70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Celibat, czyli jedną nogą w Królestwie

Uczniowie Jezusa przyjęli, że u Końca Czasu likwidacji ulegną porządki biologiczny i społeczny: płci, rozmnażania, małżeństw. Ów swoisty, apokaliptyczny „celibat” nie będzie jednak narzuconą z zewnątrz dyscypliną, kolidującą z naturą człowieka, ale przyrodzoną kondycją. Mieszkańcy Królestwa fizycznie staną się „jak aniołowie Boży”.

W historycznych źródłach opowiadających o życiu Jezusa z Nazaretu nie ma mowy o tym, że był on zwolennikiem obowiązkowego, dożywotniego celibatu kapłanów. Nic zresztą także nie wskazuje, że popierał on bezżenność kapłanów w jakimkolwiek zakresie i jakiejkolwiek formie. Bardzo możliwe, że kapłaństwo jako sposób służby Bogu w ogóle go nie interesowało. Nie pochodził z rodu kapłańskiego i nigdy nie był związany ze Świątynią w Jerozolimie. Nie stworzył także własnej kapłańskiej wspólnoty, jak współcześni mu pustelnicy z Qumran. Gdy jednak Helmut Schüller (w wywiadzie dla „The Vienna Review” z 1 grudnia 2011 r.) stwierdza, że „Jezus był osobą świecką” – zdanie to z pewnością brzmi dziwnie w uszach współczesnego chrześcijanina.

Sacerdotalis caelibatus

Od prawie dwóch tysięcy lat tradycje po-Jezusowe są zachowywane przez duchowych. Centralną postać głoszonej przez nich religii księża widzą na własny wzór i podobieństwo: „Chrystus, jedyny Syn Boga, przez samo swoje wcielenie stał się Pośrednikiem między niebem a ziemią, między Ojcem a rodzajem ludzkim. Dostosowując się do tego zadania, Chrystus przez cały bieg swego życia zachował stan dziewiczy; oznacza to, że całkowicie się poświęcił służbie Bogu i ludziom. Ten niezwykle ścisły związek między dziewictwem a kapłaństwem, jaki istnieje w Chrystusie, odnosi się również do tych, którym dane jest uczestniczyć w godności i zadaniach Pośrednika i wiecznego Kapłana; uczestnictwo zaś owo tym jest doskonalsze, im bardziej kapłan jest wyzwolony od więzów ciała i krwi (por. DK 16)”.

Powyższy tekst to 21 paragraf z encykliki Pawła VI Sacerdotalis caelibatus. Co ciekawe, w poprzednim paragrafie encykliki, Papież pięć razy powołuje się na wczesnochrześcijańskie pisma. W następnym mamy osiem takich odniesień. Natomiast w paragrafie 21 – tym właśnie, który wiąże działalność Jezusa, kapłaństwo i celibat – Paweł VI powołuje się tylko na własny, wcześniejszy dekret na temat posługi księży. Odniesień do źródeł z czasów Jezusa nie ma tutaj wcale.

Pytania nasuwają się same. Skąd Paweł VI zaczerpnął informację, że Jezus celowo i z rozmysłem pozostał aż do śmierci w stanie bezżennym? Skąd Papieżowi było wiadomo, że Nazarejczyk uważał swoją bezżenność za pomocną Mu w spełnieniu Jego misji? I najbardziej oczywiste pytanie: Skoro w mniej ważnych paragrafach encykliki nie brakuje odwołań bezpośrednio do Nowego Testamentu, dlaczego takich odwołań brak w logicznie najważniejszym paragrafie 21?

Papież pisze o „tym” bardzo silnym „związku między dziewictwem a kapłaństwem, jaki istnieje w Chrystusie”. Czy to znaczy, że ów związek kapłaństwa i dziewictwa został nam już uprzednio wskazany na przykładzie życia Jezusa? Wcześniej była wprawdzie mowa o Jego dziewictwie („Chrystus przez cały bieg swego życia zachował stan dziewiczy”), ale nie o kapłaństwie! Druga część poprzedniego zdania brzmi: „całkowicie się poświęcił służbie Bogu i ludziom”. Trudno to jednak uznać za równoznaczne z kapłaństwem. Jezus równie dobrze mógł poświęcić się służbie Bogu i ludziom jako nauczyciel, prorok albo uzdrowiciel. Te Jego role – w przeciwieństwie do roli kapłana – są doskonale udokumentowane w ewangeliach .
I nic w tym dziwnego. Obraz Jezusa kapłana powstał prawdopodobnie dopiero po Jego śmierci, pod koniec I w.

Wtedy to pierwsi chrześcijanie, myślący wciąż jeszcze w kategoriach religijnych judaizmu, musieli zastąpić czymś kult ze zniszczonej przez Rzymian Świątyni w Jerozolimie. (Dla tych starożytnych chrześcijan Żydów trudne do wyobrażenia było przepraszanie Boga za grzechy i proszenie o Jego łaski bez pomocy kapłanów składających ofiary). Uznano wtedy, że Jezus był w pewnym sensie kapłanem, a Jego śmierć na krzyżu była złożoną przez Niego ofiarą, jak wcześniejsze ofiary ze zwierząt.

W każdym razie w Sacerdotalis caelibatus kapłaństwo Jezusa, a także związek tego kapłaństwa z celibatem pojawiają się trochę jak asy wyciągane z rękawa pokerzysty. Nie bardzo wiadomo, skąd się wzięły.

Co mówią ewangelie?

„»Eunuchy dla Królestwa Niebieskiego«. Szokujące, zdumiewające, a jednak pełne zapierającej dech w piersiach mocy – słynne powiedzenie Jezusa o eunuchach lokuje się u początku jakiejkolwiek refleksji na temat prehistorii wstrzemięźliwości seksualnej duchownych. Według tego, co przekazała nam Ewangelia Mateusza (A.D. 90): »[Jezus rzekł:] A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo. Rzekli Mu uczniowie: Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić. Lecz On im odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla Królestwa Niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!« (Mt 19, 9–12)”.

W pracach katolickich biblistów, takich jak zacytowana powyżej Celibacy in the Early Church Stefana Heida (s. 24-25, w Polsce książka ukazała się pod tytułem Celibat w Kościele pierwotnym), znajdziemy lepsze argumenty niż w Sacerdotalis caelibatus. W przywołanym fragmencie Ewangelii Mateusza mamy do czynienia ze słowami przypisywanymi samemu Jezusowi. Określenie „eunuchy” wyraźnie wskazuje na osoby z różnych powodów nieprowadzące życia seksualnego (w Biblii Tysiąclecia są one delikatnie nazwane „bezżennymi”). Jednak także z tej Jezusowej króciutkiej wzmianki o wstrzemięźliwości „dla Królestwa Niebieskiego” trudno wnioskować, że popierałby on katolicki – bardzo rygorystyczny – model celibatu księży. Po pierwsze, znów brakuje jakiegokolwiek powiązania wstrzemięźliwości z kapłaństwem. Po drugie, Jezus nie kładzie na nią żadnego nacisku, wydaje się wręcz sugerować jej dobrowolność: „Kto może pojąć, niech pojmuje!”.

Heid powołuje się także na Ewangelię Łukasza: „On im odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu albo żony, braci, rodziców albo dzieci dla Królestwa Bożego, żeby nie otrzymał daleko więcej w tym czasie, a w wieku przyszłym – życia wiecznego” (Łk 19, 29–30).

Wśród uczniów Jezusa – komentuje Heid – „byli ci, którzy nie mieli żon, gdy Go spotkali, i jako Jego uczniowie nie byli już potem zainteresowani małżeństwem. Inni, jak Piotr, zrezygnowali z życia rodzinnego i wtedy w pełni stali się towarzyszami Jezusa. Pozostawili oni nie tylko swe żony (Łk 18, 29, por. 14, 26), ale także dalszą rodzinę” (s. 26). Heid uważa także, że dość drastyczne określenie „eunuchy” wzięło się z obelgi skierowanej pod adresem uczniów Jezusa, którą On wykorzystał, aby przedstawić własne stanowisko. Ponieważ „eunucha” cechuje przede wszystkim niezdolność do seksu, można wnioskować, że to obelżywe określenie było aluzją do wstrzemięźliwości seksualnej. „Uczniowie Jezusa tworzyli zatem trwałą wspólnotę, w której jakiekolwiek stosunki seksualne były tabu” (s. 27).

Heid przyznaje (w tym samym miejscu), że Jezus nie wydaje się szczególnie zainteresowany całą sprawą: „Z pewnością Jezus nie zajmował się tutaj propagowaniem wstrzemięźliwości”. Autor Celibatu w Kościele pierwotnym utrzymuje jednak jednocześnie, że gdy Nazarejczyk mówił o eunuchach, chciał przez to powiedzieć, że „On sam i Jego uczniowie nie prowadzili życia seksualnego”. Co więcej, Heid widzi tutaj „początki tego, co będzie składać się na późniejszą dyscyplinę celibatycznego kleru: żonaci i bezżenni mężczyźni zachowujący wstrzemięźliwość, tzn. nieposiadający dzieci ze względu na Królestwo”.

Czyż nie wolno brać z sobą wierzącej żony?

Jezus nie propagował wstrzemięźliwości, a na dodatek wiemy, że przynajmniej niektórzy z Jego uczniów mieli żony. Heid twierdzi jednak, że w momencie przystąpienia do ruchu Jezusa apostołowie, w tym Piotr, na zawsze rozstali się ze swymi małżonkami. Autor Celibatu… opiera się tutaj przede wszystkim na cytowanych powyżej wersetach 19 rozdziału Ewangelii Łukasza. A tymczasem we wcześniejszej wersji, Mateuszowej, ta sama wypowiedź Jezusa brzmi nieco inaczej: „I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy” (Mt 20, 29).

U Mateusza Jezus nie wspomina o opuszczaniu żony. To samo dotyczy jeszcze wcześniejszego Marka (zob. Mk 10, 29–30). Wzmianka o żonie wygląda w tej sytuacji na wstawkę redakcyjną Łukasza. Poza tym wersja wcześniejsza doskonale współgra z niezwykle rygorystycznym jak na judaizm okresu Drugiej Świątyni nauczaniem Jezusa na temat małżeństwa: „(…) opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela. Odparli Mu: Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją? Odpowiedział im: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było. A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo” (Mt 19, 5–6).

Heid nie zwraca żadnej uwagi na ogromną niekonsekwencję, jakiej dopuściłby się Jezus, gdyby kładąc taki nacisk na nierozerwalność małżeństwa, jednocześnie domagał się od apostołów rozstania z ich żonami. W przypadku Piotra mamy inny problem. Heid, sugerując, że Piotr opuścił żonę, wskazuje na werset 19, 27 Ewangelii Mateusza: „Wtedy Piotr rzekł do Niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?”.

Kontekst wypowiedzi Piotra pokazuje jednak, że „wszystko” oznacza tutaj posiadany dobytek, a nie rodzinę czy żonę. Pytanie Piotra jest mianowicie reakcją na wymóg rozdania majątku, jaki Jezus postawił bogatemu młodzieńcowi (por. Mt 19, 21).

Piotr i inni apostołowie mogli zatem pozbywać się własnego dobytku, ale jednocześnie towarzyszyć Jezusowi wraz z żonami. Obie te możliwości znajdują potwierdzenie w źródłach, opowiadających o losach i obyczajach najwcześniejszych wspólnot po-Jezusowych. Potwierdzenie hipotezy o sprzedaży i rozdawaniu majątków przynoszą nam Dzieje Apostolskie: „Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby” (Dz 2, 44–45).

Z kolei w listach Pawła z Tarsu widzimy, że apostołowie – także Piotr – bynajmniej nie rozstali się z żonami, które towarzyszyły im nawet jeszcze po śmierci Jezusa, w czasie podróży misyjnych: „Czyż nie wolno nam brać z sobą niewiasty – siostry, podobnie jak to czynią pozostali apostołowie oraz bracia Pańscy i Kefas?” (1 Kor 9, 5).

Nawet Heid przyznaje, że greckie słowo „gune”, które w Biblii Tysiąclecia brzmi „niewiasta”, tak naprawdę oznaczało kobietę lub żonę . Ponieważ możemy być całkowicie pewni, że Piotr miał żonę, skoro miał teściową (zob. Mk 1, 30–31, Mt 8, 14–15), łatwo odgadniemy, że chodzi tutaj właśnie o nią. W kontekście surowych wymagań Jezusa co do małżeństwa nie sposób wyobrazić sobie, że Piotr nie tylko zostawił żonę w domu, ale jeszcze na dodatek podróżował z jakąś inną kobietą, choćby ochrzczoną i pobożną . Konsekwentnie także w przypadku innych apostołów i braci Jezusa, wspomnianych w Liście do Koryntian, musimy prawdopodobnie przyjąć, że to właśnie żony były ich towarzyszkami w pracach misyjnych.

Trudno także brać poważnie domniemanie Heida, że określenie „eunuchy” może być wzięte z czyjejś obelgi i dlatego wskazywać na to, że Jezus i Jego uczniowie nie prowadzili życia seksualnego. Słowa o „eunuchach dla Królestwa” w Ewangelii Mateusza wypływają z logiki rozmowy o małżeństwie i rozwodzie. Nie ma żadnej potrzeby szukania jakiegoś innego źródła tych słów.

Co warto podkreślić, wcześni chrześcijanie żyli nadal w całkiem normalnych rodzinach nawet wtedy, kiedy już wyodrębnili się spośród nich duchowni: księża („prezbiterzy”) i biskupi. Poświadczają nam to ponad wszelką wątpliwość pochodzące z początków II w. tzw. Listy pasterskie: „W tym celu zostawiłem cię na Krecie, byś zaległe sprawy należycie załatwił i ustanowił w każdym mieście prezbiterów. Jak ci zarządziłem, może nim zostać, jeśli ktoś jest nienaganny, mąż jednej żony, mający dzieci wierzące, nie obwiniane o rozpustę lub niekarność. (Tyt 1, 5–6)”; „Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony (…) dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?” (1 Tym 3, 2–5) .

Żonaty i posiadający dzieci kler dominował w chrześcijaństwie jeszcze przez stulecia. Dopiero „od późnego IV w. przywódcy Kościoła w Rzymie i w innych miejscach kładli nacisk na wagę wstrzemięźliwości seksualnej wyższych duchownych – biskupów, księży i diakonów – żyjących w małżeństwach” . Powszechnie i skutecznie tego rodzaju nakazy zaczęto egzekwować dużo później: od XI wieku, w ramach reformy gregoriańskiej Kościoła. W grę wchodziły tutaj przede wszystkim motywy ekonomiczne. Większość kościołów znajdowała się wtedy w rękach prywatnych właścicieli (zarówno księży, jak świeckich fundatorów). Biskupi nie mieli w takich kościołach zbyt wiele do powiedzenia, a sam kościół po śmierci właściciela przechodził na własność jego dzieci. Aby zmienić ten stan rzeczy, papież Urban II (XI w.) zakazał posiadania kościołów przez osoby świeckie. Duchownym zaś – także tym żonatym – sobory laterańskie (XII–XIII w.) nakazały wstrzemięźliwość seksualną, a ich ewentualne potomstwo z góry wydziedziczono. Ks. bp Grzegorz Ryś uważa za rzecz znamienną, że „gregoriańskie prawodawstwo o wiele więcej uwagi poświęcało zagadnieniu potomstwa duchownych niż samemu celibatowi” (Celibat, s. 60).

Trudno chyba o większy paradoks. U prawdziwych historycznych początków powszechnego celibatu księży wydaje się leżeć nie Jezusowe wezwanie, aby „porzucić wszystko, co się posiada”, ale właśnie chęć posiadania.

Nowe stworzenie świata

Nie tylko brak śladów w źródłach, ale także styl życia Piotra, apostołów, braci Jezusa, a nawet pierwszych duchownych chrześcijańskich sugerują, że Nazarejczyk raczej nie stawiał swego bezżeństwa za wzór do naśladowania dla swoich uczniów (Ryś, s. 17). A już zupełnie nic nie wskazuje, że wiązał celibat albo wstrzemięźliwość z kapłaństwem.

Co zatem Jezus mógł mieć na myśli, wspominając o „eunuchach dla Królestwa”, nawołując do „opuszczenia domu, braci lub siostry, ojca lub matki, dzieci lub pola”? Z pewnością nie zrozumiemy tego, poszukując na siłę związków między stylem życia Jezusa a celibatem chrześcijańskich duchownych, który miał pojawić się wiele wieków później, z zupełnie innych powodów. Musimy raczej popatrzeć na cały problem w kontekście obyczajów i światopoglądu starożytnych Żydów.

Co będzie nas najbardziej interesować? Otóż wypowiedzi Jezusa, które do tej pory przytaczaliśmy, były przeważnie jakoś związane z ideą „Królestwa”. To zresztą kluczowa idea całego jego nauczania. Pierwsze słowa, jakie Jezus wypowiada w najstarszej z Ewangelii – Markowej – brzmią: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże” (Mk 1, 15). Zwroty „Królestwo Boże” lub „królestwo niebieskie” pojawiają się w Ewangeliach aż 98 razy.

Na „bliskie Królestwo” miał jednak nadzieję nie tylko Nazarejczyk. Marzyli o nim już wcześniej inni Żydzi, zubożali i poniżeni dominacją Imperium Rzymskiego, a także wcześniejszymi niewolami i innymi klęskami nękającymi „naród wybrany”. Wyraz wielu z tych nadziei możemy odnaleźć na przykład w bardzo potem popularnej wśród chrześcijan Księdze Izajasza. Według tej księgi nadejść miało Królestwo, w którym „wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą (…) dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii” (Iz 11, 6–7); „głusi usłyszą słowa księgi, a oczy niewidomych, wolne od mroku i od ciemności, będą widzieć. Pokorni wzmogą swą radość w Panu, i najubożsi rozweselą się w Świętym Izraela” (Iz 29, 18–19). Dalej czytamy: „Lud mój mieszkać będzie w stolicy pokoju, w mieszkaniach bezpiecznych, w zacisznych miejscach wypoczynku” (Iz 32, 18); „Albowiem oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię (…) będzie radość i wesele na zawsze z tego, co Ja stworzę” (Iz 65, 17–18).

„Królestwo”, na które czekali dawni prorocy i współcześni Jezusowi Żydzi, prawdopodobnie miało być dramatyczną przemianą całej rzeczywistości: sytuacji politycznej Izraela i innych narodów, losu chorych i ubogich, losu grzeszników i sprawiedliwych, a nawet praw obowiązujących w świecie zwierząt i całej przyrodzie. Skala zmian miała być zatem kosmiczna, a nawet metafizyczna. Księga Izajasza mówi wręcz o „stworzeniu nowych niebiosów i nowej ziemi”. Zmiany te miały być także nieodwracalne, oznaczały „radość i wesele na zawsze”.

Nastanie „Królestwa” oznaczało, najkrócej mówiąc, zamknięcie historii doczesnego i zniszczalnego świata, poprzez jego powrót do stanu pierwotnej doskonałości. Taki sam był punkt wyjścia Jezusowego nauczania: „Czas się wypełnił”. Według niektórych badaczy Jezus mógł więc uważać, że „jeśli Królestwo znajduje się w zasięgu ręki (…) bliskie jest przywrócenie raju” (jak ujął to Dale Allison w Resurrecting Jesus. The Earliest Christian Tradition and Its Interpreters, s. 185 ).

Najważniejsze dla nas tutaj wydaje się jeszcze inne z proroctw Izajasza: „Moje zbawienie już wnet nadejdzie i moja sprawiedliwość ma się objawić (…). Rzezaniec także niechaj nie mówi: Oto ja jestem uschłym drzewem. Tak bowiem mówi Pan: Rzezańcom, którzy przestrzegają moich szabatów i opowiadają się za tym, co Mi się podoba, oraz trzymają się mocno mego przymierza, dam miejsce w moim domu i w moich murach oraz imię lepsze od synów i córek, dam im imię wieczyste i niezniszczalne” (Iz 56, 1, 3–5).
Jezus sformułował określenie „eunuchy dla Królestwa” nawiązując do tych właśnie wersetów (por. Ryś, s. 16, 17). Jeśli tak było, zapewne miał na myśli, jak Izajasz, Królestwo, które „już wnet nadejdzie”. Oczekiwał „stworzenia nowych niebiosów i nowej ziemi” w bardzo krótkim czasie. Potwierdzają to współczesne badania historyczne.

Jak aniołowie Boży

Dopiero znając skalę oczekiwań starożytnych Żydów, możemy zrozumieć wymagania Jezusa wobec Jego uczniów. Słynne nakazy nadstawiania drugiego policzka, oddania płaszcza temu, kto chce nam zabrać szatę, albo rozdawania majątku ubogim w normalnych realiach społecznych i ekonomicznych mogą wydawać się naiwne, a nawet nieodpowiedzialne. Tymczasem świadczą one o głębokiej wierze Jezusa w bliskość Końca Czasu i „nowej ziemi”, gdzie narażenie się na niebezpieczeństwo czy ubóstwo nie pociągnie za sobą żadnych tragicznych konsekwencji. W rajskim Królestwie bowiem przemoc i wyzysk nie będą już się zdarzały.

W tym kontekście możemy uchwycić pierwotny sens komentarza Nazarejczyka na temat rozwodów: „od początku tak nie było”. Także tutaj Jezus domagał się stosowania etyki rajskiej, „etyki sprzed Upadku” (Allison, Resurrecting Jesus, s. 185), a zatem odwoływał się do stanu rzeczy, do którego świat właśnie miał powrócić wraz z nastaniem Królestwa. W innym miejscu stwierdził: „Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie” (Mt 22, 30).

Znów z Księgi Izajasza wiemy, że powszechne zmartwychwstanie należało do żydowskiego scenariusza ostatecznych wydarzeń, kiedy to „ziemia wyda cienie zmarłych” (Iz 26, 19). Tutaj nie można już mieć żadnych wątpliwości, że według Jezusa „przy zmartwychwstaniu”, a zatem u Końca Czasu, ulegną likwidacji normalne porządki biologiczny i społeczny: płci, rozmnażania, pokrewieństwa, małżeństw. Ów swoisty, apokaliptyczny „celibat” nie będzie jednak narzuconą z zewnątrz dyscypliną, kolidującą z naturą człowieka, ale przyrodzoną kondycją. Mieszkańcy Królestwa w zakresie płci i seksu fizycznie staną się „jak aniołowie Boży”, a nie tylko będą się zachowywać jak aniołowie. Tę nadzieję przejęli uczniowie Jezusa . Paweł z Tarsu bardzo jasno i dobitnie stwierdza, że zmiana ludzkiej natury obejmie nie tylko umarłych, ale także jego samego i tych Jego uczniów, którzy jeszcze za swego życia doczekają Końca: „nie wszyscy pomrzemy, lecz wszyscy będziemy odmienieni” . Ludzkie ciała staną się niezniszczalne, nieśmiertelne (por. 1 Kor 15, 51–53). W związku z tym seksualność, płodność i związana z nimi instytucja małżeństwa nie będą już potrzebne.

Prawdopodobnie w ten sam sposób rozumował Jezus z Nazaretu, mówiąc o tych, którzy „nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić” (por. Allison, s. 190, 191). Możemy w związku z tym wreszcie do końca zrozumieć jego słowa o „eunuchach dla Królestwa”. Mamy tutaj dokładnie taką samą motywację jak w przypadku narażania się na niebezpieczeństwo czy ubóstwo. Na przemienionej ziemi także niezdolność do seksu i posiadania potomstwa nie pociągnie za sobą żadnych złych konsekwencji. Wręcz przeciwnie: będzie czymś naturalnym. Jezus pochwalił wstrzemięźliwość, gdyż miała ona sens dla tych, którzy lada dzień mieli powrócić do raju bez płci, bez potomstwa, bez śmierci.

Rozdwojenie

Jezus zginął na krzyżu. Królestwo nie nadeszło. Jeśli nawet wierzyć, że Jezus zmartwychwstał, i tak będzie to zaledwie namiastka powrotu do życia wszystkich umarłych i nieśmiertelności żywych, czego spodziewało się doczekać pierwsze pokolenie chrześcijan. Jeśli nawet zgodzić się, że miejsce Królestwa zajął Kościół, jak chce tego Łukasz Ewangelista (Łk 17, 20-21), i tak będzie to zaledwie namiastka doskonałych „nowych niebiosów i nowej ziemi”.

Założyciele Kościoła, jak Paweł z Tarsu, byli ludźmi głęboko oddanymi Jezusowi, którego uznali za Mesjasza (Chrystusa). Nie zabrakło im jednak zdrowego rozsądku i poza pierwotnymi wspólnotami z Jerozolimy nie słyszymy już potem zbyt często o chrześcijanach, którzy by „sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby”. Katechizmy nie uznają za grzech obrony przez pobiciem lub kradzieżą. Nikt też zapewne nie pozwala swemu dziecku „wkładać ręki do kryjówki żmii”. Jeśli nie poprzez twierdzenia teologiczne, to poprzez odejście od apokaliptycznej etyki Kościół po cichu przyznał, że nadzieja na „nową ziemię” zawiodła.

Tylko w przypadku celibatu wymogi z biegiem wieków stawały się nawet coraz ostrzejsze . Katoliccy kapłani zmuszeni są żyć jedną nogą w realnym świecie, a drugą w nieistniejącym Królestwie.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter