70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Jerzy Turowicz: powrót człowieka mądrego

„Kilkadziesiąt wydarzeń zaplanowała na ten rok Fundacja Jerzego Turowicza, by uczcić przypadające 10 grudnia stulecie urodzin” swojego patrona – pisała 28 stycznia br. (nazajutrz po uroczystej inauguracji owego Roku) „Gazeta w Krakowie”. Wśród tych wydarzeń miały się znaleźć publikacje, wystawy, konferencje naukowe i wiele – bardzo wiele – spotkań.

Nie sposób ich wszystkich w tym miejscu omówić, zwłaszcza że w chwili, w której piszę te słowa, niektóre (i to akurat te najważniejsze) naukowe sympozja jeszcze się nie odbyły: np. listopadowa sesja na UKSW poświęcona pięćdziesięcioleciu II Soboru Watykańskiego czy organizowana przez prof. Andrzeja Sulikowskiego (w grudniu br. w Szczecinie) i niezwykle szczegółowa pod względem tematycznym konferencja pn. „Stulecie urodzin Jerzego Turowicza”.

Poprzestańmy zatem na publikacjach. Przedsięwzięciem w moim przekonaniu najistotniejszym – bo ocalającym bogatą twórczość Turowicza dla przyszłych pokoleń – jest podjęta przez TAiWPN Universitas inicjatywa wydania w kilku tomach jego Pism wybranych. Znajdzie się tam ponad 500 tekstów redaktora naczelnego „TP” (będą wśród nich także trudno dziś dostępne artykuły z prasy przedwojennej oraz z okupacyjnych pism podziemnych) – zaś całość, wybrana i zredagowana przez Annę Mateję, uszeregowana zostanie w 12 rozdziałach tematycznych, z których każdy będzie poprzedzony kompetentnym wprowadzeniem.

Niestety, Pisma… ukażą się dopiero wiosną przyszłego roku. Zanim to nastąpi, miłośnicy publicystyki Jerzego Turowicza muszą zadowolić się wznowieniem Biletu do raju (SIW Znak) – dość reprezentatywnego wyboru tekstów Pana Jerzego, przygotowanego i zredagowanego tuż po jego śmierci (w 1999 r.) przez Michała Okońskiego.

To jednak nie wszystko, bo na szczęście są wśród nas także archiwiści – „archeologowie pamięci” – odnajdujący i odcyfrowujący dzienniki i listy, które pisali do siebie ludzie wielcy. Z tego punktu widzenia prawdziwe wydarzenie Roku Turowicza stanowi publikacja korespondencji, którą Jerzy Turowicz i jego żona Anna prowadzili (przez lat blisko 50) z małżeństwem znakomitych pisarzy: Julią Hartwig i Arturem Międzyrzeckim. Tom ten, opracowany przez Jana Strzałkę, a zatytułowany: Wspólna obecność, ukazał się właśnie w krakowskim wydawnictwie a5. Nazywam tę publikację „wydarzeniem”, bo jest to książka literacko świetna – prawdziwy „dziennik na cztery głosy” (jak pisze w posłowiu do niej Jan Strzałka): zapis głębokiej (i podtrzymywanej poprzez pisanie listów) przyjaźni dwóch niezwykłych rodzin, a jednocześnie ważne źródło do badania dziejów powojennej polskiej inteligencji oraz historii życia codziennego. Po prostu: lektura absolutnie (!) obowiązkowa.

Nie doczekamy się w tym roku natomiast od dawna zapowiadanej biografii Jerzego Turowicza pióra Tomasza Fiałkowskiego. Na razie musi nam więc wystarczyć przygotowywana przez Fundację Świat Ma Sens monografia Witolda Beresia, Krzysztofa Burnetki i Joanny Podsadeckiej: Krąg Turowicza. Tygodnik, czasy, ludzie: 1945–1999. Z przyczyn oczywistych nie mogłem jej jeszcze w całości przeczytać – żywię jednak nadzieję, że ta licząca ponad 800 stron książka wniesie do naszej znajomości Turowicza i jego ideowego środowiska coś nowego oraz rzetelnie przedstawi pracę i niepowtarzalny klimat redakcji „Tygodnika Powszechnego”, uwzględniając także osoby z tzw. drugiego szeregu.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że współautorce Kręgu… Joannie Podsadeckiej zawdzięczamy opublikowany wiosną tom rozmów z ośmiorgiem przyjaciół Jerzego Turowicza Gen ryzyka w sobie miał (WN PWN). Dla miłośników naczelnego „TP” to pozycja bez wątpienia cenna, niemniej ma ona charakter środowiskowy („Tygodnikowo”-krakowski plus Adam Michnik) i lekko hagiograficzny, a jej główna wartość polega, moim zdaniem, na tym, że oddaje głos przyjaciołom Turowicza i stanowi zapis więzi, jaka ich z nim łączyła.

Dużo ważniejsza natomiast wydaje mi się książka Anny Matei: Co zdążysz zrobić, to zostanie. Portret Jerzego Turowicza. Autorka spotkała się z przeszło 50 osobami, które Turowicza dobrze znały, i – korzystając z ich wspomnień – napisała barwną opowieść o Redaktorze i jego czasach (poczynając od lat wojny, spędzonych przezeń w podkrakowskich Goszycach). Czytając ów nakreślony przez Mateję „portret Turowicza”, rzeczywiście możemy się sporo o Panu Jerzym dowiedzieć. Książka zawiera ponadto kilkadziesiąt fotografii, z których część prezentowana jest publicznie chyba po raz pierwszy. Szkoda tylko, że Autorka świadomie z rozmów z kilkoma znajomymi szefa „TP” zrezygnowała – w książce brakuje bowiem na przykład świadectw tzw. młodej redakcji, to znaczy osób, które zaczęły tu pracę w połowie lat osiemdziesiątych XX w. Przyznaję, iż tego zabiegu (tj. tak radykalnego pominięcia ich głosu) nie rozumiem.
Tych kilka książek (i, na przykład, w dużej mierze poświęcony Turowiczowi grudniowy numer miesięcznika „Znak”) to jak na jeden rok całkiem sporo. Teraz wypada jeszcze zadbać, żeby owe publikacje zostały przez Polaków przeczytane i przemyślane. Bo – jak napisała o Panu Jerzym Joanna Podsadecka – do jego tekstów i do jego świadectwa trzeba i warto wracać: „Może [dzięki temu właśnie] będziemy lepsi”.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter