70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Bóg wyrzutków i odmieńców

W pierwszej chwili określenie „teologia queer” może się kojarzyć z nieelegancką prowokacją. Co dobrego może wnieść do dyskusji o Bogu zagadnienie preferencji seksualnych? Odczytywanie Biblii przez osoby marginalizowane ukazuje w nowym świetle, jak radykalne jest miłosierdzie Jezusa, który jada w domach grzeszników i zaprasza na ucztę wszystkich włóczęgów z ulicy.

Określenie queer, czyli angielskie słowo pierwotnie znaczące „dziwny”, „podejrzany”, opisuje dziś społeczność osób homoseksualnych, biseksualnych i transgenderowych oraz teorie i nurty akademickie związane z tą grupą. Podobnie jak w przypadku feminizmu i jego licznych zastosowań teoretycznych, queerowe mogą być teorie socjologiczne, psychologiczne, antropologiczne, a także sztuka. W tradycyjnym ujęciu teologii katolickiej perspektywa osób homoseksualnych nie jest promowana, a orientacje nieheteroseksualne uważa się „wewnętrznie nieuporządkowane”. Mimo że kilku z autorów, którzy zapoczątkowali nurt queer w teologii, było katolikami, jego najważniejsze dyskusje toczą się dziś poza Kościołem katolickim.

Moim zamiarem nie jest określanie, czy bycie osobą homoseksualną jest moralnie dobre lub złe. Nie będę rozważać, czy Bóg ukarał mieszkańców Sodomy za akty homoseksualne (jak odczytuje to teologia katolicka), czy za skrajną niegościnność (jak rozumieją to przedstawiciele nurtu queer). Nie będę pisać o tym, czy można zignorować zalecenia z Księgi Kapłańskiej, która zakazuje obcowania „z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą” (Kpł 18, 22), ale również nie pozwala na spożywanie krwi (Kpł 17, 10), wieprzowiny (Kpł 11, 7), zbieranie tego, co spadło na ziemię w winnicy (Kpł 19, 10), ani na noszenie ubrania utkanego z dwóch rodzajów nici (Kpł 19, 19). Choć należy pamiętać, że tylko pierwszy zakaz został powtórzony przez św. Pawła w jego listach (Rz 1, 26-28; 1 Kor 6, 9). Nie jestem osobą kompetentną, żeby rozstrzygać, czy bliższa prawdy, jest deklaracja Persona humana Kongregacji Nauki Wiary z 1975 roku mówiąca o „wewnętrznym nieuporządkowaniu” aktów homoseksualnych, czy napisany przez ten sam organ jedenaście lat później List do biskupów Kościoła katolickiego o duszpasterstwie osób homoseksualnych, w którym „nieuporządkowane” są już nawet same skłonności homoseksualne. Teologia queer może okazać się wzbogacającą inspiracją dla katolika, nawet jeśli odłożymy na chwilę na bok powyższe pytania.


Teologia czy ruch społeczny?

Początków teorii queer można upatrywać w przekształceniach myśli feministycznej i w pracach Michela Foucault poświęconych genealogii władzy. Trudno byłoby jednak rozpatrywać teologię z tego nurtu w oderwaniu od życiowego doświadczenia osób nieheteroseksualnych, w którym społeczne odrzucenie miesza się z solidarnością, jaką okazują sobie „odmieńcy”. Atmosferę, w której powstawały pierwsze prace queerowych teologów, dobrze ilustrują życiorysy dwóch byłych jezuitów – Johna McNeilla i Roberta Gossa.

Powołaniem Johna McNeilla było kapłaństwo i walka o sprawiedliść społeczną. W młodości był jeńcem wojennym w nazistowskich Niemczech, później nawoływał do pokoju i zaprzestania agresji podczas wojny w Wietnamie. Po zamieszkach w nowojorskim pubie Stonewall w 1969 roku, podczas których osoby homoseksualne wystąpiły przeciw dyskryminacji mniejszości seksualnych, McNeill został duszpasterzem związanym z ruchem gejowsko-lesbijskim. Trzy lata później był wśród założycieli organizacji Dignity (ang. godność) skupiającej katolików nieheteroseksualnych. W tym samym czasie kontynuował pracę akademicką jako wykładowca, zajmując się etyką chrześcijańską, w a szczególności katolicką etyką seksualną.

Za zgodą przełożonych McNeill wydał w 1976 roku książkę The Church and the Homosexual (Kościół a homoseksualizm), w której dopuszcza, że mogą istnieć moralnie dobre relacje homoseksualne. Muszą się one jednak opierać na „konstruktywnym altruizmie, nie zaś na destruktywnym egoizmie”. Wydanie książki sprawiło, że Kongregacja Nauki Wiary trzy lata później zakazała McNeillowi wypowiedzi w mediach. Duchowny przestrzegał zakazu przez dziewięć lat, kontunuując jednocześnie pracę duszpasterską i psychoterapeutyczną wśród społeczności homoseksualnej.

W 1986 roku opublikowano List do biskupów Kościoła katolickiego o duszpasterstwie osób homoseksualnych, podpisany przez kardynała Ratzingera, w którym czytamy: „W dyskusji powstałej po ogłoszeniu Deklaracji [Persona humana], zostały (…) zaproponowane interpretacje nadmiernie przychylne samej skłonności homoseksualnej, do tego stopnia, że niektórzy posunęli się do zdefiniowania jej jako obojętnej lub, co więcej, jako dobrej. Należy natomiast sprecyzować, że szczególna skłonność osoby homoseksualnej, chociaż sama w sobie nie jest grzechem, stanowi jednak słabszą bądź silniejszą skłonność do postępowania złego z moralnego punktu widzenia. Z tego powodu sama skłonność musi być uważana za obiektywnie nieuporządkowaną”. W odpowiedzi na list filie wspólnoty Dignity zostały usunięte z wielu parafii. W 1988 roku McNeill otrzymał zakaz wszelkiej działalności duszpasterskiej wśród osób homoseksualnych i ostatecznie został wyrzucony z zakonu jezuitów, w którym przeżył wcześniej czterdzieści lat.

O wiele krócej w zakonie pozostawał Robet Goss, który odszedł ze swojej wspólnoty już dwa lata po święceniach, i podobnie jak McNeill, oddał się działalności naukowej i pomocy grupom marginalizowanym. Pracował między innymi w założonym przez Matkę Teresę domu dla umierających w Kalkucie, a w Stanach Zjednoczonych był zaangażowanym członkiem organizacji wspierających chorych na AIDS i grup walczących z przemocą skierowaną przeciw osobom homoseksualnym. W swoich książkach dokładnie udokumentował, jak wrogim środowiskiem były dla osób nieheteroseksualnych Stany Zjednoczone w latach osiemdziesiątych. Kiedy pojawiły się pierwsze ofiary HIV, chorobę wywoływaną przez ten wirus nazwano GRID – gay-related immune deficiency, co można przetłumaczyć jako „niedobór odporności u homoseksualistów”. Politycy lewicy ani prawicy nie chcieli się zgodzić na finansowanie badań „dżumy pedałów” z pieniędzy podatników. GRID było postrzegane jako kara boska za grzechy, firmy ubezpieczeniowe odmawiały finansowania leczenia, chrześcijańscy fundamentaliści życzyli homoseksualistom śmierci i głosili, że Bóg ich nienawidzi.

Badania nad nową chorobą zaczęto dopiero w momencie, kiedy nie można było już dłużej ignorować zakażeń wśród osób heteroseksualnych mających chorych partnerów, osób chorych na hemofilię, biorców krwi i wysokiej zapadalności na AIDS wśród Haitańczyków. Z czasem w zapomnienie odeszła stara nazwa – GRID.

W takich właśnie okolicznościach powstały pierwsze queerowe prace teologiczne. Nie były one prostą kontynuacją tradycyjnej teologii moralnej Kościoła katolickiego, zrodziły się raczej z doświadczenia wiary i bliskości Boga w kontekście wrogiego, marginalizującego i chętnie skazującego na samotną śmierć społeczeństwa amerykańskiego tamtych czasów. Grupy chrześcijańskich homoseksualistów miały swoich duszpasterzy i nie ustawały w poszukiwaniach nowych dróg przeżywania wiary, często już poza Kościołem katolickim.

Królestwo nie z tego świata

Na czym dokładnie polega queerowy charakter tego nurtu teologii? Podobnie jak teolożki feministyczne, teologowie queer podkreślają, że istotne jest, kto tworzy teologię. Nawet jeśli tradycyjni teologowie chrześcijańscy interpretują te same fragmenty Pisma, na których skupia się teologia queer, ich odczytania mogą się różnić od siebie. Jak pisze Robert Goss w książce Jesus Acted Up, chrystologia queer to chrystologia pisana pośród prawdziwego cierpienia i prześladowań, natomiast chrystologia tradycyjna tworzona jest przez ludzi posiadających władzę i przywileje.

Dobrym przykładem ukazującym queerowanie teologii jest koncepcja basilei, Królestwa Bożego, proponowana przez Gossa. Pisze on, że cała działalność Jezusa miała na celu osiągnięcie basilei już na ziemi. Prowadzić do jej powstania miało nauczanie propagujące równość społeczną i kierowanie się miłosierdziem, uzdrawianie, dowartościowanie kobiet, dzieci, celników, prostytutek, wyrzutków społecznych i chorych. Według Gossa Jezus dążył do takich przeobrażeń społecznych, żeby relacje między ludźmi opierały się na gotowości do dzielenia się dobrami duchowymi i materialnymi, a centralne w Jego nauczaniu wartości wolności, sprawiedliwości i miłości miały prowadzić do realnych przemian społecznych i politycznych.

Jak zauważa Goss, Jezus chciał wprowadzać w życie projekt basilei poprzez wspólnotę wierzących, którym bliższa byłaby postawa służby niż walka o dominację, czego konsekwencją mogła być jedynie religia bazująca na współczuciu, wykluczająca hierarchiczną strukturę władzy społecznej. Zgodnie z tym podejściem Jezus ignorował ówczesne konwenanse. Nie unikał kontrowersyjnych zachowań ani wypowiedzi, pomagał potrzebującym z różnych sfer niezależnie od ich pochodzenia, nie oczekując niczego w zamian. Warto zwrócić uwagę choćby na historię uzdrowienia sługi setnika (Mt 8, 5-13) Jezus nie ocenia czynów rzymskiego oficera wyznającego, że nie jest godzien, aby wszedł On do jego domu. Wiara wystarcza, żeby zdrowie zostało przywrócone słudze. Pada też zapewnienie, że wielu ludzi niebędących Żydami zasiądzie „przy stole z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem” (Mt 8, 11). Setnik jest poganinem i z jakiegoś powodu nie czuje się godny, żeby gościć u siebie Jezusa. Ten nie upomina go jednak i nie nakazuje poprawy, ale uzdrawia i obiecuje zbawienie.

Wizja Królestwa Bożego, w którym można lekceważyć wszelkie podziały, była zagrożeniem dla panującego porządku społecznego oraz osób zajmujących uprzywilejowane pozycje i dlatego sprowadziła na Jezusa wyrok śmierci. Ukrzyżowanie oznaczało zwycięstwo starego ładu, co stało w sprzeczności z wolą Boga opowiadającego się zawsze po stronie cierpiących i prześladowanych. Poprzez zmartwychwstanie Bóg potwierdza, że przesłanie Jezusa było prawdziwe i słuszne. Jego powrót do życia jest manifestacją woli Boga, którego Królestwo jest ucztą dla wszystkich, również odmieńców i wyrzutków, grzeszników i dzieci. Zmartwychwstanie staje się dobrą nowiną głoszącą, że Bóg trwa przy cierpiących mimo wszelkich podziałów tworzonych w imię ładu społecznego.

Teologia queer jest zatem teologią radykalnie inkluzywną, która nie tworzy listy warunków potrzebnych do zbawienia. Jej założenia podobne są do katolickiego twierdzenia, że nie zbawimy się sami, że do zbawienia konieczna jest łaska Boża. Jednak przez swoją radykalną otwartość na każdego człowieka nurt queer rzuca katolicyzmowi istotne wyzwanie – stawia pytania o to, w jaki sposób teologia katolicka pozwala na tworzenie tak wielu grup ludzi wierzących, którzy nie mogą w pełni uczestniczyć w życiu Kościoła.

Queerowy katolik?

Historie Gossa i McNeilla pokazują, że queerowej teologii na ogół nie jest po drodze z katolicyzmem głównego nurtu. Czasem dochodzi do takiego wniosku strona kościelna, czasem sam wierzący. Katolicyzm stawia na uporządkowanie, teologia queer bardziej przywiązuje się do Bożego miłosierdzia wobec każdego, kto się do Niego zwraca z ufnością. W świątyniach katolickich nawet na obrazach przedstawiających Jezusa, kiedy rozmawia z cudzołożnicą, kobieta zwykle wygląda podobnie jak święte niewiasty i nie do końca widać rewolucyjną niestosowność tej sytuacji.

Wydaje się jednak, że pytania stawiane przez queerowych teologów mogą każdemu katolikowi posłużyć do pogłębionej refleksji nad jego wiarą. Czy mój Bóg jest też Bogiem wyrzutków i odmieńców? Czy jestem gotów dzielić Królestwo Boże z włóczęgami i pedałami? Co wyznacza granice chrześcijańskiego miłosierdzia?

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata