70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Trzy religie, historie, narody – jedno państwo

Osiągnięcie konsensusu wydaje się niemożliwe. Powodów jest wiele – różnice tożsamości politycznej, wykluczające się tradycje oraz poglądy na polityczną wizję państwa. Historia sprawiła, że społeczeństwo Bośni i Hercegowiny żyje dziś chęcią zemsty.

Historia Bośni i Hercegowiny, wpisując się w kierunek przemian w Europie, a zarazem mu się wymykając, przede wszystkim zależała od zewnętrznych, autorytarnych systemów politycznych. Była to historia nieznająca demokracji typu zachodniego. Toczyła się w ramach siedmiu zasadniczo różnych cywilizacyjnych, politycznych i prawnych paradygmatów: w Banowinie / Królestwie Bośni (od IX w. do 1463 r.); Imperium Osmańskim (1463–1878); Austro-Węgrach (1878–1918); I Jugosławii (1918–1941); Niepodległym Państwie Chorwackim (1941–1945); II Jugosławii (1945–1992); a od roku 1992 w państwie Bośnia i Hercegowina. Jej polityczny los wytyczyły trzy traktaty pokojowe: z Berlina (1878), Wersalu (1919) i Dayton / Paryża (1995).

Życie polityczne Bośni i Hercegowiny zdominowały pragmatyzm i dogmatyzm. Żadna z tradycji politycznych, które zapisały się w historii tego państwa, nie została zaakceptowana przez większość mieszkańców współczesnej Bośni i Hercegowiny ani na poziomie emocji, ani pamięci.

Brak własnej historii

Obecnie ponad stuletnia tradycja konstytucyjna Bośni i Hercegowiny (1910–2010) nie stanowi wspólnego punktu wyjścia do negocjacji nad reformą ustawy zasadniczej z Dayton, nad którą pracują współczesne elity polityczne. Konstytucja z 1910 r., konstytucja widowdańska z 1921 r., trzy ustawy zasadnicze z czasów socjalistycznej Jugosławii z 1946, 1963 i 1974 r., i w końcu ta z 1995 r. (załącznik nr 4 do porozumienia pokojowego z Dayton) – wszystkie posługują się różnymi językami i wymagają „tłumacza”, by je zrozumieć.

Historia tego państwa nie zależała od dynamiki przemian ustrojowych – przechodzenia od jednej formy państwowości do drugiej, ale raczej od wpływu zewnętrznych sił, które doprowadziły do jego głębokiej dezintegracji społecznej, politycznej i gospodarczej.

Po okresie niepodległości w średniowieczu, w epoce osmańskiej ostatecznie została zaprzepaszczona możliwość stworzenia wspólnej tożsamości politycznej trzech grup etnicznych, które różnią się od siebie przede wszystkim religią – dzisiejszych Serbów, Chorwatów i Boszniaków. Trzeba dodać, że były one i wciąż są emocjonalnie związane, odpowiednio: z Belgradem, Zagrzebiem i Stambułem. Pozostałością po ponad czterystu latach osmańskiego panowania jest tzw. kompleks turecki – w przypadku Bośniaków wyrażający się w poczuciu „niższości”, a w przypadku Serbów i Chorwatów – „wyższości”. Stał się on podstawą dla trzech przeciwstawnych sobie wizji tożsamości, przejawiających się w hasłach: „jesteśmy Turkami” (Boszniacy), „przedmurzem chrześcijaństwa” (Chorwaci), „wracamy do wiary przodków” (Serbowie).

Po wycofaniu się Imperium Osmańskiego wzajemna wrogość i urazy, których każda z trzech społeczności doświadczyła w inny sposób, pozostały i szybko zakorzeniły się najpierw w „ludowej” demokracji parlamentarnej I Jugosławii, by następnie znaleźć swój wyraz w jednopartyjnym ustroju II Jugosławii. Czterdzieści lat wspólnego państwa w czasach monarchii austro-węgierskiej to za mało, by mógł powstać nowoczesny polityczny demos Bośni i Hercegowiny. Podobnie jak siedemdziesiąt lat I i II Jugosławii to okres zbyt krótki, by tak wiele grup etnicznych połączyć w jedną jugosłowiańską wspólnotę.

Od dawien dawna bardzo dobrze funkcjonowała dychotomia przyjaciel–wróg. Relacje między chrześcijanami – prawosławnymi Serbami i Chorwatami katolikami były wyrazem dziedzictwa Wielkiej Schizmy z 1054 r., a stosunki między chrześcijanami i muzułmanami znaczył problem konwersji chrześcijan na islam. Powstawał kolejny podział według linii: prawdziwy–fałszywy wierny, a polityka zaczęła używać języka religii.

Na dzieje Bośni i Hercegowiny można patrzeć jak na historię cezur. To w tym rejonie przebiegała granica dzieląca Cesarstwo Rzymskie na część wschodnią i zachodnią, tutaj rozchodziły się drogi greki i łaciny, z tym terytorium kojarzymy Wielką Schizmę z 1054 r. Tutaj wytyczono granicę między Imperium Osmańskim i krajami Europy Środkowej. Na krańcu tak Wschodu, jak i Zachodu spotykały się odmienne tradycje, kultury, wreszcie – tożsamości. Stąd ukształtowały się przynależności heterogeniczne, sprawiające wrażenie harmonijnych, a jednocześnie pozostających z sobą w konflikcie; tak wewnętrznie rozdarte tożsamości wymykały się kontroli i stawały się najwyraźniejsze w chwilach – aż nazbyt licznych – gdy je kwestionowano i odmawiano prawa do ich wyrażania. Z tego też powodu na tym terenie toczono walki o tożsamość; z całą pewnością była to też przyczyna tego, że ludzie z dnia na dzień stawali się seryjnymi zabójcami.

Modernizacja krajów bałkańskich rozpoczęła się mniej więcej wraz z powstaniem państw narodowych w XIX w. Nie był to linearny proces, a bardziej próba przeskoczenia, czy nawet wymazania, uznanych za archaiczne form społecznych, gospodarczych, politycznych. Polityka jako narzędzie zmiany społecznej uzyskała w ten sposób dominującą rolę, a nacjonalizm utorował sobie drogę do mas dużo wcześniej niż powszechna edukacja (Mihailo D. Stojanović).

Stare problemy nowego państwa

Bośnia i Hercegowina doświadczyła losu – jak ujął to pisarz Ivo Andrić – człowieka lewantyńskiego, „prochu ludzkiego, co mozolnie prześlizguje się między Wschodem a Zachodem, nie należąc do żadnego z nich, a dostając cięgi od obu”. Człowiek Bośni i Hercegowiny był i pozostaje ofiarą wielkiej historii. Dlatego też na jego tożsamość można patrzeć jak na rysunek na napiętej skórze (Amin Maalouf). Przez te wszystkie lata powstały zranione społeczności pielęgnujące swoje mity i rytuały, marzenia i oczekiwania, dalekie od tej racjonalności, z którą spoglądają w przeszłość społeczeństwa Europy Zachodniej. Wykształcił się kult niedokończonej przeszłości, na której odkupicieli i uzdrowicieli wciąż się czeka.

Wojny i konflikty XX w. – I i II wojna światowa oraz niedawno zakończony konflikt zbrojny z lat 90. – złożyły się na zapamiętały krąg przemocy dosięgający przede wszystkim niewinnych. Wydarzenia te przyczyniły się do ukształtowania się ludzi pozbawionych memoria passionis, czyli obowiązku pamiętania o cierpieniu niewinnych ludzi, co uczyniło życie zaledwie typem antropomorfizmu, a człowieka – inteligentnym robotem bez pamięci i moralności (Johann Baptist Metz).

Dziś osiągnięcie konsensusu wydaje się niemożliwe. Powodów jest wiele – różnice tożsamości politycznej, wykluczające się tradycje oraz poglądy na polityczną wizję państwa. Historia sprawiła, że społeczeństwo Bośni i Hercegowiny żyje chęcią zemsty, a ustępstwa były jak do tej pory jedynie wymuszane. Wyzwaniem wciąż pozostaje stworzenie takich instytucji publicznych, które zmierzyłyby się ze sprzecznościami i zaproponowały pozytywną alternatywę dla odziedziczonej kultury politycznej. Jednak w jaki sposób miałyby one reprezentować wszystkie grupy etniczne?

I gdy po 1992 r. Serbowie, Chorwaci i Bośniacy po raz pierwszy w dziejach znaleźli się pod wspólnym dachem Bośni i Hercegowiny, pozostali oni wciąż emocjonalnie związani z politycznymi i kulturowymi paradygmatami przeszłości: Serbowie – z I i II Jugosławią, Chorwaci – z monarchią austro-węgierską i Niepodległym Państwem Chorwackim, Bośniacy zaś – z Imperium Osmańskim. Dzisiaj, gdy kryzys polityczny w kraju osiąga poziom paroksyzmu, rodzi się pytanie: jak żyć w jednym kraju z takim brzemieniem historii? Czy takie państwo jest w ogóle możliwe?

 Zjednoczenie?

Potrzebne jest nowe podejście do historii Bośni i Hercegowiny. Wymagałoby ono zastosowania rzetelnych procedur naukowych i metodologicznych dla każdej epoki historycznej: dekonstrukcji zastanej wiedzy, demitologizacji głęboko zakorzenionych uprzedzeń i klisz, uczłowieczenia rozgrywających się wydarzeń oraz procesów i ich uczestników, i wreszcie oczyszczenia świadomości historycznej z ciężaru historii heroicznej i dyskursu ofiary wyrażonego w haśle: „musimy ich pokonać, zanim oni pokonają nas”.

Wzorce pojednania społeczeństwa religijnie i etnicznie złożonego muszą obejmować przede wszystkim ustanowienie świeckiego państwa, rządy prawa, powołanie instytucji cieszących się autorytetem społeczeństwa, modernizację życia politycznego, ujawnienie prawdy o ostatniej wojnie, a także odpowiedzialność mediów za przekazywane informacje.

Nie mniej ważna jest rola wspólnot religijnych. Przecież to właśnie religia odegrała kluczową rolę w kształtowaniu narodów Bośni i Hercegowiny, zaś postrzeganie, co jest prawomocne, a co takie nie jest, zakorzenione jest raczej w nauczaniu religijnym niż w prawie cywilnym. Sprzyja to bardziej tworzeniu się narodu opartego na uczuciu przynależności aniżeli państwa administrującego. Wpływa to na nieustanną mitologizację przestrzeni politycznej, w której powojenny paradygmat kulturowy wciąż się utrzymuje. Najdotkliwszą konsekwencją takiego stanu rzeczy są narodziny silnych emocji związanych z kultem cierpienia, zgodnie z którym winowajcę własnej niepewnej sytuacji rozpoznaje się w najbliższym sąsiedzie. Pojęcia wroga i innego stają się tym samym synonimiczne, co okazuje się charakterystyczną cechą wspólną wszystkim południowosłowiańskim nacjonalizmom.

Duże znaczenie w przestrzeni publicznej zyskały religie polityczne, które w odróżnieniu od religii obywatelskich ograniczających się do konkretnych społeczeństw i służących oddzieleniu od innych, przedmiotem oddziaływania czynią państwa i wspierają wygodny dla niektórych polityków podział wróg–przyjaciel. Nowoczesny mesjanizm polityczny uczy strachu i nienawiści wobec wroga narodowego lub klasowego i sprawia, że nieszczęście staje się coraz bardziej prawdopodobne. Mit wroga przekształca się w polityczny mit konspirującej społeczności, w zderzeniu z którą jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest walka, nie przebierająca w środkach. Wróg staje się w ten sposób fundatorem bytu politycznego.

Obecna sytuacja w Bośni i Hercegowinie przywodzi na myśl opinię francuskiego badacza Massieu de Clerval, wygłoszoną w 1855 r., któremu – mimo że przebywał w Bośni jedynie przejazdem – udało się trafnie zdiagnozować jej główny problem: „Czego potrzebuje ten nieszczęsny kraj, żeby żyć i cieszyć się dobrodziejstwami cywilizacji…? Moim zdaniem jednej rzeczy, która jest bez wątpienia trudna, ale nie niemożliwa: prawdziwego zbliżenia, pojednania między muzułmanami i chrześcijanami poprzez wypracowanie wspólnych interesów i uczuć”. Innymi słowy, twierdzi de Clerval, „słowiański naród bośniacki musi znaleźć siłę napędową mocniejszą niż podziały religijne, a natychmiast nastąpi jego zjednoczenie”.

Jak to osiągnąć, pozostaje pytaniem otwartym.

 

Tłumaczyła Urszula Jachimczak

 


Wystąpienie wygłoszone podczas konferencji „Konflikty pamięci i pojednanie w Europie. Rola religii i Kościołów, znaczenie myśli Jana Pawła II, która odbyła się 23 marca 2012 roku w Pałacu Prezydenckim w Warszawie. Konferencję objął swoim patronatem Prezydent RP Bronisław Komorowski. W imieniu Prezydenta RP wystąpił minister Maciej Klimczak. Organizatorem spotkania była Fundacja Kultury Chrześcijańskiej ZNAK we współpracy z Katolicką Agencją Informacyjną oraz Inicjatywą Chrześcijan dla Europy (IXE). Pomysłodawcą konferencji był Henryk Woźniakowski.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter