70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

W obronie przewrotu kopernikańskiego

Krytyka Marcina Polaka wynika – zdaniem redaktorów „Pressji” – w znacznej części z różnicy ocen opisywanych przez nich zjawisk i proponowanych schematów, choć w kilku miejscach zdaje się mieć swoje źródła w nieporozumieniach.

W lutowym numerze miesięcznika „Znak” ukazał się tekst Marcina Polaka pt. Polityka jak literatura. Autor skupia się w nim na krytyce trzech artykułów z 25. teki „Pressji”. Pierwszym z nich jest Platonizm, stalinizm i konserwatywna awangarda Pawła Rojka, a pozostałymi dwoma nasze teksty: Polityka epistemiczna oraz Sławomir Sierakowski i liberalny konsens. Marcin Polak w przeważającej mierze poprawnie referuje nasze poglądy, poddając je następnie krytyce. Aby krótko przedstawić oś sporu, zanim przejdziemy do odpowiedzi na poszczególne argumenty Polaka, przypomnijmy zaprezentowane stanowiska.

W tekście Polityka epistemiczna skrytykowaliśmy klasyczne podziały sceny politycznej, a w szczególności popularną mapę Nolana, jako niedoskonałe podziały przedmiotowe (tzn. mówiące o tym, jak ma być). Jako kontrpropozycję przedstawiliśmy nasz autorski podmiotowy podział sceny politycznej, wyznaczony za pomocą pięciu kryteriów opisujących nie to, jak zdaniem danej osoby powinno być, ale to, w jaki sposób w ogóle postrzega ona politykę. W tekście Sławomir Sierakowski i liberalny konsens natomiast, zastosowaliśmy te kryteria (a w szczególności dwa z nich: dostępu do rzeczywistości i zakresu wiedzy) jako narzędzia do opisu ewolucji przekonań redaktora naczelnego „Krytyki Politycznej”.

Krytyka Marcina Polaka wynikała w znacznej części z różnicy ocen opisywanych przez nas zjawisk i proponowanych przez nas schematów, choć w kilku miejscach zdawała się mieć swoje źródła w nieporozumieniach.

Prawda i narracje

Pierwszym zarzutem, który formułuje przeciwko nam Polak, jest twierdzenie, że w tekście Polityka epistemiczna krytykujemy pojęcie prawdy (s. 120). Uważamy, że zarzut taki jest nietrafiony. W swoim tekście w żadnym miejscu nie przedstawiamy krytyki pojęcia prawdy. Ograniczamy się do dwóch innych operacji. Po pierwsze, dokonujemy systematyki różnych narracji ze względu na ich stosunek do pojęcia prawdy. Po drugie, pokazujemy konsekwencje, jakie wynikają z posługiwania się tym pojęciem w ramach tych opowieści. Szczególnie ten pierwszy zabieg wydaje się istotny w kontekście krytyki Marcina Polaka, który w dalszej części swojego tekstu wyrzuca nam, że nie posługujemy się pojęciem narracji. Jak najbardziej pojęcia tego implicite używamy, a nasza systematyka miała w swych zamierzeniach właśnie rozmaite narracje porządkować.

Drugi zarzut, uzależniony od pierwszego, autor polemiki wyraża następująco: „Strategia ta [krytyka pojęcia prawdy – przyp. red.] zakłada jednak naiwną interpretację użycia słowa »prawda« przez polityków, którzy – mówiąc o prawdzie, czyli mówiąc »jak jest« – nie tyle deklarują posiadanie obiektywnej wiedzy o faktach (jak zdają się sądzić redaktorzy »Pressji«), ile produkują przekonujące wizje rzeczywistości, przesycone treścią i charakteryzujące się dążeniem do powszechności” ( s. 120).

Na powyższy zarzut możemy odpowiedzieć na cztery sposoby. Po pierwsze, jego ważność uzależniona jest, co wynika z jego struktury, od ważności zarzutu poprzedniego. Po drugie, nawet gdyby był on samodzielny, to nie stosowałby się do naszych podziałów, ponieważ są to podziały dokonane ze względu na sposób uzasadniania, a nie ze względu na intencje podmiotu wypowiadającego dane przekonania. Dla naszych podziałów jest więc bez znaczenia, co dany polityk chce powiedzieć, ważne jest to, jak to mówi. Po trzecie, warto zauważyć, że nie ma sprzeczności pomiędzy produkowaniem przekonujących wizji rzeczywistości a mówieniem o tym, jak jest naprawdę. Wreszcie po czwarte, sama obiektywność wiedzy o faktach obowiązuje zawsze w ramach pewnej gotowej narracji, stanowi więc danej narracji produkt, a nie jej warunek.

Marcin Polak zarzuca nam również, że źle posługujemy się pojęciami, zwłaszcza zaś pojęciem metafizyki. W różnych tradycjach pojęcia takie jak „metafizyka” stosuje się w różnym sensie. Jest to jednak uprawnione, jeśli jasno określi się, w jakim znaczeniu używa się danego pojęcia. W swoim tekście utożsamiamy metafizykę z myśleniem przedmiotowym i jesteśmy przekonani, że mamy do tego prawo. W pierwszej kolejności metafizycznymi nazywamy wszelkie podziały stanowisk politycznych ze względu na to, jak dane stanowisko twierdzi, że ma być (m. in. mapę Nolana), by odróżnić je od naszego podziału opartego na kryteriach podmiotowych. Następnie zgadzamy się, że stanowiska wyróżnione za pomocą naszych kryteriów także zakładają jakąś metafizykę. Nie jest jednak prawdą, że odróżniamy formalizm od materializmu jako niemetafizyczny. Jest wręcz przeciwnie. Opisując formalizm twierdzimy bowiem, że zakłada on, iż: „to, co poznajemy, jest w dużej mierze konstrukcją tworzoną przez właściwe nam formy poznawcze”.

W swoim czwartym argumencie Marcin Polak zarzuca nam, że nie dostrzegamy, iż także perspektywa subiektywistyczna mówi o tym, „jak jest i jak powinno być” z tym, że w odniesieniu do podmiotu. W zupełności zgadzamy się z twierdzeniem polemisty. Zarzut taki nie narusza jednak struktury naszej argumentacji, ponieważ pomimo jego prawdziwości, wciąż jasne jest, co rozumiemy jako perspektywę przedmiotową, a co jako podmiotową.

Piąty argument Polaka da się zreferować w następujący sposób: w polityce nie chodzi o naukowy opis faktów, tylko o tworzenie narracji, dlatego kwestia obiektywnej prawdy nie jest najistotniejsza. Na ten argument odpowiadamy na dwa sposoby. Po pierwsze, naukowy opis faktów jest zawsze polityczny i zawsze jest jakiegoś typu narracją. Po drugie, kwestię obiektywnej prawdy należy mimo wszystko uznać za istotną, ponieważ pewne narracje posługują się takim pojęciem, inne zaś nie, może więc ona posłużyć za kryterium odróżniające jedne narracje od drugich. Sam autor choć stwierdza, że „kwestia obiektywnej prawdy nie jest w polityce kwestią osiową” (s. 121), to dodaje: „poczucie prawdziwości pozostaje jednocześnie ważnym kryterium oceny narracji proponowanych przez polityków wyborcom” ( s. 121).

Formalizm i materializm

W polemice Polaka, podobnie jak w naszych tekstach, szczególnie istotna okazała się para pojęć materializm/formalizm. Zgodnie z dokonaną przez nas charakterystyką stanowiska materialistyczne to takie, które zakładają pewien pożądany stan, np. pewien kształt systemu społecznego jako cel, do jakiego powinny dążyć działania polityczne. Stanowiska formalistyczne czynią inaczej: na pierwszym miejscu stawiają procedury, które mają doprowadzić do dobrego rezultatu. Jego treść nie jest początkowo znana, ma wyłonić się dopiero po zastosowaniu odpowiednich procedur w danych warunkach.

W kontekście tego podziału Marcin Polak pisze: „Lepszym narzędziem do opisu rzeczywistości politycznej niż ujęcie epistemiczne (uprzywilejowujące formalizm) jest – moim zdaniem – narracyjne ujęcie materializmu i uniwersalizmu politycznego” (Polak, s. 121). Na tak postawiony zarzut odpowiadamy na trzy sposoby. Po pierwsze, ujęcie epistemiczne takie jak opisane w naszym artykule wcale nie uprzywilejowuje formalizmu, a jedynie zestawia go z materializmem, traktując je jako dwa różne sposoby dostępu do rzeczywistości. Ewentualne wrażenie uprzywilejowania formalizmu może się brać stąd, że pod koniec artykułu stwierdzamy, iż współcześnie strategie formalistyczne wydają się skuteczniejsze, a także sami wypowiadamy się o nich z sympatią. Uprzywilejowanie formalizmu w żaden sposób nie wynika jednak z samej istoty podziału. Po drugie, nic nie stoi na przeszkodzie, by na gruncie tego podziału narracyjnie ujmować materializm i uniwersalizm polityczny. Po trzecie wreszcie to, że polemiście nie podoba się formalizm jest w takim samym stopniu opinią, jak to, że nam się podoba.

Ponadto autor krytykuje samo stanowisko formalistyczne z dwóch względów: po pierwsze formalizm ma porzucać uniwersalistyczne narracje na rzecz nieciekawych politycznie partykularyzmów, po drugie polityk-formalista ma być zupełnie wyłączony z realnego życia wyborców. Na początku należy zauważyć, ze mocne powiązanie formalizmu z partykularyzmem jest nieporozumieniem. Są to stanowiska logicznie niezależne i można być zarówno uniwersalistycznym jak i partykularystycznym formalistą. Przykładem formalisty jest bezpośredni demokrata, który może występować zarówno w wersji uniwersalnej – uznając, że procedury bezpośredniego decydowania powinny być używane wszędzie, jak i w wersji partykularnej – twierdząc, że bezpośrednia demokracja ma zastosowanie tylko do pewnego szczególnego zakresu spraw.

Po drugie, nieuzasadnione wydaje się twierdzenie Polaka, jakoby tylko uniwersalistyczne narracje były estetycznie porywające – praktycznie każda narracja nadająca tożsamość pewnej grupie, np. religijnej lub etnicznej, jest partykularystyczna, a mimo to estetycznie pociągająca dla jej członków przez wskazywanie np. na ich szczególną historię, zwyczaje itp. Można tu również dodać, że estetyczny urok nie jest także jedynie udziałem narracji materialistycznych. Za przykład estetycznie porywającego stanowiska formalistycznego można uznać wolnorynkową ideologię, która obiecuje powszechną ekonomiczną szczęśliwość poprzez zastosowanie kilku prostych procedur. Wreszcie trudno powiedzieć, dlaczego autor utrzymuje, że akurat polityk-formalista ma być jakoś szczególnie odizolowany od problemów swoich wyborców. Są one bardzo bliskie wspomnianemu wcześniej bezpośredniemu demokracie – to one wyznaczają jego program polityczny. Wyobcowaniem zagrożony wydaje się być raczej polityk-materialista posiadający własną wizję dobrego ładu społecznego, którą może zechcieć postawić ponad tym, co sądzą wyborcy.

Zdaniem Marcina Polaka „zrównująca wszystko niemoc” (s. 122) formalizmu ukazuje się najwyraźniej w przykładzie, który można nazwać „dylematem geja i homofoba”. W skrócie: „homofob” zakazuje „gejowi” różnych rzeczy np. zawarcia małżeństwa, co jest pewną formą przemocy. Z drugiej strony ktoś może powiedzieć, że „gej” również wywiera przemoc, np. zakazując pewnych rodzajów zakazywania. Czy można wykazać, że racja w tym sporze znajduje się raczej po jednej aniżeli drugiej stronie? W swojej polemice Polak zdaje się sugerować, że formalizm prowadzi do wniosku, iż trzeba w tym wypadku zawiesić sąd, lub co gorsza przyznać rację „homofobowi”. Jest to nadmierne uproszczenie naszego argumentu.

W swoim tekście wychodzimy od formalistycznego ideału polityczności opisującego sytuację, w której przedstawiciele wszystkich stanowisk światopoglądowych debatują nad kształtem wspólnego życia w społeczeństwie. W tym kontekście mówimy rzecz następującą: jeśli chce się zachować taki formalistyczny ideał, to nie można z góry przyjąć materialistycznych założeń uprzywilejowujących którąś ze stron sporu, dotyczących np. tego jak oceniać rozmiar przemocy, czy odróżniać zwykłe zakazywanie od zakazywania zakazywania itp. Nie oznacza to, ze formalista musi uznać tego rodzaju spór za nierozstrzygalny. Jednakże z punktu widzenia stanowiska formalistycznego rozpoczynać należy nie od przyjęcia założeń, które w ten czy inny sposób przesądzają sprawę, lecz od procedury. W wypadku ideału polityczności jest nią debata, w wyniku której zostanie wypracowane pewne rozstrzygnięcie. W tym punkcie argumentacja Polaka nie wykracza poza tezę, iż „wyczuwamy”, czyja przemoc jest większa. Nie różni się to od oczywistego stwierdzenia, że na mocy odpowiednich materialistycznych założeń rację należy przyznać jednej ze stron sporu.

Oczywiście w świetle powyższych uwag formalizm może wydawać się niebezpiecznym wyborem. Związany z ideałem polityczności nigdy nie gwarantuje, co będzie rezultatem zastosowania procedur, zwłaszcza jeśli do debaty zostaną dopuszczone stanowiska kojarzone z przemocą. Cytując klasyczny tekst kultury: „No więc jeśli to jest forma bez treści, to nie ma to waloru obiektywności, no więc jest to formalizm. I to jest groźne, ale formalizm jest jeszcze groźny dlatego, że jak nie ma tam treści, to po prostu można tam sobie podkładać różne treści i może nawet takie, które by nam tu nie odpowiadały” . Z kolei zwolennicy stanowisk formalistycznych zwracają uwagę, że dowolne założenia materialistyczne same stanowią formę przemocy, wykluczając pewne stanowiska i narzucając ograniczenia na możliwe wyniki debaty. Cytując po raz kolejny: „Więc dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie. Tych naszych, prawda, punktów, które stworzymy”. Sami optując za stanowiskiem formalistycznym ostateczny wybór pomiędzy niebezpieczną formą, pod którą można podstawić różne treści, a przyjmowanymi przez aplauz materialistycznymi założeniami pozostawiamy czytelnikom.

 

Wszystkie cytaty w niniejszym tekście pochodzą z artykułu: Marcin Polak, Polityka jak literatura, „Znak”, 2012, nr 681, s. 118-123. Wszelkie odesłania do niego zaznaczono nawiasem, w którym umieszczono odpowiedni numer strony.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter