70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Myśli śmiertelne

Przed wielu laty cała stała redakcja „Tygodnika Powszechnego”, ta utworzona po 1956 r., jak co roku udała się na rekolekcje.

Tym razem wybraliśmy miejsce osobliwe. Zaprosili nas na krakowskie Bielany kameduli. Jest to zakon o bardzo ścisłej regule, niewpuszczający w zasadzie nikogo do klauzury. Ich świątynia nie ma organów. Cisza – można powiedzieć śmiertelna – panuje w całym klasztorze, a także w domkach poszczególnych mnichów, które są ich celami. Jeden z nich należał do rekluza, zakonnika, który złożył specjalne śluby, że będzie przebywał w nim do śmierci, z nikim się nie kontaktując – wyjątkiem był chyba przełożony czy spowiednik. W jego furcie znajdowało się okienko, przez które otrzymywał pożywienie, a jedyne wiadomości, jakie mu przekazywano, dotyczyły zmiany papieży i arcybiskupów krakowskich. Tadeusz Żychiewicz, jeden z najlepszych publicystów katolickich nie tylko tamtego czasu, admirowany przez kamedułów, otrzymał domek z czaszką ludzką na stoliku. Nie był to plastikowy model, tylko prawdziwa czaszka człowieka. Takie to były czasy, że jeszcze nie produkowano szkieletów z plastiku.

Przywołuję te wspomnienia, aby wprowadzić czytelnika w główny wątek mojej refleksji, związanej z Wielkanocą: o śmierci – Zmartwychwstaniu – życiu po życiu.

Moja wyobraźnia – chcę czy nie – przez całe życie wraca ku strasznym przeżyciom II wojny światowej i Powstania Warszawskiego, dlatego tajemnica śmierci zawsze mnie pociągała. Kiedyś zanurzałem się w niej z dużym lękiem, dzisiaj tylko z obawą. Na drodze obłaskawiania myśli o śmierci natrafiłem na niezwykłe lekarstwo duchowe – postać św. Franciszka z Asyżu i jego hymn Pochwała stworzenia, który duchowość średniowiecznego ponuractwa przemienił w renesansową radość. Jedna z końcowych linijek tego arcydzieła brzmi: „Pochwalony bądź, mój Panie, przez siostrę naszą Śmierć cielesną”. Kiedy przed laty przeczytałem ten hymn, pomyślałem, co też autorowi przyszło do głowy, by śmierć nazwać „siostrą”? Poetycko określenie to przywodzi na myśl pielęgniarkę – siostrę która pociesza umierających. Z drugiej strony, nazywanie „siostrami” także gwiazd i Księżyca dodaje pojęciu śmierci potęgi; umiejscawia w kosmosie. Tylko jakiż kosmos znał św. Franciszek? Na pewno czytał już greckich astronomów, ale to rodzinne, przyjazne i serdeczne określenie „siostra Śmierć” świadczy o jego duchowej wyobraźni, a nie o wiedzy.

Do tej pory nie rozwiązałem zagadki tej wspaniałej linijki hymnu, jaki dane mi było kilkakrotnie czytać w samym Asyżu, mieście świętego Biedaczyny, które – mimo splendoru Rzymu – uważałem zawsze za stolicę chrześcijaństwa. Święty był stygmatykiem, nosił na swoim ciele ślady męki Chrystusa. Myślę, że w nieznany nam sposób przeżył niezwykłą traumę cierpienia na krzyżu, po której przyszedł czas pogody ducha. Jeśli zawierzyć poecie: „Jest bowiem taka cierpienia granica, / Za którą się uśmiech pogodny zaczyna” (Czesław Miłosz, Walc).

W roku 1981 ukazała się antologia wierszy Edgara Lee Mastersa, amerykańskiego poety z początku XX w., który wydał tom zatytułowany Umarli ze Spoon River. Poeta wpadł na niebywały pomysł – w wierszach swych pozwala przemówić umarłym leżącym w mogiłach na miejscowym cmentarzu amerykańskiego Midwestu. Za sprawą poetyckiej wizji z małego poletka wznoszą się głosy, z których każdy opowiada inną historię życia i śmierci. Jest tam niewidomy skrzypek, który zapewne nietrzeźwy spadł z wozu, gdy go odwożono z jakiegoś wesela, i zginął pod kołami. Niesłychany jest finał tego wiersza – bohater dociera po śmierci do miejsca, gdzie niewidomy wielki poeta, jak on za życia, cieszy duszę pieśniami. Chodzi oczywiście o Homera. Słuchamy też opowieści słynnej śpiewaczki, która urodziła się w Spoon River, a potem występowała w nowojorskiej operze. Poznajemy historię rosyjskiego rewolucjonisty, który uciekł przed prześladowaniami z własnego kraju i umarł tu jako imigrant.

Dzięki poezji śmierć zostaje niejako pokonana w sposób „świecki”. Wiersze są tak prawdziwe, że takimi zdają się również opowieści umarłych.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter