70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Kryzys w Kościele?

Czy Kościół w Polsce przeżywa kryzys? Jakie są dziś najpoważniejsze problemy Kościoła? Co może służyć jego odnowie? Czy nasza wiedza o Kościele bierze się z bezpośredniego doświadczenia czy z mediów? Gdzie jest dziś przestrzeń do rozmów o jego kształcie? Do odpowiedzi na te pytania zaprosiliśmy ludzi, którzy Kościół znają nie tylko z gazet.

Maria Poniewierska

Kościół w Polsce potrzebuje kompleksowej odnowy. Odnowy potrzebują kaznodziejstwo i katecheza, liturgia i formacja kleryków, księży oraz świeckich. Wielu ludzi tęskni za pogłębionym życiem duchowym, lecz nie znajdują dla siebie pomocy, przewodników

K., student kierunku humanistycznego, zapytany o kryzys w Kościele, odpowiada z pełnym przekonaniem: „Nie ma kryzysu”. I wyjaśnia: „Kościół nie zmienia się od lat, tylko ludzie zobaczyli nareszcie, jaki naprawdę jest i o co mu chodzi. A chodzi oczywiście o rząd dusz i o kasę”. To dlaczego ludzie nadal chrzczą dzieci i posyłają je na religię czy do Pierwszej Komunii? – dopytuję. „Bo tak jest dla dzieci lepiej. Można im na przykład aniołkami, Bozią wytłumaczyć śmierć. Zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Przekazać zasady moralne. A do Komunii trzeba posłać, bo inaczej dziecko będzie prześladowane przez rówieśników. Jak dorośnie, samo zdecyduje, czy chce wierzyć”. K. do końca podstawówki mieszkał w małym mieście. Chodził na religię i do kościoła, nawet służył do mszy. Pamięta, jak z kolegami „prześladowali” (zapomniał jak) chłopca, który nie był wierzący. Po przeprowadzce do dużego miasta przestał praktykować. Dziś Kościół go nie obchodzi.

***

Według danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego w 2010 r. ok. 34 mln Polaków (89% populacji) było ochrzczonych w Kościele rzymskokatolickim. Badanie CBOS z ostatniej jesieni wykazało jeszcze wyższy odsetek osób przyznających się do katolicyzmu (95%). Od nas lepsza podobno jest tylko Malta. Czy to główny powód do samozadowolenia polskich duchownych i swoistego poczucia wyższości wobec innych narodów Europy, prezentowanego czasem w kazaniach albo jako argument na obronę katechezy w szkole? Świeccy również czasem grzeszą takim dobrym samopoczuciem. Jaka jest naprawdę jakość wiary polskich katolików? Z badań wynika, że w 2010 r. odsetek dominicantes wyniósł 41% (nie licząc dzieci i osób starszych). Powoli, ale systematycznie maleje liczba wierzących, spada poziom wiary i praktyk religijnych, zwłaszcza wśród tych, którzy deklarują się jako głęboko wierzący. Wzrasta natomiast liczba w ogóle niepraktykujących. Przytoczona wyżej rozmowa zdaje się to potwierdzać.

Kryzys wydaje się zatem sprawą oczywistą. Kościół hierarchiczny traci dramatycznie wiarygodność i autorytet w oczach świeckich, także części wierzących. W społeczeństwie demokratycznym przestał pełnić funkcję jedynej w czasach systemu totalitarnego publicznej przestrzeni wolności. Teraz już nie cieszy się tak powszechnym jak niegdyś uznaniem, ubywa tych, którzy udzielają mu kredytu zaufania. Coraz częściej jawi się – szczególnie młodym – jako instytucja opresywna, zakazująca doświadczać szczęścia na wszelkie dostępne sposoby. Wielu jest rozczarowanych Kościołem, którego skrywane dotąd grzechy (czasem od początku do końca zmyślone przez media) zostały pokazane w świetle jupiterów. Innych przestaje on w ogóle interesować, bo jest tylko jednym – i to raczej ponurym lub co najmniej nudnym – z zastanych elementów życia społecznego. Pogłębiają się podziały między Kościołem i światem, a także w łonie samego Kościoła. Trwa czas bolesnej weryfikacji jakości polskiego katolicyzmu, opóźnionej przez okres PRL-u. Podczas gdy Kościół na Zachodzie już w latach 60. musiał stawić czoło nacierającej kulturze konsumpcyjnej, w Polsce walczył wciąż o przetrwanie i o podstawowe prawa wiernych: do publicznego wyznawania wiary, do katechizacji, do zabierania głosu w sprawach społecznych. Wielu raczej wiarę demonstrowało, niż nią żyło na co dzień, i tak było jeszcze za pontyfikatu Jana Pawła II. Okazuje się jednak, że wiara katolicka przekazywana w ten sposób dramatycznie słabnie, bo brakuje jej zakorzenienia w Ewangelii. Sama tradycja dziś już nie wystarcza. Bo jak pisał o „polskiej duszy chrześcijańskiej” ks. Franciszek Blachnicki, twórca Ruchu Światło-Życie, integralnego, konsekwentnego i całościowego programu odnowy Kościoła (w Rzymie trwa właśnie jego proces beatyfikacyjny): dominuje w niej „uczuciowe, sentymentalne przywiązanie do tak zwanej tradycyjnej pobożności (…). Z jakim przejęciem wszyscy biskupi i profesorzy śpiewają pieśń Gwiazdo śliczna…, która jest w gruncie rzeczy infantylna, bez głębszej treści. Nie jest to złe, ale jakie dalekie od ducha liturgii…”.
Wizja Kościoła w Polsce i strategia odnowy Blachnickiego, bazująca na nauczaniu II Soboru Watykańskiego, była odmienna od programu prymasa Stefana Wyszyńskiego, który oparł się na pobożności ludowej mas wiernych. Jest dziś pewne, że dzięki Prymasowi Tysiąclecia Kościół przeszedł zwycięsko przez „morze czerwone” komunizmu. Teraz jednak płaci wysoką cenę za tamten czas, w którym zabrakło głoszenia Ewangelii nie jako nauki moralnej, lecz przede wszystkim jako przesłania radykalnie zmieniającego życie i otwierającego – zapierającą dech w piersiach – perspektywę całkiem nowego życia w pełnej wewnętrznej wolności. Ks. Jan Zieja, nazywany przez niektórych żywym dowodem na istnienie Boga, tak wspominał pracę w swojej pierwszej parafii: „Sięgnąłem po Ewangelię. Nie tylko podczas Mszy świętej była czytana, także na nieszporach. Nabożeństwa majowe – codziennie Ewangelia. Nie coś innego, jakieś czytanki o Matce Boskiej, ale Ewangelia. W październiku – na nabożeństwach różańcowych – ciągle Ewangelia. Przy różnych innych okazja – tylko Ewangelia. Ciągle głosiłem i tłumaczyłem Ewangelię. Skutek był doskonały”. A jak wygląda dzisiaj nasza znajomość – choćby tylko literalna – Nowego Testamentu?

Jest niewątpliwe, że Kościół w Polsce potrzebuje kompleksowej odnowy. Odnowy potrzebują kaznodziejstwo i katecheza, liturgia i formacja kleryków, księży oraz świeckich. Potrzebne są żywa teologia, katecheza dorosłych, grupy biblijne i modlitewne, dobrze przygotowani spowiednicy. Wielu ludzi tęskni za pogłębionym życiem duchowym, lecz nie znajdują dla siebie pomocy, przewodników. Owszem, są w Polsce miejsca wspaniałych rekolekcji, ruchy i wspólnoty. Są akcje modlitewne czy ewangelizacyjne. Chodzi jednak o to, żeby taką pomoc można było znaleźć na co dzień we własnej parafii, która dla większości wiernych jest podstawowym miejscem praktyk religijnych. Te zaś sprowadzają się dziś głównie do udziału we mszy i nabożeństwach. Odnowa parafii jako niemal naturalnej wspólnoty umożliwiającej osobiste przeżywanie wiary wydaje się zatem kluczem do odnowy.

Inną sprawą – równie pilną – wydaje mi się potrzeba przeprowadzenia rzetelnego rachunku sumienia, szczerego wyznania win i zadośćuczynienia skrzywdzonym. Nie myślę tu tylko o pedofilii, ale także o lustracji czy grzechach przeciw szóstemu przykazaniu. W odpowiedzi na oskarżenia kierowane przeciw klerowi, często agresywne i niesprawiedliwe, pojawia się postawa obronna: Ileż można się kajać!? Oczyszczenie jednak jest konieczne, żeby Kościół mógł odzyskać moc przyciągania ludzi wartościami Ewangelii. Trzeba pamiętać, że prawda obroni się mocą siebie samej. Nie ma lepszego przekazu wiary niż świadectwo realizowania jej w konkrecie własnego życia.

***

Msza w intencji zmarłych z rodziny. Misjonarz, od kilkunastu lat głoszący Ewangelię Turkmenom w Azji Centralnej, mówi z głębi serca: „Wyznajemy zmartwychwstanie, nie śmierć. Chrystus zmartwychwstał i dlatego wierzymy, że nasi zmarli także zmartwychwstaną”. Wiem, że zdarza mu się w różnych miejscach, np. na Placu Czerwonym, na skraju pustyni Kara-Kum albo na cmentarzu znaczonym czerwonymi gwiazdami, krzyczeć ile tchu w piersiach: „Chrystus zmartwychwstał! Naprawdę zmartwychwstał!”.

Takiego entuzjazmu w głoszeniu i wyznawaniu wiary brakuje nam najbardziej.

Maria Poniewierska – pracuje w Międzywydziałowym Instytucie Ekumenii i Dialogu Uniwersytetu Papieskiego Jan Pawła II w Krakowie; współautorka gimnazjalnych podręczników do katechezy; należy do Grupy Przyjaciół Czytających Papieża.


s. Barbara Chyrowicz SSpS

Atakowany – często niesprawiedliwie – Kościół się broni i ma do tego prawo. Niekiedy padają jednak z jego strony słowa nieostrożne, niemające wiele wspólnego z przesłaniem Ewangelii.

Napisany przez Leszka Kołakowskiego w roku 1975 esej O tak zwanym kryzysie chrześcijaństwa nie dotyczy wprost Kościoła w Polsce, ale wiele zawartych w nim myśli można doń odnieść. Kołakowski pisze mianowicie, że jeżeli chrześcijaństwo przeżywa kryzys, to jest to kryzys permanentny i jako taki jest wyrazem powszechnego kryzysu, w jakim znajduje się rodzaj ludzki wygnany z raju.

Odwołuję się do Kołakowskiego, ponieważ myśląc o Kościele mam na względzie przede wszystkim wspólnotę wierzących. Z obserwowanej, zmniejszającej się liczby wiernych w kościołach nie można, jak sądzę, wyciągać od razu wniosku o kryzysie. Kiedy weźmiemy pod uwagę przemiany społeczno-polityczne ubiegłego dwudziestolecia, jakie dokonały się w naszym kraju, należałoby mówić raczej o jakimś „oczyszczeniu”. W Kościele pozostają ci, którzy się z nim utożsamiają, a nie trwają w nim ze względu na to, że znajdują tam polityczny azyl i miejsce do wolnego głoszenia poglądów, czy ze względu na tradycję rodzinną, bo ta okazuje się możliwa do odrzucenia, lub dla społecznej akceptacji, bo przecież otwarte przyznawanie się do wiary niekoniecznie dzisiaj takiej akceptacji sprzyja.

Przyzwyczailiśmy się do Kościoła masowego, a być może on z natury swej jest elitarny? Nie dlatego że kogokolwiek odrzuca – przesłanie tego Kościoła jest skierowane bez wyjątku do wszystkich, w sposób szczególny do odrzucanych i pogardzanych przez możnych „tego świata”. Ale dlatego że nieliczni przyjmują jego naukę całym sercem i szukają w nim „przestrzeni wiary”. Może należałoby zastanowić się nad słowami Chrystusa: „wielu jest wezwanych, a mało wybranych”?

***

Ten Kościół wciąż bardziej czeka na ludzi, niż do nich wychodzi. To zrozumiałe, bo przez dziesięciolecia ludzie przychodzili i nie trzeba było się martwić, czy wypełnią świątynię. Sytuacja się jednak zmieniła – przykładem dla polskiego Kościoła może być dziś znany nam obraz z Kościoła w zachodniej Europie, gdzie po Mszy świętej księża wychodzą przed świątynię, żeby przywitać się z wiernymi i porozmawiać. Kiedy widzą nieznanych, pytają skąd są. Polski Kościół wciąż za mało jest Kościołem dialogu, za mało miejscem spotkania. Piszę „za mało”, ponieważ istnieją w naszym kraju parafie i wspólnoty pełne ludzi (niekoniecznie formalnie do tych parafii należących), gdzie rzeczywiście tak jest!
Atakowany – często niesprawiedliwie – Kościół się broni i ma do tego prawo, ale odparowywanie ciosów to nie dialog. W takiej samoobronie padają czasem słowa nieostrożne, niemające wiele wspólnego z przesłaniem Ewangelii. W dialogu nikogo się nie zwalcza, dialog zakłada wsłuchiwanie się w opinię adwersarza. W dialogu nikogo też się nie potępia. Można czasem odnieść wrażenie, że Bóg pozostawił człowiekowi znacznie więcej wolności niż Kościół. Bóg powiedział: „wybieraj”, nie: „musisz wybrać Mnie”. Nie można mieć pretensji do ludzi, którzy nie wybrali Boga. Ci co wybrali też mają prawo do wątpliwości i pytań. Przesłanie moralne Kościoła nie jest przesłaniem łatwym.

Dialog nie zakłada przy tym wcale rezygnacji z własnego stanowiska. Nie oczekuję, że Kościół pod naciskiem oskarżeń będzie rezygnował ze swojego przesłania. Powinien je głosić z całą mocą! Kiedy zacznie się uginać pod naciskiem „postępu”, straci swoją tożsamość. Ten Kościół niestety przyjmuje jednak czasem retorykę znaną nam z polityki, gdzie najważniejsze jest, by nie zostać dłużnym adwersarzowi. Oczekuję, że Kościół będzie się koncentrował na głoszeniu katolickiej nauki społecznej i nie proponował żadnych „politycznych bohaterów”. Na tym ostatnim jedynie straci. I traci.
Nie ma co ukrywać – Kościół w Polsce jest dzisiaj trochę podzielony. Piszę „trochę”, nie chcę demonizować problemu. Dostrzegam rolę toruńskiej rozgłośni, natomiast tym, co mnie niepokoi, jest to, że wygenerował grupę „inaczej wierzących”. Niby dokładnie w to samo, jednak trochę inaczej. Kto szczerze kocha Kościół, pamięta modlitwę Chrystusa z wieczernika, modlitwę o jedność! Warto się zastanowić, dlaczego właśnie o jedność. W Kościele zawsze było wiele ruchów i wspólnot – to jego bogactwo. Rzecz w tym, by się uzupełniały, nie zwalczały, a już żadną miarą nie próbowały udowadniać sobie i innym, że są w jakikolwiek sposób lepsze od pozostałych.

***

W wielkomiejskich parafiach (i nie tylko) dzieci i młodzież uczą się często religii na terenie innych niż własna parafii. To spowodowało, że lokalni duszpasterze czasem niemal nie znają swoich młodych parafian, a młodzież nie zna swoich duszpasterzy. Nie ma możliwości kontynuowania programu katechezy w trakcie liturgii. Doskonale rozumiem plusy katechezy w szkole, ale jeśli nie zostanie młodzieży zaproponowana jakaś forma parafialnej aktywności uwzględniająca „znaki czasu”, to w dalszym ciągu będzie ona „znikać” z kościołów i z Kościoła.

W Kościele polskim wciąż za małą rolę odgrywają świeccy, wciąż istnieje niepotrzebny dystans pomiędzy nimi a hierarchami. Jeśli świeccy mają się czuć odpowiedzialni za Kościół, muszą mieć na niego realny wpływ, muszą mieć poczucie, że ten Kościół współtworzą.

Katolicy w Polsce – pomijając tych najbardziej zaangażowanych – mają małe doświadczenie Kościoła jako wspólnoty. Kościół utożsamiany jest albo z hierarchami albo ze wspomnianą już rozgłośnią. Komentując wypowiedzi powyższych, mówi się: Taki jest Kościół w Polsce. A Kościół to my! Przestrzeń do rozmów o Kościele powinna znajdować się głównie w nim. Jeśli pojawiają się głosy krytyczne wypowiadane przez ludzi Kościoła, powinny być one słyszane i cenione. Krytyka jest potrzebna i nie musi być politycznym krytykanctwem.

Niektórym łatwiej jest „bohatersko pożegnać się z Kościołem” i stojąc z zewnątrz, pokazywać jego braki. Nie twierdzę, że Kościół jako instytucja nie podlega zewnętrznej krytyce. Nie można jednak zapominać, że Kościół nie jest tylko ziemską instytucją. Wierzący będą na niego patrzyli z innej strony, bo są zań odpowiedzialni.

s. Barbara Chyrowicz SSpS – profesor filozofii, wykłada na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, kieruje Katedrą Etyki Szczegółowej. Autorka książek i artykułów poświęconych etyce i bioetyce; wydała m.in. Bioetyka i ryzyko. Argument „równi pochyłej” w dyskusji wokół osiągnięć współczesnej genetyki (2000) i O sytuacjach bez wyjścia w etyce (2008)

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter