70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Śląsk w czerwonych ramach

Śląskość jest projektem, który wypełnia szczeliny – pomiędzy prywatnym a publicznym, otwarciem a zamknięciem, tradycją a feminizmem. Tożsamość często nie pasuje do odlanych specjalnie dla niej form

Czyste okna – czyste sumienie

Wystarczy przejechać się pociągiem relacji Gliwice–Katowice, żeby je zobaczyć. Nadal łatwo je zauważyć, chociaż wiele z nich wymieniono na nowe – w plastikowych, płaskich ramach. Te oryginalne, czerwone, rzadziej zielone, są bardzo dobrze widoczne na tle ceglanych elewacji. Każde czyste, przesłonięte śnieżnobiałą firanką – okna familoków, obok sylwetek kopalnianych szybów, są chyba najbardziej charakterystycznym elementem śląskiego krajobrazu.

Co jest w nich takiego, że aż zakreślono je na czerwono niczym ważne słowa w tekście?

Okna istnieją na styku tego, co publiczne, i tego, co prywatne. Ten styk, a raczej granica jest na Śląsku bardzo wyraźna. Odzwierciedlają one to rozgraniczenie – mają za zadanie chronić to, co prywatne i intymne, przed tym, co publiczne i zewnętrzne, a jednocześnie wysyłają w świat informację, że za tymi czystymi oknami i białą firanką mieszkają „porządni ludzie”.

To co jest pomiędzy

Pomiędzy prywatnym a publicznym wytwarza się przestrzeń dystansu, który Ślązacy zachowują i którego oczekują od innych. Według niepisanej zasady nie należy interesować się prywatnym życiem innych, pod warunkiem jednak, że owi inni mają „czyste okna”, czyli zachowują pewien zwyczaj. Ta przestrzeń dystansu jest strefą relatywnej prywatnej wolności, do której przynależą emocje, całkowicie wyłączone ze strefy publicznej.

Ceną tej wolności jest skodyfikowana i zamrożona w konwenansach strefa publiczna. Nie ma w niej miejsca na ekspresję i wolność. Jest to przestrzeń wyuczonych gestów, w której nie ma dyskusji, gdyż mogłaby tylko niepotrzebnie zaburzyć status quo – może i niezbyt udane, ale za to przewidywalne i znane. Dlatego też trudno wyobrazić sobie tłumną paradę śląskich homoseksualistów – uznano by ją za złamanie społecznej umowy, która jednym rozkazuje nie pytać, a drugim nie mówić o swojej intymności.

Rozgraniczenie strefy prywatnej i publicznej jest skutkiem presji narodowościowego określenia się, której byli poddawani Ślązacy. Zewnętrzny napór stał się źródłem nieufności wobec instytucji i wszystkiego, co publiczne. Jürgen Habermas umiejscawia genezę burżuazyjnej strefy publicznej w XVIII w. Śląskość byłaby więc czymś przednowożytnym, zdefiniowanym przed narodzinami burżuazji, mieszczaństwa i strefy publicznej.

Śląskość nie jest zatem programem politycznym (autonomia z okresu międzywojnia była pomysłem bardziej polskim niż śląskim), lecz projektem etycznym i stylem życia. Posiada silną tożsamość, która jednak politycznie jest zupełnie nieskuteczna – jej siła jest najwyraźniej tam, gdzie dom styka się z „tym, co na zewnątrz”. Zatem Ślązacy zwracają się do wnętrza – do rodziny.

Historia żołnierza z Woźnik, który kilka razy przechodził z Wehrmachtu pod dowództwo generała Andersa i z powrotem, pokazuje, że ważniejsza była dlań młoda żona czekająca w domu niż konflikt, z którym się nie identyfikował. Skoro nie mógł w żaden sposób uniknąć udziału w wojnie, to mógł przynajmniej upewnić się, że armia, do której się przyłączył, zmierza w kierunku domu.

Okna w familokach, fizyczne artefakty na powierzchni domu, tej skorupy oddzielającej zewnętrze od wnętrza, są materialną manifestacją układu połączeń, który reguluje przestrzeń Śląska – zarówno tę materialną, jak i społeczną. Przestrzeganie zasad nią rządzących okazuje się ważniejsze od pochodzenia i umożliwia przybyszom dołączenie się do lokalnej społeczności. Utrzymanie okien w czystości wymaga pracy i to właśnie ona jest podstawowym elementem połączeń między ludźmi.

Kobieta u steru

Na Śląsku praca jest wyznacznikiem wartości człowieka. Nie status materialny, ale praca jako akt poddania się dyscyplinie decyduje, czy ktoś jest godny szacunku.

Etos pracy jest więc częścią tej konwencji, która rządzi sferą publiczną. Na Śląsku umożliwia on inkluzywny lokalizm, zasadniczo inny od nacjonalizmu „krwi i ziemi”. Przyjęcie lokalnego etosu pracy było podstawowym warunkiem asymilacji przyjezdnych. W żartobliwym opowiadaniu fantastycznym pt. Obcy Marceli Szpak przedstawia wizję kosmitów Khelian osiedlających się na Śląsku ze względu na swoją miłość do węgla, który jest ich pożywieniem. Razem z ludźmi pracują w kopalniach i spotykają się z większym zrozumieniem i akceptacją ze strony mieszkańców Hanystown niż sąsiedzi zza Brynicy – Polacy. Należy dodać, że Obcy są czterometrowymi robakami w chitynowych pancerzach.

Etos pracy przenika strukturę społeczną. W sferze publicznej wypełnia pustkę po zaufaniu do instytucji, a w sferze prywatnej to podział obowiązków organizuje życie rodzinne. Każda praca i wysiłek zasługują na szacunek, co dotyczy również prac domowych i dlatego kobiety mają tak silną pozycję na Śląsku. Tradycyjnie u steru rodziny stoi kobieta – organizuje życie domowników, rozdziela między nimi obowiązki i stoi na straży ich wypełniania. To kobieta zarządza finansami domowymi – jak najbardziej prawdziwe są opowieści o żonach odbierających wypłaty swoich mężów i wydzielających im drobne pieniądze na papierosy. Ta mocna pozycja kobiet oznacza, że jest im łatwiej negocjować udział domowników w obowiązkach, a ich udział w podejmowaniu decyzji jest kluczowy.

Jak zbudować sferę publiczną?

Wycofanie się Ślązaków ze strefy publicznej, która była poligonem dla wzajemnie wykluczających się narracji, jest widoczne w dyskusji na temat centrum Katowic. Ta przestrzeń w świadomości Ślązaków jest – albo uzurpuje sobie takie prawo – miejscem reprezentującym symboliczną stolicę regionu. Trzeba bowiem wiedzieć, że nie Katowice, ale Piekary Śląskie, będące celem dwóch najważniejszych pielgrzymek na Śląsku (osobno mężczyzn i kobiet), są uważane za duchową stolicę regionu.
Po 1989 r. posiadanie rynku stało się wciąż niespełnionym marzeniem katowiczan. W dyskusji o centrum przebija ton ogromnej niepewności, jakby brak rynku, w jego klasycznej średniowiecznej formie, sprawiał, że Katowice nie mogą być uznane za pełnoprawne miasto. Jest w tej niepewności wyraźne poczucie krzywdy i wstydu, że miastu odebrano jego podmiotowość, zastępując ją ersatzem bez właściwości.

Obecnie istniejące centrum powstało po wojnie i jest porowatą, wielkoskalową przestrzenią, w której główne linie napięć przebiegają pomiędzy Spodkiem a zamkniętą z trzech stron przestrzenią na granicy dziewiętnastowiecznej zabudowy. Ta przestrzeń, służąca przede wszystkim jako przystanek tramwajowy, jest dzisiejszym rynkiem. Gdy zestawić te dwie wizje urbanistyczne – zamkniętego placu miejskiego i modernistycznego założenia centrum Katowic – i zastanowić się, jakiemu modelowi sfery publicznej odpowiadają, wyłania się intrygujący obraz.

Kontrast pomiędzy tradycyjnym średniowiecznym rynkiem a modernistycznym założeniem centrum Katowic jest uderzający. Średniowieczny rynek działa jak panoptikum – obserwowany jest jednocześnie obserwującym. Jest to możliwe dzięki skali przestrzeni, która umożliwia kontakt wzrokowy. W takim rozwiązaniu wiadomo, czego można się spodziewać i jego zamknięcie między pierzejami kamienic powoduje, że presja obserwacji skutecznie egzekwuje stosowanie się do przyjętych zasad.

Zupełnie inaczej działa modernistyczne założenie osiowe. Jego skala jest obliczona na penetrowanie wzrokiem dalekiej perspektywy, co umożliwia uniesienie terenu w kierunku Spodka. Wydawałoby się, że jest to skala mająca nieludzkie proporcje, przytłaczająca i pomniejszająca przebywających w niej ludzi. Zaskakująco, efekt jest zupełnie inny. Okazuje się, że jest to przestrzeń możliwości i otwarcia, wielki plac zabaw, którego ogrom stawia człowieka w pozycji dziecka zadzierającego głowę. Jest to przestrzeń pełna rozmachu, ale jej wielkie bryły mają często po Corbusierowsku podniesione partery i wszędzie tam, gdzie człowiek bezpośrednio wchodzi w strefę oddziaływania budynku, gdy już prawie fizycznie zaczyna odczuwać jego masę, skala dopasowuje się do ludzkiego rozmiaru i wrażenie monumentalności znika.
W przeciwieństwie do średniowiecznego rynku, zamkniętego i zdefiniowanego tworzącymi go pierzejami, przestrzeń centrum Katowic jest porowata i pomimo swojej osiowości nie narzuca jedynie słusznej ścieżki od punktu A do B. Ta przestrzeń, rozświetlona neonami, otwarta, miała opowiadać miasto, które nie wstydzi się swoich ambicji. Miasto przyszłości, w którym już dziś lekko wylądował Spodek, miasto, w którym każdy może się zgubić.

Dzisiaj Katowice szukają swojego centrum gdzieś pomiędzy średniowiecznym rynkiem a wielkoskalową przestrzenią, której największym grzechem jest pochodzenie. Sama dyskusja na ten temat jest trudna – wymaga bowiem określenia, w jakiej materialnej formie ma się rozegrać pozostawiona sama sobie sfera publiczna. Jaka będzie ostateczna odpowiedź? Trudno powiedzieć. Dyskusja jednak zmusza do artykułowania oczekiwań co do sfery publicznej i już samo to sprawia, że jest to interesujący proces.

Poza kategoriami narodowymi

Przestrzeń Śląska, ta realna i ta symboliczna, kształtowała się pod nieustanną presją, wymagającą ostatecznego określenia się. Ten test przewidywał tylko dwie odpowiedzi: Śląsk ma być albo polski, albo niemiecki. Tożsamości śląskiej należy szukać jednak poza kategoriami narodowymi. Jej siła i żywotność zdają się tkwić w istnieniu pomiędzy, wszędzie tam, gdzie twarda narodowościowa i państwowa narracja nie jest w stanie opisać rzeczywistości. Jeżeli śląskość nie szuka umocnienia w państwie, to czym jest? Systemem etycznym, a może stylem życia? Takie jej pojmowanie pozostałoby w sprzeczności z ambicjami autonomistów i jednocześnie pozwoliłoby na opisanie jej bez użycia wąskich narodowościowych kategorii. Śląskość to projekt, który wypełnia szczeliny pomiędzy. Między prywatnym a publicznym, między otwarciem a zamknięciem, tradycją a feminizmem. Pomiędzy Spodkiem a familokiem. W czerwonych ramach, za białą firanką, u siebie. A może jeszcze gdzieś indziej.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter