70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Przyszłość mediów: wyzwania i prognozy

Prezentowane głosy pochodzą z rozmów vwdeo przeprowadzonych na potrzeby debaty Future Calling zainicjowanej przez Fundację MediaTory LAB – Forum Przyszłości Dziennikarstwa. Rozmowy przeprowadzili: Marcin Sikorski, Mateusz Baczyński i Bartosz Paturej. Fragmenty wypowiedzi prezentowane były podczas V Finałowej Gali Plebiscytu MediaTory – Studenckie Nagrody Dziennikarskiego, w Auditorium Maximum UJ w Krakowie w obecności ponad 1000 widzów i nominowanych dziennikarzy oraz przedstawicieli środowiska medialnego z całej Polski. W Plebiscycie MediaTory każdego roku studenci dziennikarstwa uczelni publicznych z całej Polski wskazują i nagradzają najważniejsze zjawiska w polskich mediach.

Piotr Sztompka: Więcej optymizmu!

Jednym z deficytów naszego społeczeństwa jest deficyt zaufania. Media mogą odegrać ogromną rolę w pokonaniu tego problemu. Jak? Teoria zaufania i badania na ten temat mówią, że kojarzy się ono przede wszystkim z takimi wartościami jak: optymizm, poczucie sprawstwa, przejrzystość i przewidywalność życia.

Jeśli chodzi o optymizm, to niestety skrzywienie komercyjne mediów prowadzi do tego, że nie lansują one postaci pozytywnych ani heroicznych. Dużo łatwiej mówi się bowiem o rzeczach okropnych i strasznych, a to nie sprzyja wyrabianiu optymistycznej postawy.

Drugą kwestią jest poczucie sprawstwa. W demokracji sprawą fundamentalną jest to, żeby zwykli ludzie mieli poczucie, że coś od nich zależy. Klasyczna demokratyczna konstytucja amerykańska mówi: „We the people”, tymczasem media znów pokazują świat tak, jakby zależał on tylko od nich i od klasy politycznej, od elit, od ciągle tych samych gadających głów.

W ten sposób można odnieść wrażenie, jakby wszystkie inicjatywy oddolne, np. lokalne pomysły na rozwiązywanie problemów, nie miały znaczenia. Oczywiście są wyjątki, ale ogólnie rzecz biorąc, wyrabia się w ludziach poczucie, że nic od nich nie zależy i całe ich życie spoczywa w rękach polityków.

Trzecim czynnikiem mającym wpływ na poziom zaufania społecznego jest przejrzystość otaczającego nas świata i przewidywalność tego, co nas czeka. Tymczasem sprawy, o których mowa w mediach są zupełnie nieprzejrzyste. Mówi się nam, że atakują nas nieustannie jakieś „rynki” i kolejne fale jakiegoś „kryzysu”, których nikt łącznie z ekonomistami nie jest w stanie przewidzieć ani zrozumieć. Tym samym media wpędzają nas w nastrój niepewności, braku zaufania co do przyszłości i własnych sił.

Media dla ludzi

Wiele z tych problemów bierze się stąd, że media przyjmują pewien obraz społeczeństwa: uznają, że „ciemny lud to kupi”. Otóż lud nie jest ani tak ciemny ani głupi i mam na to jeden prywatny dowód. Byłem dwukrotnie uczestnikiem Areopagu Gdańskiego. W wielkiej sali spotyka się kilku intelektualistów, którzy dyskutują na temat wartości, takich jak szacunek, zaufanie, roztropność, sprawiedliwość, a więc spraw abstrakcyjnych i trudnych. Mimo to sala mogąca pomieścić 1000 osób jest zawsze pełna, a losowanie wejściówek odbywa się przez internet, bo tak dużo ludzi chce posłuchać rzeczowej rozmowy.
Jeżeli nawet nie całe społeczeństwo jest gotowe do tego, żeby wyższe, wyrafinowane treści medialne kupować i konsumować, to sprawą mediów istotną dla nich samych jest właściwe ukształtowanie publiczności. Należy odpowiednimi treściami i działaniem podnieść poziom widowni bądź czytelników, a nie spychać ich do najniższego wspólnego mianownika, po to by osiągnąć jak najszybciej najlepsze wyniki sprzedaży. To jest myślenie, które na dłuższą metę przyniesie fatalne skutki, także w wymiarze komercyjnym.

Ukształtowanie bardziej wrażliwej estetycznie, emocjonalnie i intelektualnie publiczności, to warunek konieczny do tego, aby społeczeństwo obywatelskie się rozwijało, bogaciło, żeby miało lepsze, pełniejsze życie.

Kwestia budowania zaufania społecznego przez media nabiera także dodatkowego znaczenia w epoce mediów elektronicznych. Rewolucja technologiczna, której doświadczamy, a która jest szczególnie widoczna w zakresie komunikacji i przekazywania informacji sprawiła, że dociera do nas coraz więcej informacji niesprawdzonych, a nawet fałszywszych. Zjawiska te wymagają wykształcenia w odbiorcach nowych umiejętności, takich jak dokonywanie wyboru i selekcji, a to z kolei wymaga podwyższenia poziomu intelektualnego społeczeństwa. Społeczeństwo jest bytem, który się rozwija i powinien systematycznie awansować kulturowo. Znaczącą rolę mogą tu odegrać właśnie media tradycyjne. Nie będziemy w przyszłości szczęśliwym i zasobnym społeczeństwem, jeśli nie wykształcimy mądrych, rozsądnych obywateli. Sam rozwój technologiczny nie wystarczy.
Problemem jest jednak spadek zaufania do mediów. Wynika on z tego, że ulegają one polityzacji – przyjęły rolę tub propagandowych określonych opcji. W sytuacji, kiedy społeczeństwo nie ma zaufania do polityki, przeniesienie braku zaufania na media jest bardzo łatwe. W ten sposób przestają być one czynnikiem pośredniczącym między ludźmi a władzą, a przecież taka jest ich podstawowa, wynikająca nawet z nazwy, funkcja. Media muszą dawać ludziom poczucie, że reprezentują ich aspiracje, interesy, niezadowolenie czy oczekiwania. Powinny być bardziej głosem społeczeństwa obywatelskiego, a mniej głosem elit. W ten sposób mogłyby służyć również politykom, którzy więcej wiedzieliby o nastrojach społecznych obywateli.

PIOTR SZTOMPKA – socjolog, profesor zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego i Wyższej Szkoły Europejskiej im. J. Tischnera. Rzeczywisty członek Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności. Członek honorowy Amerykańskiej Akademii Sztuk i Nauk oraz Academia Europaea w Londynie.

Wiesław Godzic: Więcej spokoju!

Jesteśmy coraz bardziej przyzwyczajeni do konsumowania informacji wyłącznie w formie rozrywkowej. W przyszłości będzie jeszcze gorzej – królować zacznie rozrywka udająca informację. Do niedawna informacja sama do nas przychodziła, a my ją na ogół pasywnie przyjmowaliśmy, np. oglądając telewizję czy słuchając radia. Od jakiegoś czasu – korzystając z internetu i interaktywnych urządzeń – zaczynamy kształtować narzędzia dostarczające nam informacje. W konsekwencji wszyscy cierpimy na „medialne ADHD”. Większość z nas ma potrzebę robienia czy tylko sprawdzania kilku rzeczy naraz i ciągłego decydowania, na co poświęcić czas i ku czemu skierować naszą uwagę w danej chwili. Dlatego media, które o tę uwagę rywalizują, ciągle starają się, abyśmy ani przez moment się nie nudzili. Skutkiem tego sam proces komunikowania się z klawiaturami, konsolami i ekranami bywa dosyć zabawny. Nie wyobrażamy już sobie, że siedzimy „bezczynnie” na kanapie, a informacje nas bombardują. Wydaje się, że obiegowa opinia jest inna – oto coraz więcej ludzi spędza wolny czas skacząc po kanałach, ale to dotyczy na ogół starszego pokolenia. Natomiast badania wskazują na to, że młodzi traktują wszelkie ekrany w sposób dynamiczny, zmienny: są one McLuhanowską protezą ich ciał i służą zabijaniu nudy. A ponieważ najskuteczniejsza w tym jest rozrywka, prognozy dla poważnej informacji są pesymistyczne.

Kim jest dziennikarz?

Tradycyjna rola dziennikarza, który zgodnie z teorią delegowania jest dostarczycielem wiedzy z miejsc niedostępnych przestaje już funkcjonować. Dziś od dziennikarza wymaga się, by pełnił wiele różnych ról – był błaznem, nauczycielem, komikiem, profesjonalistą, który ostrzega przed niebezpieczeństwem, itd. W związku z koniecznością pełnienia tak rozmaitych funkcji, dziennikarz jest właściwie ubezwłasnowolniony, a w każdym razie staje przed nim problem nadmiaru oczekiwań ze strony publiczności – odbiorców.

Ponadto dziś już nie wiemy dokładnie, kim jest dziennikarz – czy to osoba, która pracuje na etacie w gazecie, czy ktoś, kto skończył studia dziennikarskie, czy też osoba, która pracuje jako magazynier, a po godzinach jest dziennikarzem obywatelskim i tworzy rewelacyjne materiały. Mamy problem z definicją tego pojęcia, bo dzisiaj bardzo łatwo jest określać siebie mianem dziennikarza. Łatwo wyprodukować tekst internetowy, który przeczyta więcej osób niż artykuł w gazecie. Bardzo łatwo uzyskać opinię o swoim materiale czy zainicjować polemikę z uznanym autorem. W związku z tym, jeśli wszyscy są po trosze dziennikarzami, to mamy kłopot z określeniem tożsamości ludzi wykonujących ten zawód. A nawet gdyby udało się ją ustalić, pozostaje jeszcze trudniejsze pytanie –który dziennikarz jest dobry, a który nie. Ocena dziennikarskiej pracy w Polsce niestety zaczyna zależeć od pewnego umocowania ideologicznego. Tzn. dla lewicy X jest świetnym dziennikarzem, a Y byle jakim, dla prawicy – odwrotnie. Kiedy ocena pracy dziennikarza jest uzależniona wyłącznie od tego, czy mówi rzeczy słuszne czy niesłuszne ze względu na ideologię czytelnika-widza-słuchacza, to sytuacja taka realnie zagraża kondycji dziennikarstwa. Za mało uwagi przywiązuje się dziś również do warsztatu dziennikarza, brakuje merytorycznej krytyki ze strony środowiska dziennikarskiego i medioznawców.

A ta jest obecnie niezwykle potrzebna, gdyż warunki ekonomiczne powodują redukowanie wydatków dla redakcji, a to z kolei zawsze pociąga za sobą obniżenie jakości. Nie ma już czasu ani pieniędzy, żeby dłużej pracować nad jednym materiałem. Coraz częściej znajdujemy teksty pozornie niczyje. Media profesjonalne umieszczają w swoich serwisach internetowych materiały dziennikarzy obywatelskich, delikatnie tylko je przerabiając. Do tego dochodzi nadmiar informacji i brak umiejętności ich selekcjonowania.

Czas na etykę

Równie mało miejsca poświęcamy etyce dziennikarskiej, która zajmuje nas wyłącznie wtedy, kiedy jakiś dziennikarz lub redakcja dopuści się karygodnego czynu. Tymczasem tak dynamiczne zmiany, z jakimi mamy aktualnie do czynienia, wymagają ciągłej dyskusji na temat etyki w mediach. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w przestrzeni medialnej co miesiąc obcujemy z nowymi problemami etycznymi.
Tymczasem dziennikarze zamiast etyką czy warsztatem zajmują się często samymi sobą, wchodząc w kolejną rolę – celebrytów – o czym świadczą programy, w których rozmawiają z innymi dziennikarzami o sprawach dziennikarskich. Gdzie w tym wszystkim odbiorca, którego interes powinien być zawsze na pierwszym planie? Jak w takich warunkach sprawować kontrolę nad politykami?

Powstały nowe warunki, które domagają się nowego typu dziennikarzy i nowej dziennikarskiej tożsamości. Chciałbym, żeby najbliższe lata, lata pozbawione wyborów, były okresem pozbawionym spektakularnych mobilizacji środowiska (w zakresie, w jakim to zależy od środowiska). Żeby zespoły dziennikarzy i twórców medialnych, pracowały w ciszy i spokoju nad nowymi formatami. Twórców – a nie media-workerów – którzy ograniczają się jedynie do najczęściej „klikanych” treści. Twórców, którzy wiedzą (lub lepiej: dobrze czują), co to etyka dziennikarska i którzy mają świadomość, w jakim celu przygotowują materiały. Którzy są bardzo blisko coraz bardziej skomplikowanego procesu percepcji słów, dźwięków i obrazów. Którzy są w stanie zaakceptować nieuniknione połączenie kilku mediów w jedno – interaktywne. To wymaga oczywiście nowej formy treści, a więc mówiąc precyzyjnie (ale nie po polsku) – nowego contentu, uwzględniającego dyspozycje dzisiejszego odbiorcy. Twórcy medialni muszą doskonale rozpoznać potrzeby odbiorcy, które nie są jednoznacznie konsumpcyjne. Muszą wziąć pod uwagę warunki ekonomiczne i zaproponować nam nową formę i lepszą jakość seriali, debat, magazynów informacyjnych. To wszystko powinno nastąpić w warunkach polskich, a nie poprzez adoptowanie formatów z zagranicy. Największe zadanie dla mediów w przyszłości to podołać nowym wyzwaniom technologicznym.

WIESŁAW GODZIC – filmoznawca, medioznawca i socjolog, twórca i redaktor naczelny kwartalnika naukowego „Kultura Popularna”

Aleksander Smolar: Więcej refleksji!

W stosunkach między polityką a mediami rośnie rola mediów, co ma swoje zalety i wady. Zaletą jest to, że obywatel jest lepiej poinformowany, a w każdym razie może być – jeżeli tego chce. A świadomy obywatel jest podstawą działania demokratycznego społeczeństwa. Duża część ludzi nie jest jednak zainteresowana przyswajaniem informacji albo wychwytuje tylko to, co jest spektaklem, sensacją. Z tego punktu widzenia postawa taka niczym nie rożni się od oglądania walki gladiatorów czy reality show. Ale sama możliwość dotarcia do informacji jest oczywiście bezcenna.

Dawniej w reprezentatywnej demokracji istniał jednak zdrowy mechanizm polegający na tym, że politycy, wygrawszy wybory, mieli później parę lat – do kolejnych wyborów – kiedy spokojnie mogli podejmować decyzje – decyzje często niepopularne w społeczeństwie, ale podejmowane i przyjmowane z założeniem, że politycy to ludzie przygotowani do tego, żeby myśleć o przyszłości, a nie wyłącznie o bieżącej gratyfikacji.

Ten odstęp w czasie dawał politykom szanse podejmowania decyzji odważnych, długookresowych, ze świadomością, że nie muszą one zwiastować ich porażki, że u końca tej drogi, przed następnymi wyborami będą mogli powiedzieć obywatelom: „podejmowaliśmy trudne decyzje, ale oto są skutki”. Obywatele z kolei mieli szansę przekonać się, że choć decyzje podejmowane przez rządzących były nieraz trudne do przyjęcia, bo narażały społeczeństwo na koszty, to w długim okresie ostatecznie okazywały się słuszne i korzystne.

Wraz z rozwojem mediów i zanikiem niezbędnego odstępu czasu miedzy faktami, decyzją, informacją i reakcją obywateli – wyrażaną natychmiast w sondażach – politycy utracili poczucie wolności. Stali się więźniami na smyczy, którą często stanowią emocje obywateli (chociażby strach). Prowadzi to do zawężenia perspektywy w podejmowanych działaniach. Politycy przestają myśleć, biorąc pod uwagę dłuższy okres obejmujący np. kilka kolejnych pokoleń, co może mieć katastrofalne skutki dla jakości demokracji.

Istotną rolę odgrywają tu media 24-godzinne, choć korzysta z nich procentowo niewielka część społeczeństwa. Jednak przez swoją logikę funkcjonowania muszą one dostarczać informacji permanentnie, a jeśli ich nie ma – to je tworzyć, często kreując sensację. Właśnie dlatego nieraz np. z drobnego potknięcia polityka robi się wielki dramat. Ponadto współczesny system medialny sprawia, że dziennikarze nie mają czasu, żeby sięgać do źródeł, żeby informacja była pełna, użyteczna i spełniała swoją rolę potrzebne jest zwykle pokazanie tła, historii, ujęcie jej w szersze ramy. Dziennikarzom brakuje na to nie tylko czasu, ale też miejsca w gazetach. Nie mają ani możliwości ani środków, by odbiorcy ten kontekst przedstawić. Pod presją wydarzeń i konieczności natychmiastowej reakcji oraz niechęci narażania się interesom informacja ubożeje i przestaje pełnić swoja funkcję.

Moim zdaniem, rozwiązaniem może być w tej sytuacji wzajemna kontrola wewnątrz środowiska dziennikarskiego oraz powstawanie niezależnych, społecznych instytucji które wzięłyby na siebie część obowiązków i zadań mediów, realizując np. programy antykorupcyjne, czym zajmuje się chociażby Fundacja Batorego. Niezależne instytucje mogą z jednej strony wywierać presję na prasę, a z drugiej stanowić po prostu wiarygodne źródło informacji, na pozyskanie której media mają coraz mniej czasu i zasobów.

ALEKSANDER SMOLAR – prezes zarządu Fundacji im. Stefana Batorego, publicysta, politolog

Nic Newman: Mobilność dla wszystkich

Największym wyzwaniem dla koncernów medialnych jest zaadaptowanie się do ery cyfrowej i wszystkich ogromnych przeobrażeń, jakie ona przyniosła. Przedsiębiorstwa medialne miały dotychczas całkowity monopol dystrybucji – prasa kontrolowała drukarnie, nadawcy elektroniczni kontrolowali częstotliwości. Możliwości produkcji i dystrybucji były bardzo ograniczone i to właśnie wytwarzało tę rzadkość, która pozwalała zarabiać pieniądze. Jednocześnie wytworzyły się w ten sposób warunki pozwalające na produkcję wysokiej jakości materiałów – zyski pozwalały finansować dziennikarstwo najwyższej jakości, najbardziej nagradzane i społecznie potrzebne. Internet to wszystko zmienił i wprowadził nieograniczoną konkurencję. Prawie każdy może stworzyć materiał i rozpowszechnić go za niewielką cenę. Moim zdaniem paradoksalnie skutek będzie taki, że w przyszłości położony zostanie nacisk na materiały jak najwyższej jakości i to ona będzie ostatecznie decydowała o przewadze konkurencyjnej. Pozostaje pytanie, kto te materiały stworzy i kto będzie je finansował w przyszłości? Odpowiedź na nie to prawdziwe wyzwanie. Dziś jesteśmy świadkami sytuacji, w której przedsiębiorstwa medialne zarabiają na cyfrowej dystrybucji zaledwie ułamek z tego, ile np. zarabiały wcześniej na tradycyjnej prasie. Zmierzamy do czegoś w rodzaju kraksy, do zupełnie innych modeli pracy, gdzie gazety będą zatrudniać o wiele mniej dziennikarzy. Częściowo może to wyjść na dobre i wymusić wprowadzenie pewnych innowacji, ale i tak wszystko sprowadza się do najważniejszego problemu, polegającego na tym, że w długim okresie coraz trudniej będzie tworzyć i rozwijać dziennikarstwo jakościowe.

Prognozy na rok 2012 i kolejne lata

Największa zmiana, jaką będziemy obserwować w najbliższych latach, dotyczyć będzie urządzeń wielofunkcyjnych oraz platform informacyjnych. Będzie to czas korzystania z internetu na inteligentnych urządzeniach mobilnych. Statystki europejskie pokazują, że teraz około 30% ruchu odbywa się za pomocą takich urządzeń, a w ciągu najbliższych dwóch lat wskaźnik ten osiągnie 75%.

Do tej pory byliśmy przyzwyczajeni do tego, że internet, który znamy i z którego korzystamy, ma pewien określony „rozmiar” – i jest to rozmiar ekranu naszego komputera. To się zmienia i pociąga za sobą konieczność zupełnie nowego podejścia do tworzenia stron i usług internetowych, które będą musiały dostosowywać się do sposobów i miejsc, w których z nich korzystamy.

Mobilność będzie więc dominującą wartością produktów i usług w przemyśle medialnym. Ponadto powszechne staną się urządzenia, które do tej pory zarezerwowane były dla ludzi zafascynowanych nowymi technologiami – elektroniczne czytniki, tablety, inteligentne książki. Może to oznaczać odżycie słowa pisanego i czytania: wszystkie te urządzenia są przeznaczone dla pokazywania nam każdego rodzaju cyfrowych treści (grafiki, dźwięku, wideo), jednak projektowane są tak, aby również lektura nawet długich tekstów była za ich pośrednictwem jak najwygodniejsza i najprzyjemniejsza.
W 2012 r. może również dojść do tego, co zapowiadane było od dawna. Telewizja i telewizory zostaną w końcu realnie połączone z internetem. Sprawi to, że bogata oferta wyboru treści jeszcze bardziej rozszerzy się, wręcz eksploduje.

Wszystkie zmiany, jakie będą zachodzić w mediach w najbliższym czasie można sprowadzić do dwóch zjawisk: dywersyfikacji i konwersji. Dywersyfikacji ulegać będą urządzenia i sposoby korzystania z treści dziennikarskich, która z kolei wymusi konwersję wszystkich treści tworzonych przez dziennikarzy. Przedsiębiorstwa medialne będą musiały stać się ekspertami w produkowaniu nowoczesnego contentu oraz szybkim dostosowywaniu go do każdego z formatów i nowych platform, z jakich może chcieć skorzystać odbiorca.

Przyszłość dziennikarstwa wysokiej jakości

Zakrawa na ironię, że w erze dystrybucji cyfrowej i portali społecznościowych, gdy informacje coraz łatwiej rozprzestrzenić – mamy coraz więcej ich źródeł. Pojawia się pytanie: na ile źródła te odpowiadają wymogom i wyzwaniom naszych czasów? Jeśli weźmiemy pod uwagę światowy kryzys ekonomiczny z 2008 r. albo dzisiejsze problemy z europejskim długiem publicznym, to dziennikarstwo – poza kilkoma chlubnymi wyjątkami – nie zdołało przewidzieć czy ostrzec nas przed tym, co się wydarzy. Również wiele badań pokazało, że większa konkurencja nie poprawiła jakości dziennikarstwa. Zamiast tego pojawiła się zwiększona liczba materiałów o celebrytach, mnóstwo przeklejanych informacji prasowych kosmetycznie przeredagowanych i wiele wprowadzających w błąd opinię publiczną artykułów na temat biznesmenów czy polityków. Do tego dochodzą jeszcze oczekiwania odbiorców wobec informacji na żywo i nadejście mediów społecznościowych, które natychmiastowo rozprzestrzeniają informacje na cały świat.
To z kolei wywiera dodatkową presję na newsroomy, które zawsze chcą przekazać informacje jako pierwsze, często za cenę dokładności czy zgłębiania przedstawianego tematu. Jasne jest, że nie ma powrotu do tego, co było. Zadaniem dziennikarstwa jest zaadaptowanie się do nowych warunków, modernizacja, dzięki której wykorzystywać zacznie ono dobrodziejstwa mediów społecznościowych, ale oczywiście w odpowiedzialny sposób. Po pierwsze, może to znacznie poprawić jakość dziennikarstwa. Użycie zbiorowej wiedzy publiczności pozwoli lepiej opowiadać historie, czego świadkami byliśmy w przypadku protestów w krajach arabskich oraz zwiększy skuteczność w pociąganiu władzy do odpowiedzialności. Po drugie, ważne jest ponowne zwrócenie uwagi na znaczenie edytorstwa i selekcji przez wydawców, jednak nie jako alternatywy dla szeregu głosów ze społeczności internetowej, ale jako czegoś, co może stanowić uzupełnienie i być warte uwagi samo w sobie.

I po trzecie, dopiero wtedy, kiedy już wyprodukujemy to oryginalne dziennikarstwo, można będzie pracować w nowy sposób, współpracując z odbiorcami, którzy pomogą w dystrybucji materiału w portalach społecznościowych. Kluczowym zadaniem dla nas jest ponowne przemyślenie, co to znaczy być profesjonalnym dziennikarzem. Wartością ma być etyka jakości, nawet w erze cyfrowej i społecznościowej. Tę wartość musimy reprezentować cały czas.

NIC NEWMAN – dziennikarz i strateg medialny, przez ponad dekadę decydował o kształcie serwisów internetowych BBC, współtwórca BBC News Website, wieloletni dyrektor w departamencie Przyszłości Mediów w BBC. Dziś związany m.in. z Reuters Institute for the Study of Journalism przy Uniwersytecie w Oxfordzie

 

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter