70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Podzwonne dla przyjaźni

Opublikowana właśnie korespondencja między Miłoszem a Andrzejewskim obejmuje okres od 1944 do 1981 r. Najlepsze wspólne lata już minęły, a więzy nieuchronnie się rozluźniają. Mamy więc do czynienia z zapisem przebrzmiałej, utraconej, ale przecież głębokiej przyjaźni, która z przeszłości wyprowadza iskierkę dawnego zaufania. W tej relacji uczestniczy także niewymieniona na okładce żona Miłosza, Janina.

„Kochani moi, oczywiście, że wolno wam przejmować się moim zdrowiem duchowym i fizycznym, muszę jednak wyznać, iż forma, w jakiej swoją troskę wyraziliście, trochę mnie zaszokowała, zwłaszcza że jest to pierwszy znak życia, jaki daliście od grudnia ub[iegłego] roku” – pisał Jerzy Andrzejewski do Janiny i Czesława Miłoszów w czerwcu 1971 r. i gorzko zauważał: „Wydaje mi się czasem, iż od wielu lat istniejecie w warunkach tak bardzo odmiennych od moich, tak życie inaczej się Wam układa aniżeli mnie, iż praktycznie nie jesteście w stanie wyobrazić sobie, jakiego rodzaju mogą być moje troski i komplikacje”. Powojenne listy Miłosza i Andrzejewskiego to dialog na ogromną odległość: dzieliła ich nie tylko geografia, ale także sytuacje życiowe i polityczne wybory. Ta korespondencja jest jakby postscriptum do przyjaźni, której czas minął. Listy stanowią świadectwo „żywotów równoległych” coraz gwałtowniej oddalających się od siebie pisarzy.

Kiedy Miłosz poznał Andrzejewskiego w Wilnie w 1937 r., ten drugi właśnie zrywał z radykalnie prawicowym i antysemickim „Prosto z Mostu”. Na łamach tego pisma zdążył jeszcze ukazać się w odcinkach okrzyknięty „pierwszą [polską] powieścią katolicką” Ład serca – zainspirowana twórczością Bernanosa opowieść o targanym konfliktami sumienia prowincjonalnym wikarym. Zapewne taki temat odzwierciedlał własną potrzebę żarliwości Andrzejewskiego. W początkowym okresie ich przyjaźni jeździli razem z Miłoszem do Lasek, ale jak wspominał poeta, „kiedyś podczas rekolekcji przyznaliśmy się sobie, że asceza oraz głębia i szlachetność pogrążania się w duszę budzą w nas dziki apetyt na wódkę i krwiste befsztyki”. Odtąd stali się towarzyszami gorących dyskusji, ale także wariackich zabaw i mocno zakrapianych wybryków.

Lata wojenne

Wojna stała się spoiwem przyjaźni: wraz z Janką, wówczas ukochaną Miłosza, stanowili nierozłączną trójkę. Spotykali się w knajpce Pod Kogutem, gdzie obsługiwali bezrobotni aktorzy. „Jerzy był bardzo odważny, ja nie – opowiadał Miłosz po latach – ale niektóre moje pijackie wyczyny przypominam sobie z przerażeniem i Boskiej opiece trzeba przypisać, że nie zginąłem w najgłupszy sposób”. Andrzejewski miał jednak odwagę nie tylko w piciu. Był mocno zaangażowany w konspirację; zdawało się, że nie czuł strachu, a wobec Niemców wykazywał się nieomal hardością i dezynwolturą. To on zainicjował wydawanie „Magazynu Literackiego”. Wspólnym trudem, za pomocą szydła i żyletki, wyprodukowali też Miłoszowi tomik. Podpisane pseudonimem Jan Syruć Wiersze (w nakładzie czterdziestu sześciu egzemplarzy) były pierwszą książką „wydaną” w okupowanej Warszawie.

Ale ta przyjaźń była także podszyta absurdalnym humorem. Pewnego dnia, tuż przed godziną policyjną, Andrzejewski i Miłosz zaprezentowali na Krakowskim Przedmieściu układ choreograficzny z otwieraniem i zamykaniem parasoli. Goście Iwaszkiewiczów zapamiętali ich wspólnego kozaka na Stawisku, a na przyjęciu u Waldorffa, z nożami w zębach, panowie odtańczyli Bolero Ravela. W wykonaniu tej pary Jan Kott zapamiętał wirtuozerski pojedynek na miny: „I może ostatnia z min Czesława, mina Pana Boga, po której Jerzy padł plackiem”. Wspólną wyprawę po podkrakowskich wsiach i noclegi w stodole latem 1941 r. Miłosz wspominał jako jeden z najszczęśliwszych epizodów w swoim życiu. Natomiast dla Andrzejewskiego była to dosyć straszna przygoda („odkrył moją żmudzką obojętność na niewygody” – pysznił się poeta, zaś Andrzejewski zżymał się jeszcze po latach: „w sianie roiło się od pcheł… (…) Nic nie rozumiałem. Był jak ja, blondynem o jasnej skórze, więc dlaczego na mnie leciały, skurwysynki, a na niego nie!”). Przy tej samej okazji odwiedzili w Krzeszowicach Kazimierza Wykę, z którym oddawali się „orgii rozmów o sprawach publicznych, jakby mianowali siebie radą naczelną do spraw podziemnej kultury”.

W 1945 r. Andrzejewski i Miłosz poznali kompozytora Władysława Szpilmana. Zainspirowani jego opowieścią o tym, jak po klęsce powstania ukrywał się w ruinach Warszawy, podjęli pracę nad scenariuszem filmu Robinson warszawski. Późniejsza historia tego obrazu poniekąd odzwierciedla losy przyjaźni pary scenarzystów. Po interwencjach władz filmowych wyszła z tego socrealistyczna bzdura, której głównym bohaterem okazał się radziecki spadochroniarz, a Miłosz wycofał swoje nazwisko z czołówki.

Wspomnienia „tłustych krów”

Opublikowane właśnie listy obejmują okres od 1944 do 1981 r. Najlepsze wspólne lata już minęły, a więzy nieuchronnie się rozluźniają. Mamy więc do czynienia z zapisem przebrzmiałej, utraconej, ale przecież głębokiej przyjaźni, która z przeszłości wyprowadza iskierkę dawnego zaufania. W tej relacji uczestniczy także nie wymieniona na okładce żona Miłosza, Janina. Tuż po wojnie pisała do Andrzejewskiego długie, dowcipne listy (później, nazbyt zajęta domem i synami, będzie miała czas tylko na krótkie dopiski). Można nawet odnieść wrażenie, że rację ma Miłosz, kiedy zauważa: „Właściwie to ona lepiej pisze listy niż ja, zanim się nie zmęczy. Ja zanadto wpadam w próby uogólnień (…)”. Relacje Janki z pierwszych amerykańskich miesięcy są mięsiste, zmysłowe; komentuje dziwną dla świeżych przybyszów Amerykę: ulice jak kaniony, odkarmione „dziewczyny o puszystych lokach na ramionach” i ptaszka kardynała, który „wydaje ostry, donośny głos jak uderzenie w patelnię. A potem podnosi skrzydła i przypomina faceta zdejmującego koszulę”. Także Czesław opowiada figlarnie, nie dbając o polityczną poprawność: „Fatalnie, że w tej Ameryce znieśli niewolnictwo, jak tu w domu obejść się bez Murzynów”.
Wspomnienia wspólnych przeżyć nadawały ton korespondencji także w okresie, kiedy brakowało wspólnych doświadczeń i punktów odniesienia. Epizody młodzieńczych przygód przyjaciele pielęgnują jak talizman, kotwicę, która podtrzymuje nadwątloną nić porozumienia. Obaj korespondenci wielokrotnie nawiązują do wycieczki na Baranią Górę, w śniegu, w towarzystwie Marka Eigera (Stefana Napierskiego), który wkrótce potem miał zginąć w Palmirach. Przywołując klimat burszowskich wybryków, nazywają się nawzajem „tłustymi krowami”. Z dalekiej Kalifornii Miłosz stara się przekonać Andrzejewskiego, że dystans pomiędzy nimi da się pokonać: „Jest ta zmiana scen naszego widzenia, a raczej nakładanie się jednych na drugie, twoja obecność na tym polega, że w każdej chwili jest i Barania Góra, my z Mareczkiem, z grzanką i nocą w Wiśle i Warszawa, i Chrobrze [noc w stodole – przyp. A.A.], i nasze spacery w Laskach”.

Te słowa pisał Miłosz w listopadzie 1962 r., kiedy po długiej przerwie pisarze wznowili korespondencję. Było już „po wszystkim”. Ponad dekadę wcześniej Miłosz zerwał z rządem w Warszawie. Andrzejewski, który mieszkał w przyznanej przez władze willi w Szczecinie i pisał propagandowe broszury, przeżył już kryzys i rozczarowanie komunizmem. W 1954 r. korzył się przed partią i przykrawał Popiół i diament do socrealistycznych wymogów. Ale w tym samym czasie notował w dzienniku, że „człowiek, który nie może mówić pełnym głosem o błędach systemu – powoli zaczyna wątpić w sam system”. Wiara Andrzejewskiego zachwiała się, zanim dosięgnął go cios opublikowanego w 1953 r. Zniewolonego umysłu. Wymierzoną przez przyjaciela krytykę zniósł godnie, zapewne z poczuciem, że na nią zasłużył. Kiedy potem odwiedził Miłosza we Francji, rzucił tylko krótko: „No, miałeś rację”. Ale nie rozdrapywali ran i wracali do przedwojennej zażyłości.

Bezsilne zaklęcia

Pisząc z dalekiej Kalifornii, Miłosz starał się nawiązać do tego nastroju. Kiedy dowiedział się, że Andrzejewski dużo pije i jest w złej formie psychicznej, próbował go pobudzić długimi, poufnymi listami. Wywnętrzał się w nich z własnych kłopotów: emigracyjnej izolacji, rozdarcia pomiędzy zadaniem służenia polskiej literaturze a wezwaniem własnej poezji. Opowiadał o tym, co działo się w Berkeley. Ale brodaci studenci, którzy strajkują, palą trawę i czytają Tolkiena to dla krajowego korespondenta czysta egzotyka. Troski i obserwacje Miłosza mają się nijak do polskiego bajorka i prywatnych problemów Andrzejewskiego: alkoholika, który dręczył się swoim homoseksualizmem. Nie było już powrotu do listów-esejów, które wymieniali podczas okupacji. Miłosz opublikował je dopiero w 1996 r. (w tomie Legendy nowoczesności), traktując je, jak napisał we wstępie Jan Błoński, „jako świadectwo przeszłości”. Wymiana z Janką i Czesławem jawiła się Andrzejewskiemu raczej jako „współżycie z cieniami” i często powątpiewał, czy jeszcze się zobaczą. Ale w 1967 r. podkreślał: „Chciałbym, żebyś wiedział, iż jesteś jednym z bardzo niewielu ludzi na świecie, którego chciałbym zobaczyć na żywo i naprawdę porozmawiać”.

Prawdziwa rozmowa przyjaciół okazała się niemożliwa. Obaj korespondenci przyznali, że bezsilne są nawet dawne zaklęcia. „Mnie też żal, Jerzy, że do Ciebie długo nie pisałem, ale to przecież bardzo trudno. Brak zaczepienia o te szczegóły, którymi ostatecznie każdy z nas jest otoczony” – tłumaczył się Miłosz w 1973 r. Po Noblu, zapewne zamroczony alkoholem, Andrzejewski chlapnął w jakimś wywiadzie, że tym wyróżnieniem powinni się byli podzielić. Kiedy w 1981 r. poeta przyjechał do kraju, Andrzejewski był w komitecie powitalnym, ale zamienili tylko kilka zdawkowych uwag. Miłosz nie odwiedził przyjaciela: jak potem wyznawał, nie chciał opowiadać o swoich prywatnych tragediach (m.in. ciężka choroba Janki). Ale Andrzejewski pocieszał ich obu, deklarując siłę tego, co już było: „Myślę, iż znamy się dostatecznie dobrze i zbyt znaczne obszary czasów dawnych, dawniejszych mamy poza sobą, aby i niemy dialog między nami posiadał jedno z oblicz przyjemności”.


Jerzy Andrzejewski, Czesław Miłosz
Listy 1944–1981
opracowała i przypisami opatrzyła Barbara Riss
Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2012, s. 426

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata