70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

W kręgu pop-artu?

Nie sposób przypisać Lucjana Mianowskiego, autora tak różnorodnych prac, do określonego narzędzia czy techniki, a jeszcze trudniej zdefiniować styl, w jakim tworzył. Czy jego zainteresowanie w okresie odwilży kilkoma tematami, z którymi kojarzeni są współtwórcy pop-artu, może przesądzać o całości oeuvre?

Kilka lat temu, w trakcie pracy nad problemami okresu odwilży, z niemałym trudem docierałam do wybranych dzieł Lucjana Mianowskiego. Gabinety grafiki, Galeria pod Rejtanem to główne kierunki tych wypraw. Teraz, po niespełna trzech latach od śmierci artysty, jego pełny dorobek prezentowany jest w jednej z głównych przestrzeni ekspozycyjnych krakowskiego Muzeum Narodowego. W czasie własnych poszukiwań szczególnie ważny był dla mnie temat prowincji, który artysta rozwijał podczas plenerów w połowie lat 50. Autorzy koncepcji plastycznej jednym z kluczowych punktów ekspozycji uczynili wielokrotnie nagradzane obrazy i grafiki z cyklu Małe miasteczka nie są nudne. Uroczy czerwony autobus wydobyty punktowym światłem z mroku ciemnego kameralnego pomieszczenia jedzie wprost na widza. Drugie płótno z tego cyklu (Małe miasteczko nie jest nudne – Nowa Huta, 1957) znalazło się dokładnie po przeciwnej stronie tej ściany. W posępną wizję socrealistycznej dzielnicy wkradają się pozytywne emocje: zieleniejące trawniki, para białych koni w zalotach i czekający przy torach groteskowo wyglądający mężczyzna w roboczym uniformie obok wabiącej kształtami kobiety w przeźroczystej sukience. Aż trudno uwierzyć, że oba obrazy powstały ponad 50 lat temu w okresie, kiedy młodzi polscy malarze unikali figuracji, a użycie czystych iskrzących zestawień barwnych nie było pożądane.

Te zaskakujące widza rozwiązania to zasługa nie tylko doboru prac przez kurator Katarzynę Podniesińską, bo dzieła te na wystawie retrospektywnej niejako musiały zaistnieć, ale przede wszystkim doskonałego zaaranżowania przestrzeni przez Ewę Modrzyniec. Wpisuje się ono w zauważalny od kilku lat nurt wykorzystywania polisensoryczności w odbiorze dzieł sztuki w Muzeum. Należy przypomnieć oprawę plastyczną wystaw Na drogach duszy. Gustav Vigeland a rzeźba polska około 1900 czy Na wysokiej połoninie. Sztuka Huculszczyzny – Huculszczyzna w sztuce, które mimo wykorzystania największej przestrzeni muzealnej parteru posiadały swoisty klimat intymnego spotkania ze sztuką. Na atrakcyjność doznań wizualnych ma wpływ m.in. wybór filmu wprowadzającego w kontekst wystawy – w tym wypadku jest to kilkunastominutowy, lapidarny dokument czy tapeta z motywem tłumu – wizytówką artysty. Drobne sylwetki z rodzinnych fotografii wyłaniają się z mroku, iskrzą się odcieniami złota, srebra i niezliczonych szarości. Barwy te zdominowały przestrzeń ekspozycyjną.

Zrozumieć kamień

Nie można zapomnieć, że Mianowski, choć przyznał się w jednym z wywiadów do powinowactwa z malarstwem, jest mistrzem grafiki, a szczególnie litografii – w miejsce tradycyjnie używanego kamienia często stosował blachy cynkowe do wykonania płaskiego druku. Warto w tym miejscu zacytować jego słowa otwierające katalog, świadczące o jego mistycznym stosunku do podłoża: „Zrozumieć kamień litograficzny, to jakby wejść w jego wnętrze, mieć świadomość jego bezpośredniego związku z ziemią (…). Walka wody z tłuszczem tuszu litograficznego tworzy na kamieniu arabeskę linii niespotykaną nawet w akwareli. Rysunek kredką czy wydrapywanie rylcem białych kresek, przejścia od najjaśniejszych szarości do pełnej czerni to nieprzecenione możliwości tej wspaniałej techniki graficznej…” .
Obraz tworzony na kamieniu z taką pieczołowitością zwykle po wydruku ulega zniszczeniu w procesie groszkowania. Artysta odkrył, że płyty cynkowe będą bardziej odpowiednie do realizacji jego koncepcji niekończących się serii, w których z trudem można ustanowić cezury. Stąd, co rzadko spotykane w galeriach, komplety matryc ze śladami farby drukarskiej (także te, na których obraz powstawał w wyniku rzutowania z kliszy fotograficznej) wyeksponowano na równych prawach z odbitkami. O roli warsztatu w powstawaniu dzieła mówi również jedna z sal zaaranżowana na pracownię litograficzną, gdzie proponuje się nie tylko obejrzenie wnętrza pomazanego farbami, narzędzi i prasy drukarskiej, ale i samodzielne wypróbowanie znajdujących się tam sprzętów.

Poszukiwanie idealnej kompozycji to cel, dla którego artysta doskonalił swój talent. Świadczy o tym inna, wydzielona przestrzeń ekspozycji, kształtem odwołująca się wyraźnie do wnętrza świątyni, co podkreślają umieszczone tam prace. Zagłębienie się w nią dostarcza wielu silnych wrażeń estetycznych. Poszukiwanie pierwszej, najbardziej dosłownej i szczegółowej wersji grafiki może okazać się pasjonującym wyzwaniem, bo chociaż w procesie tworzenia artysta korzystał z tych samych matryc, to jednak zmieniał kolor wydruku lub dodawał nowy wątek. Katedra. Miasto z 1960 r. ma na sobie odciśnięte piętno spotkania z metropolią. Szlachetne proporcje katedry Notre Dame, w cieniu której Mianowski poznawał sztukę Zachodu, decydują o rytmie podziałów kolejnych prac z tego cyklu, nawet gdy sterczyny i pinakle zastąpione zostają cebulastymi hełmami (Katedra ikonograficzna, 1961), a nawy i szczeliny transparentnej fasady wypełnione są przez żywe lub zmarłe (Katedra wykopalisko, 1961) postacie z tłumu. Cykl ten zapowiada zasadę, której artysta będzie się trzymał do końca życia. Motywom, które go uwiodły jeszcze w okresie studenckich plenerów i stypendiów, w tym tłumowi wyizolowanych postaci, dziwnemu ptakowi, następnie aktowi i sportowcowi w nienaturalnej pozie należy się szacunek, nowe spojrzenie z dystansu, pogłębiona metaartystyczna refleksja (cykl Status artysty z lat 90.).

W kręgu palimpsestów

Na koniec należałoby odnieść się do tytułu wystawy W kręgu pop-artu. Lucjan Mianowski 1933-2009 i zadać sobie pytanie, czy został on trafnie dobrany. Nie sposób przypisać autora tak różnorodnych prac do określonego narzędzia czy techniki, a jeszcze trudniej zdefiniować styl, w jakim tworzył. Czy jego zainteresowanie w okresie odwilży kilkoma tematami, z którymi kojarzeni są współtwórcy pop-artu, może przesądzać o całości oeuvre? Połączenie groteskowej deformacji z marzeniami o lapidarnej, wyrazistej formie (cykle Dziewczyn, Funkcjonariuszy, Monarchów i Urzędników), problem samotności w czterech ścianach (obrazy z motywami pustych wnętrz, cykl Ptak) i w tłumie (cykle Pejzaże księżycowe, Zachody słońca) to zagadnienia niekoniecznie interesujące twórców czerpiących inspiracje z kultury masowej. Z nurtem tym można też połączyć grafiki Mianowskiego powstające od 1964 r. Nie tylko operuje tu motywami pojawiającymi się w środkach masowego przekazu, ale również upraszcza postaci i nakłada na kompozycje rastry (cykl Disque, Bieg przez płotki, Akt na tle morza).

Krok w kierunku usytuowania tych prac w kontekście proponowanym przez organizatorów wystawy uczyni także ten, kto wejdzie piętro wyżej i obejrzy obrazy Ewy Kuryluk, które w pewnym sensie bliskie są wspomnianym grafikom Mianowskiego. Uważny odbiorca odkryje, że w owym cytowaniu własnych pomysłów i multiplikowaniu obrazów tkwi, poza grą na poziomie metatekstualnym, także głębszy sens. Wystawa wykazuje cechy współczesnego palimpsestu, który zgodnie z zaleceniami artysty należy poznawać bez pośpiechu.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter