie armii Iwana Dybicza wiosną 1831 r. – czego nie dokonano z powodu nieudolności dowództwa powstania – wymusza na Rosji uznanie niepodległości Królestwa Kongresowego.

Historia najlepsza z możliwych

XX w. wprowadza zmianę w sposobie konstruowania przez Wielowieyskiego alternatywnych wizji historii. O ile wcześniej autor rozważał scenariusze, według których odpowiedzialni za kraj podejmują dojrzalsze i trafniejsze decyzje od tych rzeczywiście podjętych, o tyle w przypadku ostatniego stulecia zastanawia się nad mniej korzystnym dla Polski biegiem wypadków i konsekwencjami przyjęcia rozwiązań gorszych niż te, które wybrano. II Rzeczpospolita jako niezależne państwo mogła w latach 1918–1921 nie powstać. Cesarstwo Niemieckie było tylko o krok od zwycięstwa w I wojnie światowej, a Rosja radziecka – bliska pokonania Polski w roku 1920. Polacy mogli wspólnie z nazistowskimi Niemcami zaatakować Rosję radziecką, unikając katastrofy września 1939 r. kosztem udziału w projekcie politycznym Hitlera. Uderzenie to miało by duże szanse powodzenia, zatem postawa elit II RP zadecydowała o losach wojny.

Możliwa też była inna historia Sierpnia ‘80. Strajki mogły zostać zduszone i wielki ruch społeczny stłumiono by w zarodku. Prawdopodobnie wybuch zostałby tylko odsunięty w czasie, trudno jednak powiedzieć, na jak długo. Obrady Okrągłego Stołu mogły się również nie odbyć, co opóźniłoby przemiany demokratyczne, a może zaostrzyłoby także ich przebieg. Alternatywą dla szokowych neoliberalnych reform Balcerowicza były powolne i nieefektywne przemiany, które pogrążyłyby polską gospodarkę w stagnacji.

Pochwała status quo

Historie alternatywne nadają dziejom nowe znaczenia. Wielowieyski sugeruje, że w zestawieniu z zaproponowanymi alternatywnymi wersjami dzieje Polski przed XX w. to wiele zaprzepaszczonych szans i błędów, których można było uniknąć. Dawne elity polityczne zostają osądzone jako te, które nie potrafiły wykorzystać sukcesów i uniknąć dotkliwych ciosów – państwo polskie i jego mieszkańcy zasługiwali na więcej. Z kolei historia najnowsza stanowi ciąg słusznych, choć trudnych decyzji, które pozwoliły Polakom utrzymać – na tyle, na ile umożliwiały to okoliczności – właściwy kierunek rozwoju i nie zboczyć na manowce dziejów. Wielowieyski zdaje się mówić, że nasza XX-wieczna historia nie mogła być lepsza, a jej elity zachowywały się rzetelnie i nienagannie.

Spekulacje nad historią kontrfaktyczną mogą zachęcać do działania, opowiadając o alternatywach dla zastanego status quo, mogą też zniechęcać do angażowania się, dowodząc braku alternatyw. Przedstawione przez Wielowieyskiego alternatywne historie XX w. są rzeczywiście pochwałą odpowiedzialnego działania i angażowania się jednostek w sferę publiczną. Jednak chodzi tu o działania i zaangażowanie, które miały miejsce w przeszłości. Ukształtowana przez nie aktualna rzeczywistość polityczna i społeczna, jak wykazały omówione spekulacje nad jej alternatywnymi wersjami, to ta najlepsza z możliwych. Zmienić ją można by tylko na gorszą. Po co zatem współczesny czytelnik miałby się w nią angażować?

Andrzej Wielowieyski

Na rozdrożach dziejów. Historie prawdziwe i alternatywne

Wydawnictwo Trio, Warszawa 2011, s. 352″

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata