70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Dach, nie fundament

Plany zniesienia celibatu są projektem utopijnym, nie odpowiadają na trudności, z jakimi boryka się Kościół. Gdyby problem polegał tylko na celibacie, w Kościołach protestanckich nie byłoby kryzysu.

Pełni Ksiądz funkcję ojca duchownego dla kleryków. Jakie osoby zgłaszają się do seminarium?

Swoje kandydatury składają ludzie bardzo różni, pochodzący ze wszystkich środowisk, więc trudno o uogólnienia. Natomiast pewne tendencje można zaobserwować w perspektywie pokoleniowej. Kiedy ja sam studiowałem 30 lat temu, klerykami zostawały osoby już zdecydowane, które dokonały wyboru stanu kapłańskiego. Dziś wielu młodych przychodzi, żeby w seminarium rozeznać, czy jest to ich droga, a decyzja zapada po 2–3 latach. W tym czasie część z nich rezygnuje. Do świeceń pozostaje mniej więcej połowa z tych, którzy rozpoczęli formację.

Czy celibat jest ważnym czynnikiem w podejmowaniu decyzji o odejściu z seminarium?

Nie sądzę. Każdy wie, że kapłaństwo wiąże się z celibatem, i rozważa to na wcześniejszym etapie. Chociaż rozumienie celibatu może być niewłaściwe. W ramach formacji pokazujemy bardzo wyraźnie, że nie można go traktować jako skutku ubocznego decyzji o zostaniu księdzem. Nie chodzi o to, żeby bezżenność jakoś wytrzymać, bo jest obowiązkiem, ale żeby odkryć jej wewnętrzną wartość.

Kiedy Pan Jezus powoływał uczniów, mówił, że „są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla Królestwa Niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!”. Nie tłumaczy tego dalej. To oznacza, że jeśli Bóg komuś ofiarowuje dar powołania, pozwoli mu też zrozumieć sens tej drogi.

Jak należy rozumieć wartość celibatu?

Ma on niepowtarzalne znaczenie dla wszystkich we wspólnocie wiernych. Sięgając po metaforykę biblijną – jest zaczynem albo solą, której nie musi być dużo, ale która nadaje smak.
Celibat to charyzmat, którego znaczenie możemy odczytać tylko w kontekście całej tradycji Kościoła. Kiedy rozpatrujemy go jedynie w świetle naszych czasów, akcentowana jest jego problematyczność, podkreślany wymiar seksualny, a to bardzo redukcjonistyczna perspektywa. Ważniejsze powinno być zrozumienie, po co on istnieje.

Najlepiej można to wyjaśnić przez odniesienie do małżeństwa i pokazanie, w czym te powołania się różnią i dopełniają. W życiu małżeńskim relacja z Chrystusem przebiega przez drugą osobę, to ona jest dla nas znakiem, który pozwala nam lepiej widzieć i rozumieć swoje życie. To osoba, która najbardziej pomaga mi wzrastać. Ale jednocześnie ta relacja może się okazać najbardziej dramatyczna. Inne mogą być nam obojętne, ale ta nie. W związku małżeńskim odkrywamy wszystkie braki – własne i drugiej osoby. Mamy swoje pragnienia, oczekiwania, dążymy do miłości i pełni, życia autentycznego, jednak w wielu przypadkach pojawia się rozczarowanie. Pragnienia są tak wielkie, że mąż czy żona już nie wystarczają, szukamy kogoś innego. Wydaje się, że następna osoba odpowie na wszystkie nasze oczekiwania. Rozstajemy się, wchodzimy w następny związek i okazuje się, że historia się powtarza. Dlatego właśnie potrzeba celibatu – kapłan jest dla małżonków znakiem, że Chrystus wystarczy.

Kapłan przeżywa swoją relację z Chrystusem bezpośrednio. Małżonkowie przeżywają ją przez siebie nawzajem, ale jeśli zatrzymają się w tej relacji na sobie, wtedy ona nie zaspokoi pragnień ich serca, będą się w niej dusić. Miłość małżeńska musi mieć oddech, który jest nieskończony.

W Kościele celibat (albo dziewictwo) ma różne oblicza, ale zawsze jest deklaratywny, czyli opiera się na decyzji osoby, która sama go wybiera. Nie udziela go Kościół. Każdy sam rozpoznaje, że Chrystus mu wystarczy, bo Jego miłość jest tak wielka, że go całkowicie wypełnia. Nie wystarczy mechaniczne, formalne przyjęcie celibatu „w pakiecie” z kapłaństwem. Jeśli ktoś z takim podejściem decyduje się na stan kapłański, będzie się w nim męczyć. Jeśli jednak odnajdzie wewnętrzną wartość celibatu, będzie umiał przeżywać Królestwo Boże już teraz.

W jaki sposób seminarium przygotowuje do zrozumienia sensu bezżenności?

Formacja seminaryjna jest wielowymiarowa, staramy się całościowo przygotować młode osoby do życia kapłańskiego. Można wyróżnić trzy podstawowe poziomy. Pierwszy to poziom intelektualny, uniwersytecki obejmujący wiedzę z wielu dziedzin, m.in. antropologii, filozofii, psychologii, etyki, teologii. Ma on dać całościowe spojrzenie na człowieka w różnych aspektach życia. Drugi poziom dotyczy dojrzałości w wymiarze ludzkim i obejmuje pracę poszczególnych roczników z ojcami duchownymi. Chodzi tu m.in. o gotowość do podejmowania decyzji, brania odpowiedzialności. Wydaje się, że taka dojrzałość – nie tylko w seminarium, ale w świecie w ogóle – pojawia się dziś później niż kiedyś. Ludzie odwlekają decyzje o małżeństwie, o rodzicielstwie. Zdarza się, że klerycy też nie są gotowi na podejmowanie różnych zobowiązań. Zaleca się im wtedy przedłużenie formacji o rok albo dwa dodatkowych praktyk, żeby się sprawdzili w danej roli, przemyśleli, czy bycie kapłanem jest ich powołaniem. Święcenia to bardzo poważny krok. Nie należy się na niego decydować pochopnie. Trzeba być dojrzałym emocjonalnie mężczyzną, mieć poczucie własnej wartości, być zintegrowanym seksualnie, a niestety niewiele mamy dziś dobrych wzorców. Komunikaty, jakie płyną do młodego człowieka, nie pomagają w rozwoju, w dotrzymywaniu wierności, wiele osób – duchownych i świeckich – się w tym gubi.

Formacja seminaryjna to jednak przede wszystkim formacja duchowa, modlitewna, kształtowanie sumienia. Dom musi mieć fundament, nie zaczyna się budowy od dachu. Można powiedzieć, że celibat jest tym dachem. Zanim do niego dojdziemy, trzeba odkryć wartość i sens swojego życia. Odnaleźć siebie w relacji z Panem Bogiem, z Chrystusem. W praktyce to polega na pracy indywidualnej z kierownikiem duchowym, ze spowiednikiem.
Naturalnie, człowiek dojrzewa, kiedy potrafi stawiać pytania i szuka odpowiedzi. Jeśli jest w tym szczery, odpowiedzi przychodzą, a wraz z nimi gotowość, żeby dokonywać wyborów, które wcześniej były nie do pomyślenia. Obawy pojawiają się niezależnie od rodzaju decyzji. Kiedy ktoś decyduje się na małżeństwo, jest podobnie.

Mimo tak wielowymiarowej formacji zdarzają się księża, którzy nie potrafią wytrwać w celibacie albo nie widzą takiej potrzeby. Czy to znaczy, że takie przygotowanie jest niewystarczające?

Tego typu sytuacje zawsze trzeba oceniać indywidualnie, to są dramaty poszczególnych osób. Istnieje „ryzyko wychowawcze”, które rozumie każdy rodzic – robimy wszystko, żeby przekazać dziecku to, co najcenniejsze, ale ono w końcu musi wybrać samo, co z tym zrobi. Nikt nie ma władzy nad wolnością drugiej osoby i nad jej przyszłością.
Myślę, że każde odejście z kapłaństwa jest bardzo bolesne i dla księdza, i dla wspólnoty wiernych. Jednak trzeba zaznaczyć, że w porównaniu z liczbą małżeństw, które się rozpadają, odsetek wystąpień ze stanu kapłańskiego jest o wiele mniejszy. To prawdopodobnie oznacza, że przygotowanie w wypadku kapłaństwa można uznać za rzetelniejsze.

Nie wszyscy w Kościele zgadzają się z tym, że celibat jest jednoznacznie wartością. Pojawia się coraz więcej głosów nawołujących do jego zniesienia. Czy sądzi Ksiądz, że w Polsce duchowni czekają na takie zmiany?

Ten problem wywoływał żywe dyskusje już w czasach II Soboru Watykańskiego. Debaty zakończyły się autorytatywnym rozstrzygnięciem – Paweł VI napisał encyklikę, która przecięła dalsze spekulacje. Stwierdził w niej, że celibat jest obowiązujący.

Oczywiście wiele grup kontestuje tę decyzję, m.in. w Austrii, w Niemczech, w Szwajcarii. Ale plany zniesienia celibatu są projektem utopijnym, dlatego że to nie rozwiąże problemów Kościoła – wyzwań związanych z kryzysem wiary i tożsamości. Gdyby problem polegał tylko na celibacie, w Kościołach protestanckich nie byłoby kryzysu, a okazuje się, że on jest tam jeszcze głębszy niż w katolicyzmie. Niektórzy twierdzą, że to celibat może być odpowiedzialny za niską liczbę powołań, ale problem leży gdzie indziej.

Największym zmartwieniem Kościoła jest dziś to, że nie rozumie się wiary, jej głębi. Widzę tu silny wpływ tzw. kultury pozytywistycznej. To z nią polemizuje Benedykt XVI, kiedy mówi, że świat stał się bunkrem bez okien. W kulturze pozytywistycznej, racjonalistycznej, jeśli rozum czegoś nie widzi, to zakładamy, że tego nie ma, nie kierujemy się wiarą. Nie istnieje to, czego nie można zmierzyć. Natomiast Papież postuluje inną postawę – otwartość na rzeczywistość, odkrywanie wartości. To jest podstawowe zadanie, jakie podejmuje seminarium – pomóc odkryć wartość celibatu, a to jest możliwe tylko na poziomie wiary.

Brakuje dziś też integralnego spojrzenia na człowieka. Z seksualności robi się najważniejszy problem. Zapominamy, że to jest dopiero szóste przykazanie. Przed nim mamy jeszcze pięć innych, choć w naszej mentalności ono stoi na pierwszym miejscu. Świat dziś nie umie postrzegać człowieka w perspektywie religijnej, a tylko w niej można zrozumieć celibat.

Celibat kapłański, mimo że jest mocno zakorzeniony w tradycji katolickiej, nie funkcjonował w niej od początku. Nie był też wpisany w dziesięcioro przykazań. Pojawił się dopiero na pewnym etapie i często jego wprowadzenie tłumaczy się względami ekonomicznymi.

Wyjaśnienie celibatu względami ekonomicznymi to uproszczenie. Można tak to opisać, ale myślę, że pewne idee po prostu dojrzewały razem z chrześcijaństwem i dlatego niektóre z nich są możliwe do zrozumienia tylko na płaszczyźnie tej wiary. Dla Żydów wartość celibatu była niepojęta, ponieważ brak potomstwa był znakiem przekleństwa. Dlatego katolickie podejście nie byłoby od początku chrześcijaństwa możliwe. Chrystus tego nawet nie tłumaczył. Mówił tylko: „Kto może pojąć, niech pojmuje”.

Można to porównać do dojrzewania dzieci. W pewnym momencie chrześcijaństwo dorosło do zadania, które Chrystus dał Kościołowi. Mogło być wtedy przeżywane w całej pełni, mogło stać się proroczym znakiem. Prorok będzie zawsze niezrozumiany w społeczeństwie, ale musi obwieszczać Prawdę.

Myślę, że dlatego ten znak tak prowokuje i próbuje się go usunąć, bo przypomina Chrystusa i nie można go zrozumieć bez Chrystusa, a przede wszystkim bez miłości. Człowiek może dać swoje życie tylko z miłości. Inaczej celibat będzie przeżywany w sposób zredukowany.

W jaki sposób można to odnieść do prozy życia codziennego?

Kiedy byłem na drugim czy trzecim roku w seminarium, rekolekcje prowadził o. Jan Góra. Dzielił się z nami odkryciem swego życia. Kiedy przeniósł się do Poznania, już jako zakonnik, znalazł się nagle w otoczeniu wielu pięknych dziewcząt i zastanawiał się, jak się w tej sytuacji odnaleźć. Wtedy odkrył tekst Papieża Promieniowanie ojcostwa i zrozumiał, czym jest dojrzałe kapłaństwo – że oznacza przeżywanie ojcostwa duchowego, w którym relacje z kobietami to relacje takie jak z córką, matką, siostrą, i że one są prawdziwe.

Relacja ojcowska pozwala wzrastać do Pana Boga. Okres, kiedy byłem proboszczem w Bytomiu, był dla mnie czasem dojrzewania do takiego przeżywania relacji z ludźmi. Odkryłem, że to jest powołanie, które daje radość, a fundamentem musi być Chrystus i Jego miłość.

Mówi Ksiądz, że celibat pozwala na powstanie relacji ojcowskiej z innymi ludźmi. Ale czy takiej relacji nie mógłby mieć również ksiądz mający własną rodzinę – żonę i dzieci?

Myślę, że byłoby to trudniejsze z dwóch powodów. Proszę mnie nie posądzać o antyfeminizm, ale kobiety by tego nie zniosły jako żony. Takie relacje są wprawdzie możliwe – mamy przykład pastorów, przykłady z Kościołów wschodnich, gdzie oczywiście występuje ojcostwo w rozumieniu szerokim, ale może to być trudne dla rodziny. Z jednej strony mamy odpowiedzialność za parafię, z drugiej – za żonę i dzieci. To jest inna sytuacja niż dzielenie czasu między rodzinę i zwykłą pracę. Chyba że bycie kapłanem sprowadzimy do wykonywania zawodu.

Po drugie – i to wydaje mi się istotą tej sytuacji – kapłani mają z Chrystusem pewną relację wyłączną. To trochę jak w małżeństwie. Nasze serce chce siebie komuś dać, komuś, komu może zaufać. Potrzeba powierzenia siebie jest naturalna. To pragnienie oddania swojego życia najpełniej spełnia celibat.

Z tym, że nie jesteśmy aniołami. Jesteśmy mężczyznami z krwi i kości. Tym, co w naszej sytuacji naprawdę ważne, jest właściwie zintegrowana seksualność. Naturalnie, mężczyźni i kobiety są stworzeni do prokreacji, wszyscy mamy pragnienia seksualne, popęd. W kapłaństwie musi on być włączony w służbę miłości jako świadoma ofiara dla płodności duchowej. To na pewno delikatna kwestia wymagająca dużej dojrzałości. Jeśli dochodzi do nadużyć, to właśnie niedojrzałość jest ich powodem.

Wymagania są więc bardzo wysokie. W celibacie jest zawarty pełny ideał życia dla Chrystusa. Jeśli spotykamy ludzi, którzy do niego nie dorastają, czy to znaczy, że mamy z niego zrezygnować? Usunąć ten ideał, który jak latarnia morska przypomina, że warto żyć dla Chrystusa? Czy raczej należy próbować dorastać do tego ideału?

Kiedy decydowałem się na kapłaństwo, nie rozumiałem znaczenia celibatu, ale byłem gotowy, bo wiedziałem, że jest to droga do mojego szczęścia. Świadomość rośnie w czasie, dojrzewamy przez doświadczenie i osoby, które spotykamy. Pewnych rzeczy nie zrozumiemy, jeśli nie zaryzykujemy. Nie zrozumiemy miłości bez ryzyka, bez relacji z drugą osobą.

Dzisiaj na pewno jest młodym księżom o wiele trudniej, bo kultura staje się coraz bardziej agresywna, nihilistyczna. Być może dziś kapłaństwo wymaga większej dojrzałości od osób, które się na nie decydują.

Jak można pracować nad swoją dojrzałością?

Potrzebne jest miejsce, w którym się wzrasta, trzeba mieć mistrza, za którym się idzie. Dla mnie był to śp. ks. Giussani, założyciel ruchu Comunione e Liberazione. Świat nie da nam świadomości chrześcijańskiej, musimy mieć swoje miejsce, w którym możemy dojrzewać.

Czy zdarza się mimo wszystko, że poznaje Ksiądz osoby, które są wspaniałymi kapłanami, ale nie odkryły sensu celibatu? W dyskusjach o celibacie pojawia się postulat, żeby był on kwestią wyboru w zależności od predyspozycji, lecz z naciskiem na to, że pozostaje on wielką wartością.

Człowiek jest żywą osobą i każdy ma niepowtarzalną historię. Każdy też ciągle się zmaga, stale szuka, żeby być zakorzenionym w tym, co prawdziwe. Spotykam różnych kapłanów, również pogubionych. Ale jednak nie zawracałbym rzeki. Tę kwestię rozstrzygnęli już i Paweł VI, i Jan Paweł II. Autorytet pomaga sprawę widzieć jasno. Papież pokazuje nam ideał, do którego należy starać się dorastać. Jest to ideał obowiązujący.

Gdyby tak nie było, kto w punkcie wyjścia byłby gotowy do podjęcia drogi celibatu? Jeśli stawiamy na początku poprzeczkę do kostek, to czy ktoś ją później sobie sam podniesie? Sól mogłaby stracić swój smak.

Mówimy tu o walce na dwóch poziomach – ze swoimi słabościami i z tym światem, który chciałby znieść znak celibatu. Wydaje mi się, że jedna i druga walka jest tak samo ważna.

Mimo całej formacji i przygotowania zdarza się jednak, że księża wchodzą w związki i mają potomstwo. Co wtedy?

Takie kwestie są rozstrzygane przez biskupa. Ksiądz jest zobowiązany do posłuszeństwa. Nasz biskup, o ile wiem, mówi w takich przypadkach, że należy podjąć odpowiedzialność rodzicielską, i zawiesza księdza w czynnościach kapłańskich.

To są osobiste tragedie, które się zdarzają również w wielu małżeństwach. Ktoś się zakochuje, odchodzi, cały świat się wali. Trzeba brać odpowiedzialność za to, co się stało. Dobrze jest, jeśli kapłani przeżywają to szczerze. Gorzej, jeśli podważają wartość tego, co robili do tej pory. Niektóre media zapraszają takich księży jako ekspertów, a oni kontestują to, co wcześniej było ideałem, tylko dlatego, że coś im się w życiu nie udało. Uważam, że to nieuczciwe.

Od niedawna księża anglikańscy mogą przejść na katolicyzm i funkcjonować jako kapłani katoliccy mający żony i dzieci. Czy uważa Ksiądz, że to otwiera możliwości zmian?

Życie pisze różne historie. Znamy przypadek czeskiego księdza, który przyjął święcenia jako wdowiec razem ze swoim synem. Biskup wyraził na to zgodę.

Papież dał duchownym anglikańskim możliwość przejścia na katolicyzm, ponieważ taka była też prośba z ich strony. Pragnęli trwać przy ortodoksji, trudno było im zaakceptować liberalne rozwiązania anglikańskie. Będzie to po prostu kolejna dopuszczalna praktyka. Nie sądzę jednak, żeby miała zmienić coś więcej. To konkretne rozstrzygnięcie konkretnej sytuacji.

Zniesienie celibatu w Kościele katolickim nie rozwiązałoby wszystkich problemów, raczej wprowadziło nowe, np. problem rozwodów. Celibat jest jasnym punktem odniesienia. Jest nam potrzebny.

Pracuje Ksiądz z klerykami. Co oni myślą o celibacie? Czy stanowi on dla nich problem?

Myślę, że podchodzą do tego uczciwie. Wstępują do seminarium ze szczerym, dobrym pragnieniem. Widzą celibat jako wyzwanie, ale chcą się dobrze do niego przygotować. Przychodzą tu chłopcy, którzy szukają czegoś więcej. Ten, kto otrzymuje powołanie, później dojrzewa do jego przyjęcia. Praca ojców duchownych polega na tym, żeby pomóc im w rozeznaniu, a nie żeby ich w tym zastępować. A ryzyko zawsze pozostaje, to jest nieuniknione. Każdy, kto decyduje się na małżeństwo, też to rozumie.


KS. JERZY KRAWCZYK – duszpasterz i teolog, pełni urząd ojca duchownego w Wyższym Seminarium Duchownym w Opolu oraz jest odpowiedzialny za ruch Comunione e Liberazione w Polsce

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter