70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Kalwińskie piekło

Kalwin zdecydowanie odmawiał wskazywania osób zbawionych i potępionych. Łączenie materialnego powodzenia na tym świecie ze zbawieniem, przypisywane kalwinizmowi, jest istotnym wypaczeniem nie tylko nauczania samego Kalwina, ale także kalwinizmu w ogóle.

Kiedy otrzymałem propozycję napisania kilku słów na temat rozumienia piekła w kalwinizmie, postanowiłem najpierw poradzić się kilku znajomych reformowanych duchownych, co sądzą o piekle i jak takie piekło miałoby wyglądać.

Niektóre odpowiedzi byłe zdecydowanie humorystyczne: „kalwińskie piekło to wieczność spędzona na zielonoświątkowych nabożeństwach”. Dla niewtajemniczonych: kalwińskie nabożeństwa słyną, mniej lub bardziej słusznie, z surowości liturgii i ogromnej powściągliwości w okazywaniu uczuć i emocji. Nabożeństwa zielonoświątkowe są tego zdecydowanym przeciwieństwem. Inny pastor odpisał: „kalwińskie piekło to zebranie kościelne, na którym wszyscy się we wszystkim zgadzają”. Znów dla osób niezorientowanych: ewangelicy reformowani słyną z różnorodności poglądów i zapewne większość z nas nie wiedziałaby, co zrobić, gdyby nagle okazało się, że zgadzamy się w absolutnie każdej sprawie.
W niniejszym tekście postaram się pokrótce zarysować rozumienie piekła w teologii reformowanej głównego nurtu. W żaden sposób nie chciałbym jednak sugerować, że moje poglądy są jedynie słuszne (teologia reformowana odrzuca z zasady takie twierdzenia) i zapewne zarówno wielu fundamentalistów reformowanych, jak i skrajnie liberalnych miałoby moim tezom sporo do zarzucenia.

Jezus Chrystus często przestrzegał ludzi przed „wiecznym ogniem” , „ciemnością gdzie jest płacz i zgrzytanie zębów”, „zatraceniem”. Apostolskie Wyznanie Wiary, który polscy ewangelicy-reformowani odmawiają co niedziela, mówi wyraźnie o Jezusie, że „zstąpił do piekieł”. Cóż to może oznaczać?

Ojciec Reformacji, ks. dr Marcin Luter, podobnie jak wielu teologów przed nim, uważał, że Chrystus zstąpił zwycięsko do piekieł, by uratować świętych i proroków, którzy żyli przed Jezusem. Zstąpienie do piekieł jawi się zatem jako wielka i triumfalna wyprawa Jezusa po śmierci, dzięki której ratuje on tych przeznaczonych do zbawienia. Niewiele mówi nam jednak o samym piekle, być może oprócz tego, że jest to miejsce, gdzie Boga nie ma.

W Instytucjach Religii Chrześcijańskiej Kalwin podał nieco inne wytłumaczenie tego zdania w Credo. Według niego „zstąpienie do piekieł” oznacza, że jeszcze przed śmiercią Chrystus przeżył prawdziwe piekło na ziemi – zupełne opuszczenie przez Boga w chwili śmierci: „Nie może być nic straszniejszego do wyobrażenia niż uczucie porzucenia i odrzucenia przez Boga i gdy się do niego woła, bycie niesłyszanym”. To oryginalne podejście, choć niepozbawione pewnych problemów, znalazło odzwierciedlenie wśród wielu współczesnych teologów i teolożek, także katolickich, np. Elizabeth A. Johnson (She Who Is, New York 1993).

Jednak na temat samego piekła Kalwin wypowiadał się bardzo oszczędnie.

We wspomnianych już Instytucjach Religii Chrześcijańskiej zagadnienie to jest zdecydowanie marginalne i rozpatrywane zazwyczaj właśnie w kontekście owego zdania „zstąpił do piekieł”. Oczywiście nie oznacza to, że Kalwin w istnienie piekła nie wierzył. Wierzył – i to zdecydowanie. Jego zdaniem, prostą drogą maszerowali tam heretycy wszelkiej maści, papiści (katolicy), poganie, a także ci reformowani, których Bóg predestynował do wiecznego potępienia (zagadnienie predestynacji jest jednak zbyt szerokie i należałoby zająć się nim oddzielnie). Kalwin bardzo nie lubił spekulować co do liczby potępionych, ale jego zdaniem tylko jedna trzecia wiernych była predestynowana do zbawienia – resztę czekało wieczne potępienie. Jednak odmawiał wskazywania osób zbawionych i potępionych. Tym, którzy żyli w strachu przed wiecznym potępieniem i mękami piekielnymi, radził, by spoglądali na Jezusa Chrystusa i jego przesłanie, jako na zamiar Boga dla ludzkości i dla nich samych. Przypisywanie kalwinizmowi łączenia materialnego powodzenia na tym świecie ze zbawieniem jest istotnym wypaczeniem nie tylko nauczania samego Kalwina, ale także kalwinizmu w ogóle.

Biblia, przedstawiając piekło (ale i niebo), używa metafor – obrazów jasnych i zrozumiałych dla współczesnych jej autorów. Nie dziwi zatem opisywanie przez Jezusa piekła jako „jeziora ognia“ (Mt 18, 8-9), a jednocześnie „ciemności“ (Mt 8, 12). Owe figuratywne, a nie literalne rozumienie Biblii uznawał także Jan Kalwin, gdy pisał: „Ponieważ żaden opis nie odda sprawiedliwie gniewu Boga wobec potępionych, ich męki i tortury są wyrażone figuratywnie poprzez fizyczne doznania, czyli ciemność, płacz i zgrzytanie zebów (Mt 8, 12; 22, 13), nieugaszony ogień (Mt 3,12; Mk 9, 43; Iz 66, 24) i nieśmiertelnego robaka toczącego serce (Iz 66, 24)“.
Piekło zatem jest nie tyle miejscem wiecznej duchoty, skwaru, smoły, ognia i ciemności, co raczej stanem duszy i jej bytem po śmierci. Piekło to stan trwałego i uporczywego odrzucenia Boga i Jego łaski, miłości i życia (metafora „światła“), ciągłego karmienia się nienawiścią, pogardą i złem (metafora „nieugaszonego ognia“). Jak to doskonale ujął reformowany teolog Shirley Guthrie w książce Christian Doctrine (Westminster 1994) piekło jest pewnego rodzaju „wieczną śmiercią“. Być może najstraszliwszą cechą takiego stanu jest to, że ludzie tak żyjący – „żyjący śmiercią“ – do końca i systematycznie odrzucają boską łaskę i bożą miłość objawioną w Jezusie Chrystusie, zamiast tego tworząc sobie bożka pełnego gniewu, zemsty, śmierci i pozbawionego litości. W takim rozumieniu piekła Kalwin i wielu jego uczniów niewiele różni się od wizji Dantego w Boskiej Komedii czy wizji niektórych średniowiecznych mistyków, jak np. Julianny z Norwich.

Za Shirleyem Guthrie warto zwrócić uwagę, że Chrystus groził piekłem, zwracając się do osób religijnych – do faryzeuszów i kapłanów świątynnych. Jedni i drudzy byli przekonani, że wieczne potępienie nie stanie się ich udziałem: byli z dobrej rodziny, zachowywali się zgodnie z normami społecznymi, posiadali właściwą płeć, orientację seksualną, wiedzę teologiczną, sukcesję apostolską i pozycję społeczną. Bóg był im potrzebny o tyle, o ile potwierdzał ich negatywne opinie o innych i utwierdzał w samozadowoleniu i samouwielbieniu. To właśnie takich ludzi Jezus oskarżał o czynienie z innych „dzieci piekieł“ i rzucił im w twarz słynne słowa: „Zaprawdę powiadam wam, celnicy i prostytutki wyprzedzają was w drodze do królestwa niebieskiego“ (Mt 21, 31). Z drugiej strony obiecywał życie wieczne i zbawienie tym, którzy znają swoje grzechy (Ps 51, 3) i wiedzą, że jedynie Boże miłosierdzie i łaska może ich uratować. Jedynie bowiem ludzie odrzuceni, wzgardzeni i złamani grzechem zdają sobie sprawę nie tylko ze swojego stanu, ale i z tego, kim jest Ten, który ma moc ich wybawić. Jest Nim Bóg, który nieustannie, bez przerwy i bez wytchnienia otacza swoje stworzenie, a nawet „oblega“ je tak, by w ostatecznym rozrachunku i u krańca świata całe było Jego.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata