70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Gdy pieniądz znaczył niewiele…

Na kartach nieledwie dwustu stronicowej lektury Le Goff rozwija wspaniałą opowieść o tym, jak społeczeństwa tamtej epoki próbowały z jednej strony zadośćuczynić swoim dążeniom materialnym, których pieniądz miał się okazać niezbywalną częścią, z drugiej – zobowiązaniom wobec nieśmiertelnej duszy i chrześcijańskich nauk.

Jacques Le Goff w książce Średniowiecze i pieniądze. Esej z antropologii historycznej ukazuje swój kunszt mediewisty i znakomitego pisarza. Otrzymujemy świetnie napisaną, pełną erudycji pracę poświęconą znaczeniu i roli pieniądza w dawnej Europie, na szerokim tle epoki. Kościół, pieniądz, obyczajowość, ekonomia, religia i (geo)polityka – pióro autora odmalowuje i wskrzesza barwny, złożony świat, w którym chrześcijańska duchowość i etyka, jej kulturowe i społeczno-polityczne normy były probierzem i fundamentalnym punktem odniesienia dla wszystkich aspektów ludzkiej działalności, w tym ekonomii. To czyni jasnym podtytuł pracy: Esej z antropologii historycznej.

„Badanie miejsca pieniądza w średniowieczu prowadzi do wyróżnienia co najmniej dwóch głównych okresów” – stwierdza Le Goff. Pierwszy okres: wczesne średniowiecze (IV do końca XII w., od Konstantyna do św. Franciszka z Asyżu), „gdy pieniądz tracił na znaczeniu, a moneta zanikała (…). Dominującym wyznacznikiem zróżnicowania społecznego była wtedy opozycja potentes i humiles, czyli możnych i słabych”. Drugi okres zawiera się między początkiem XIII a końcem XV w. Społeczną stratyfikację wyznaczała wówczas opozycja „bogaty i ubogi” (dives i pauper): „rozkwit ekonomiczny i rozwój miast, wzmocnienie władzy królewskiej oraz nauczanie Kościoła, w tym przede wszystkim zakonów żebraczych, pozwoliły rozwijać się pieniądzowi (…) równolegle z popularnością dobrowolnego ubóstwa i silniejszym podkreślaniem ubóstwa Jezusa”.

Średniowiecze, w pewnym uproszczeniu, to czas „słabości pieniądza”, braku jego jasnego pojęcia, wynikającego zarówno z ekonomicznych realiów, jak i ówczesnego paradygmatu religijnego. Wielość monet i rynków (nawet stosunkowo rozległe kontakty handlowe kupców z Europy nie pozwalają mówić wtedy o globalizacji handlu), decentralizacja władzy zwierzchniej, tygiel nacji, narodów, zalążkowość nieokrzepłych jeszcze po upadku Imperium Rzymskiego nowych form państwowości, brak silnych instytucji finansowych, teorii ekonomicznych, które stały się warunkiem sine qua non epoki kapitalizmu, „poetyka” chrześcijańskiego odniesienia do spraw materialnych („Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną”, Mt 6, 19-20), wszystko to powodowało, że „średniowieczne przedstawienia pieniądza (…) były zawsze pejoratywne i miały wzbudzać w widzach lęk przed nim”. Stąd naczelnym symbolem pieniądza w ówczesnej ikonografii „była sakiewka na szyi bogacza, która wciąga go do piekła”.

Jednak tak bardzo nieufne – szczególnie z dzisiejszej perspektywy – odniesienie do „niegodziwej mamony” i wszelkie dwuznaczności związane z pieniądzem (obawa przed nim a jednocześnie rosnąca z czasem konieczność posługiwania się tym środkiem) bynajmniej nie czynią opowieści o nim jednoznacznie negatywną. Na kartach nieledwie dwustu stronicowej lektury Le Goff rozwija wspaniałą opowieść o tym, jak społeczeństwa tamtej epoki próbowały z jednej strony zadośćuczynić swoim dążeniom materialnym, których pieniądz miał się okazać niezbywalną częścią, z drugiej: zobowiązaniom wobec nieśmiertelnej duszy i chrześcijańskich nauk. „Kościół – zaznacza Le Goff – chciał pomóc ludziom średniowiecza zachować i sakiewkę, i życie, czyli i doczesną zamożność, i wiekuiste zbawienie (…). Jestem skłonny wpisać średniowieczny pieniądz w ekonomię daru, uznać go za uczestnika powszechnego podporządkowania ludzi łasce Boga. (…) Dwie koncepcje zdominowały użycie pieniądza w ziemskiej praktyce średniowiecza: poszukiwanie sprawiedliwości, które zauważamy zwłaszcza w teorii sprawiedliwej ceny, oraz duchowy wymóg wyrażany przez caritas”.

Krucjaty katedr i gipsiarki

Johanes Huizinga w klasycznej pracy Jesień średniowiecza opisywał tę epokę jako czasy wielkiej różnorodności, bogactwa form i obyczajów, intensywności przeżyć i doświadczeń nieznanych współczesnemu człowiekowi: „wielkie zdarzenia: urodziny, małżeństwo, śmierć, opromieniał dzięki sakramentowi blask boskiej tajemnicy. Ale również i drobniejszym sprawom, jak podróż, praca, odwiedziny, towarzyszyły tysiące błogosławieństw, ceremonii, przysłów i form towarzyskich”. Z całą pewnością prawda ta odnosi się również do średniowiecznego pieniądza, czy – mówiąc ściśle – pieniędzy. Ich wielość, różnorodność, rozdrobnienie „rynku monetarnego”, wielobarwna mozaika społeczności średniowiecznego świata, którym obca była dzisiejsza unifikacja cywilizacji globalnego rynku, przyczyniła się do pojawienia się kategorii osób „zawodowo handlujących walutą”. Kto trzymał w garści monety, ten trzymał w niej bodaj cały ówczesny znany kupcom świat. I mógł na tym świetnie zarobić.

Le Goff przytacza fragment powieści dworskiej Galeran de Bretagne, ukazujący „żywy obraz handlarzy walutą w Metz około 1220 r.: »Oto kupczący monetami/ Na swoim wózku je wykłada:/ Liczy, wymienia, kruszec bada,/ Ten mówi: dobra, ten: fałszywa,/ Podziwia skarby dusza żywa,/ Nie ujrzy tylu nawet we śnie,/ Ile ma tutaj jednocześnie./ Lepszy się los już nie wymarzy/ Niż tego, który tak kramarzy/ Skarbem ze srebra i ze złota./ Na każdym strojna lśni kapota,/ Gdy tak z tym skarbem stoi«”. Bardzo zajmująco kwestię wielości pieniądza omawia podrozdział Różnorodność monet pod koniec średniowiecza. Był to problem na tyle poważny, że „w 1469 r. w Brugii odbyła się konferencja z udziałem Ludwika XI, Edwarda IV, Fryderyka III i Karola burgundzkiego i wysłanników z Wenecji mająca na celu jasne określenie relacji między monetami. Był to skutek dostrzeżenia przez najpotężniejszych politycznych przywódców nieporządku panującego w sferze pieniądza”. Także pieniądz, jak widać, przyczynił się do zmierzchu średniowiecza.

Lektura pracy francuskiego mediewisty pozwala nam odkryć w łonie średniowiecza wiele z tych tendencji, które później staną się częścią kapitalistycznego porządku świata (sam Le Goff uważa jednak, że nie ma sensu w czasach wieków średnich szukać zalążków tzw. prekapitalizmu, ze względu na zupełnie odmienne horyzonty myślenia i praktyki społecznej). XII wiek przynosi ze sobą zrozumienie dla wartości czasu, powiązanego z pieniądzem. XIII wiek z kolei „coraz bardziej ukazywał gospodarczą, a nawet monetarną wartość pracy, także fizycznej. Z pewnością miał na to wpływ rozwój miejskiej najemnej siły roboczej. Coraz częściej cytowano zdanie z Ewangelii (Łk 10, 7): »bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę«”.

Co interesujące, Le Goff pokazuje, jak na rolę pieniądza w gospodarce średniowiecza przekładało się choćby budownictwo katedr. Wbrew długo rozpowszechnianym opiniom „jakoby możni bezpłatnie dostarczali podstawowe surowce budowlane, a robotnicy pracowali, albo wypożyczeni, również za darmo, przez swego pana, albo jako wolni ofiarujący swą pracę Bogu”, koszty katedr pochłaniały ogromne sumy i wymagały sporego wysiłku logistycznego. Tak pojawiła się instytucje fabrique (Francja) bądź opera (Włochy), służące zbieraniu wpływów, zapewnieniu płynnego finansowania prac, ustaleniu budżetu dającego wgląd w długo i krótkoterminowe perspektywy budowy.

Jak się okazuje, wzrost znaczenia monety w średniowieczu prowadził nie tylko do narastania kontrastu i konfliktu między zamożnymi a biedotą i pracownikami najemnymi (Le Goff wspomina pokrótce o pierwszych, średniowiecznych strajkach w Europie), ale miał także pewne niezwykłe w tamtej epoce konsekwencje: „chodzi o dostęp niektórych kobiet do posługiwania się pieniądzem, a nawet do bogactwa (…). Właścicielki kamieniołomów gipsu, nazywane gipsiarkami, należały w Paryżu końca XIII i początku XIV w. do osób płacących najwyższe podatki”. Stąd też opinia, którą autor omawianej pracy przytacza, wskazując jednak na jej pewną przesadę: „Udział kobiety w powodzeniu krucjaty katedr był decydujący”.

„Czas lichwiarski”

Zagadnieniem, które i dziś budzi mnóstwo emocji, jest kwestia pożyczki i lichwy. Nie zabrakło go także w książce Średniowiecze i pieniądze. Potoczny obraz odsyła nas do wizerunku Żyda-lichwiarza. Le Goff jest nieubłagany dla stereotypu. Jak wskazuje, Żydów na tyle wcześnie i często przepędzano z różnych europejskich państw, że na dobrą sprawę nie mieli czasu „zadomowić się” w strukturach zachodnioeuropejskiej, średniowiecznej gospodarki: „chociaż istnieli Żydzi udzielający pożyczek na krótki termin, to jednak wizerunek Żyda jako człowieka pieniądza wynika mniej z rzeczywistości, a bardziej z urojeń rozpowszechnionych przez XIX-wieczny antysemityzm”.

Co do samej lichwy, w XIII w. doktryna Kościoła była nieubłagana: „lichwą jest wszystko, czego się żąda w zamian za pożyczkę ponad samą jej kwotę”. Lichwa ma wynikać ze śmiertelnego grzechu chciwości, jest kradzieżą czasu (którego jedynym właścicielem jest Bóg). Wraz z lichwą powstaje „czas lichwiarski”. Lichwa ponadto jest przeciw naturze, gdyż „pieniądz nie płodzi pieniędzy” (teza przejęta przez Akwinatę od Arystotelesa). Przy okazji, zaznacza Le Goff, pieniądz, przemieniając koncepcję i praktykę czasu w wiekach średnich (średniowiecze było źródłowo epoką „wielości czasów”), de facto zmienił „podstawowe struktury życia, moralności i religii w średniowieczu”.

Niechęć średniowiecza do lichwy wyrażają licznie cytowane przez autora przekazy, nader obrazowe i nie stroniące od przykładów pożałowania godnych pośmiertnych losów lichwiarzy: „Diabeł stworzył czwarty gatunek ludzi, lichwiarzy. Nie uczestniczą oni w ludzkiej pracy i nie będą karani razem z ludźmi, lecz razem z demonami. Ilość pieniędzy bowiem, które zyskują z lichwy, odpowiada ilości drewna wysyłanego do piekła na stos dla nich”. Tu rodzi się obawa, że nieprzerwany eksport drewna do piekła dla pokarania lichwiarzy przeszłych, obecnych i przyszłych dawno już spowodowałby wycięcie puszczy amazońskiej, jeśli nie kilkukrotne ogołocenie z wszelkiego opału całej kuli ziemskiej… W każdym razie, z czasem nastawienie wobec pożyczania na procent (a co za tym idzie zawężanie pojęcia lichwy) zmieniało się. Pierwszym ocaleniem lichwiarzy stał się czyściec, później rekompensata za pożyczony pieniądz (tu pojawia się kwestia jego wartości) i za ryzyko, jakie wiąże się z pożyczką (np. „pożyczki morskiej”, gdyż to z podróżą przez morze średniowiecze wiązało największe obawy).

Pod koniec książki Le Goff stwierdza: „głównym działaniem, którym w średniowieczu usprawiedliwiano ewentualne sięgnięcie do pieniędzy, była (…) jałmużna”. Jego zdaniem, średniowiecze nie miało w sobie jeszcze nic z ducha kapitalizmu, a pieniądz, choć rosła z czasem jego rola, był niczym dziecko w powijakach, gdy dziś jawi się niemal jako wszechmocny. Czytając Średniowiecze i pieniądze odnosi się zresztą wrażenie, że „niegodziwa mamona” była dla francuskiego mediewisty jeszcze jednym, niezgorszym zresztą, pretekstem, by przypomnieć nam dawno odeszły świat.

 

Jacques Le Goff
Średniowiecze i pieniądze
Czytelnik, Warszawa 2011, s. 204

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter