70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Intelektualny thriller

Miłosz i Putrament toczyli ze sobą grę, której stawką było zaprzęgnięcie talentu poety do służby doktrynie komunistycznej.

Kiedy w stosach listów, pism i depesz z gratulacjami, nadchodzących do Berkeley w październiku 1980 r. Czesław Miłosz natrafił na wspomnienie o sobie pióra Jerzego Putramenta opublikowane w tygodniku „Literatura”, rzucił pod jego adresem soczyste przekleństwo i wybuchnął ironicznym śmiechem. Powołuję się tu na własne świadectwo jako ówczesnej asystentki noblisty. Niemniej myślę, że gdyby monografia Miłosz i Putrament; żywoty równoległe pióra Emila Pasierskiego ukazała się jeszcze za jego życia, przeczytałby ją z zainteresowaniem i docenił trud młodego wrocławskiego literaturoznawcy, który pierwszy tak dogłębnie i szczegółowo przedstawił dzieje relacji dwóch dawnych żagarystów.

Nawet wytrawni czytelnicy dzieł Miłosza (bo wątpię, czy obfita twórczość Putramenta znajduje dziś wielu chętnych, choć była przedmiotem badań m.in. Stanisława Beresia) natrafią w niej bowiem na wiele nieznanych faktów, intrygujących szczegółów i polemicznych starć. Autor nie zawierza do końca ani doskonałej skądinąd pamięci Miłosza, ani – zwłaszcza – autokreacjom Putramenta, toteż szuka potwierdzenia lub zaprzeczenia konkretnych zdarzeń w materiałach źródłowych i komentarzach osób trzecich, na które natrafił w trakcie żmudnych poszukiwań.
Odnotowuje liczne niuanse w relacjach i zmieniające się z upływem lat wzajemne osądy obu tytułowych postaci. Niczym w pokerze mówi „sprawdzam”. No bo jak brać za dobrą monetę stwierdzenie Putramenta z 1981 r., że w czasach służby dyplomatycznej ich obu nie był w bliskich stosunkach z Miłoszem, bo [ja] „byłem dygnitarzem, a Miłosz urzędnikiem”? I jak uwierzyć deklaracjom, że od trzydziestu lat nie sięgał po jego dzieła?

Książka ta musiała powstać. Tytułowa para, złączona w dialektycznym uścisku trwającym bez mała 70 lat, jak rzadko która nadaje się na bohaterów zarówno pracy naukowej, jak i swoistego Zeitroman z konwulsyjną historią XX w. w tle. Na podstawie opisanych wydarzeń – jak sobie wyobrażam – mógłby nawet powstać filmowy thriller z nieodzownymi dla tego gatunku zwrotami akcji i retrospekcjami niezbędnymi dla zrozumienia różnych zaszłości.

Pudełko zapałek

Po raz ostatni w życiu obaj bohaterowie widzieli się w dramatycznych dla Miłosza okolicznościach na przełomie 1950 r. w Warszawie, gdy Putrament, wówczas sekretarz generalny ZLP, przyczynił się do odebrania poecie paszportu dyplomatycznego. 30 lat później, kiedy Miłosz odwiedził Polskę, autor Pół wieku nie pojawił się ani na tłumnym spotkaniu z noblistą w Domu Literatów, ani na żadnym innym forum. Może z obawy, że zazna jawnej wrogości ze strony laureata. Romanowi Samselowi miał powiedzieć, że nie spotkał się wtedy z Miłoszem, bo ten kilkadziesiąt lat wcześniej w studenckiej stołówce wrzucił mu do zupy pudełko zapałek.

Jakkolwiek absurdalnie brzmi ta wymówka, psikus Miłosza miał rzeczywiście miejsce i znajdował się wysoko na liście uraz doznanych przez Putramenta ze strony kolegi. Z tego powodu obaj odbyli nawet pojedynek bokserski zakończony rozejmem. Znaczące, że taką błahostkę zapamiętał do końca życia. Musiał mieć bardzo drażliwe ego. Ze stronic Żywotów…wyziera postać ogarnięta dożywotnią obsesją na punkcie genialnego kolegi. Miłosz porównywał ich relacje do obrazu kota i umykającej myszy albo rybaka i ryby, która nie chce dać się złowić na haczyk.

Najbardziej znanym wizerunkiem Putramenta pióra Miłosza jest oczywiście Gamma w Zniewolonym umyśle, na który odpowiedzią po kilku latach był pamflet Coś z Miłosza w cyklu reportaży Dwa łyki Ameryki. Znalazł się tu sławetny epitet wypowiedziany pod adresem poety „tchórz honoris causa”. Pasierski zwraca uwagę, że obaj przez szereg lat podejmowali kwestię ich zawikłanych pod względem intelektualnym i emocjonalnym relacji. Opisywali to aż do późnej starości w powieściach, wspomnieniach, wywiadach.

Dość wspomnieć, że postać Putramenta pojawia się na wielu stronicach Miłoszowego Roku myśliwego i Abecadła, a we wstępie do bloku listów noblisty ogłoszonych w tomie Zaraz po wojnie autor pisze wręcz, że łączył ich rodzaj „skomplikowanej i perwersyjnej” przyjaźni. W podobnym tonie wypowiadał się pod koniec życia Putrament. Posługiwał się jednak mniej obrazowym epitetem. I chociaż nawet w upowszechnianym przez propagandę PRL pamflecie Coś z Miłosza nie szczędził poecie pochwał, to jednak podał tam kłamliwą wersję o jego litewskim paszporcie i zniknięciu z ambasady w Paryżu po pobraniu pensji.

Autor Żywotów równoległych z uwagą śledzi tę frapującą fluktuację postaw i podważa ich wyłącznie antagonistyczny charakter. W swej doskonale udokumentowanej opowieści przedstawia dwóch twórców nierównomiernie obdarzonych talentem, ich wybory, wpływy, jakim ulegali w kluczowej dla rozwoju intelektualnego młodości, transformacje ideowe i grę, którą ze sobą toczyli przez lata. Stawką w niej było zaprzęgnięcie talentu poetyckiego Miłosza do służby doktrynie komunistycznej. Tym wysoce utylitarnym celom towarzyszył niekłamany zachwyt Putramenta dziełem przyszłego noblisty, zwłaszcza wczesną poezją ze zbioru Poemat o czasie zastygłym, od której sam autor po latach dość stanowczo się dystansował.

Artysta kieruje hodowlą ludzi

Na ironię losu zakrawa fakt, że goszcząc na międzynarodowej konferencji pisarzy w Moskwie kilka dni po ogłoszeniu Literackiej Nagrody Nobla dla Miłosza, Putrament wyrecytował z pamięci jego młodzieńczy wiersz Przeciwko wam, a następnie pokrętnie odpowiadał na zadawane mu pytania, dając zebranym do zrozumienia, że dawny żagarysta pozostał wierny lewicowym ideałom. Zresztą już kilka lat wcześniej kilkakrotnie miał okazję publicznie wyrazić przeświadczenie, że Miłoszowi należy się Nobel. Mawiał, że wystarczyło wsłuchać się w jego recytacje przez dziesięć sekund, by pojąć wielkość tej poezji.

Podczas lektury Żywotów… można natrafić na niejedną dramatyczną, odstręczającą, a niekiedy i komiczną scenę, celne cytaty z listów, fragmenty tajnych szyfrogramów przesyłanych pocztą dyplomatyczną, a nawet teksty donosów. Autor stara się zachować obiektywizm w traktowaniu obu pisarzy i nawet kiedy ukazuje Putramenta w momentach zdrady, jakiej ten nieraz się dopuścił, wstrzymuje się z wydawaniem wyroku, zostawiając ocenę czytelnikowi.

Przekonywająco dowodzi, że dwaj późniejsi adwersarze mieli, przynajmniej w latach młodzieńczych, sporo podobnych zainteresowań i przekonań – fascynację naturą, opowiadanie się za regionalizmem i poezją społeczną, tendencje marksistowskie oraz niemal fanatyczną wiarę w rewolucyjną moc przemiany dzięki sztuce. Pasierski podkreśla, że w 1932 r. apogeum lewicowo-komunizującej gorączki ogarnęło zarówno Putramenta, jak i Miłosza, który w Bulionie z gwoździ pisał: „Artysta kieruje hodowlą ludzi”, a w liście do Jarosława Iwaszkiewicza twierdził: „Jedynym kryterium osądzania dzieła sztuki jest jego rola społeczna”.

Z kolei bezpośrednią przyczyną zamknięcia „Po prostu” był reportaż Putramenta ze strajku generalnego w Lidzie. Obaj ulegali też wpływom tych samych autorytetów, by wymienić z dość długiej listy Teodora Bujnickiego, Aleksandra Wata z czasów „Miesięcznika Literackiego”, Stefana Jędrychowskiego czy Panasa Ancevičiusa… Pasierski umieszcza ich zwięzłe sylwetki w ramkach, będących rodzajem stop-klatek w chronologicznej narracji. Precyzuje, jak do tych postaci odnosili się obaj bohaterowie jego książki. To dobry zabieg edytorski, ułatwiający lekturę książki naszpikowanej faktami.

Zamiarem wrocławskiego literaturoznawcy było zrewidowanie wielu stereotypów, którymi obrosła historia wzajemnych stosunków Miłosz-Putrament. By ją w miarę dokładnie odtworzyć, sięga na początek do okresu wileńskiego obu poetów, czemu poświęca połowę swojej ponadtrzystustronicowej rozprawy. Przypomina pokrótce ogólnie znane fakty z biografii młodego Miłosza, jego przynależność do PET-u i naukę w Gimnazjum Zygmunta Augusta, pasję ornitologiczną i odkrycie darwinizmu.

Objawienie na schodach

Przyznaję, że sporo dowiedziałam się o wczesnej młodości Putramenta starszego odeń o rok, który wbrew temu, co pisał o nim Miłosz w Zniewolonym umyśle, nie był gburowatym wiejskim wyrostkiem, lecz wychowanym w Lidzie synem zrusyfikowanej Polki i spolszczonego Litwina w randze pułkownika. W domu ze względu na wyznającą prawosławie matkę mówiono po rosyjsku. Czy dlatego przyszły autor Września był tak podatny na wpływy literackie, a później polityczne Rosji sowieckiej? Na pewno był zrazu miłośnikiem rosyjskiego formalizmu. „Putramento”, jak go Miłosz przezywał, przybył do Wilna w 1930 r. i zapisał się na polonistykę, rezygnując z krótkotrwałej nauki w szkole wojskowej.

Ponieważ już w gimnazjum pisywał wiersze, wstąpił do Sekcji Twórczości Oryginalnej Koła Polonistów, kierowanej przez profesora Manfreda Kridla (kolejny wspólny autorytet) i w ten sposób zbliżył się do Miłosza studiującego na wydziale prawa. Choć obaj pochodzili z podobnego środowiska zubożałej szlachty, zasadniczo różnili się światopoglądowo. Pasierskiemu nie udało się ustalić, kiedy doszło do ich pierwszego spotkania, ale nie jest to tak istotne. Ważniejsze jest, jak obaj studenci Uniwersytetu Stefana Batorego w nieco odmienny sposób wspominają swoje pierwsze starcie, od razu ujawniające ich odmienność ideową.

W październiku 1930 r. do Wilna przybył na wiec endecji jej lider, minister Stroński. Putrament, wówczas korporant Młodzieży Wszechpolskiej, należał do jego ochrony. Miłosz z kolegami z grupy Henryka Dembińskiego, w tym ze Stefanem Jędrychowskim i Jerzym Zagórskim, rozdając ulotki w trakcie wiecu przeciwko hasłom „Bij Żyda”, wdał się z młodymi endekami w bójkę na schodach uniwersytetu. Putrament twierdzi w Pół wieku, że wraz z przyjacielem obu – Leonem Szrederem – przyszedł wtedy z pomocą okładanemu kijami Miłoszowi i odciągnął go w bezpieczne miejsce.
Przyszły autor Poematu o czasie zastygłym nie wspomina o tej akcji ratunkowej. W jego pamięci młody Putrament pozostał agresywnym antysemitą, oenerowcem paradującym z lagą. Ale, jak sam zauważył w jednym z wywiadów pod koniec życia, w szybko zmieniającej się rzeczywistości lat 30. niezmiernie ważne są daty. ONR powstał w 1934 r. wskutek rozłamu w Narodowej Demokracji. Putrament był już wtedy wierny odmiennej opcji politycznej: komunizmowi.

Moment objawienia miał rzekomo nastąpić właśnie na tych schodach, a więc poniekąd za sprawą bitego Miłosza. Z Młodzieżą Wszechpolską rozstał się jednak dopiero wiosną 1932 r. Wykonał zaskakującą woltę, która zdecydowała o jego dalszym życiu. Jak podkreśla Pasierski, na początku lat 30. obaj twórcy poszukiwali ideologii, z którą mogliby się utożsamiać. W ten sposób znaleźli się po tej samej stronie politycznych podziałów, wiążąc się z grupą Dembińskiego i z Żagarami, które ewoluowały coraz bardziej na lewo.

Wilno indywidualności

Łączyło ich też uprawianie poezji. Putrament nie od razu poznał się na randze wypowiedzi poetyckich młodszego kolegi, bo z początku wyżej cenił wiersze Zagórskiego, zaś ogólnie uznanym wileńskim bardem był wtedy Teodor Bujnicki. Zmienił zdanie pod wpływem zachwyconego wczesnym Miłoszem Leona Szredera. Pasierski cytuje za Pół wieku, że wiersz Ojczyzna miał dla niego kolosalne znaczenie. Oficjalny debiut poetycki Putramenta, Sielanka, przytoczony w całości przez autora monografii, zdradza pewne podobieństwa z Ojczyzną. Jest on jednak utworem nieporównanie słabszym literacko.

W oczach zdolniejszych kolegów i w opinii krytyków Putrament był żagarystą drugiej kategorii. Z niemałym zdziwieniem dowiedziałam się z Żywotów równoległych, że wydał w sumie pięć tomików poetyckich, w tym dwa przed wojną. Dopiero później został prozaikiem, zasypując domniemanych czytelników tomami reportaży, powieści i wspomnień. Do dziś nie ukazał się jego dziennik, prowadzony od 1945 r., który mógłby być ciekawym, choć mocno zafałszowanym świadectwem jego silnej pozycji w literaturze i w polityce PRL.

Pasierski przypomina, że międzywojenne Wilno sprzyjało rodzeniu się wielkich indywidualności, jakkolwiek ocenimy poszczególne postacie z dzisiejszego punktu widzenia. Uniwersytet był w rozkwicie, na samym wydziale prawa uczyło się 500 studentów. Istniało wiele stowarzyszeń studenckich i korporacji, ukazywały się liczne pisma redagowane przez młodych, prowadzących zażarte polemiki w latach światowego kryzysu i groźby nadciągającego faszyzmu, często zakończone interwencjami cenzury. Uderza w tym gronie znacząca liczba poetów.

Autor przytacza Aleksandra Wata, który pisał, że z tego środowiska wywodziła się pokaźna liczba ministrów i ambasadorów obejmujących władzę w 1945 r. A przecież część młodych działaczy albo została zdziesiątkowana w czasach okupacji sowieckiej i niemieckiej, albo wyemigrowała. Miłosz uważał po latach, że Dembiński powinien był zostać po wojnie premierem. Ksawery Pruszyński w zacytowanej przez Pasierskiego rozmowie przeprowadzonej w Moskwie z Putramentem widział w nim przyszłego prezydenta, a w Jędrychowskim – premiera. On sam na wszelki wypadek poprosiłby ich o paszport, jak dodał ze śmiechem.

Debiut prozatorski Putramenta, nowela ogłoszona w „Pionach”, też przyczyniła się do jego cierpień, ponieważ autor zamieszczonego obok komentarza nie pozostawił na niej suchej nitki. Nietrudno się było domyślić, że niepodpisany tekst wyszedł spod pióra Miłosza. Po wielu latach, w Pół wieku, Putrament wspomina, jak ciężkie to było przeżycie. Z tego powodu chciał nawet zerwać z żagarystami.

W stronę metafizyki

Pasierski nie bez racji stawia tezę, że wskutek słabych notowań literackich Putrament rzucił się w wir działań ideologicznych, by zdobyć pozycję odpowiadającą jego ambicjom. Nie tylko udzielał się na łamach „Poprostu”, w którym współredagował dział literacki, lecz także, kiedy zaproponowano mu akces do Związku Lewicy Akademickiej Front, organizacji otwarcie prokomunistycznej, ochoczo zgodził się, ściśle współpracując tam z Jędrychowskim.

Bujnicki, Zagórski i Miłosz nie przystąpili do Frontu. W tym ostatnim narastał wewnętrzny konflikt, spotęgowany blisko rocznym pobytem na stypendium w Paryżu i zbliżeniem czeladnika z mistrzem – Oskarem Miłoszem. Poeta rewolucyjny coraz częściej zmierzał w stronę poezji metafizycznej. Jeśli przestawała go pociągać doraźna polityka, przemieniona w jego wyobraźni w katastrofizm, nie tracił kontaktu z rozpolitykowanymi kolegami i nieraz występował z nimi na wspólnych wieczorach autorskich.

Do Putramenta odnosił się z pewną wyższością, ale nie bez nuty sympatii. Jedną z kapitalnych scen, przywołanych przez Pasierskiego, jest wycieczka żaglówką po Jeziorze Trockim z przybyłym w odwiedziny do Wilna Iwaszkiewiczem. Putramentowi wyznaczył Miłosz sterowanie, a sam wdał się w intelektualną dysputę z wielbiącym go i uwielbianym przezeń poetą.

Pasierski przypomina w swojej rozprawie, że na ewolucję poglądów młodego poety mieli wpływ w sensie estetycznym Oskar Miłosz i Iwaszkiewicz, a politycznym – Pranas Ancevičius. Ten ostatni bodaj najbardziej odcisnął piętno na treści jego głośnego artykułu polemicznego List do obrońców kultury, ogłoszonego na łamach „Po prostu” na początku 1936 r., w odpowiedzi na deklarację Za porozumieniem, nawołującą do wspólnego działania przeciw faszyzmowi w myśl dyrektyw Kominternu. Redakcja zamieściła komentarz, odcinający się od tego tekstu, a wkrótce potem ogłosiła podpisaną pseudonimem polemikę, niemal na pewno autorstwa Putramenta, z sugestiami, by autor Listu… nawrócił się na właściwą drogę i przyjął ideologię klasy, do której należy przyszłość.

Nawet to ostre spięcie nie doprowadziło jednak do zerwania Miłosza z kolegami. Po zamknięciu nakazem sądowym „Po prostu”, a następnie „Karty”, autor Trzech zim ujął się za Putramentem, usuniętym za komunistyczne poglądy ze stanowiska kontrolera audycji w Radiu Wileńskim (wskutek interwencji swojej późniejszej żony, Janiny Cękalskiej, pracującej w Radiu Warszawa). W trakcie procesu grupy Dembińskiego solidarnie przychodził na rozprawy. Na ławie oskarżonych znalazł się również Putrament, ku swemu rozczarowaniu – jak wspominał – uniewinniony.

Zdrada ojczyzny i honoru

Jak dowodzi Pasierski, po usunięciu Miłosza z Radia Wilno i jego przeprowadzce do Warszawy w 1937 r., obaj artyści utrzymywali kontakty. Józef Czechowicz miał nawet (niezrealizowany w końcu) projekt utworzenia miesięcznika literackiego „Zmowa” z Putramentem i Miłoszem zasiadającymi w ścisłym kolegium redakcyjnym. Tak czy inaczej, w listach Miłosza do Iwaszkiewicza pojawiają się życzliwe wzmianki o wileńskim koledze jako o miłym i życzliwym chłopcu, na którego dobrze podziałało małżeństwo i ojcostwo.

Wojna rozdzieliła ich pod wieloma względami. Chociaż znana jest późniejsza kariera polityczna Putramenta, to jednak ze zdumieniem czyta się w jego wspomnieniach entuzjastyczne zapiski na wieść o wkroczeniu do Polski wojsk sowieckich. Kiedy Miłosz wrócił do Wilna w lutym 1940 r., Putrament przebywał już od kilku miesięcy we Lwowie, przemianowanym na stolicę Zachodniej Ukrainy. Tam, wedle zachowanych dokumentów, wraz z Jerzym Borejszą złożył do NKWD sławetny donos na grupę polskich komunistów. Zmuszał również polskie środowisko literackie, aby podpisało list potępiający aresztowanych.

Aleksander Wat do końca życia traktował go jako największego wroga i sprawcę swoich cierpień, czemu dał wyraz w rozmowach z Miłoszem w Moim wieku i w korespondencji z nim. Zdaniem cytowanej przez Pasierskiego Janiny Broniewskiej, ów haniebny czyn był podyktowany strachem, że – podobnie jak jego najbliższa rodzina – zostanie zesłany na Syberię. Kazano mu zresztą potępić publicznie ojca oraz się od niego odciąć (podobnie jak od Dembińskiego, który wypadł z łask).
On sam utrzymywał w Pół wieku, że wcale się nie bał, odwrotnie – upajał go pobyt we Lwowie, gdzie był oklaskiwany na licznych wieczorach autorskich. Nareszcie – utrzymywał we wspomnieniach – pokonał wewnętrzny konflikt między światopoglądem a praktyką poetycką. Tragiczny 1940 r. był dla niego, jak cytuje Pasierski, „najbardziej owocnym rokiem w pracy pisarskiej”. Marzył mu się „zaszczytny tytuł pisarza radzieckiego”. Tymczasem nieco wcześniej w Wilnie rozeszła się pogłoska o jego rzekomym samobójstwie. Było – można rzec – dokładnie na odwrót. Putrament triumfował.

Co Miłosz wiedział o poczynaniach swego kolegi, który w 1943 r. został przeszkolony ideologicznie w korpusie oficerów polityczno-wychowawczych, a po roku oddelegowany do Wilna, by tam prowadzić nabór do armii Berlinga wśród miejscowej ludności i żołnierzy AK? Jakieś informacje na temat Putramenta-politruka docierały do niego do Warszawy, skoro w wymianie listów z Jerzym Andrzejewskim ubolewał nad zdradą ojczyzny i honoru przez część dawnych przyjaciół. Z pewnością jednak nie od razu poznał szczegóły tajnych misji jednego z nich.

Zaraz po wojnie

Pasierski powołuje się najpierw na stosowny cytat z Pół wieku, którego autor twierdzi, że przez tydzień usiłował w Wilnie przekonać do swego planu przywództwo AK, ale że zamiar mu się nie powiódł. Przemilcza jednak skutki tej nieudanej perswazji. Badacz przytacza niezbędne uzupełnienie ze wspomnień Ireny Sztachelskiej, skądinąd dawnej członkini grupy Dembińskiego. Z jej relacji wynika, że za sprawą Putramenta przywódcy AK zostali zesłani do Kaługi. Z Żywotów równoległych dowiedziałam się, że podziemie AK postanowiło go zlikwidować, ale w końcu odstąpiło od tego zamiaru wskutek społecznego wzburzenia po zastrzeleniu Bujnickiego za drukowanie wierszy i artykułów w „Prawdzie Wileńskiej”. Putrament twierdzi, że z powodu tego wyroku sądu podziemnego zapisał się w 1944 r. do PPR.

W styczniu 1945 r. Miłosz spotkał się więc w Krakowie ze złowrogą i niebezpieczną postacią. Putrament w mundurze, w randze kapitana, wydał właśnie trzeci tomik poezji i po współredagowaniu z Borejszą w Moskwie „Rzeczpospolitej” został naczelnym „Dziennika Polskiego”. Z satysfakcją odnotował we wspomnieniach, że Miłosz odnosił się do niego z szacunkiem, jak on w czasach wileńskich do niego. Od razu wciągnął go też do pisania felietonów na łamach swej gazety.

W tym okresie obaj często występowali razem na wieczorach autorskich i brali udział w zebraniach literackich. Miłosz przychylnie odniósł się też w jednej ze swoich recenzji do twórczości pryncypała. Jak podkreśla autor Żywotów…, nie musiał w ten sposób wkradać się w łaski Putramenta, bo był jego pupilem. „Dziennik Polski” to jednak tylko krótki przystanek w biografiach ich obu.

I

Putrament, i Miłosz myśleli o pracy w dyplomacji, zapewniającej w ich mniemaniu więcej czasu na twórczość literacką. Pasierski cytuje list Putramenta do MSZ sugerujący, aby ich obu wysłać na placówkę do Berna, jego – na ambasadora, a Miłosza na odpowiednio niższe stanowisko, oraz fragmenty przechowywanego w Muzeum Literatury brudnopisu podania noblisty, który podkreślał swoje związki z wileńską lewicą i z Frontem. Te zamiary dowodzą, do jakiego stopnia zachłyśnięty władzą dygnitarz chciał trzymać Miłosza jako zakładnika podległego jego wpływom.
Jak wiadomo, stało się inaczej i autor Ocalenia został po niemałych perturbacjach (wskutek donosu cofnięto mu paszport) skierowany na placówkę do Stanów Zjednoczonych. W udzielanych później wywiadach podkreślał, że Putrament ostrzegł go, iż podpisuje tym samym cyrograf.

I rzeczywiście, te diabelskie machinacje Miłosz miał wkrótce odczuć na własnej skórze. W nielicznych listach Putramenta pisanych z następnej placówki dyplomatycznej, w Paryżu, nawet jego żartobliwe uwagi brzmią złowieszczo: „Jak rzekł Stalin, Przybosie przychodzą i odchodzą”. Pada w nich też uwaga o lawinie, użyta następnie w pamiętnej metaforze w Traktacie moralnym, na co zwraca uwagę Pasierski.

Odwołać Miłosza

Dużo bardziej bulwersująca jest przytoczona przez autora Żywotów wymiana tajnych dokumentów na temat Miłosza. Ambasador Józef Winiewicz, nota bene przedwojenny sanator i członek rządu londyńskiego, z początku zaleca, aby nie obarczać poety „zbytnią pracą biurokratyczną. Niech tworzy. Niech otoczenie darzy go zaufaniem”. Jednakże szybko dochodzi do nieuniknionych starć. Kiedy Putrament pod pseudonimem ogłosił w „Kuźnicy” w 1947 r. krytykę kultury Zachodu, domagając się scentralizowanej polityki kulturalnej, Miłosz odpowiedział mu w Notatniku amerykańskim, co sądzi o samoograniczaniu w imię rzekomych wyższych racji. Zdaniem Pasierskiego, ten tekst był zaczynem do przyszłego rozdziału o Gammie.

W miarę przychylne opinie o Miłoszu, wysyłane do MSZ w Warszawie, dość szybko ustąpiły rosnącym podejrzeniom. Najpierw Putrament chciał go ściągnąć do Paryża jako swego podwładnego i otrzymał nawet formalną zgodę Warszawy, ale sprawa ślimaczyła się tak długo, że on sam z różnych powodów zrezygnował z ambasadorowania. W Pół wieku napomknął o telefonie od Jakuba Bermana, który miał mu rzekomo zakomunikować, że należy zatrzymać Miłosza w kraju, ponieważ wedle poufnych informacji poeta „zamierza zdezerterować”.

Autor Żywotów… uważa jednak jego samego za sprawcę odwołania Miłosza z placówki w Stanach. Historyjkę o Bermanie miał przytoczyć, by zminimalizować swój udział w tej sprawie. W 1950 r. – jak pisze – Putrament brał udział w posiedzeniu decydującym o odwołaniu części niepewnych dyplomatów z placówek. W protokole zapisano „Odwołać Miłosza”. Podobno kluczową rolę w tej decyzji odegrał ironiczny i krytyczny szkic poety-dyplomaty ogłoszony w „Kuźnicy” na początku 1950 r. o sytuacji we współczesnej poezji.

Poeta przeczuwał zastawioną na siebie pułapkę i usiłował odwlec transfer do Paryża, powołując się na skomplikowaną ciążę żony, mającą w ambasadzie opinię zdeklarowanej antykomunistki. Wskórał w końcu tyle, że udał się na placówkę do Paryża sam, jego rodzina miała dołączyć po rozwiązaniu. Reszta jest dobrze znana: gdy dobrowolnie pojechał pod koniec 1950 r. do Warszawy, by dać do zrozumienia o swoich intencjach, odebrano mu paszport dyplomatyczny.

Putrament z niemałą satysfakcją opisał w Pół wieku, jak ogarnięty histerią poeta miotał się w jego gabinecie. Po odzyskaniu przez Miłosza paszportu wskutek wstawiennictwa Natalii Modzelewskiej i jego azylu we Francji przechwalał się, że miał nosa i rozpoznał w dawnym koledze wroga politycznego. I zapewne to z jego nakazu atak na „zdrajcę” przypuścili nie politrucy, lecz literaci – Słonimski, Iwaszkiewicz, Gałczyński, a więc przyjaciele Miłosza. On sam nie brał udziału w tej pierwszej nagonce na poetę-uchodźcę.

Gamma

Pod koniec 1951 r. Miłosz w liście do Adama Ciołkosza nazwał Putramenta swoim „wrogiem numer jeden”, z którym toczył główną rozgrywkę. Pasierski słusznie zwraca uwagę, powołując się na analizę Włodzimierza Boleckiego, że z czterech portretów w Zniewolonym umyśle wizerunek Gammy jest nie tylko najdłuższy, ale i najbardziej nacechowany negatywnymi emocjami autora w stosunku do opisywanej postaci, mimo rozmyślnie chłodnego stylu wypowiedzi.

Putrament odczekał aż do 1955 r., by zdezawuować w druku Zniewolony umysł. Prostując drobne nieścisłości, także tę, że jego ojciec nie przeklął go na łożu śmierci, bo nadal żył, a nawet zapisał się do partii, zastosował też sprytną sztuczkę: utrzymywał, że Miłosz nienagannie wypełniał obowiązki dyplomaty na rzecz Polski Ludowej, a więc był człowiekiem dwulicowym. Nie ulega jednak wątpliwości, że zabolała go nienawiść, z jaką Miłosz go opisał.

Wydawałoby się, że po ich starciu na odległość w latach 50. nie było już miejsca na wzajemną zmianę zdań o sobie. A jednak Jerzy Giedroyc zauważył w jednym z listów do Miłosza: „Zawsze podejrzewałem Pana o ukrytą sympatię do niego”. W przytoczonym przez Pasierskiego fragmencie listu do Thomasa Mortona na temat Zniewolonego umysłu Miłosz napisał zaskakujące wyznanie: „Ja tych ludzi, przeciw którym zwróciłem swój gniew, kochałem”.

Zrelacjonowałam tu najważniejsze wątki Żywotów równoległych. Pasierski zadbał o stronę edytorską swojej rozprawy – dołączył obszerne przypisy, indeks i bibliografię oraz doskonale dobraną serię zdjęć obu swoich bohaterów, od dzieciństwa do późnej starości, łącznie ze znaną fotografią wykonaną w czasie odwiedzin Miłosza w ambasadzie PRL w Paryżu latem 1949 r. Mam tylko jedną uwagę dotyczącą stylu pisarskiego. Ponieważ książka ma gęstą fakturę dokumentalną, sugerowałabym autorowi na przyszłość skrócenie bardzo długich okresów zdaniowych, ciągnących się nieraz na pół stronicy, i większą swobodę wypowiedzi.

I na koniec wspomnę o drobnym przeoczeniu: tytuł pośmiertnie wydanej książki Aleksandra Wata brzmi nie Pamiętnik bez samogłosek, lecz Dziennik bez samogłosek.

Emil Pasierski
Miłosz i Putrament. Żywoty równoległe
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011, s. 367

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata