fbpx
Adam Leszczyński styczeń 2012

Dialog? Ale po co?

Z punktu widzenia lewicy ani dialog, ani kompromis z Kościołem w zasadniczych sprawach społecznych nie jest dziś możliwy. Nie jest nawet pożądany, bo Kościół nigdy jeszcze w Polsce nie był tak słaby.

Artykuł z numeru

Kościół. Lewica. Dialog

Kościół. Lewica. Dialog

„Od wschodu czy od zachodu, modernizacja przynosi to samo podstawowe wyzwanie – inwazję »racjonalistycznego, pozytywistycznego ducha«”. Przeciwko niej, „jak zgadzają się uczeni”, religia jest „całkowicie bezbronna” – pisał znany niegdyś amerykański socjolog Daniel Lerner w klasycznej już książce pod jednoznacznym tytułem Przemijanie tradycyjnego społeczeństwa (The Passing of Traditional Society, Glencoe 1958).

Książka jest klasyczna, bo zawiera jedną z najbardziej mylnych prognoz w historii nauk społecznych. Lerner pomylił się tak bardzo, że jego praca powinna być dziś zalecana studentom socjologii i politologii jako memento: tak pisać nie należy, jeżeli nie chce się zostać pośmiewiskiem przez następne dekady. Ten cytat odnosi się bowiem do Bliskiego Wschodu, a religią, którą Lerner miał na myśli, był islam.

Publikacja ukazała się w 1958 r., kiedy klasyczna, socjologiczna teoria modernizacji – Lerner był jednym z jej najważniejszych twórców – znajdowała się u szczytu popularności. Wielu inteligentnych i oczytanych ludzi, na Wschodzie i na Zachodzie, wierzyło wówczas w istnienie prostej drogi rozwoju, którą wszystkie społeczeństwa miały podążyć – od agrarnej, feudalnej i religijnej „tradycji” w stronę zurbanizowanej, demokratycznej i świeckiej „nowoczesności” (jej kanonicznym wzorcem były dla Lernera ówczesne Stany Zjednoczone). W tej perspektywie ludzka potrzeba sacrum była jedną z wielu pozostałości przemijającej tradycji; wraz z postępem miała zniknąć. W tym wymiarze, marksistów ze wschodniej Europy i liberałów ze Wschodniego Wybrzeża nie różniło wtedy aż tak wiele.

Dziś oczywiście taki pogląd jest anachroniczny – także dlatego, że okazał się jawnie fałszywy. Sacrum znajduje się w centrum zainteresowania najważniejszych lewicowych myślicieli, takich jak Alain Badiou. Jest jedną z naczelnych potrzeb człowieka, oczywistą i akceptowaną. Uznajmy więc tę sprawę za załatwioną na wstępie. Współczesna lewica nie jest, w ogromnej i reprezentatywnej większości, osobistym wrogiem Pana Boga. To jednak nie oznacza, że może ułożyć sobie życie z Kościołem katolickim – zwłaszcza z takim Kościołem, jaki mamy w Polsce.

Monopol w stanie upadku

 

Czy jednak polska lewica w ogóle jest skazana na kompromis z Kościołem? Być może nie: Polacy są zupełnie inni i polska polityka jest zupełnie inna niż w czasach, kiedy Adam Michnik pisał Kościół, lewicę, dialog i planował wspólny sojusz przeciw dyktaturze.

Mógłbym w tym miejscu zacytować dane statystyczne mówiące o powolnym, ale systematycznym spadku liczby powołań i odsetka moich rodaków uczęszczających na msze co niedziela. Mógłbym przywołać skargi katechetów, którzy żalą się, że młodzież nie przywiązuje najmniejszej wagi do prowadzonych przez nich zajęć, i że przychodzi na katechezę nie znając nawet podstawowych prawd wiary. Mógłbym przypomnieć wyniki innych badań, które mówią o tym, jak mało przeciętny dorosły Polak-katolik wie o katolicyzmie. Mógłbym także zacytować antykościelny program Ruchu Palikota i przypomnieć, ile głosów zdobył w wyborach. Mógłbym wreszcie przywołać sondaże, w których Polacy w ogromnej większości wprost odrzucają nauczanie Kościoła w sprawach antykoncepcji, in vitro, seksu przedmałżeńskiego czy rozwodów.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się