70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Przerwane milczenie. O pamięci Zagłady w postkomunistycznej Europie

Po upadku komunizmu w Europie Wschodniej i w Związku Radzieckim rozrachunek z Zagładą okazał się jednym z głównych wyzwań politycznych, moralnych i kulturalnych, które państwom postkomunistycznym stały na drodze „powrotnej” do Europy. Chcąc przyjąć europejskie wartości za swoje, obywatele bloku postsowieckiego zmuszeni byli dostosować myślenie o Zagładzie do tego, które przeważało w Sztokholmie, Nowym Jorku, Londynie czy Brukseli. Czy ten projekt się powiódł?

W 1945 r. niewielu zdawało sobie sprawę z rozmiaru Zagłady wschodnioeuropejskich Żydów i ich cywilizacji oraz z konsekwencji, jakie niosła ze sobą dla całego regionu. Wśród tych nielicznych byli ci, którzy ocaleli, a także rosyjscy Żydzi-świadkowie, którzy zetknęli się z masowymi grobami Żydów w Związku Sowieckim i z obozami zagłady na terytorium Polski. Współcześnie Holokaust uważa się za paradygmat europejskiego lieu de mémoire oraz za powszechnie uznany symbol zła. Niedawno podniosły się głosy uznające go za zjawisko paradygmatyczne dla międzynarodowej teorii praw człowieka. Ewolucja znaczenia Zagłady w przeszłości i dziś przebiega wciąż w różnych kierunkach – z jednej strony rośnie zrozumienie skutków Zagłady, z drugiej – rodzą się nieadekwatne porównania i rywalizujące z tym wydarzeniem narodowe martyrologie.

Pomimo ustanowienia w Europie Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu (27 stycznia) pamięć o Zagładzie wciąż rodzi napięcia między Zachodem a państwami postkomunistycznymi. W tych ostatnich temat ten pojawił się w dyskursie publicznym dość późno, towarzyszyła mu przy tym kalejdoskopowa rozpiętość reakcji – począwszy od bolesnej zadumy nad stratą i nostalgii, przez podkreślenie moralnego imperatywu, by pamiętać, aż po strategie instrumentalizacji, relatywizacji, trywializacji i zaprzeczania tej pamięci.

Niebagatelną rolę w określaniu stosunku do Zagłady i jej upamiętniania odgrywa ważna dla tego regionu pamięć o Gułagu oraz niechęć do rozrachunku z mroczną przeszłością, a zwłaszcza z losem lokalnych żydowskich społeczności. Z drugiej strony, na Białorusi, Ukrainie i w Rumunii, gdzie w czasie II wojny światowej miliony Żydów rozstrzelano i pochowano w masowych grobach, pamięć Zagłady powraca dzisiaj w sposób niezwykle namacalny. W pierwszym dziesięcioleciu XXI w., w wioskach i małych miasteczkach regionu, dzięki świadkom, którzy podczas wojny byli jeszcze dziećmi, zaczęto odkrywać masowe groby pomordowanych w czasie wojny Żydów, by po 60 latach od ich tragicznej śmierci doprowadzić do ich godziwego pochówku (mam na myśli projekt realizowany pod przewodnictwem francuskiego duchownego o. Patricka Desbois, we współpracy z żydowskimi organizacjami religijnymi. Projekt ten wzbudza kontrowersje – zarzuca się o. Desbois, że w kontakcie z lokalnymi społecznościami unika trudnych pytań na temat ich kolaboracji z Niemcami i korzyści czerpanych ze skutków Zagłady).

 

Po roku 1989 – eksplozja pamięci

Po upadku komunizmu w Europie Wschodniej i w Związku Sowieckim rozrachunek z Zagładą stał się jednym z głównych wyzwań politycznych, moralnych i kulturalnych, które państwom postkomunistycznym stały na drodze „powrotnej” do Europy. Chcąc przyjąć europejskie wartości za własne, obywatele bloku postsowieckiego byli zmuszeni dostosować myślenie o Zagładzie do tego, które przeważało w Sztokholmie, Nowym Jorku, Londynie czy Brukseli. Dopóki trwała euforia związana z przemianami politycznymi i wieszczono „koniec historii”, problem pogodzenia narracji prezentowanych przez dwie Europy nie spędzał nikomu snu z powiek. Ale z upływem czasu stało się oczywiste, że przyjęcie zachodniego modelu pamięci o Zagładzie sprawiło krajom postkomunistycznym trudność. Mianowicie, spotkał się on ze znacznym oporem społecznym, który w różnych krajach przybierał często bardzo podobne formy.

Późne lata 80. i początek 90. były na Wschodzie – jak pisze historyk Padraic Kenney – „karnawałem rewolucji” –przebiegającym pokojowo w Europie Środkowej, ale już znacznie bardziej gwałtownie i krwawo na Bałkanach. Nastąpiła wówczas eksplozja różnych pamięci. Ruszyła lawina wspomnień o przeszłości – zarówno komunistycznej, jak i przedwojennej. W konsekwencji, po raz pierwszy od 1945 r. zaczęto odnajdywać trupy w szafie narodowej przeszłości. Przywracanie pamięci okazało się trudnym, bynajmniej niejednoczącym procesem – do dziś niezakończonym.

Można wyróżnić dwie główne fazy procesu odkrywania pamięci o Zagładzie w regionie. Refleksja nad nimi pozwala zrozumieć, w jaki sposób wspólnoty narodowe – elity polityczno-kulturalne, ale również zwykli członkowie społeczeństwa – postrzegali, pamiętali i upamiętniali Zagładę w okresie po upadku komunizmu. Dzięki tej refleksji możemy dostrzec w narracjach o Zagładzie i Żydach kontynuację bądź jej brak, wskazać narracje ukształtowane przed tym okresem i w jego trakcie, a także zobaczyć proces ich ciągłego przekształcania i przystosowywania do szczególnych potrzeb społecznych, kulturalnych czy politycznych.

Pierwsza faza tych przemian miała miejsce bezpośrednio po upadku komunizmu i przybrała barwy etniczno-narodowe. Kosztem zniuansowanej wizji historii podkreślono w niej dychotomię przeciwstawiającą „nas”, czyli naród, „im”, czyli reprezentantom reżimu komunistycznego. Dominowała „etniczna wizja” przeszłości, która wykluczyła pamięć o lokalnych Żydach oraz innych mniejszościach narodowych i etnicznych. Pamięć o Zagładzie w dyskursie publicznym tłumiono, a w opisie trudnych relacji z żydowskimi społecznościami postawy obronne przeważyły nad nowymi narracjami dążącymi do ich rzetelnego zbadania. Powróciły też stare, choć nieco przekształcone, antysemickie uprzedzenia i przesądy. Oskarżono Żydów o zbrodnie przeciwko narodowi w okresie komunizmu – odnowiono mit żydokomuny. W krajach bałtyckich, na Węgrzech, w Rumunii, Polsce i na Ukrainie stereotyp ten, pojawiający się w licznych wariantach, stanowi i dziś główny element repertuaru prawicowych polityków, dziennikarzy i historyków. Służy on usprawiedliwieniu i minimalizowaniu krzywd wyrządzonych Żydom w czasie i po Zagładzie, a także wzmocnieniu narracji o własnej martyrologii podczas wojny i w okresie komunizmu.

 

Dekonstrukcja czarno-białej przeszłości

Drugi etap przywracania pamięci krystalizował się stopniowo w drugiej połowie lat 90. i w pierwszych latach II tysiąclecia. Można go określić jako pluralistyczny i obywatelski. Miał na celu przywrócenie i włączenie do pamięci narodowej bolesnej pamięci o Zagładzie oraz innych niewygodnych wydarzeniach z przeszłości państwa i narodu. Wtedy zaczęto uświadamiać sobie, że przeszłość ma charakter bardziej złożony niż by to wynikało z jej czarno-białego obrazu, który dotąd dominował w walce z komunistyczną historiografią. Kolejną cechą drugiego etapu były zmienność i różnorodność reprezentacji Żydów i Zagłady, współwystępowanie oficjalnych i prywatnych nurtów pamięci, a także wielość uczestników projektów upamiętniających, w tym ocalałych z Zagłady i ich potomków mieszkających w państwach postkomunistycznych, w Izraelu i krajach zachodnich.

Na tym etapie wiedza i interpretacje przeszłości nieobecne lub pomijane tak pod rządami komunistycznego reżimu, jak w środowiskach emigrantów wkroczyły stopniowo w przestrzeń dyskursu publicznego. Mroczna, kłopotliwa przeszłość i sposób, w jaki grupa większościowa w poszczególnych państwach traktowała społeczność żydowską w okresie Zagłady, stały się powoli przedmiotem odniesienia dla historiografii, sztuki i dyskursu publicznego na różną – w zależności od państwa – skalę.

Rozwój tego etapu pobudzają co najmniej dwa przenikające się czynniki polityczno-kulturowe. Pierwszym jest fakt, że u części członków społeczeństw regionu rodzi się nostalgia za wieloetniczną przeszłością. Towarzyszy jej zainteresowanie „wszystkim, co żydowskie” oraz coś, co dziennikarka Ruth Ellen Gruber określiła mianem „wirtualnej kultury żydowskiej”. W skali lokalnej nierzadko prowadzi to do pojawienia się „samozwańczych dziedziców utraconej cywilizacji wschodnioeuropejskich Żydów”. Przykładem jest Janusz Makuch, dyrektor cieszącego się niezwykłą popularnością międzynarodowego Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie, który w maju 2007 r. powiedział: „Należy zdać sobie sprawę z olbrzymich rozmiarów zła, jakie się tutaj dokonało, i zrozumieć, jak ważne jest oczyszczenie. Festiwal stwarza przestrzeń pokuty, która pozwala uprzytomnić sobie, co się w tym miejscu wydarzyło i co utraciliśmy. Koniecznie trzeba zadać pytanie, dlaczego tak się stało, jaka jest nasza wina, na ile my – Polacy – przyczyniliśmy się do tego, że ten żydowski świat nie tylko odszedł, ale też nigdy już nie powróci”.

Drugim czynnikiem jest zyskanie świadomości, że refleksja nad Zagładą to – jak trafnie zauważa w Powojniu Tony Judt – współczesny bilet wstępu do Europy. Państwa, które przystąpiły do Unii Europejskiej w maju 2004 r., a nierzadko również te, które wciąż oczekują na przyjęcie do Wspólnoty, zorientowały się, że bardziej opłaca się im upamiętniać Zagładę i celebrować wieloetniczną przeszłość, niż im zaprzeczać. Lokalni politycy zrozumieli, że dzięki wspieraniu idei wielokulturowości zyskają szacunek, rozgłos oraz przyczynią się do poprawy pozycji regionu i kraju na arenie międzynarodowej. Zdają sobie też sprawę, że poparcie idei wielokulturowości jest dobrą okazją, by zdobyć unijne dotacje. Dlatego też nowe ujęcie historii Zagłady przedstawia „zamordowanych Żydów jako dobrych obywateli, a ocalałych i ich mieszkających w krajach zachodnich potomków jako mile widzianych gości”. Niekiedy jednak z ust urzędników państwowych padają oświadczenia, które temu nowemu dyskursowi otwarcie przeczą – tak było w przypadku wielu przemówień przywódców i przedstawicieli władzy Rumunii, Węgier i państw bałtyckich w latach 90. i w pierwszej dekadzie XXI w. Na przykład, na Litwie nawet po usunięciu z urzędu prezydenckiego w 2004 r. prawicowego i populistycznego polityka Rolandasa Paksasa i przywróceniu władzy Valdasowi Adamkusowi, postrzeganemu jako polityk prozachodni i liberalny, rząd wykazał się zbyt dużą tolerancją w stosunku do radykalnych, prawicowych partii i ugrupowań. Szokujące są też poczynania Litwy w stosunku do byłych żydowskich partyzantów, oskarżanych od 2007 r. o popełnienie w czasie wojny zbrodni na Litwinach.

 

Potrzeba „debaty o Jedwabnym”

Współczesna Polska jest najlepszym przykładem państwa, w którym druga faza przywracania pamięci o Zagładzie osiągnęła wyrafinowany i zaawansowany poziom, co można było zaobserwować w trakcie debaty o Jedwabnem i wkrótce po niej. Tymczasem Ukraina reprezentuje najdobitniej te kraje postkomunistyczne, w których wciąż dominuje faza pierwsza, druga zaś dopiero z wielkim trudem toruje sobie drogę w historiografii i dyskursie publicznym. Na Ukrainie, jak ostro stwierdził Anatolij Podolski, dyrektor Ukraińskiego Centrum Badań nad Holokaustem w Kijowie, „kultura pamięci znalazła się w ślepym zaułku”, nie obserwuje się bowiem „woli zaakceptowania Innego”.

Przyglądając się dyskursom o Zagładzie w pozostałych państwach tego regionu, można stwierdzić, że tak naprawdę każde z nich czeka na własną „debatę o Jedwabnem”. Umieściłaby ona problem Zagłady i kłopotliwych aspektów relacji z żydowską mniejszością w centrum debaty publicznej, postawiono by w niej istotne pytania o współczesną tożsamość narodową, status mniejszości etnicznych i narodowych dzisiaj i w przeszłości. „Debata o Jedwabnem” jest niezbędna – daje początek narodowej refleksji dotyczącej obecnego i przyszłego kształtu społeczeństwa, pozwala określić, „kim jesteśmy”, „kim chcemy być” i „jakie związki łączą nas z Innym”. Niekoniecznie jednak sprawia, że dane społeczeństwo jest gotowe opowiedzieć swoją historię na nowo. W Polsce, mimo nieustającego festiwalu pamięci o Żydach, wciąż istnieje wyraźny rozłam w ocenie trudnych aspektów polsko-żydowskich stosunków przed, w trakcie i po Zagładzie między poszczególnymi grupami polityków, historyków, intelektualistów, dziennikarzy czy artystów i resztą społeczeństwa polskiego, a także brak zgody co do miejsca tej „mrocznej przeszłości” w historii i kulturze narodowej.

Główne pytanie, jakie należy zadać, to jak wiele wiedzy na temat tej przeszłości ludzie są w stanie dziś zaakceptować, ilu z nich, odczuwając nadmiar bolesnej prawdy, po prostu ją odrzuci. Dzisiaj wiemy, że spora część społeczeństwa nie jest w stanie zmierzyć się z tego typu faktami historycznymi i skłania się raczej ku poglądowi, że w czasie wojny krzywdę Żydom wyrządzili nieliczni Polacy. Widoczny staje się społeczny i kulturowy opór wobec włączenia tych niewygodnych wydarzeń przeszłości do powszechnej świadomości. Dzieje się tak mimo imponujących rozmachem badań prowadzonych przez historyków w Polsce i za granicą, a także wysokiej klasy programów edukacyjnych, wprowadzonych do polskich szkół średnich w połowie pierwszego dziesięciolecia XXI w. Można stąd wnioskować, że rozłam w ocenie przeszłości stanie się stałym elementem procesu upamiętniania Żydów i Zagłady w Polsce.

 

Trzy wymiary krajobrazu pamięci

Na przykładzie Polski po debacie o Jedwabnem wyróżniam trzy główne wymiary krajobrazu pamięci, które pozwalają zrozumieć dynamikę pamięci o Żydach i Zagładzie nie tylko w dzisiejszej Polsce, ale także porównać ze sobą wszystkie kraje postkomunistyczne. Nazywam te trzy wymiary odpowiednio: „pamiętaniem dla pamięci”, „pamiętaniem dla korzyści” i „pamiętaniem dla zapomnienia”.

Pierwszy z nich jest procesem, podczas którego zarówno na poziomie kognitywnym, jak i moralnym kładzie się nacisk na pustkę w przestrzeniach społecznych, która powstała po ludobójstwie Żydów, a zarazem na relacje między grupą większościową a Żydami, i to we wszystkich ich aspektach – uwzględniając również krzywdy wyrządzone tej mniejszości w czasie, przed i po Zagładzie. Ci, którzy uznają „pamiętanie dla pamięci”, chcą opłakać i uczcić pamięć żydowskich obywateli przedwojennej Polski, a także przeprowadzić rozrachunek z przeszłością i uczynić ją integralną częścią narodowej historii i publicznej pamięci. Podkreślają oni nie tylko konieczność włączenia do współczesnej świadomości historycznej Żydów i innych mniejszości, ale także domagają się, by traktowano ich jak członków wspólnoty obywatelskiej. Dlatego angażują się w budowę spoglądającego w przyszłość, otwartego społeczeństwa opartego na właśnie obywatelskim modelu przynależności, a także szacunku dla wielokulturowości i wartości humanistycznych.

Głównym założeniem stojącym za wspominaniem i upamiętnianiem Żydów w wymiarze „pamiętania dla korzyści” jest osiąganie wymiernych celów indywidualnych, regionalnych i państwowych. Tutaj w centrum zainteresowania znajdują się korzyści takie jak poprawa statusu politycznego czy uzyskanie szacunku na arenie międzynarodowej. Zwolennicy takiego podejścia, utrzymują, że Żydzi z Izraela i z diaspory zachodniej powinni spojrzeć na kraj swoich przodków świeżym okiem. Domagają się, by obecny moment historii traktowano jako punkt zerowy, od którego rozpocznie się nowa era wzajemnie korzystnych stosunków z Żydami na całym świecie. Mimo że przyjmują istnienie ciemnych aspektów historii własnego narodu, uważają je za rozdział zamknięty, do którego nie należy już wracać, gdyż należy się skupić na przyszłości.

W przypadku „pamiętania dla zapomnienia”, które stanowi trzeci z przytaczanych tu wymiarów, pamięć o Żydach i Zagładzie postrzega się jako niewygodny problem; nie pasuje ona do konserwatywnego, religijnego i etniczno-narodowego modelu wspólnoty. W tym podejściu zainteresowanie żydowską przeszłością i dziejami Zagłady powoduje napięcia, często mówi się pogardliwie o „importowanej modzie na Żydów”. Zwolennicy tego podejścia uważają bolesną, niełatwą przeszłość za zniewagę niesprawiedliwie godzącą w historię i pamięć narodową, traktują ją jako zagrożenie dla tożsamości i przyszłości narodu, i dlatego też nieustannie atakują zwolenników „pamiętania dla pamięci”. W tym trzecim wymiarze archeologia niewygodnej przeszłości prowadzi do odrodzenia się antyżydowskich uprzedzeń i przesądów, pieczołowicie przekształconych i tak prezentowanych, by pasowały do wymogów bieżącej sytuacji społecznej i politycznej; w zależności od tego, kto je upowszechnia, nowo-stare treści antyżydowskie szerzy się w sposób jawny bądź zawoalowany.

Każdy z tych trzech wymiarów ma swoją dynamikę i przejawia się w subtelnie zróżnicowanych wariantach, których konkretny charakter zależy od głównych aktorów. Niektóre odmiany „pamiętania dla pamięci” stykają się częściowo z odmianami „pamiętania dla korzyści”, dlatego też wyznaczenie między nimi wyraźnych granic wymaga uważnej obserwacji i umiejętnego odczytania intencji aktorów.

Niemiecki socjolog Bernhard Giesen w pracy Triumph and Trauma zauważa, że obecnie w krajach zachodnich Zagłada zyskała status „unoszącego się w powietrzu mitu, czy też kulturowego symbolu grozy i bestialstwa”. Ale w postkomunistycznej Europie Wschodniej próby zmierzenia się ze znaczeniem Zagłady wciąż mają raczej bardziej konkretny, lokalny charakter; zakorzenione są w historii wojny i komunistycznej historii okresu powojennego, choć wpływy zachodnie są w nich również widoczne. Co charakterystyczne, przyjęcie wymiaru „pamiętania dla pamięci” nader często wywołuje narodziny kontrrytuałów. Tak więc historia krytyczna, podejmująca się opisywania tej przeszłości, znajduje swój cień w kontrhistorii, która kurczowo trzyma się wizji monumentalnej historii narodowej. Dlatego też nie można jeszcze mówić o rozłamie między przeszłością a teraźniejszością. Mamy do czynienia raczej z ich syntezą, w której tradycyjne narracje są umiejętnie przekształcane pod kątem bieżących potrzeb.

Rozmaite sposoby podejścia do społeczności żydowskich i Zagłady, a także bolesna dynamika „mrocznej przeszłości” w państwach postkomunistycznych sugerują, że dziedzictwo kulturowe i tradycja wywierają trwały i silny wpływ na narodową tożsamość, pamięć i historiografię. Z drugiej strony, dzięki globalizacji, międzynarodowym oddziaływaniom, perspektywie wielokulturowości i nostalgii za wieloetnicznością możliwe są pewne przemiany w obszarze pamięci, tożsamości i historii narodowej. Możemy być zatem pewni, że projekt integracji pamięci o Zagładzie z jej wszystkimi bolesnymi i kłopotliwymi aspektami do narodowych pamięci będzie wymagał intensywnej pracy kilku pokoleń historyków, intelektualistów, pedagogów, artystów i lokalnych entuzjastów, zarówno w postkomunistycznych państwach, jak i we wschodnioeuropejskich diasporach. Możemy także być pewni, że projekt ten będzie przypominać skomplikowany film, w którym pewne sceny będą stanowić logiczną całość z innymi, a pewne będą się jawić jako zupełnie nieprzystawalne – film, który będzie nas zaskakiwać, irytować, moralnie i intelektualnie oburzać, ale i fascynować.

Tłumaczyła Urszula Jachimczak

Pierwszą wersję tego tekstu autorka przedstawiła podczas konferencji Genealogies of Memory in Central and Eastern Europe. Theories and Methods (Warszawa, listopad 2011 r.)

 

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata