70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Populizm – rządy emocji

Wygląda na to, że populizm zadomowił się w polityce. Mechanizmy owego fenomenu są dostrzegalne niemal wszędzie – stosują je partie opozycyjne i marginalne, z prawej i lewej strony sceny politycznej, jak również politycy głównego nurtu, zarówno pozostający u władzy, jak i będący w danym momencie w opozycji. W jaki sposób populizm angażuje emocje?

Polityka populistyczna

W październiku 2007 r. Donald Tusk podczas wieczoru wyborczego powiedział „(…) dzisiaj wiem dobrze, że Polacy postawili na tę jasną stronę, uwierzyli, że w naszej ukochanej Polsce można coś budować bez konfliktów, bez agresji, w atmosferze takiego wzajemnego zrozumienia i miłości. Ja wiem, że jesteśmy zdolni do wielkich rzeczy i zrobimy wielkie rzeczy, dlatego że wierzymy w to, że miłość jest w życiu najważniejsza”. Premier nie zmienił od tego czasu retoryki i cztery lata później podczas wieczoru wyborczego w październiku 2011 r. potwierdził stanowisko, że „miłość jest ważniejsza od władzy”. Emocje są względnie nietrwałe, ukierunkowane i wykorzystują doniosłe wydarzenia. Czy polityka jest zawsze pełna emocji? Jarosław Kaczyński na kongresie Prawa i Sprawiedliwości w 2009 r. powiedział, że „w życiu publicznym powinna mieć miejsce konkurencja, a nie ostre starcie, pokój, a nie wojna. Apeluję, by ten sposób myślenia przyjęli wszyscy, by odeszły pomówienia, zły język, odrzucanie faktów”.

Przypadek, w którym polityka w tak wyraźny sposób korzysta z populizmu, odbiega od postaci, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Można powiedzieć, że odżywa w niej wówczas entuzjazm typowy dla ruchu społecznego, który pcha do działania politycznego ludzi zwykle pozostających poza obszarem publicznej aktywności. Składnik emocjonalny potrafi zmienić przedsięwzięcie polityczne w kampanię ratowania kraju czy mobilizacji w celu obrony przed rzeczywistym bądź symbolicznym niebezpieczeństwem. Emocje pojawiają się we wszystkich wariantach definiowania populizmu (brak jednego sposobu wyjaśniania owego zjawiska) jako jeden z elementów konstytuujących ten fenomen.

Przyjrzyjmy się zatem jak ten element bywa wykorzystywany w różnych partiach populistycznych. Jakie emocje są im bliskie? Czy kreują uczucia czy raczej na nie odpowiadają? Co chcą osiągnąć i jakie tematy w ich politycznych manifestach są podejmowane? Jak wykorzystują emocje? Odpowiedzi na te pytania pozwolą również umiejscowić emocje na dzisiejszej scenie politycznej.

Gama uczuć do wykorzystania

W populizmie mamy do czynienia z wyraźnym antagonistycznym podziałem na lud i elitę. Hasła owego fenomenu często odwołują się do tych wszystkich, których instytucje i władza uczyniły w jakiś sposób ofiarami i przegranymi – czyli do potencjalnych zwolenników postulatów politycznych. Wrogiem jest elita, która w populizmie obejmuje zbiór uprzywilejowanych, wykształconych, aroganckich, skorumpowanych elit, do których należą również wskazani politycy.

Uczucia stają się tak ważne dla populistów, że nie kierują oni swojego programu do jednostek, ponieważ to nie gwarantuje im zbiorowych emocji, które chcą wywołać. Odwołując się do ludu, budują poczucie wspólnoty i kreślą jego wyrazistą tożsamość. W tym wypadku można mówić o emocjach pozytywnych – związanych z poczuciem bezpieczeństwa i zaufaniem (co stanowi wyjątek w populizmie). Populiści zatem organizują wspólnotę i mobilizują tych, którzy chcą do niej należeć. Ze względu na swoją ekskluzywność, wskazują również tych, którzy są wrodzy ludowi – w ich stronę kierowane są gniew i złość.

Narzędziem sukcesu populistów jest nie tyle sam podział na „my” (lud) i „oni” (elitę), co sposób podkreślania podziałów, poprzez odwołanie do strachu i niepewności, lęku przed utratą jedności. Często rzucane są oskarżenia o zdradę wspólnoty. Wewnętrzny wróg jest demonizowany tym bardziej, im bardziej jest niewidoczny. Konstrukcja taka jest doskonałym chwytem retorycznym i populiści korzystają z niej, posługując się takimi określeniami jak „układ”, „spisek” czy „zmowa”. Debata polityczna zostaje wówczas oparta na niedomówieniach i przesłankach – czasem nawet na spiskowych teoriach o niewidzialnych wrogach. Takie postrzeganie rzeczywistości mobilizuje zwolenników do obrony. W tym wypadku populizm jest bliski nacjonalizmowi, gdyż troszczy się o obronę tożsamości narodowej, rzekomo zagrożonej przez wrogów zarówno zewnętrznych jak i wewnętrznych. Jest to sprytna strategia, gdyż teorie konspiracyjne z założenia są niemożliwe do weryfikacji.

Ważną rolę w populizmie odgrywa charyzmatyczny przywódca. Komunikuje się on bezpośrednio z ludem i stojąc na jego czele, zwraca się w jego imieniu przeciwko „zepsutej polityce” i „skorumpowanym politykom”. Przywódca kreuje uczucia mas i odwołuje się do nich: buduje u swoich zwolenników lojalność opartą na wierze, że to on jest osobą, która zlikwiduje nierówności i odda władzę ludowi. Wykorzystuje on przede wszystkim sytuacje społeczne, w których roszczenia (ale także wyobrażenia) elektoratu nie zostały spełnione –stają się one warunkiem artykułowania żądań w imieniu pokrzywdzonych.

Populizm a (radykalna) prawica i lewica

Fenomen populizmu pojawił się zaledwie w XIX w. Próby określenia go mianem prawicowego lub lewicowego „należy uznać za sprawę przegraną” jak stwierdziła brytyjska politolog Margaret Canovan, „może być i jednym i drugim lub żadnym z nich – wszystko w zależności od kombinacji odmian, która jest w danej chwili przedmiotem dyskusji”. Canovan ostatecznie jednak dodaje, że „nie można jednak też tej kwestii pominąć, twierdząc, że populizm jest nieostry ideologicznie”[i].

Fenomen zaistniał początkowo po prawej stronie politycznej sceny i z nią był często identyfikowany. Jednak pod koniec lat 60. XX w. pojawił się również po jej lewej stronie, wśród tzw. nowej lewicy i ruchów społecznych lat 70. czy partii Zielonych (początkowo Zieloni podkreślali niechęć do „elity politycznej” i występowali w obronie zdrowego rozsądku i moralnych wartości ludu)[ii].

Współcześnie populizm jest kojarzony ponownie z radykalną prawicą. Wolnościowa Partia Austrii (FPÖ), francuski Front Narodowy, włoska Liga Północna, a w Europie Wschodniej Liga Polskich Rodzin, Ruch na Rzecz Lepszych Węgier (Jobbik) czy bułgarska Ataka są dziś niemal podręcznikowymi przykładami prawicowych radykalnych partii. Również do kategorii prawicowego populizmu włącza się takie partie jak m.in. włoską Forza Italia, PiS czy nieistniejącą już holenderską Listę Pima Fortuyna, chociaż nie były i nie są one radykalne.

Zdaniem politologa Casa Mudde’a podział na populistycznoradykalną i populistyczną prawicę nie jest pozbawiony logiki, gdyż „prawica koncentruje się na narodzie, a skrajna prawica na nacjonalizmie”[iii]. Z kolei PierreAndré Taguieff zauważa, że tego typu koncepcje różnią się intensywnością nacjonalizmu, a wynika to z tego, że „wszystkie są w pewien sposób narodowymi populizmami”[iv]. Mając na uwadze, że politycy wywodzący się z tego nurtu bardzo łatwo łączą pojęcia „naród” i „lud”, twierdzenie Taguieffa jest w pełni zasadne.

Populizm można także odnaleźć po radykalnej lewej stronie sceny politycznej (klasycznym przykładem był francuski biznesmen Bernard Tapie). Lewicowa odmiana zjawiska występuje najsilniej w partiach marginalnych. Wśród przykładów można wskazać wschodnioniemiecką Partię Demokratycznego Socjalizmu, Szkocką Partię Socjalistyczną czy holenderską Partię Socjalistyczną. W Europie Wschodniej warto wymienić Samoobronę Rzeczpospolitej Polskiej czy słowacką partię SMER Roberta Fico.

Stopień wykorzystania mechanizmów populizmu wzrósł w ostatnich dziesięcioleciach w Europie do tego stopnia, że można mówić o języku populistycznym w polityce głównego nurtu. W Wielkiej Brytanii podczas kampanii wyborczej do parlamentu w 2001 r. przywódca torysów – William Huge – określił kierujących Nową Partią Pracy mianem „protekcjonalnej liberalnej elity” (filozof Ernesto Laclau dokonał podziału na miejską, zepsutą elitę i lokalny, czysty lud). Populizm pojawia się w kampaniach w tzw. miękkiej formie i przejawia się najczęściej w składaniu przez polityków obietnic bez pokrycia. W 2007 r. Donald Tusk zobowiązał się do stworzenia „drugiej Irlandii” w Polsce.

Wpływy omawianego fenomenu da się zauważyć wśród polityków należących do rządzących partii. Doskonałym przykładem jest Polska w latach 20052007. PiS, Samoobrona i LPR oparły kampanię wyborczą z 2005 r. na podkreśleniu podziałów w społeczeństwie. Ich koalicja po wyborach, kontynuowała swoją retorykę wrogości, braku zaufania do dotychczasowej elity. W polskiej polityce zagranicznej podkreślanie obaw przed Niemcami stało się wówczas jedną z najbardziej wykorzystywanych emocji. W tamtym okresie dyskusje polityczne oparte były głównie na negatywnych uczuciach.

Rozczarowanie „ludu” „elitą”

Niemal powszechnie dostrzegane rozczarowanie obywateli do dzisiejszej Europy łączy się ze strachem związanym z kryzysem ekonomicznym i obawami przed imigracją. Stały się one podstawowymi tematami, do których odwołują się współcześni populiści w Europie. Można dostrzec tendencję do łączenia przyczyn kryzysu ekonomicznego z problemami imigracji. W tym tonie wypowiadają się reprezentanci np. francuskiego Frontu Narodowego. W dotkniętej kryzysem ekonomicznym Francji rosnąca niechęć do przyjezdnych i rządzącej elity są skutecznie wykorzystywane przez partię Marine Le Pen. Do poczucia frustracji Holendrów odwołała się powstała w 2004 r. Partia Wolności kierowana przez Geerta Wildersa. Do głównych elementów jej kampanii należy walka z wyznawcami islamu. W Holandii żyje około 1 miliona muzułmanów, co zdaniem lidera Partii Wolności, zagraża bezpieczeństwu –przez „marokańskich wyrostków strach wyjść na ulicę”. Obawy i negatywne emocje związane z napływem imigrantów wydobyła na powierzchnię również austriacka partia Jörga Heidera, a po tragicznej śmierci jej lidera, strategię tę kontynuował jej nowy przywódca – HeinzChristian Strache. W podobnym tonie wypowiadają się takie partie jak włoska Liga Północna, na której czele stoi Umberto Bossi, Brytyjska Partia Narodowa, czy Prawdziwi Finowie Tima Soiniego. Stosunkowo niedawno populistyczna duńska Partia Ludowa wymogła zaostrzenie kontroli na granicach, łamiąc w ten sposób ustalenia poczynione w Schengen.

Na Węgrzech natomiast to nie polityka antyimigracyjna odgrywa decydującą rolę, ale kwestie związane z mniejszościami narodowymi. Populistyczną kampanię prowadził np. węgierski prawicowy ruch Jobbik. Stosunkowo szybki wzrost popularności partia zawdzięcza wzmocnieniu swoich szeregów, poprzez utworzenie w 2007 r. Węgierskiej Gwardii – paramilitarnej organizacji, która głosi, że chce chronić Węgrów przed „cygańskim zagrożeniem”. W jednym z wywiadów wiceprezes ruchu – Csánad Szegedi – powiedział, że „lud węgierski jest wściekły, że za jego pieniądze i podatki na Węgrzech są żywieni Cyganie, do tego z pomocą państwa”[v]. W sąsiadującej Rumunii z antyromskich i antysemickich wypowiedzi znana jest Partia Wielkiej Rumunii.

Wywołanie emocji – taktyka populistów

Strategię populistów określają najczęściej przywódcy, których cechy osobowościowe przyciągają jak magnes potencjalnych zwolenników. Ze względu na wyrazistość postaw i barwność poglądów są częstymi gośćmi mediów. Ich sposób komunikowania nie jest przypadkowy i opiera się na kilku elementach.

Po pierwsze przywódcy odgrywają rolę dyskryminowanego, utożsamiając się w ten sposób ze swoimi zwolennikami. Wśród stosujących tę technikę można wymienić takich polityków jak: Le Pen, Bossi, Lepper, Fico, Giertych, Kaczyński oraz wielu innych. Paradoksalnie zdobywali oni większe poparcie, gdy stawali się obiektem ataku nieprzychylnych dziennikarzy. Po drugie, mimo pomocy konsultantów od kontaktu z mediami, wykorzystują oni również sprawdzone metody mobilizacji społecznej – wiece wyborcze oraz protesty – podczas których mogą stanąć twarzą w twarz ze swoimi zwolennikami i mówić językiem bardziej dosadnym niż w mediach. Po trzecie, dzisiejszy sukces haseł populistycznych zbiegł się ze zmianą charakteru współczesnych środków przekazu i w konsekwencji sposobu relacjonowania przez nie zdarzeń. Szczególne w mediach komercyjnych nacisk kładzie się na rozrywkę i tzw. infotainment – poszukuje się wydarzeń budzących emocje. Media stają się często aktorem w politycznych sporach.

Końca populizmu nie widać

Wydaje się, że populizm na stałe wszedł do polityki europejskiej. Mechanizmy owego fenomenu są dostrzegalne niemal wszędzie – stosują je nie tylko partie opozycyjne i marginalne, z prawej i lewej strony sceny politycznej, lecz także politycy głównego nurtu, zarówno pozostający u władzy jak i będący w danym momencie w opozycji. Jeszcze raz warto podkreślić, że elementem strukturalnym populizmu, jest zaangażowanie zwolenników przeciw elitom politycznym i intelektualnym. Populiści wykorzystują strach przed mniejszościami religijnymi czy etnicznymi oraz imigrantami. Poczucie, że nie znamy przyszłości Unii, sprawia, że partie tego rodzaju stają w obronie narodowych wartości, a wykorzystywana retoryka bywa nacjonalistyczna. Coraz częściej podnoszone są takie hasła jak: „Wielka Brytania dla Brytyjczyków”, „Węgry dla Węgrów”, „prawdziwi Finowie”. Zaciera się przy tym klasyczny podział na lewicę i prawicę. Populizm rozmywa zastane podziały polityczne. Nie wydaje się zatem, że popularność owego ruchu opartego na emocjach miałaby w niedalekiej przyszłości zaniknąć.

 

 


[i] M. Canovan, Populism, Nowy Jork, Londyn 2000.

[ii] P. Taggart, The New Populist Parties and the New Politics: New Protest Parties in Sweden in a Comparative Perspective, Londyn: Macmillan 1996.

[iii] C. Mudde, Populist Radical Right Parties in Europe, Cambridge 2004.

[iv] P. A. Taguieff, Nauki polityczne w konfrontacji z populizmem. Od konceptualnego mirażu do realnego problemu, w: Populizm, red. O. Wysocka, Warszawa 2010.

[v] Więcej: O. Wysocka, Europa dla Europejczyków? Populizm w wyborach do Parlamentu Europejskiego, w: W stronę europejskiego demos?, red. J. Kucharczyk, A. Lada, Warszawa 2010.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter