70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Konflikty pamięci: Etyczne zobowiązanie

Problem pamięci jest problemem stałego powracania, rozpamiętywania, namysłu nad przeszłością i nad naszą relacją z Bogiem, próbą odpowiedzi na pytanie o nasze wspólne, etyczne zobowiązania.

Początek opowieści o pamięci musi zacząć się oczywiście od Biblii. W Biblii nakaz pamięci jest nakazem bezwarunkowym i bezwzględnym. Hebrajskie słowo „zachor”, pamiętaj, pojawia się w Biblii 169 razy i tyle samo, albo i więcej razy mowa jest w niej o niezapominaniu. Ten nakaz pamięci związany jest też z dwoma odrębnymi imionami, pod którymi Bóg się w Biblii pojawia, i dwoma Jego odrębnymi obrazami.

Bóg, który w Księdze Rodzaju występuje pod imieniem Elohim, jest Bogiem historii i jest też Bogiem Tetragrammatonu, Bogiem strzegącym ludzkiej duszy. Można powiedzieć, że choć w psalmach niebiosa i góry głoszą chwałę Bożą, to jednak dopiero w ludzkiej historii odsłania się Boska wola i sens przeznaczenia. Jak pamiętamy, na Górze Synaj, w tym najbardziej dramatycznym momencie ludzkich dziejów, Bóg odsłania swoją tożsamość nie jako Stwórca, nie jako ten, który posiada absolutną władzę słowa, nie jako ten, kto stworzył wszechświat, ale jako ten, który w historii na oczach ludzi ujawnia swoją moc i swoje istnienie, ustanawia porządek praw i zobowiązań. Kolejne księgi Starego Testamentu pokazują napięcie między wolą i nakazami Boga a Jego stworzeniami, które się buntują, odmawiają posłuszeństwa, czegoś się domagają czy wreszcie wręcz Go pouczają i z nim się wadzą.

Pamięć jest niesiona przez ludzi

Nakaz pamięci, który formułuje Biblia, jest nakazem wobec całego ludu. Jak czytamy w Księdze Powtórzonego Prawa: „Na dawne dni sobie wspomnij, rozważajcie lata poprzednich pokoleń.” W Księdze Izajasza z kolei: „Pamiętaj o tych rzeczach, Jakubie, i żeś sługą moim, Izraelu! Ukształtowałem ciebie, jesteś moim sługą. Izraelu, nie pójdziesz u Mnie w niepamięć.” Ta pamięć, co chciałbym podkreślić, nie należy do kamieni, pomników, nie należy nawet do świętych miejsc, ona ma być niesiona przez ludzi.

Pamięć biblijna nie ma nic wspólnego z ciekawością minionych zdarzeń. Izrael nie ma być narodem historyków pochylonych nad minionymi zdarzeniami, ale ludem świętym, który ma być przede wszystkim świadkiem Boga. Pamięć jest ze swej natury selektywna i nakazuje zapamiętać tylko to, co jest ważne, tylko to, co było w historii punktem zwrotnym. Nie ma w Biblii niczego z dziewiętnasto- czy dwudziestowiecznego przesądu, że wszystkie epoki są równe wobec Boga. Nie wszystko, co zdarzyło się w historii, jest warte zapamiętania i przywoływania. O judzkim królu Menasze, który panował 45 lat, dowiadujemy się tylko jednego – że uczynił wiele zła w oczach Boga. Zapamiętane i przywoływane są tylko te momenty, w których objawia się Boska interwencja lub zdarzenie, które odczytujemy poprzez Jego zamiary. Takimi mogą być: przejście przez Morze Sitowia, zniszczenie Pierwszej Świątyni czy cudowne rozmnożenie oliwy po zwycięstwie Machabeuszy.

Pamięć jest czczona poprzez pieśni – Pieśń nad Morzem Czerwonym czy Pieśń Debory z Księgi Sędziów. Pamięć czczona jest także świętami – każde z nich jest w Biblii dokładnie opisane. Są specjalne święta wspominania i zapamiętywania. Do nich należą święta Pesach (na pamiątkę wyjścia z Egiptu), Szawuot (ofiarowanie Tory) i święto Sukkot (święto na pamiątkę wędrówki przez pustynię). Pamięć występuje również w postaci znaku na ubraniach czy w postaci mezuzy na odrzwiach żydowskich domów.

Pamięć, powiada się w Biblii, jest przywoływana w codziennych modlitwach: „I będziesz je powiadał synom twoim, i będziesz w nich rozmyślał siedząc w domu twoim i idąc w drodze, śpiąc i wstając”. Biblia mówi jednak nie tylko o tym, że trzeba pamiętać, że należy powracać myślą i duchem do wydarzeń przełomowych. Mowa w niej też o kryzysach pamięci. Przykładem są dzieje wielkiego zgromadzenia i Ezry, który wydobył z bezładu czasu pięć pierwszych ksiąg Tory, które przez ileś pokoleń zostały zapomniane lub zmienione. Chaos religijny, który trwał przez kilka stuleci, jest wszak skutkiem zerwania ciągłości i pamięci.

Bohaterem tej biblijnej pamięci jest oczywiście Bóg, fabułę tworzą jednak wydarzenia ludzkie opisywane w swojej konkretności. Bohaterowie Biblii nie są typami, bohaterami modelowymi, są pokazani w swej indywidualności, jednostkowości. Historia, aby trwała, musi być przywoływana w ciągle zmieniających się sytuacjach i już Biblia wydobywa to, co dziś, myśląc o pamięci, sami dzięki nauce odkrywamy.

Pamięć kulturowa i komunikacyjna

Możemy mówić za badaczami pamięci o dwóch jej rodzajach. Jedną można nazwać pamięcią kulturową, drugą – komunikacyjną. Pamięć kulturowa to pamięć o wydarzeniach, pamięć przekazywana stale z jednego do drugiego pokolenia. Pamięć komunikacyjna zaś to pamięć, która umożliwia przeżywanie, odtwarzanie i uobecnianie tych dawnych wydarzeń za pośrednictwem Biblii. Wymogiem zachowania tej pamięci jest, oczywiście, nakaz cotygodniowego czytania Tory w synagogach. To z kolei wiąże się z pojawieniem się specjalistów od lektury i interpretacji – hermenutów. W miarę demokratyzacji kultury liczba interpretujących rośnie. Czują się do tej roli powołani nie tylko rabini, ale i naukowcy oraz różnego rodzaju domorośli teologowie.

Ten rodzaj doświadczenia pamięci, pamięci jako uobecniania, jako komunikacji, jako kultury stał się dziedzictwem wszystkich religii biblijnych – zatem także chrześcijaństwa i islamu. Mam wrażenie, że formuła mszy jest również sposobem uobecniania i pamięci.

Niemniej mówimy dziś o sekularyzacji pamięci, czyli o tym, że pamięć nie jest już obszarem, w którym opisywane są relacje z Bogiem. Pamięć religii ma oczywiście swojego największego przeciwnika, konkurenta, ale też partnera, czyli współczesne nauki historyczne. Religia nieustannie kłóci się z nauką. Ta ostatnia ponadto ciągle dąży do pokazania, że pamięć i historia jest budowana przez dwa różne języki, których do siebie sprowadzić nie można. Tymczasem każdy, kto czyta książki historyczne, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że każde historyczne pisanie jest nieuchronnie ograniczone przez kategorii interpretacyjne, przez wybory, których dokonuje historyk, wreszcie poprzez sposób prowadzenia narracji, która wyznacza problematykę, tworzy sensy i uprawomocnia poszczególne stanowiska. Pamięć stale przenika historyczne dzieła. Nie sposób przed tym uciec.

Pamięć monumentalna i gorzka

Biblia nakazuje pamiętanie, obawiając się niedowładu różnych pamięci. My dziś często mówimy, że cierpimy przede wszystkim na jej nadmiar, że nasza pamięć jest wyjątkowo pobudzona. Niewątpliwie jedną z przyczyn tego stanu rzeczy w Polsce jest rozmrożenie komunizmu, co prowadzi do ujawnienia pamięci dotąd niedostępnych, spychanych do prywatności, cenzurowanych, drugą zaś – moim zdaniem – jest nadal doświadczenie wojny i to, co bywa nazywane pamięcią traumatyczną. Jednak najważniejsze i najciekawsze zarazem to fakt, że zmieniamy myślenie o naszych pamięciach, inaczej je wartościujemy. Zmniejsza się rola pamięci – jak ją nazywał Nietzsche – monumentalnej, pamięci, która wpisuje nasze losy w jakieś historyczne przeznaczenie, wielkie zadania narodowe, w heroiczne symbole. Obecnie na plan pierwszy wychodzi po prostu pamięć ludzkich cierpień, które ani sensu, ani porządku, ani racji dla siebie nie znajdują. To przede wszystkim pamięć gorzka, czasem autodestrukcyjna, bezsilna. Jeden z ocalonych z Zagłady powiedział: „Jeśli polizałbyś moje serce umarłbyś ze zgryzoty i z goryczy”. Tego rodzaju doświadczenie opisuje właśnie nasze nowe myślenie o pamięci.

Kiedy zaś ożywa taka pamięć? Bez wątpienia kluczowym wydarzeniem jest Zagłada Żydów. Jak mówił Pierre Nora, największy badacz pamięci: „Ktokolwiek mówi pamięć, właściwie używa słowa Holokaust”. Nie chodzi jednak o to, że cała nasza pamięć zwraca się ku kwestii żydowskiej, raczej o to, że nasze sposoby myślenia o pamięci powstały w odniesieniu do analizy zjawiska Holokaustu. Doświadczenie Zagłady umożliwiło nam interpretację tego, co zdarzyło się np. w Bośni i co niestety zdarza się też w innych miejscach globu. Ono staje się niejako matrycą pozwalającą interpretować wydarzenia zwane ludobójstwem i zbiorowymi mordami.

Strategie radzenia sobie z przeszłością

Wypracowaliśmy kilka strategii radzenia sobie z trudną przeszłością i traumatycznymi pamięciami – mówimy o amnezji, amnestii, wybaczaniu, pojednaniu, ujawnianiu prawdy, zadośćuczynieniu, wreszcie karze. Każda z tych strategii ma swoją racjonalność i sensowność. Żadna nie ma tytułu do przypisywania sobie wyłączności.

W polskim doświadczeniu ostatnich dwudziestu lat strategia amnezji kłóciła się ze strategią kary. Napięcie między nimi było bardzo silne zwłaszcza u początków Trzeciej Rzeczpospolitej. Akcent padał wówczas jednak na amnezję lub – jak to wtedy już mówiono – tzw. hiszpańską drogę do demokracji. Chodziło w niej o zapominanie o zdarzeniach, włączenie wszystkich – ofiary i sprawców poprzedniego reżimu – do nowego ustroju demokratycznego. Oczywiście strategia amnezji obudziła najgorsze duchy drugiej strony. Ten spór amnezji z karą okazał się przedmiotem niezwykle interesujących i ważnych analiz.

Najważniejsza pozostaje jednak kwestia wybaczania. Tutaj, wracając do Biblii, musimy sięgnąć do Księgi Jonasza. Biblijny Jonasz nie chciał podjąć się zadania, które Bóg mu wskazał. Nie chciał dotrzeć do Niniwy. Wezwanie, które zostało wobec niego sformułowane, miało charakter iście rewolucyjny. Przekraczało horyzont jego moralnych wyobrażeń. Jonasz jechał do Niniwy nie po to, by karać za grzechy, potępiać, jak to zwykło się czynić, ale po to, by oczekiwać od grzeszników aktu skruchy. A skrucha jest początkiem wybaczania.

Możemy wyróżnić dwie lub trzy strategie samego wybaczania. Jedna z nich – terapeutyczna – polega na uwolnieniu się od zła, wybaczam, by uwolnić się od demonów, gotowości do zemsty. Ta strategia ma jednak swoje ograniczenia, o których teraz nie będę mówił. Istnieją jednak dwa inne podejścia, obecne w dwóch tradycjach biblijnych – judaistycznej i chrześcijańskiej.

Pojęcie wybaczania w myśli żydowskiej jest związane ze słowem „teszuwa”, co dosłownie oznacza powrót. Może być to powrót do stanu przed grzechem albo powrót do religii. Majmonides, największy filozof żydowski, pisał w Miszna Tora o ośmiu krokach, które trzeba uczynić, by podjąć akt wybaczania – uznanie swoich win, publiczne ich wyznanie, publiczne wyrażenie żalu, zapewnienie, że nigdy nie powtórzy się podobnych krzywd, naprawienie tychże (np. poprzez akty dobroczynności), wreszcie prośba o wybaczenie i unikanie sytuacji, które mogłyby prowadzić do powtórzenia krzywdy. Nie ma tu miejsca na automatyzm wybaczania. Ten, kto zgrzeszył, popełnił błąd, musi pójść do tego, któremu uczynił krzywdę i prosić o wybaczenie. W judaizmie nie ma miejsca na wybaczenie w czyimś imieniu. Przebaczenie musi być indywidualne, personalne, bardziej przez to  zobowiązujące. W tradycji chrześcijańskiej w większym stopniu bierze się pod uwagę problem obecności łaski oraz pośrednictwa kapłanów i charyzmatów w procesie wybaczania.

W kulturze żydowskiej wybaczanie nie jest związane z zapominaniem. Wybaczyć nie oznacza wymazać złe rzeczy. Nie ma – twierdzą żydowscy filozofowie – takiej magicznej sztuczki, dzięki której możemy zapomnieć to, co się stało, lub nie brać pod uwagę skutków czyichś czynów. Mam wrażenie, że w chrześcijaństwie pamięć się usuwa, chodzi o to, by żyć jakby poza nią, niezależnie od niej. Problem wybaczania był też kluczowy dla Jana Pawła II. W encyklice Veritatis Splendor czytamy, że świat bez wybaczania byłby światem zimnym, światem suchej sprawiedliwości, w imię której człowiek wysuwałby tylko żądania wobec innych ludzi.

Wybaczanie i wina

Problem wybaczania, chciałbym to podkreślić, wiąże się z pytaniem – co może być wybaczone? Hannah Arendt, która jako pierwsza pisała po wojnie o problemie wybaczania, mówiła, że niemieckich zbrodni wybaczyć się nie da, bo ten, kto je popełnił, w pewnym moralnym sensie przestał należeć do ludzkiej wspólnoty. Pytanie o wybaczenie jest też, rzecz jasna, pytaniem o winę, w tym zwłaszcza o rodzaje win, z jakimi mamy do czynienia. Pamiętamy słynny pisany tuż po wojnie tekst Karla Jaspera, który poruszał te kwestie.

Istotne znaczenie ma też problem wybaczania w sferze publicznej – kto wie, być może pojawienie się tej kategorii w publicznej debacie samo w sobie stanowi poważną zmianę w paradygmacie nowoczesności. Jest to dla mnie bardzo ważne, bo dowodzi również pewnego uwolnienia naszej etycznej i politycznej wyobraźni z narodowego pojemnika. Gdy odrzucimy potrzebę samousprawiedliwiania poszczególnych narodów, zrobimy miejsce dla innych, tych, którzy do dotychczasowego, nacjonalistycznego schematu nie pasują. W perspektywie wybaczania naród przestanie być obiektem kultu, jego przeszłość nie będzie już heroizowana, a czyny będą poddawane ciągłej ocenie.

Nowa pamięć musi zatem akceptować dzieje i pamięć innych, mało tego – czynić je niezbywalnym składnikiem własnych dziejów. Innymi słowy, narracja historyczna w perspektywie wybaczania wprowadza do wspólnoty narodowej tych, których poza tę wspólnotę wcześniej wyrzuciliśmy. Dopiero dzięki tak budowanej pamięci, będziemy mogli stworzyć pamięć wspólną, w której zło i krzywdy nie zostają wymazane i dzięki której pojawią się jakieś moralno-polityczne możliwości pojednania. Skrucha, „teszuwa”, główny element nowej pamięci, umożliwi otwarcie się na inne wrażliwości, wrażliwość innych narodów. Odnoszę wrażenie, że wielkość zjednoczonej Europy polega właśnie na tym, że jest to jedyna wspólnota narodów, która podjęła się krytyki własnej historii, własnej pamięci z myślą o pojednaniu przez skruchę. Bo też problem pamięci jest problemem stałego powracania, rozpamiętywania, namysłu nad przeszłością i nad naszą relacją z Bogiem, próbą odpowiedzi na pytanie o nasze wspólne, etyczne zobowiązania.

Wystąpienie wygłoszone podczas konferencji „Konflikty pamięci i pojednanie w Europie. Rola religii i Kościołów, znaczenie myśli Jana Pawła II, która odbyła się 23 marca 2012 roku w Pałacu Prezydenckim w Warszawie. Konferencję objął swoim patronatem Prezydent RP Bronisław Komorowski. W imieniu Prezydenta RP wystąpił minister Maciej Klimczak. Organizatorem spotkania była Fundacja Kultury Chrześcijańskiej ZNAK we współpracy z Katolicką Agencją Informacyjną oraz Inicjatywą Chrześcijan dla Europy (IXE). Pomysłodawcą konferencji był Henryk Woźniakowski.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter