70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Po pierwsze, nie szkodzić

Prawa ludzi głodujących powinny być dla polityków co najmniej tak samo ważne jak interesy ich bezpośrednich wyborców – polskich rolników, brytyjskich przedsiębiorców z sektora naftowego, hiszpańskich pracowników rafinerii. Istnieje niestety długa lista działań Unii Europejskiej, które pogłębiają problemy cierpiących głód.

Oxfam od początku swojego istnienia zajmuje się walką z głodem. Czym kierujecie się w swoich działaniach?

Jesteśmy organizacją, która zajmuje się przede wszystkim prawami człowieka. Uważamy, że dostęp do żywności jest jednym z takich praw i to przekonanie należy do naszych głównych punktów odniesienia.
Zdajemy sobie sprawę z tego, że na arenie międzynarodowej nie ma zgody co do ostatecznego kształtu listy praw człowieka. Różne państwa prezentują różne podejścia. Najszerzej akceptowane są prawa tzw. pierwszej generacji, czyli prawa polityczne i obywatelskie, regulujące relacje jednostki i państwa – prawo do życia, do ochrony prawnej, prawa wyborcze czy wolność wyznania. Kolejna generacja praw zawarta w Międzynarodowym Pakcie Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych, dotyczących m.in. prawa do pracy, do nauki, do świadczeń socjalnych i zdrowotnych, ma już mniejsze poparcie – np. Stany Zjednoczone nigdy nie ratyfikowały tego traktatu. W końcu trzecia generacja, która porusza m.in. kwestię prawa do zdrowego środowiska naturalnego i prawa do pokoju, jest jeszcze bardziej kontrowersyjna i trudna do wyegzekwowania. Wchodzimy tu w techniczne szczegóły dyskusji o prawie międzynarodowym, jednak niezależnie od ustaleń między państwami, Oxfam w swoich działaniach kieruje się przekonaniem, że wymienione prawa powinny być wprowadzone w życie, nawet jeśli nie zajmujemy się nimi wszystkimi bezpośrednio.

Jeśli spojrzymy wstecz na historię ludzkości, niedostatek pożywienia i walka o przetrwanie wydają się zupełnie zwyczajną sytuacją. Zawsze było tak, że pewni ludzie mieli więcej szczęścia niż inni. Można też mówić o całych społeczeństwach, którym walka o byt i ciężka praca przynosiły większe sukcesy niż innym. Czy nie jest pewną utopią wizja świata, w którym nie ma głodu?

Dziś powinniśmy patrzeć na takie sukcesy i porażki w perspektywie globalnej. Żyjemy w świecie powiązań i zależności, w którym dostęp do żywności w państwach Północy nie jest osiągany niezależnie od sytuacji w krajach Południa. Dużo naszych pokarmów opiera się na produktach pochodzących z krajów rozwijających się. Jeśli jemy mięso, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że zwierzęta, z których ono pochodzi, były karmione soją uprawianą w krajach biedniejszych.

Rozumowanie zakładające, że jeśli inni będą się tylko wystarczająco starać w walce o dobrobyt, mogą osiągnąć sukces podobny np. do ludzi w Europie, nie jest do końca słuszne. Zmodyfikowałbym nieco ten opis – tak, pracowaliśmy ciężko na nasz dobrobyt, ale przy okazji zużyliśmy wiele zasobów pochodzących nie tylko z Europy, ale też z innych części świata. Widzimy więc, że już samo miejsce, w którym dziś jesteśmy, jest problematyczne, bo nasuwa się pytanie o sprawiedliwość. Nasz dobrobyt zdobywamy kosztem innych. A jako Oxfam uważamy, że ludzie są równi – niezależnie od tego, czy zdarzyło się nam urodzić na Północy czy na Południu. To podstawowa zasada naszej pracy.

Jak w praktyce wyglądałoby wprowadzanie w życie prawa do żywności?

Prawo do żywności zostało zapisane jako jedno z wielu odrębnych praw drugiej generacji, ale kiedy mówimy o jego realizacji, okazuje się, że łączy się ono ściśle z całym szeregiem praw, bez których nie można go zagwarantować. Jedną z możliwości pozyskania żywności jest jej produkcja, czyli możliwość uprawy roślin i hodowli zwierząt. Żeby ta możliwość była realna, należy najpierw zapewnić pewne warunki – musimy mieć dostęp do ziemi, wody i kilku innych podstawowych rzeczy, jak np. nasiona. W wielu krajach już spełnienie tych warunków jest wyzwaniem. A wraz ze zmianami klimatycznymi dostęp do ziemi i wody może stawać się coraz trudniejszy. Tak więc żeby mówić o prawie do żywności, należy najpierw zastanowić się, jakie inne prawa muszą być chronione, aby produkowanie własnej żywności było możliwe.

Innym sposobem na zdobycie pożywienia jest jego zakup. W tym przypadku również mówimy o prawach, które się z tym wiążą. Żeby móc kupić żywność, musi być ona ekonomicznie osiągalna, czyli po prostu jej ceny muszą być przystępne, i co więcej – możliwe do przewidzenia. Cena jest przystępna tylko w odniesieniu do dochodu, więc zakładamy też, że ludzie muszą mieć dochód, który wystarcza na zakup żywności, a to wiąże się z kolejnymi prawami. Posiadanie dochodu zakłada dostęp do zatrudnienia lub jakiś rodzaj ochrony socjalnej dla bezrobotnych. W przypadku rolników dochód będzie uzależniony od tego, czy mają oni dostęp do rynków jako producenci, czy nie. Prawo do przystępnych cen zakłada też pewien sposób organizowania rynków. Ostatnio mieliśmy problem ze spekulacjami na rynku towarów, więc powinniśmy naszej analizie poddać nie tylko rynek towarów, ale też rynki finansowe i ich wpływ na ceny żywności na rynkach lokalnych.

Powiedział Pan, że ludzie powinni mieć prawo do ziemi, na której mogliby uprawiać rośliny i hodować zwierzęta. Jak wcielić to prawo w życie? Mamy ludzi posiadających ziemię i tych, którzy jej nie mają. W jaki sposób sprawić, żeby dostęp do niej był równy dla wszystkich, także tych, których na nią nie stać?

Prawa do ziemi to kolejny skomplikowany temat. Jest kilka poziomów, na których powinny być one zapewniane. Pierwszy z nich to poziom państwowy, na którym rządy poszczególnych państw są zobowiązane do zapewnienia odpowiedniego zarządzania ziemią. Znamy kraje, w których panuje duża niesprawiedliwość w kwestii dostępu do ziemi, gdzie mamy do czynienia z koncentracją ogromnych obszarów w rękach niewielu. Łatwo przewidzieć, że są to kraje, w których bezpieczeństwo żywnościowe stanowi duży problem. Niestety prawdą jest, że sytuacja w tych miejscach pogarsza się zamiast poprawiać. Istnieje długa lista działań politycznych, również działań Unii Europejskiej, które te niesprawiedliwości pogłębiają.

Weźmy przykład Gwatemali. Ziemia jest tam odbierana rdzennej ludności, która nie posiada dokumentów dowodzących ich prawa własności do terenów, które zamieszkują od pokoleń. Łatwo zawłaszczyć ich grunty. W pierwszej kolejności odpowiedzialny jest tamtejszy rząd, który powinien egzekwować sprawiedliwość. Ale istnieje też odpowiedzialność międzynarodowa za to, aby nie pogarszać sytuacji. Tutaj dochodzimy do problemu polityki m.in. Unii Europejskiej. Na najwyższym poziomie jest natomiast miejsce dla wypracowywania kierunków działań. ONZ debatuje nad międzynarodowymi wytycznymi, które nie są prawnie obowiązujące, ale ich wprowadzanie w poszczególnych krajach może bardzo poprawić kwestie bezpieczeństwa żywnościowego.

Co dokładnie należałoby zmienić w polityce Unii Europejskiej, żeby wzmocnić bezpieczeństwo żywnościowe na świecie? Przyjrzyjmy się np. kwestii zawłaszczania ziemi. Jaki wpływ ma na to Unia Europejska?

Oczywiste jest, że kwestia prawa do ziemi leży po pierwsze w gestii rządu danego państwa i Unia Europejska nie może interweniować tu bezpośrednio. Może jednak nie stwarzać zachęt do pogłębiania tego problemu, np. w postaci rynku zbytu dla biopaliw. Postawę Unii można najkrócej określić w ten sposób: najpierw rościmy sobie prawo do ziemi, na której rosną rośliny przeznaczane na paszę dla zwierząt, a potem domagamy się kolejnych połaci ziemi, na której będą rosły rośliny przerabiane na paliwo do naszych samochodów. Unia postawiła sobie cel, żeby do roku 2020 osiągnąć dziesięcioprocentowy udział odnawialnej energii w transporcie, a jedną w niewielu wykorzystywanych możliwości jej pozyskiwania są właśnie biopaliwa. Gdyby udało się namówić rządzących do odstąpienia od tego celu, usunięta zostałaby potężna zachęta do inwestowania w ziemię.

Wydaje się, że nawet bez zachęty w postaci rynku zbytu na biopaliwa inwestowanie w ziemię wciąż byłoby świetnym interesem, na który mogą sobie pozwolić jedynie ci, którzy już dużo posiadają. Jeśli nie będą uprawiać rzepaku, zawsze mogą zarabiać na produkcji roślin jadalnych albo spekulacji ziemią. Innymi słowy wciąż pozostaje podział na tych, których stać na zakup ziemi i tych, których na to nie stać. Jak uwolnić się od tej niesprawiedliwości w dostępie do zasobów?

Ma Pani rację wskazując na to, że biopaliwa są tylko jednym z czynników napędzających pogłębianie się nierówności. Są również i inne, choć należy podkreślić, że w tym momencie biopaliwa stanowią najważniejszy. Na początku tego roku International Land Coalition opublikowało wyniki badań nad przypadkami przejmowania ziemi w ostatnim dziesięcioleciu, z których jasno wynikało, że około 60% zawłaszczeń wiązało się z produkcją biopaliw. Odsetek ten był jeszcze wyższy w krajach Afryki Subsaharyjskiej.

Ale to oczywiście nie muszą być biopaliwa. Wiele upraw może być wykorzystywanych do produkcji zarówno biopaliw, jak i kosmetyków czy roślin jadalnych. Dobrym przykładem jest olej palmowy. Nie zawsze można wcześniej ustalić, czy plony z plantacji palmowca gwinejskiego będą użyte do produkcji ciastek, mydła, czy paliwa. Wiemy, że Unia Europejska zastanawia się nad tym, czy otworzyć swój rynek biopaliw na olej palmowy posiadający certyfikaty RSPO (The Roundtable on Sustainable Palm Oil – Porozumienie dla zrównoważonej produkcji oleju palmowego). Jeśli tak się stanie, może to stworzyć kolejną zachętę do zawłaszczania ziemi. Certyfikaty RSPO oznaczają m.in., że plantacja nie powstała przez niszczenie lasów. Nie mamy jednak pewności, czy nie powstała na miejscu innej plantacji, na której rosły palmowce z przeznaczeniem dla przemysłu spożywczego, a która zostanie teraz przeniesiona na tereny pozyskane przez karczowanie lasów. Jeśli nowa plantacja powstanie na miejscu starej, dostanie certyfikat, a zachęta do pozyskiwania w ten sposób nowych obszarów ziemi pozostaje. Jest to tylko przesuwanie problemu, nie jego rozwiązywanie.

Mimo że certyfikaty miały wspierać zrównoważoną produkcję…

Zdajemy sobie sprawę z tego, że praca polityków nie jest łatwa. Jeśli są szczerze zaangażowani w kształtowanie świata, w którym żyjemy, wtedy zmagają się często ze sprzecznym interesami.
Weźmy przykład Polski – politycy mogą być przekonani, że biopaliwa to dobry kierunek, bo tworzą rynek zbytu dla plonów polskich rolników. W krótkiej perspektywie taka polityka przynosi korzyści i głosy wyborców, ale w dalszej tworzy wiele problemów, które mogą dotykać również polskich obywateli. Jeśli dalej będziemy zgadzać się na wycinanie lasów pod uprawy rzepaku, na zawłaszczanie ziemi ludności rdzennej i osłabianie jej bezpieczeństwa żywnościowego, obudzimy się w bardzo niestabilnym świecie.

Można więc powiedzieć, że chodzi o to, by mądrze myśleć o własnej przyszłości i dbać o to, jaki świat tworzymy dla siebie samych. Wierzymy jednocześnie, że nieustannie należy mieć na uwadze prawa człowieka. To nie do zaakceptowania, że miliard ludzi na świecie głoduje, że dzieci umierają z niedożywienia, nie mogą się prawidłowo rozwijać, bo nie mają dostępu do odpowiedniego pożywienia w pierwszych 2 latach życia, a później są nieodwracalnie upośledzone. Uważam, że prawa tych osób powinny być dla polityków co najmniej tak samo ważne jak interesy ich bezpośrednich wyborców – polskich rolników, brytyjskich przedsiębiorców z sektora naftowego czy hiszpańskich pracowników rafinerii.

Wróćmy do problemu niestabilności cen. Oxfam wskazuje na wpływ spekulacji na rynkach towarowych. Na czym to polega?

Musimy zacząć od tego, że spekulacje zawsze miały swoje miejsce na rynku towarowym. To bardzo stare zjawisko. Rynki towarowe, a szczególnie rynki produktów rolnych, są narażone na wiele czynników zwiększających ryzyko, ponieważ nie da się do końca przywidzieć pogody, obfitości zbiorów, a przez to ostatecznych cen plonów. Powstanie rynków finansowych wprowadziło pewne zabezpieczenia, które łagodziły ryzyko związane z produkcją rolną. Rolnik udawał się do spekulanta, który zobowiązywał się kupić przyszłe plony, zanim zostały one zebrane, i gwarantował, że zapłaci za nie określoną wcześniej cenę. Historycznie więc rolą spekulanta było pośredniczenie między producentem (rolnikiem) a nabywcą produktów na rynku żywności, i zapewnianie pewności ceny przyszłych zbiorów. Rynki tradycyjnie podlegały ścisłym regulacjom, które chroniły tę ważną rolę spekulantów.

Problem pojawił się, kiedy ponad dekadę temu Stany Zjednoczone rządzone przez prezydenta Busha zdecydowały się na deregulację rynków, co pociągnęło za sobą nieograniczony napływ kapitału. Zaczęło inwestować wiele osób, które w ogóle nie były zainteresowane kupowaniem i sprzedawaniem żywności, a jedynie chciały zróżnicować swoje inwestycje. Ci ludzie zawsze stawiają na trendy zwyżkowe; to zawsze ten sam typ inwestycji. W miarę jak ilość pieniędzy na rynku towarów rośnie, można zauważyć również wzrost cen żywności i wzrost niestabilności cen. Cała dyskusja na temat spekulacji i cen żywności sprowadza się do pytania o to, czy istnieje związek między finansjalizacją tego rynku i niestabilnością cen.

Instytucje finansowe nie widzą tu zagrożenia, a przyczyn wzrostu cen szukają tradycyjnie w stosunku między popytem i podażą – mówią o wzroście zapotrzebowania na żywność w bogacących się Chinach, a także o wzroście konsumpcji mięsa, co pociąga ze sobą większe zapotrzebowanie na zboża na pasze. Z drugiej strony mamy głos badaczy akademickich i organizacji pozarządowych, które widzą jednak związek między tymi zjawiskami – kiedy wśród inwestorów pojawiają się zachowania stadne i wszyscy stawiają na tendencje wzrostowe, wtedy tworzy się bańka.

Jaka jest opinia Oxfamu na temat tych powiązań?

Naszym zadaniem nie jest rozstrzyganie, kto ma rację. Ale skoro pojawiają się tak poważne wątpliwości dotyczące wpływu spekulacji na ceny żywności, uważamy, że wszyscy powinniśmy przyjąć postawę ostrożności i stosować środki zapobiegawcze, ponieważ ostatecznie chodzi o dostęp do żywności i życie milionów ludzi. Dostrzegamy ryzyko niestabilności cen, więc sądzimy, że należy wprowadzić regulacje, które to ryzyko będą minimalizować.
Dawniej ze względu na Wspólną Politykę Rolną rynek towarowy w Unii Europejskiej był silnie scentralizowany. Dziś to się zmienia, coraz bardziej na jego kształt wpływają rynki finansowe. Widzimy, że duże grupy takie jak Deutsche Bank czy Allianz inwestują ogromne pieniądze w spekulacje na rynku żywności. Rynki europejskie są częścią światowego problemu, więc powinniśmy być też częścią rozwiązania. Należy zająć się aktami prawnymi, które odgórnie ograniczałyby ilość pieniędzy inwestowanych w żywność, co zmniejszałoby ryzyko niestabilności jej cen. Społeczeństwa wielu państw są uzależnione od importu żywności, więc możliwość przewidzenia cen jest dla nich niezwykle istotna.

Dlaczego inwestowanie w rynek żywności jest tak popularne? Te inwestycje wcale nie muszą przynosić zysków.

Tym, kto zyskuje, rzeczywiście nie musi być osoba, która inwestuje pieniądze w rynek żywności. Także fundusze emerytalne, które się na to decydowały, często traciły pieniądze. Najwięcej zarabiają dostawcy usług finansowych sprzedający produkty, które nie muszą być wcale zawsze korzystne dla inwestorów. Powinniśmy umieć rozróżnić wpływ rosnącej roli rynków finansowych na rzeczywiste ceny żywności od korzyści, jakie mogą płynąć z inwestowania pieniędzy w rynek żywności.

Każdy sposób produkcji żywności inaczej wpływa na relacje społeczne. Wspieranie tradycyjnego rolnictwa małoobszarowego może wzmacniać społeczności lokalne i wymianę towarów połączoną z bezpośrednim kontaktem między ludźmi. Czy nie jest to dodatkowy argument za ochroną produkcji lokalnej?

Priorytetem jest dla nas walka o poszanowanie praw człowieka i rozwiązanie problemu głodu. Z tego w naturalny sposób wynika troska o rynki lokalne i lokalne bezpieczeństwo żywnościowe, a przez to ważna staje się ochrona małych gospodarstw, które odgrywają istotną rolę w zapewnieniu tego bezpieczeństwa. Ale dobrym kierunkiem może być też włączenie drobnych rolników do udziału w rynku światowym przez zaopatrywanie większych firm. Nie sprzeciwiamy się temu, bo naszym priorytetem nie jest wybór modelu produkcji żywności. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że istnieje ogromny problem nierówności między drobnymi rolnikami i międzynarodowymi korporacjami. Te ostatnie mają o wiele większą siłę przebicia. Rolników należy wspierać, ale musimy szukać realistycznych rozwiązań, które czerpią z istnienia obu modeli. Gdyby udało się pomóc tym wielkim firmom odegrać bardziej pozytywną rolę w światowym systemie produkcji żywności, moglibyśmy się tylko cieszyć.


MARC-OLIVIER HERMAN – specjalista Oxfam International ds. sprawiedliwości społecznej w polityce Unii Europejskiej, prawnik, studiował w Georgetown, w Leuven i Louvain-la-Neuve. Obecnie związany z Uniwersytetem w Antwerpii.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter