70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Światło na Malewską

Malewska jest świadkiem wiary w Kościół, który ogląda w boskiej naturze i ciężkim ludzkim kształcie. Kościół to „skrzydlaty hipopotam”. Gdy skrzydła są złożone, widać tylko groźne, okryte mułem cielsko.

W 2011 r. minęła setna rocznica urodzin Hanny Malewskiej – wybitnej pisarki, publicystki, wieloletniej redaktor naczelnej miesięcznika „Znak”. W czerwcu w krakowskim Klubie Inteligencji Katolickiej odbyło się spotkanie, podczas którego dyskutowano o obecności jej dzieła we współczesnej kulturze. Poniżej publikujemy fragmenty wybranych głosów.

Halina Bortnowska

Czytając, co pisała Malewska, cały czas czułam, że odważnie powołuje do życia światy swoich powieści, przede wszystkim świat Panów Leszczyńskich. Malewska nie przestaje myśleć o Polsce, o jej swoistości i europejskości, o doświadczeniu mieszkańców tych ziem ze sobą nawzajem, z sąsiadami, kuzynami, ale i zaborcami. Polska jest doświadczeniem, które mamy obowiązek przetrawić, wykorzystać, otworzyć dla swoich następców. Wysiłek, jaki podjęła Malewska w tym kierunku, jest wolny od sentymentalizmu. We wszystkim, co zdecydowała się opowiedzieć, wyczuwalny jest inteligencki, Kasprowiczowski wstyd, świadomość, że wielkie, najważniejsze uczucia muszą być okryte ostrożnym milczeniem.

Milczenie, proste przywołanie faktów wolne od wyrażania emocji – tym żył patriotyzm w stylu Malewskiej. Ludzie uznawani przez nią za filary Polski to mężowie stanu i krytycy uproszczeń wiodących do kultu sarmackości, do tromtadracji i pychy. Chodzi o to, by przejawiać patriotyzm, unikając tych skażeń i zgnilizny, która za nimi idzie. Malewska uczy zachwycać się ludźmi – ich polskością także, ale wysokiej klasy polskość zaszczepia się na pięknym człowieczeństwie. Zachwyt pisarki i historyka zarazem budzą w ogóle ludzie, których sylwetki (przede wszystkim duchowe) wyłaniają się ze źródeł, pamiętników, listów. Patriotyzm Malewskiej, praktykowany, nie deklarowany, jest zrośnięty z poczuciem, że to samo, co z naszą najbliższą ojczyzną, łączy nas też ze Śródziemnomorzem.

Chyba nie trzeba podkreślać, jak daleki jest patriotyzm Malewskiej od „polityki historycznej”, od kultu militariów i w ogóle od tego, co w nas nolens volens utwierdził Sienkiewicz. Jej twórczość jest odtrutką na to, co – obok wielu dobrych rzeczy – wchłanialiśmy z Sienkiewicza na swoją szkodę.

Drugi istotny wątek twórczości Malewskiej to obecność Boga w dziejach i w życiu ludzi. Jest to obecność tak dyskretna, jak dyskretną jest w doświadczeniu religijnym czystej wody, niezmąconym ani pragnieniem panowania nad żywiołem transcendencji, ani kwietyzmem czy nieufnością wobec rozumu. Wchodząc w lekturę Malewskiej, nie należy spodziewać się inwazji „katolickich oczywistości” (tak określam konglomerat folkloru, rytuałów, języka dewocji, musztry katechizmowej, patosu i – tak! – tromtadracji analogicznej do patriotycznej). Szczegółowa analiza krytyczna pomogłaby wyjaśnić i bardziej obiektywnie opisać to zjawisko – jak jawi się religia, chrześcijaństwo, wreszcie i katolicyzm: jako dzieło Boga w historii.

W obecnym czasie i atmosferze Malewska jest szczególnie cennym świadkiem tego, co nazwę wiarą w Kościół. To określenie wymaga wyjaśnienia – myślę o wierze zwanej dawniej „nadprzyrodzoną”, wierze będącej darem łaski wyższej, innej niż względy ludzkie, odnoszącej się do dzieła zbawienia, a nie do leadership biskupów czy papieży. Źródłem i przedmiotem wiary w Kościół jest sam Chrystus. Malewska ogląda Kościół w jego boskiej naturze i ciężkim ludzkim kształcie. Kościół to „skrzydlaty hipopotam”. Gdy skrzydła są złożone, widać tylko groźne, okryte mułem cielsko.

Myśl o skrzydłach hipopotama może dziś po prostu umożliwiać utrzymywanie bliskości z tym czymś nadto ludzkim, odstręczającym. Jako historyk Malewska zna dzieje myśli religijnej i jej pomniki, księgi i katedry. Czytając – zwłaszcza Przemija postać świata – przechodzi się kurację przeciw zniechęceniu i absolutyzacji tego, co dzisiejsze.

Dla mnie, choć może nie wprost, wynika z tego strategia odwoływania się do „Kościoła lepiej poinformowanego”. W zasadzie będzie to Kościół przyszłości, ale dzieje pokazują, że bywał w pewnych dziedzinach bliżej swoich źródeł, niż jest dziś, albo że ludzie przerażeni dudnieniem racic hipopotama, z czasem, np. w dorobku Soboru, odnaleźliby sens i błogosławieństwo dla swoich poszukiwań. Nie czytając Malewskiej, możemy nie odkryć tego horyzontu.

Andrzej Sulikowski

Kategoria polskości była początkowo dla Malewskiej oczywista, bo Polska wybuchła za jej życia. Wydawało się, że skoro wybuchła, to będzie zawsze. Jednak doświadczenie szybko skomplikowało światopogląd przyszłej pisarki. W jej rodzinie przecinały się różne kierunki polityczne. Nie uważała, że polskość jest kategorią monolityczną. Podczas badań w archiwum odkrywała, że w dziejach rodziny szlacheckiej z Mazowsza mieści się poniekąd historia całej Europy. Dlatego była niechętna endeckim wywodom o „Piastowym szczepie”. Polskość przyciągała ją czymś, co dla niej samej było do końca zagadkowe, tajemnicze, ale też różnorodne – nie potrafiła nadać jej jednoznacznej definicji.

Gdy mówiła o patriotyzmie, wykazywała dużą powściągliwość. Miała przekorną naturę, jako uczennica pytała na lekcjach historii np. dlaczego zawsze garstka Polaków musi zatrzymywać całą armię? Wydawało się jej to przykładem niedołęstwa i nieznajomości strategii. Wywoływało bunt.

Malewska w latach studenckich odwróciła się od historii Polski, uznając ją za zaściankową. Dwudziestopięcioletnia dziewczyna zaczęła pisać Żelazną koronę, książkę – moim zdaniem – wybitną. Jej fragmenty są znane po niemiecku i ci, którzy je czytali za naszą zachodnią granicą, twierdzą, że dobrze oddaje nastrój szesnastowiecznej Europy. Do polskości Malewska powróciła z upływem lat, przede wszystkim dzięki obcowaniu z myślą Norwida.

W głosie Haliny Bortnowskiej przewijała się także kwestia katolicyzmu „nawykowego”, tzn. wyniesionego z domu, z którym Malewska stykała się od dzieciństwa. Wspominała, że z najbliższymi nigdy nie wypadało rozmawiać o własnym życiu wewnętrznym. To była nieprzyzwoitość. Bardzo kochała matkę, mogła z nią poruszyć każdy temat, ale jeśli chodziło o jej doświadczenie religijne, przeżycie Chrystusa, mszę, powstawała natychmiast mocna bariera – tabu, którego nie dało się przełamać. Po wojnie to się bardzo zmieniło, pojawił się zupełnie inny sposób obiektywizowania doświadczenia religijnego – to widać chociażby w jej tekstach na łamach „Znaku”.

Z biegiem lat w katolicyzmie ludowym, który na początku traktowała trochę z wysoka, zaczęła dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie zauważała. W Panach Leszczyńskich jest scena, w której jeden z bohaterów, Andrzej, wchodzi do kościoła i nagle czuje się jakby w centrum „swojszczyzny” – w swojej ojczyźnie właściwej, czuje ciepło nadprzyrodzone. To jest coś rzeczywiście uderzające, nawet na poziomie przeżycia katolicyzmu prowincjonalnego.

Ryszard Koziołek

Polskość u Malewskiej nie jest oczywistym depozytem przejmowanym od przodków w procesie wymiany pokoleń. W konsekwencji i patriotyzm nie jest u niej skutkiem wychowawczego nakazu miłości do ojczyzny czy romantycznego fatalizmu historii, który przymusza swych obywateli do ofiary z życia. W Apokryfie rodzinnym przodkowie narratorki pochodzą z Flandrii, Francji, Niemiec, Węgier, Rosji, przeto nikt nie dociecze – pisze ironicznie – „ile różnych nacji składa się na przeciętny i rdzenny »Piastowy szczep«”. Skoro jednak wybrali polskość, oznacza to, że ich afekt do Polski ma także wymiar racjonalny. Opis genealogii polskiej inteligencji zawiera wyraźne przesłanie, że polskość nowoczesna jest stopem różnych wpływów; historycznym destylatem kultur i nacji. Szlachetność tego stopu wynika właśnie z jego wielopostaciowości.

Nowoczesna polskość jest według Malewskiej stopem różnych wpływów, historycznym destylatem kultur i nacji
Ryszard Koziołek

Nieufna wobec patriotyzmu urzędowego, państwowego czy kościelnego – Malewska czyni swoimi bohaterami ludzi myślących i kalkulujących. Etyka i wiara nie przekreślają myślenia, ale usiłują mu sprostać, dlatego jej bohaterowie to samotnicy, którzy za nic nie zrezygnują z własnej podmiotowości na rzecz „instynktów stadnych”.

Szukając nowoczesnej formuły polskości, czyli fortunnego połączenia potrzeb jednostkowych i społecznych, pisarka oparła się na pracy, ponieważ tylko ona pozwala jednostce na samostanowienie.Taki pogląd czyni z niej wybitną spadkobierczynię polskiego pozytywizmu.

Pytanie o polskość i problematyzacja patriotyzmu wiąże się u niej ściśle z pisaniem o historii. Początkowo unika polskich dziejów jako tematu powieściowego – odstręcza ją pasmo niepowodzeń i katastrof, wybiera więc średniowiecze europejskie, jakby chroniła się tam przed alienującą wyjątkowością polskich dziejów. Dopiero refleksja nad XIX w. w Apokryfie rodzinnym, zapowiedzianym w pewnym sensie przez powieść o Norwidzie (Żniwo na sierpie), pozwala jej wrócić na teren rodzimej historii. Właśnie w „długim stuleciu” kształtuje się nowoczesna inteligencja – warstwa społeczna, której Malewska była przedstawicielem, rzecznikiem i historykiem. Inteligenckie credo Malewskiej to: wierność wartościom, którym nie można sprostać.

Malewska należy do pokolenia, które utraciło poczucie sensu przeszłości. „Wyrwani z wszystkiego, co pewne” – napisała o nich Zofia Starowieyska-Morstinowa w Kabale historii. Przerażającego doznania niszczącej siły wojny i Zagłady nie dało się zażegnać powrotem do opatrznościowego modelu dziejów, który pozwalałby myśleć o równie sensownej przyszłości. Jeśli historia nie ma początku i końca, dla chrześcijanina nie ma też sensu. Dla Malewskiej kluczowym zadaniem było powiązanie wiarygodnej narracji o historii z podmiotową rolą jednostki. Zadanie niemożliwe do zrealizowania, gdy poznać można poszczególne składniki przeszłości, które jednak nie układają się w całość – głęboką strukturę dziejów.

Niewiara w przedstawienie nie przekreśla jednak celowości historycznej narracji. Wartość mówienia i pisania o historii (także polskiej) polega w jej powieściach na tym, że daje ona każdemu możliwość wypowiedzenia własnej wersji wydarzeń, przez to staje się sprawiedliwa. Sławoj Žižek napisał, że ofiara to ktoś, kto nie ma swojej wersji wydarzeń. Historyk, a bardziej jeszcze pisarz, jest tym, który pozwala ofierze wypowiedzieć swoją kwestię. Tylko dzięki historii opowiadanej przez powieściopisarza, każdy ma prawo do własnej wersji wydarzeń: tyran, ofiara, bolszewik, endek, wódz, dziecko, kobieta. Uważam, że tylko dwoje polskich pisarzy zdołało w swojej twórczości pojednać nas z historią w XX w. – Hanna Malewska i Teodor Parnicki.

Halina Bortnowska

Niestety, nie mogłam osobiście uczestniczyć w krakowskim spotkaniu poświęconym bardzo ważnemu pytaniu o racje i powody, dla których należy wskrzesić kontakt czytelniczy z twórczością Malewskiej. Pisząc tekst przeznaczony na to spotkanie, wyodrębniłam dwa splecione ze sobą wątki: Malewska jest nam potrzebna jako autorka tekstów o dziejach – z których wywodzi się tożsamość, łącząca jednostki i pokolenia. Upodobanie we własnej tożsamości, krytyczna wobec niej lojalność, ofiarne działanie na rzecz jej rozwoju i tym samym – przetrwania to właściwy desygnat pojęcia „patriotyzm”. Nacisk na krytyczną lojalność i służbę współnosicielom tożsamości – to „poprawka Malewskiej”. Ludzie przyznający się do dziedzictwa Malewskiej powinni ustawicznie ją wnosić.

Przez 20 lat byłam jej codzienną współpracowniczką w redakcji miesięcznika „Znak”. To nie daje mi patentu na recepcję czy interpretację tekstów, ale do udziału w tych procesach skłania, mimo niezachęcającej sytuacji. Dlatego czuję się zobowiązana, by po przeczytaniu udostępnionego mi zapisu części konferencji zaznaczyć z całą siłą, że myślenie historyczne Malewskiej, ujawniające się w tekstach powieści, jest integralnie związane z jej wizją Kościoła jako bytu historycznego. W jej twórczości widziałam jakby Norwidowską syntezę: przylgnięcia do transcendencji i bezkompromisowego śmiałego marzenia o reformie, odnowie Kościoła (za Janem XXIII), a także o naprawie Rzeczypospolitej.

 

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata