70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Fragment, margines, pożegnanie

Najnowsza rzecz Stali nie tyle jest książką krytyczną, ile zszywką, brulionem, czymś zamiast. Jej autor nie chce być postrzegany jako znawca poezji, ktoś, kto czyta i komentuje – by tak rzec – z urzędu, na mocy nadanego mu mandatu. W tym się wyraża osobność Stali – zamiast eksperckiego i podszytego przemocą mówienia, jak jest (w poezji), wsłuchiwanie się w wiersz, dialogowanie z nim, szukanie partnerstwa, bezinteresowność i niezwykła uważność.

Odruchowo kreślę zdanie, które zrazu nie stawia najmniejszego oporu. Brzmi ono: Niepojęte: Jest to czwarta książka krytycznoliteracka w dorobku Mariana Stali, jednego z najlepszych znawców współczesnej poezji polskiej. Dwukrotnie ręka powinna mi zadrżeć, bo też dwa oznajmienia zawarte w tym zdaniu wydają się wielce problematyczne. Po pierwsze, najnowsza rzecz Stali, z woli autora, nie tyle jest książką krytyczną, ile zszywką, brulionem, czymś zamiast, o czym powiadamia podtytuł (Urywki nie napisanej książki o poezji i krytyce). Fragmentaryczność i „niegotowość”, niekonkluzywność i prowizoryczność nie są tu bynajmniej skrywane; przeciwnie – są ostentacyjnie manifestowane. Po drugie, autor Chwil pewności nie chce być postrzegany jako znawca poezji w potocznym rozumieniu roli i funkcji eksperta od tych spraw, a więc kogoś, kto czyta i komentuje – by tak rzec – z urzędu, na mocy nadanego mu mandatu (diagnozuje sytuację w liryce, opisuje przemiany i tendencje, wyznacza hierarchie, porządkuje, ustawia etc.).

Z tych dwu powodów książka Mariana Stali (mimo wszystko trzymał się będę słowa „książka”) jawi mi się jako przedsięwzięcie intrygujące i wyjątkowe. Jest też powód trzeci – „ton pożegnania, odzywający się w niektórych szkicach” (z króciutkiego, odautorskiego wstępu Okruchy, niedopowiedzenia). Co ta enigmatyczna zapowiedź mogłaby znaczyć? Z kim lub czym zamierza się pożegnać krakowski krytyk? Do pytań tych za chwilę powrócę.

Margines osobności

„Lubię brać do ręki kilkusetstronicowe książki, zazdroszczę autorom fundamentalnych syntez, sam jednak wolę pisać szkice, notatki, interpretacyjne drobiazgi” – wyznaje Stala w lakonicznym wprowadzeniu. Określenia i metafory gatunkowe można by mnożyć. Mamy tu przecież uwagi (Dwanaście uwag o obecności liryków lozańskich w poezji XX w.), glosy (Glosy do siedmiu wierszy Marcina Świetlickiego) czy ulubioną formułę krytyka, czyli „o jednym wierszu” (Byłem tutaj Ryszarda Krynickiego) lub „o jednym z wątków” (z tomu Dwukropek Wisławy Szymborskiej). Wśród owych określeń i formuł jedna zaciekawia szczególnie – „na marginesie” (tomu, książki, dyskusji, ankiety). Owszem, może nas uśpić konwencjonalność tego wyrażenia, ale przeczuwam, że chodzi o poważniejszą sprawę, o zaznaczenie osobności.

Otóż z sezonu na sezon narasta świadomość, że krytyka literacka w coraz mniejszym stopniu jest narracją o literaturze, a w coraz większym narracją o władzy (nad literaturą). W domenie poetyckiej, gdzie z uwagi na niebywałą obfitość zjawisk i propozycji szalenie trudno o uznanie, głos krytyka wykracza poza horyzont komentarza, nabiera rozstrzygającej mocy i przesuwa się w stronę centrum. Tymczasem autor Niepojęte: Jest nie poddaje się tej logice. Chce „służyć” poezji, co do której ma pewność, że jest wielka (Miłosz, Szymborska, Krynicki), oraz „towarzyszyć” tej, której nietuzinkowość przeczuwa (Świetlicki, Honet, Bonowicz). Za każdym razem jednak ustawia głos właśnie na marginesie, na pierwszym planie umieszczając przedmiot swoich dociekań. W tym się wyraża osobność Stali – zamiast eksperckiego i, co tu kryć, podszytego przemocą mówienia, jak jest (w poezji), wsłuchiwanie się w wiersz, dialogowanie z nim, szukanie partnerstwa, bezinteresowność i niezwykła uważność. Wszystkie te cnoty – powtórzę – mogą być praktykowane tylko „na marginesie”.

A dlaczego fragment? Z dwu, jak sądzę, powodów. O pierwszym z nich mówi autor tak: „nie tracę nadziei, że spoza fragmentów, okruchów, niedopowiedzeń prześwituje od czasu do czasu jakiś głębszy zamysł, namysł, sens”. Operowanie fragmentarycznością, przyczynkiem, mikrologią to jedna z możliwości otwarcia owego prześwitu, pewna technika czy forma, która pozwala skomunikować się z tym, co przy użyciu innych środków byłoby być może niedostępne. Drugi zaś powód nazwać by trzeba systemowym. Zapytajmy, czym miałaby być – raz jeszcze nawiązuję do podtytułu – nie napisana książka o poezji i krytyce? Raportem o stanie, kodyfikacją, zbiorem prawd czy ustaleń? A jeśli tak, to za jaką cenę? Marian Stala – podejrzewam – za dużo na ten temat wie i dlatego odstąpił.

Zamknięcie epoki

Wreszcie sprawa ostatnia – pożegnanie. W tekście Konstruktywny pesymista. Pochwała Piotra Śliwińskiego krytyk notuje: „nasza teraźniejszość nie sprzyja zbyt wyraźnie ani poezji, ani krytyce”. Ogólnie i nad wyraz delikatnie powiedziane, ale bez trudu każdy z uczestników lub obserwatorów życia literackiego podłoży pod to dziesiątki groźnych i nieprzyjemnych konkretów. Stala bardziej coś sugeruje, niźli powiadamia otwartym tekstem, a sugeruje, że odeszła bądź właśnie odchodzi pewna formacja intelektualno-duchowa, która go ukształtowała, zawładnęła nim, przesądziła o jego tożsamości (nie tylko krytycznoliterackiej). Nie tyle chodzi o znakomitości czy osobistości, którym poświęca teksty (po śmierci Czesława Miłosza) czy o których rozmawia (zapis rozmowy z Andrzejem Franaszkiem o Janie Błońskim po jego odejściu), ile o – nie znajduję lepszego określenia – zamknięcie epoki, poczucie nieodwracalności zmian, i to tych zasadniczych, społeczno-kulturowych. To już nie jest mój świat – zdaje się mówić lub tylko kokietować Marian Stala.

A co z głosami dobiegającym z dzisiejszej sceny poetyckiej? Autor Niepojęte: Jest powiada: „jeśli o nich nie mówię, to czynię tak w przeświadczeniu, że lepiej zrobią to inni krytycy. Niektórych wskazuję wprost”. Ci ostatni to – obok wspomnianego Śliwińskiego – Franaszek i Paweł Próchniak. Ów królewski gest, czyli namaszczenie kontynuatorów, wcale nie jest pretensjonalny; to raczej niezbywalna prerogatywa wybitnego krytyka, który zdecydowanie przedwcześnie ogłosił abdykację. Oczywiście mowa o dobrowolnej rezygnacji tylko w jednym wymiarze (wsłuchiwanie się w poezję najmłodszą), choć i to nie jest pewne. Ostatecznie wyzwanie zawsze przychodzi od strony wiersza. Sądzę, że jeszcze nie raz i nie dwa Marian Stala da się skusić.


Marian Stala
Niepojęte: Jest. Urywki nie napisanej książki o poezji i krytyce
Biuro Literackie, Wrocław 2011, s. 151

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata