70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Rób tak, żebym nie został dziadkiem

Seksuolodzy powtarzają, że nie można dłużej ignorować problemów młodzieży, 90% społeczeństwa uważa, że przekazywanie w szkole wiedzy o seksualności jest potrzebne, a dorastające dzieci szukają informacji tam, gdzie to tylko możliwe. Dlaczego w takim razie nic się nie zmienia?

Ojciec Timothy Radcliffe, były generał zakonu dominikanów, zapytany po wykładzie wygłoszonym w Brukseli w 2009 r. o to, jak rozmawiać o wartościach i postawach życiowych z młodzieżą, która nie jest wcale zainteresowana takimi tematami, odpowiedział, że trzeba zacząć od zastanowienia się, w jakim miejscu w życiu się ona znajduje, z jakiej pozycji patrzy na świat, i właśnie tam wyjść jej na spotkanie. Kiedy przez Polskę przetaczają się debaty na temat seksualności nastolatków, można odnieść wrażenie, że nie wszyscy mówią o tej samej grupie. Ich portret jest często odrealniony, co może sugerować, że słabo znamy młode pokolenie. Podczas dyskusji o edukacji seksualnej młodzież jest przedstawiana jako niczego nieświadome dzieci, które trzeba jak najdłużej chronić przed zrozumieniem, o co chodzi w relacjach damsko-męskich (co przy okazji demonizuje takie relacje). Natomiast gdy do mediów przedostaje się informacja o agresji seksualnej w szkole, niewinne aniołki zmieniają się w cyniczne potwory, które nie chciały słuchać, kiedy ktoś im mówił o wartościach.

Kilka godzin spędzonych na lekturze wpisów na młodzieżowych forach otwiera oczy – ludzie wymieniający się tam opiniami, poradami i doświadczeniami wiedzą o seksie bardzo dużo, szukają punktów odniesienia w świecie wartości, ale nie mają wsparcia ze strony dorosłych i do wielu wniosków muszą dochodzić metodą prób i błędów.


Życie nie kończy się na seksie

Opis dyskusji internetowych młodzieży należy zacząć tego, że zdecydowanie nie są one monotematyczne. Wśród najbardziej popularnych tematów znajdują się szkoła (ulubione przedmioty, wagary, relacje z nauczycielami), zdrowie (niepokojące objawy, uzależnienia), sytuacja rodzinna (emigracja i rozwody rodziców), kultura i rozrywka (książki, filmy, muzyka), a także rozmowy o wartościach (problem samobójstwa, aborcji, trwałości więzi między ludźmi). Rekordy popularności biją jednak uczucia. Długie dyskusje rozwijają się wokół haseł takich jak pierwsza miłość, wrażliwość, nieśmiałość. Młodzi są ciekawi, czy ich odczucia mieszczą się w rówieśniczej normie. Dopytują, jak dbać o relacje. Szukają akceptacji. Najczęściej spotykają się z ogromną empatią innych nastolatków, którzy okazują duże wsparcie młodym w trudnej sytuacji życiowej, cierpiącym na depresję lub mających niskie poczucie własnej wartości.

Seksualność jest dla nastolatków tylko jednym z wielu tematów. Jednak jest to właśnie ten temat, który pokazuje w sposób najbardziej jaskrawy, że dorośli nie zawsze są zainteresowani przekazywaniem dobrych wzorców. Na zadane na forum przez dziennikarkę TVN-u pytanie o to, czy rodzice rozmawiają lub rozmawiali z nimi o seksie, padło około 50 odpowiedzi. Mniej niż połowa była twierdząca, a nawet wśród tych wiele ograniczało się do stwierdzeń takich jak: „moja mama czasem coś wspomina”, „o antykoncepcji nakładli mi, ile mogli, a teraz umywają ręce”, „usłyszałem od ojca, że nie chce na razie zostać dziadkiem, i tyle”.

Skąd więc biorą informacje? Według badań CBOS-u z 2008 r. na temat postaw i zachowań seksualnych młodych Polaków, czerpią wiedzę o życiu seksualnym od kolegów (55,4%) i z Internetu (43,9%). Te źródła są najczęściej zupełnie poza kontrolą dorosłych i mogą wiązać się z poznawaniem przez młodzież treści pornograficznych. Na dalszych pozycjach są nauczyciele (34,9%) oraz czasopisma młodzieżowe (32,6%). Czytając fora internetowe, można zaobserwować, że niejednokrotnie mniej doświadczeni użytkownicy, którzy proszą o porady, są odsyłani przez rówieśników do filmów erotycznych. Według drugiej edycji raportu „eKid” omawiającego aktywność dzieci w Internecie, wśród osób poniżej 13 roku życia już 48% przynajmniej raz odwiedziło internetową stronę erotyczną. W przedziale wiekowym 13–15 lat jest to 52%, czyli o 10 punktów procentowych więcej niż w poprzedniej edycji raportu (pół roku wcześniej).
Badania wykorzystane w raporcie opierają się na pomiarze ruchu użytkowników w Internecie. Jeśli do samego korzystania z sieci dodamy tradycyjne pisma erotyczne oraz przechowywanie plików w komputerach, telefonach komórkowych i ich oglądanie z rówieśnikami, liczba młodych osób korzystających z takich treści wzrośnie jeszcze bardziej.


Pornograficzny zamęt

Trudno jednoznacznie ocenić, jak duży jest wpływ pornografii na seksualność dorastających dzieci. Z jednej strony pojawiają się zachowania wskazujące na ich dużą asertywność – liczne wypowiedzi w Internecie świadczą o negatywnej ocenie pornografii przez młodzież. W wątku jej poświęconym wielokrotnie padają opinie, że korzystanie z materiałów pornograficznych wypacza myślenie o bliskości fizycznej, że są one wulgarne, źle wpływają na psychikę, zabijają wrażliwość. Nastoletni użytkownicy forum podnoszą alarm, kiedy ktoś zamieści na nim fotografie przekraczające granice dobrego smaku, wskazując, że jest to sprzeczne z regulaminem. Z drugiej strony pojawiają się też głosy przyzwolenia: „lepiej dawać upust emocjom poprzez filmy niż np. gwałty”. Wśród powodów usprawiedliwiających sięganie po takie treści podawane są też ciekawość i poszukiwanie inspiracji dla własnego życia erotycznego.

Na to ostatnie wskazują wątki forum odnoszące się bezpośrednio do życia seksualnego młodzieży, w których omawiane są najróżniejsze pozycje i techniki erotyczne. Co prawda, kiedy mowa o inicjacji, większość uczestników dyskusji zgadza się, że nie należy się na nią decydować pod presją, przedwcześnie ani bezmyślnie. Jednak kiedy ktoś dojdzie do wniosku, że jest już gotowy na swój „pierwszy raz”, znika wiele innych granic.

Wpływów pornografii, która często przedstawia relacje dominacji i uprzedmiotowienia, można doszukiwać się również w seksualizacji agresji wśród młodzieży. Zdaniem prof. Zbigniewa Izdebskiego coraz częściej przemoc seksualna nie jest przez młodych kojarzona z samą seksualnością, ale służy głównie do upokorzenia ofiary. Według jego badań z 2004 r. aż 12% 17- i 18-latków przyznało się do bycia sprawcami rówieśniczej przemocy seksualnej. Do takich zachowań należy zaliczyć nie tylko gwałty i przypadki molestowania, ale także nagrywanie komórką rówieśników w sytuacji intymnej lub bez ubrania i szantaże na tle seksualnym.


W poszukiwaniu wzorców

Największym problemem nie jest jednak samo istnienie łatwo dostępnej pornografii, ale brak wiarygodnych, dobrych wzorców, które mogłyby zrównoważyć negatywne wpływy. Młodzież nie ma zbyt wielu okazji, żeby przekonać się o tym, jak piękna potrafi być – i powinna – fizyczna relacja między ludźmi. Z uprzedmiotowieniem i upokorzeniem na tle seksualnym dorastające dzieci spotykają się nie tylko poprzez treści pornograficzne, ale coraz częściej również w rodzimych przekazach reklamowych, które można zaliczyć do jednych z najbardziej seksistowskich w Europie.

Przez wiele lat nikomu nie udało się uregulować kwestii reklam poniżających kobiety. Nieliczne głosy sprzeciwu przypisywano radykalnemu feminizmowi aktywistek bez poczucia humoru. Na jesieni ubiegłego roku pierwszy pozew przeciwko seksitowskiej reklamie wniosła do sądu Fundacja Gender Center wspierana przez Helsińską Fundację Praw Człowieka. Sprawa dotyczy reklamy usług internetowych, która przedstawia leżącą młodą kobietę w rozpiętych spodniach i gorsecie, nad którą widnieje napis „We wrześniu dajemy za darmo”. Jest to tylko jeden przykład powszechnej praktyki używania dwuznacznego języka, który wskazuje na dostępność seksualną kobiety i tworzy skojarzenia z rynkiem towarów i usług. Podobny mechanizm wykorzystuje reklama suplementów diety dla sportowców, na której widnieją dwa zdjęcia kobiety w bieliźnie i hasło „Druga sztuka gratis”. Wszelkie granice przekracza kampania hurtowni artykułów elektrycznych obok fotografii kobiety w bikini umieszczająca napis „Dajemy za darmo ci puszki”.

Młodzież zapewne lepiej niż jakakolwiek inna grupa rozumie, na czym ma polegać żart takich działań. Problem w tym, że te poniżające plakaty tworzą spójny przekaz z wzorcami pornograficznymi i utrwalają przekonanie, że seksualność jest domeną dominacji i upokorzenia, a także przedmiotem handlu. Nie chodzi o to, że pozytywne wzorce nie istnieją (bo tak nie jest), ale o to, że dzieci dorastają w świecie, w którym dorośli nie uzgodnili między sobą, jakie zachowania składają się na mądry, budujący model myślenia o seksualności, a z jakimi trzeba zdecydowanie walczyć. Same muszą sprawdzać na własnej skórze, co im zaszkodzi, a co będzie dobrym doświadczeniem.


Miłość do szkoły

 

Kiedy rodzicom trudno rozmawiać z dziećmi o sprawach intymnych, a kultura masowa dostarcza wzorców podrzędnej jakości, szkoła staje się naturalnym kandydatem na wychowawcę młodzieży. Potencjał jest ogromny. Treści mogą być łatwo dobierane i kontrolowane przez pedagogów oraz konsultowane z seksuologami i psychologami jeszcze przed wprowadzeniem ich do programu, zaś obowiązek szkolny gwarantuje szeroki zasięg prowadzonej edukacji. Jest to też świetna okazja, żeby do dyskusji o seksualności w końcu włączyli się dorośli i porozmawiali z dojrzewającymi dziećmi o tym, jak pięknie przeżywać swoją cielesność w relacji do innych, jak bronić się przed nadużyciami i dbać o zdrowie. Wydawałoby się, że takiej szansy nie można zmarnować. Wydawałoby się nawet, że łatwo odgadnąć, co należy przekazać młodym ludziom. Profesor Izdebski w rozmowie z Tomaszem Lisem z 28 listopada zeszłego roku wymienia bez wahania zagadnienia, które powinny znaleźć się z programie nauczania: profilaktyka HIV, przeciwdziałanie przemocy seksualnej, antykoncepcja i wiedza na temat relacji społecznych. Szkoła daje idealne warunki do tego, żeby odpowiedzieć na problemy młodych ludzi, a jednak to się nie dzieje.

Zwolennicy wychowania do życia w rodzinie jako optymalnej formy edukowania o seksualności bronią oczywiście tezy, że szkoła podejmuje stojące przed nią wyzwania i dobrze przygotowuje do dorosłości. „Fronda” (nr 61) drukuje publikowane wcześniej w „Wychowawcy” (2011, nr 6) zestawienie danych, które ma dowodzić, że polski model edukacji seksualnej, zwany w artykule typem A, czyli „wychowaniem do czystości”, jest bardzo skuteczny w ograniczaniu niechcianych ciąż i zakażeń HIV. Autorki omówienia danych statystycznych, dr Krystyna Kluzowa, prof. dr hab. Janina Palus i dr hab. Jadwiga Wronicz, na poparcie swojej tezy prezentują wykresy, według których liczba legalnych aborcji wśród nastolatek jest wyższa ponadtysiąckrotnie w Wielkiej Brytanii i ponadtrzystukrotnie w Niemczech w porównaniu z danymi z Polski. Autorki cieszy też niska w porównaniu z innymi krajami Europy liczba zdiagnozowanych zakażeń HIV. Trudno byłoby jednak spodziewać się wyższej liczby legalnych zabiegów przerywania ciąży w kraju, w którym jest on prawnie właściwie zakazany. Na podstawie danych zawartych w artykule można też szybko obliczyć, że liczba ciąż na 1000 nastolatek jest w Polsce i Niemczech prawie identyczna (odpowiednio 15,98 i 15,46), co przeczy tezie o widocznych różnicach w skuteczności programów edukacyjnych typu A i B (polskiego wychowania do czystości i niemieckiej edukacji biologicznej). Nie do końca też wiadomo, czy liczba wykrytych przypadków HIV świadczy o dobrym zdrowiu polskiej młodzieży czy jedynie o niskiej wykrywalności zakażeń. Ta ostatnia nie byłaby zaskoczeniem w kraju, gdzie nie ma obowiązkowych dla młodzieży testów na obecność wirusa (taki obowiązek jest egzekwowany wśród uczniów i studentów w niektórych krajach Europy Zachodniej).
Zastanawia tylko, dlaczego trzy autorki i redakcje dwóch pism tak bardzo starały się pokazać, że problem edukacji seksualnej nie istnieje.


Przeszkody, których nie ma

Seksuolodzy powtarzają, że nie można dłużej ignorować problemów młodzieży, 90% społeczeństwa uważa, że przekazywanie w szkole wiedzy o seksualności jest potrzebne, a dorastające dzieci szukają informacji tam, gdzie to tylko możliwe. Dlaczego w takim razie nic się nie zmienia? Czy nie jest popełniany błąd, na który wskazywał o. Timothy Radcliffe? Myśląc o dorastających ludziach, tworzymy obrazy nieprzystające do rzeczywistości, wyidealizowane i rodzące frustracje. A może rzeczywiście wystarczy wyjść nastolatkom na spotkanie w miejscu, w którym realnie się znajdują? Otworzyć oczy na to, co robią i o co pytają. Porozmawiać jak dorosły z dorastającym. Tylko i aż tyle.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata