70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Wiek Miłosza

Napisana przez Andrzeja Franaszka biografia Czesława Miłosza przypomina opowieść inicjacyjną, której bohater zgłębia wszystkie tajemnice XX stulecia. O talencie autora świadczy fakt, że lektura jedynie zaostrza nasz apetyt.

Mój wiek, widniejący na stronie tytułowej monumentalnego tomu wspomnień Aleksandra Wata, mógłby równie dobrze posłużyć za tytuł opowieści o życiu jego współautora. W każdym razie na taki trop naprowadza nas sam Czesław Miłosz. Zwłaszcza w późnych pismach poety aż roi się od wyrażeń „mój wiek”, ,,moja epoka”, „moja era” czy „moje stulecie”.

Jak zauważyło już wcześniej wielu krytyków, a teraz wnikliwie w swojej wspaniałej opowieści wykazał Andrzej Franaszek, Miłosza już od wczesnych lat pochłaniała kwestia „przeznaczenia” i jego ścieżek historii jego wieku. A trwanie tego wieku, jak mniemał, nie zamknęło się jedynie w niezwykłych 93 latach kalendarzowych, które jemu samemu dane było przeżyć. (Tak jakby to było mało! Iloma blisko stuletnimi pisarzami może się poszczycić tradycja Zachodu? Bertrandem Russellem? Sofoklesem?).

Wiek ów był, jak mawiają Francuzi, longue durée. W rozmowie z Aleksandrem Fiutem Miłosz podkreśla, że rozpoczął się on nie w roku 1911, lecz już w „XVII wieku” w mało znanym zakątku ówczesnego rosyjskiego imperium, a zakończył dopiero ponad dekadę po upadku jego politycznego spadkobiercy, Związku Sowieckiego.
„Kto to jest poeta?“- pyta Tomasz Mann i z miejsca sam sobie odpowiada: „Ten, którego życie jest symboliczne”. Miłosz bardzo wcześnie wziął sobie ten pogląd do serca. Franaszek pisze, że „z biografii Miłosza [można zaczerpnąć] opowieść inicjacyjną, której bohater zgłębia wszystkie tajemnice XX stulecia”. Autor w tym stopniu pochłonięty opowiadaniem wciąż na nowo swojego życia jako symbolu epoki zdać się może marzeniem każdego biografa. Częściej jednak, jak doskonale wiadomo, okazuje się jego koszmarem.

Oszczędna przejrzystość

Miłosz nie przestał pisać aż do śmierci, a nawet później: jego pośmiertna produktywność o rumieniec wstydu przyprawiłaby niejednego pisarza. Większość z tego, co opisuje w późniejszych latach swego życia, istnieje, jak sam nieraz ubolewa, jedynie w jego wyobraźni. Nie będę tu streszczać życiorysu Miłosza, któremu Franaszek poświęca 755 stron tekstu i kolejne 150 stron niejednokrotnie pasjonujących przypisów. (Nieczęsto mówię coś podobnego. Szczególnie wysoko cenię sobie spis samochodów rodziny Miłosza wymienionych na stronach 870-871).

O talencie biograficznym Franaszka dobitnie niech jednak świadczy fakt, że jego opowieść jedynie zaostrza nasz apetyt. Zarówno tekst właściwy, jak i przypisy napomykają o wielu wątkach, które autor wyśledził w drodze wzorcowo przeprowadzonych badań, a których jest zbyt dużo, by mogły się pomieścić w jednym tylko tomie, nawet najbardziej obszernym. Książka waży, według moich szacunków, prawie dwa kilogramy. Trudno ją podnieść; jeszcze trudniej ją jednak odłożyć.

Dlaczego tak się dzieje? Przede wszystkim styl Franaszka to wzór oszczędnej przejrzystości: autor nie obnosi się niepotrzebnie ze swoją erudycją. Solidna praca naukowa i archiwalna, która czyni jego opowieść tak przekonującą, pozwala mu jednak nader udanie poruszyć wiele kontrowersji, które kształtowały życie Miłosza i nie ucichły nawet po jego śmierci.

Mając do czynienia z tak twórczym pisarzem, nietrudno ulec pokusie i pozwolić mu po prostu opowiedzieć swoją historię, a biografowi przypisać jedynie rolę sekretarza wielkiego mistrza. I rzeczywiście pokusie tej nie udaje się Franaszkowi do końca oprzeć, szczególnie w rozdziałach poświęconych latom młodości, gdzie źródeł mogących zrównoważyć pisma samego Miłosza w dużej mierze brak.

Dalej jednak zdołał Franaszek odnaleźć zdumiewającą ilość listów, wspomnień i relacji z pierwszej ręki, które opowiedzianą przez Miłosza wersję wydarzeń nieco komplikują, a niekiedy wprost jej zaprzeczają. Przedstawił również szereg dokumentów, których Miłosz za życia strategicznie nie opublikował, w tym Materiały do mojej biografii. Podobnie jak wiele jego późnych wierszy, pokazują one, jaką wagę poeta przykładał do tego, jak będzie postrzegany po śmierci.

Rozterki biografa

Miłosz od najwcześniejszych lat dążył do osiągnięcia w poezji tonu nieosobistego; powszechnie znany jest jego opór wobec konfesyjności (chociaż badacze, m.in. Joanna Zachs, wykazują, jak niekonsekwentny opór ten był w praktyce). Patrzenie na poetę jego własnymi oczami to jednak zupełnie inna sprawa niż postrzeganie go oczami jego współczesnych. Jeden przykład: Miłosz często wspominał dekadę spędzoną w Paryżu jako najbardziej dramatyczną w swoim życiu.

I rzeczywiście pisma z tego okresu świadczą o znaczących te lata emocjonalnych, intelektualnych i materialnych trudnościach. Po raz pierwszy jednak głębię udręki Miłosza odczułam dopiero czytając relacje osób trzecich – często niepochlebne – z okresu bezpośrednio po jego zerwaniu z Polską Ludową. Z zewnątrz nie sposób ujrzeć siebie w sposób wyraźny, tak Miłosz ostrzega nas w wielu wierszach poświęconych lustrzanym odbiciom. To, jak on sam jawił się w roku 1951 współczesnym jest jednak wielkim zaskoczeniem dla wszystkich, którzy – jak ja – wielkiego mistrza poznali dopiero u schyłku życia.

Na tym nie koniec. Biograf Miłosza musi uporać się również z innym drażliwym problemem: w jaki sposób opowiedzieć o życiu osobistym poety, które ten tak skrupulatnie ukrywa za czynionymi sobie często zagadkowymi wyrzutami, które cechują jego późną twórczość? Współcześnie biografowie i krytycy dużą wagę przykładali do niekiedy pikantnych opowieści o życiu osobistym T.S. Eliota: obłąkana żona zamknięta w szpitalu psychiatrycznym do końca życia okazała się prawdziwym skarbem dla biografów i twórców filmowych.

O romansach Miłosza, tych faktycznych i tych jedynie domniemywanych, o burzliwym nierzadko małżeństwie z pierwszą żoną, błyskotliwą i cierpką Janiną Dłuską Miłosz, i o targanym konfliktami życiu rodzinnym Franaszek opowiada jednak z mieszaniną sympatii i dystansu, które pomagają nam zrozumieć wyrzuty, jakie czyni sobie Miłosz, nie tracąc jednocześnie z pola widzenia sylwetki wielkiego artysty.
Jak pokazują wciąż niekompletne Dzieła zebrane, życiorys Miłosza wykracza daleko poza ramy pojedynczego tomu. Nie można zatem mieć Franaszkowi za złe, że czasem dokonuje wyborów. Jako była Kalifornijka nie mogę jednak nie zauważyć, że 40 lat, które Miłosz spędził w Kalifornii, czyli ponad połowę twórczego życia poety, biograf potraktował raczej pobieżnie. Więcej stron poświęcił nawet dekadzie spędzonej w Paryżu.

Jako przyszły anglojęzyczny biograf Miłosza, z tego samego powodu oddycham też jednak z ulgą. Pozostało zatem coś jeszcze do zrobienia. Wszystkie przyszłe badania, moje własne i innych, będą bardzo wiele zawdzięczać monumentalnemu dziełu Franaszka.

W notatce na końcu książki autor dziękuje Miłoszowi za zaufanie, jakim ten go obdarzył, powierzając mu projekt napisania biografii. Na to zaufanie Franaszek w pełni sobie zasłużył; nie wątpię, że sam Miłosz byłby pod wrażeniem jego pracy.

Tłumaczyła Urszula Jachimczak

Andrzej Franaszek
Miłosz. Biografia
Znak, Kraków 2011, s. 1104

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter