70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Nawet paranoik ma realnych wrogów

Teorie spiskowe są dla wielu osób popularnym narzędziem do opisania i zrozumienia skomplikowanego świata. W polityce mogą być obosieczną bronią. Służą bądź mobilizacji wyborców, którzy nie ufają państwu, bądź ośmieszeniu przeciwników politycznych poprzez przyklejenie im łatki paranoików. Na ile realne są stojące za nimi zagrożenia?

Strach w polityce

Nie ma chyba obecnie bardziej politycznej emocji niż strach. W czasach, kiedy straciliśmy nadzieję na zbawienie ludzkości i kiedy ulotnił się optymizm idei postępu, działania w sferze politycznej budzą niepokój. Lukier postpolitycznych kampanii wyborczych nie przekreśla przypisywanych Richardowi Nixonowi słów, że „ludzie reagują na strach, a nie na miłość. Tego nie uczą w szkółce niedzielnej, ale taka jest prawda”. Obawy wzbudzają nieodpowiedzialni politycy, programy i decyzje sprzeczne z naszymi interesami oraz prognozowane kryzysy, które mogą skomplikować nasze życie. Jednak strachem napawają nie tylko możliwe konsekwencje dzisiejszych wyborów. Część obywateli jest przekonanych, że sytuacja już jest gorsza, niż na pierwszy rzut oka, by się mogło wydawać – sekretne i złowrogie plany są w tym momencie wcielane w życie. Strach przed tajnymi sprzysiężeniami zwykło się określać mianem teorii spiskowych lub paranoi politycznej. Warto poświęcić tym pojęciom więcej uwagi, gdyż nie tylko opisują one specyficzny niepokój o stan polityki, ale również dlatego, że same wzbudzają silne emocje. Widać to doskonale w ostatnim półwieczu historii politycznej i intelektualnej Stanów Zjednoczonych Ameryki. Prześledzenie wybranych wydarzeń z tego okresu pozwala lepiej zrozumieć, czym są teorie spiskowe w ogóle, także w Polsce.

Archetyp teorii spiskowej

W listopadzie 1963 r. miały miejsce dwa wydarzenia, które ukształtowały kulturową historię teorii spiskowych. 22 listopada w Dallas zamordowany został prezydent John F. Kennedy. Nie było to pierwsze zabójstwo urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale pierwsze w erze telewizji. Do rozpowszechnienia się teorii spiskowych wokół morderstwa przyczynił się dodatkowo fakt, że dwa dni później na oczach telewidzów zastrzelono eskortowanego przez policję Lee Harvey’a Oswalda, któremu wcześniej postawiono zarzut zabójstwa prezydenta. Te szokujące zdarzenia wywołały lawinę domysłów. Z regularnie prowadzonych przez Instytut Gallupa badań opinii publicznej wynika, że większość Amerykanów nie wierzyła, że Oswald był samotnym strzelcem działającym bez wiedzy i wsparcia jakiejś potężnej organizacji. Już w kilka dni po zabójstwie 52% respondentów zgodziło się ze stwierdzeniem, że nie działał on w pojedynkę . Wątpliwości nie rozwiał opublikowany rok później 900-stronicowy raport komisji kierowanej przez Earla Warrena. Przeciwnie. Mnożyły się nowe wersje wydarzeń. Na niesłabnących z czasem obawach Amerykanów, że wyjaśnienia raportu komisji Warrena nie odkrywają rzeczywistych przyczyn zamachu, wyrósł potężny przemysł kulturowy. Powstało ponad dwa tysiące książek i wiele filmów przedstawiających różne wersje wydarzeń, a do języka potocznego weszły takie określenia jak „samotny strzelec” i „magiczny nabój”. Domysły dotyczące zabójstwa Kennedy’ego stały się archetypem współczesnej teorii spiskowej.

Styl paranoiczny

Drugim ważnym dla historii teorii spiskowych wydarzeniem z listopada 1963 r. był odczyt Richarda Hofstadtera – wpływowego intelektualisty i historyka zajmującego się dziejami amerykańskiej myśli społeczno-politycznej. Treść odczytu w rozszerzonej wersji ukazała się później w druku pod tytułem Styl paranoiczny w polityce amerykańskiej. Esej Hofstadtera nie odnosił się do szalenie aktualnej wówczas sprawy zabójstwa Kennedy’ego, lecz omawiał dawniejsze przykłady wyjaśnień „usystematyzowanych w wielkich teoriach spiskowych”. Śledził obawy przed spiskiem iluminatów, masonów, pogłoski o katolickim spisku przeciw amerykańskim wartościom i lęki czasów McCarthy’ego dotyczące infiltracji amerykańskich instytucji przez radzieckich szpiegów.

Termin „styl paranoiczny” Hofstadter zapożyczył z psychiatrii. Pisał: „Istnieje jednak zasadnicza różnica między orędownikiem paranoi w polityce, a człowiekiem ze zdiagnozowaną paranoją. Choć obaj mają skłonność do nadmiernej zapalczywości, podejrzliwości, agresji oraz przesadnej i apokaliptycznej ekspresji, to kliniczny paranoik jest przekonany, że złowrogi i zakonspirowany świat, w którym przyszło mu żyć, obraca się w sposób szczególny przeciwko niemu, natomiast przedstawiciel stylu paranoidalnego postrzega świat jako skierowany przeciwko narodowi, kulturze lub sposobowi życia” . Okazało się, że styl paranoiczny stanowi zjawisko częstsze niż nieliczne w skali społeczeństwa przypadki zdiagnozowanych zaburzeń urojeniowych. Choć zwolennicy teorii spiskowych działają zazwyczaj na marginesie społeczeństwa, to mogą wywierać znaczny wpływ na bieg wydarzeń. Dzieje się tak, ponieważ styl ten ma zdaniem Hofstadtera olbrzymią moc aktywizującą. „Orędownicy stylu paranoicznego, (…) niczym religijni millenaryści, wyrażają niepokoje tych, którzy żyją w czasach ostatecznych”. Muszą oni „zorganizować opór przeciw konspiracji – teraz albo nigdy” (s. 29-30). Obawy przed konsekwencjami mobilizacji opartej o „niezdrową przesadę, podejrzliwość i konspiracyjną fantazję” prowadzą Hofstadtera do stwierdzenia wprost, że „termin >>styl paranoiczny<< jest pejoratywny i taki też miał być” (s. 5). Dlatego jego orędownik „nie postrzega konfliktu społecznego jako czegoś, co można zażegnać mediacją i kompromisem. (…) Wróg jest postrzegany jako całkowicie zły i bezwzględny, tym samym, musi zostać całkowicie wyeliminowany” (s. 51).

Gniewne umysły paranoików

Mimo że sam termin „teorie spiskowe” używany był sporadycznie nawet jeszcze przed II wojną światową, to właśnie po opublikowaniu eseju Hofstadtera liczba prac poświęconych temu zagadnieniu zaczęła rosnąć lawinowo. Koncepcja stylu paranoicznego okazała się poręczną ramą teoretyczną do opisu życia politycznego. Jej wpływ widać na przykład w monumentalnym studium o radykalnej prawicy: The Politics of Unreason. Right Wing Extremism in America, 1790-1970 autorstwa Seymoura Martina Lipseta i Earla Raaba. Omawiana koncepcja pozwoliła zinterpretować postawy antysemickie oraz inne uprzedzenia i stereotypy. Doskonałym przykładem jest praca Normana Cohna o wymownym tytule Warrant for Genocide. The Myth of the Jewish World Conspiracy and Protocols of Elders of Zion. Trudno nie zgodzić się z opinią Roberta Kelley’ego, który stwierdził, że „Richard Hofstadter nauczył nas zgłębiać retorykę polityczną i w ten sposób odkrywać struktury ideologii istniejące w społeczeństwie. Nauczył nas myśleć nie tylko w kategoriach klasy społeczno-ekonomicznej, lecz także określonego środowiska kulturowego, w którym rodzą się pewne nastroje i poglądy na temat światowej polityki. Stąd też wzięła się wśród uczonych nowa wrażliwość na siłę czynnika irracjonalnego, na występujące w grupach prowadzących działalność polityczną dążenia do podwyższenia swojego statusu oraz na chorobliwą wręcz wiarę w spiski ukute przez przeciwników”.

Jeżeli dokładniej przyjrzeć się dwóm przywołanym wydarzeniom z listopada 1963 r. – morderstwu Kennedy’ego i argumentacji zaproponowanej przez Hofstadtera – dostrzeżemy pewną niespójność. Koncepcja stylu paranoicznego nie do końca koresponduje ze spiskowymi wyjaśnieniami zabójstwa prezydenta. To nie „mniejszość populacji” lecz jej większość wyrażała przekonanie, że za zamachem stoi tajne sprzysiężenie. Siłą rzeczy trudno te osoby utożsamiać z funkcjonującym na marginesie i skupiającym „gniewne umysły”, radykalnym i najczęściej prawicowym – jak sugerował Hofstadter – ruchem politycznym. Czy to znaczy, że większość obywateli ma skłonność do „nadmiernej zapalczywości, podejrzliwości, agresji, przesady i apokaliptyczności”? Nic na to nie wskazuje: liczni obywatele wątpiący w oficjalne wyjaśnienia śmierci Kennedy’ego nie doprowadzili przecież do pogromów czy agresywnej mobilizacji politycznej, których obawiał się autor Stylu paranoicznego. I chociaż nie oznacza to, że teorie spiskowe dotyczące tegoż zabójstwa w ogóle nie wywarły wpływu na amerykańską kulturę polityczną, to jednak z pewnością nie stały się one podstawą ruchu społecznego mogącego wpływać na decyzje polityczne.

Konspiracje czasem istnieją

Inaczej było z aferą Watergate – kolejnym wydarzeniem istotnym dla badaczy teorii spiskowych. Początkowo wydawało się, że w czerwcu 1972 r. do siedziby Partii Demokratycznej w budynku Watergate włamali się zwykli złodzieje. Mimo pojawiających się oskarżeń, Nixon został nawet ponownie wybrany na urząd prezydenta w jesiennych wyborach. Żmudne dochodzenie sądowe i śledztwo dziennikarskie – sugestywnie ukazane w filmie Alana Pakuly Wszyscy ludzie prezydenta – z biegiem czasu pozwoliły zdobyć coraz więcej dowodów na to, że za wiedzą prezydenta włamania dopuściła się specjalna grupa byłych agentów nazywanych „hydraulikami”. Mieli oni założyć nowy podsłuch w siedzibie politycznych oponentów. Przy okazji śledztwa wyszły na jaw inne nadużycia administracji Nixona. Wielu Amerykanów przekonało się wówczas, że za fasadą rutynowych działań politycznych rozgrywają się wydarzenia przypominające czarne scenariusze spiskowych wizji świata. Złowrogie tajne sprzysiężenia najwyższych rangą urzędników państwowych niekoniecznie muszą być zatem kreacją chorobliwego umysłu.

Afera Watergate wyszła na jaw w trakcie wojny w Wietnamie. Amerykanie dowiedzieli się wówczas, podobnie jak podczas ostatniej wojny w Iraku, o różnych tajnych operacjach i nadużyciach władzy, co wzbudziło obawy, że Watergate nie było pojedynczym wybrykiem. Nieprzypadkowo właśnie w tym okresie znacznie wzrosła liczba przekonanych, że za zabójstwo Kennedy’ego odpowiada jakaś instytucja państwowa. O ile w latach sześćdziesiątych mniej więcej połowa obywateli USA uważała, że Oswald nie działał sam, to w kolejnych dekadach zdanie to podzielało już około 75-80%.

Sceptycyzm wobec władzy

Za przykład wzrastającego w latach siedemdziesiątych sceptycyzmu wobec działań rządu może służyć esej Noama Chomsky’ego opublikowany cztery lata po rezygnacji Nixona. Czytamy w nim, że „zdrowy rozsądek i uważna analiza źródeł historycznych prowadzą do (…) uzasadnionego przypuszczenia: w każdym społeczeństwie powstanie klasa propagandzistów dążąca do zatuszowania oczywistości, ukrycia rzeczywistych działań władzy i gotowa sfabrykować przekonująco ujęte rzekome cele i zadania przyświecające polityce państwowej” . Ta konstatacja była punktem wyjścia dla ostrej krytyki kolejnych amerykańskich rządów i narażenia się na zarzut propagowania teorii spiskowych. Dzięki temu Chomsky bodajże jako pierwszy dostrzegł inną (poza mobilizacyjną) funkcję tego typu poglądów. Amerykański filozof pisze: „kiedy już raz jakaś analiza otrzyma etykietę >>teorii spiskowej<<, można ją relegować do tej samej sfery, co teorie entuzjastów płaskiego kształtu Ziemi i innych dziwactw, podczas gdy faktyczny system władzy, podejmowane decyzje i globalne strategie pozostają ściśle chronione przed kontrolą” (s.100). Innymi słowy, w dyskursie politycznym określenie czyichś poglądów teorią spiskową może służyć za zasłonę dymną dla niejawnych interesów rządzących, a na pewno jest – jak to trafnie ujął Norbert Bończa-Tomaszewski – nokautem retorycznym, który pozwala poddać w wątpliwość owe głosy w dyskusji publicznej.

W związku z tym, że emocje wokół śmierci Kennedy’ego wciąż były silne, postanowiono powołać w Izbie Reprezentantów komisję śledczą mającą zbadać ponownie tę sprawę. Opublikowała ona raport w 1979 r. Stwierdzono w nim, że nie znaleziono żadnych dowodów na rzecz tezy, iż zamach zorganizowała jakakolwiek instytucja podległa rządowi Stanów Zjednoczonych (FBI, CIA). Nie były też za to odpowiedzialne rząd Związku Radzieckiego, Kuby ani mafia. Niemniej jednak dwuznacznie odniesiono się do śledztwa przeprowadzonego zarówno przez FBI, jak i Komisję Warrena. Pozytywnie oceniono wykazanie winy Oswalda, ale jednocześnie zarzucono, że w obu przypadkach „w niewystarczający sposób zbadano możliwość zawiązania spisku na życie prezydenta”. Ponadto komisję kierowaną przez Warrena skrytykowano za „zbyt definitywne sformułowanie wniosków w raporcie”, a FBI za „niewystarczającą współpracę” polegającą na przekazywaniu posiadanych informacji innym organom zaangażowanym w śledztwo. Co więcej, w najbardziej kontrowersyjnym punkcie raportu z 1979 r. można przeczytać: „Naukowe badania akustyczne pozwoliły ustalić z dużym prawdopodobieństwem, że do prezydenta Johna F. Kennedy’ego strzelały dwie osoby” . Podważyło to oficjalną wersję, według której Oswald działał w pojedynkę. Sprawę dodatkowo skomplikował fakt, że komisja nie była jednomyślna i część jej członków zgłosiła zdania odrębne. Na przestrzeni kolejnych dekad pojawiały się nowe dowody oparte na analizach naukowych, które wspierały zarówno tezę o samotnym strzelcu (przedstawiciele prestiżowego National Academy of Science) jak i te dostarczające argumentów, że strzelał ktoś jeszcze (opublikowane w poważnym czasopiśmie naukowym Science & Justice).

Rewizja teorii spiskowych

Toczone przez kolejne dziesięciolecie spory dotyczące zabójstwa Kennedy’ego angażowały nie tylko zwolenników teorii spiskowych, ale również uznanych naukowców, wpływowych polityków oraz dziennikarzy poważnych tytułów. Nie tylko wpłynęło to na poczucie zagubienia obywateli, lecz także odcisnęło piętno na sposobie definiowania teorii spiskowych w środowiskach akademickich, gdzie zaczęto odchodzić od wzoru interpretacyjnego wypracowanego przez Hofstadtera. Drobny wyłom w jego koncepcji zrobił już Chomsky. Natomiast jeszcze przed końcem drugiego tysiąclecia pojawiła się cała fala akademickich rewizjonistów. Brian Keeley, jeden z badaczy należących do tej grupy, wyszedł w swoim najgłośniejszym artykule od zestawienia dwóch sławnych teorii spiskowych. Pierwszą z nich jest przekonanie o istnieniu pilnie strzeżonej tajemnicy rządu Stanów Zjednoczonych o tym, że w 1947 r. w Roswell w stanie Nowy Meksyk rozbił się statek kosmiczny. Druga zaś mówi, że w latach osiemdziesiątych rząd USA nielegalnie sprzedawał broń Iranowi, a zarobione w ten sposób pieniądze przekazywał na pomoc nikaraguańskiej partyzantce. Ta teoria okazała się prawdziwa. Keeley na tej podstawie dowodził, że zbiór teorii spiskowych można uporządkować od najbardziej do najmniej prawdopodobnych przypadków. Zamiast z góry zakładać, że wszystkie tego typu koncepcje są fałszywe, Keeley podzielił je na dwie grupy – przypuszczenia uzasadnione i nieuzasadnione. To, że ktoś nie wskazał przekonujących dowodów na rzecz swojego stanowiska nie musi oznaczać, że jest ono fałszywe. Choćby dlatego, że istniejące tajne sprzysiężenia ukrywają kompromitujące je dowody. Stara się on wykazać, że teorie spiskowe nie mają w sobie takiego pierwiastka, który z góry skazywałby je na wykluczenie z debaty publicznej – „nie są one nieuzasadnione z definicji” i przypominają mu raczej „wszechogarniający filozoficzny sceptycyzm”.

Wątek sceptycyzmu podejmuje również brytyjski amerykanista Peter Knight. W jego Conspiracy Culture można odnaleźć między innymi argumenty na rzecz tezy, że teorie spiskowe nie muszą być wcale „znakiem mentalnego złudzenia” czy „myślenia paranoicznego”. Stanowią one raczej – dobrze oddaną w serialu Z archiwum X – „ironiczną postawę wobec wiedzy i możliwych wersji prawdy” oraz przejaw „rozpowszechnionego cynizmu” . Twierdzenia tego typu nie są więc przejawem „chorobliwej podejrzliwości”, lecz sceptycyzmem uzasadnionym w sytuacji, gdy rządy i korporacje prowadzą szeroko zakrojone tajne operacje, korzystając z coraz bardziej wyrafinowanych możliwości technologicznych. W dzisiejszych czasach ludzie na każdym kroku zależni są od nieprzejrzystych, skomplikowanych i rozgrywających się za kulisami systemów eksperckich. Nie można zatem dziwić się sceptycyzmowi wobec oficjalnej wersji wydarzeń oraz temu, że wyraża się go poprzez tworzenie mniej lub bardziej wyrafinowanych teorii spiskowych. Obecnie zresztą, jak dowodzi Knight, nie są one „ekspresją alarmistycznych lęków” dotyczących „konkretnych demonizowanych wrogów” (Żydów, masonów), lecz stały się „wyrazem wątpliwości dotyczących legitymizacji władzy w czasach, kiedy mniej niż jedna czwarta Amerykanów ufa rządowi”. Popularność teorii spiskowych wynika więc raczej ze specyficznych warunków społecznych późnej nowoczesności niż z jednostkowych dewiacji, czy paranoicznej postawy. Stąd Knight zamiast o stylu paranoicznym pisze o współczesnej kulturze konspiracyjnej.

Na społeczną a nie jednostkową genezę popularności teorii spiskowych zwraca również uwagę Mark Fenster. W Conspiracy Theories. Secrecy and Power in American Culture stwierdza, że stanowią one „integralny aspekt życia w Ameryce, a może nawet w całym nowoczesnym i ponowoczesnym świecie” . Zdaniem Fenstera nie jest to wcale zatrważająca diagnoza, gdyż nawet jeśli teorie spiskowe „mogą stanowić patologiczne zagrożenie dla demokracji, to wcale nie muszą” (s. 11). Co więcej, uważa on, że „populistyczne obawy” mogą mieć pozytywny wpływ na życie społeczne i polityczne. Tłumaczy, że właśnie strach przed zbytnią koncentracją władzy przyczynił się do przyjęcia jej monteskiuszowskiego trójpodziału. Ponadto lęki – nawet te nieprawdziwe – dotyczące nadmiernego wpływu korporacji pomogły zdobyć poparcie dla ustaw antymonopolowych i chroniących prawa konsumenta. Z tej perspektywy obawy przed spiskiem kryją niefortunnie wyrażoną i być może zbędną troskę o jakość demokracji.

Strach przed teoriami spiskowymi

Henry Kissinger, który w czasie kierowania Departamentem Stanu, sam był obiektem różnych teorii spiskowych, miał swego czasu powiedzieć, że nawet paranoik może mieć realnych wrogów. Wrogość można dostrzec choćby w spopularyzowanym przez Hofstadtera sposobie interpretowania spiskowych wizji świata. Nowsze prace na ten temat pokazują, że ich przeciwnicy posługują się schematami interpretacyjnymi przypominającymi krytykowany sposób myślenia. W obu wypadkach podstawową emocją jest strach. W pierwszym jest to strach przed (nieistniejącymi) spiskami, a w drugim – przed teoriami spiskowymi. W obu sytuacjach nie docenia się czynników sytuacyjnych i nadużywa atrybucji wewnętrznej. Za przyczynę nieszczęść raz uważa się wyrafinowane i świadome czynienie zła dla korzyści własnych konspiratorów, a innym razem – głupotę, chorobliwą podejrzliwość lub ignorancję. Strach przed tajnymi działaniami rządów i związane z tym teorie pełnią podobne funkcje. Zarówno w jednym jak i drugim wypadku może to mobilizować do działań, cementować tożsamość grupy oraz ułatwiać symboliczne wykluczenie oponentów ze wspólnoty.
Przykładów tych bliźniaczych obaw nie trzeba szukać za oceanem. Występują również w wielu momentach polskiej historii. Nigdzie chyba jednak wyraźniej tego podobieństwa nie widać niż w artykule Państwo mrocznych konspiratorów Marka Beylina opublikowanym w 2007 r. w „Gazecie Wyborczej”. Autor pisze: „Czyż osławiona operacja CBA pilotowana przez premiera, ministra Ziobrę i zapewne ministra Wassermanna nie przypomina sprzysiężenia konspiratorów chcących odstrzelić niewygodnego sojusznika? Zresztą samo istnienie CBA, najważniejszego organu PiS, niekontrolowanego przez nikogo spoza tej partii, świadczy o tym, że tajne intrygi zastępują jawną politykę”. Obawa przed spiskiem sąsiaduje z akapitem wyrażającym lęk, że „w polskiej polityce i w debatach zapanowała nierzeczywistość. Zaludniły ją widma pochodzące z mrocznych głębin spiskowego myślenia o świecie. Krajem, ale też świadomością zbiorową poczęły rządzić wyobraźnia i działania konspiratorów demaskujących spiski lub je zawiązujących, by pokonać innych rzekomych spiskowców, zdrajców czy szkodników”. W dwóch sąsiadujących ze sobą fragmentach tekstu dostrzec można przejawy zarówno lęku przed spiskiem jak i teoriami spiskowymi. Okazuje się, że takie pozornie sprzeczne przekonania mogą ze sobą współistnieć.

Odkrycie podobieństw formalnych teorii spiskowych i ich krytyki wiedzie do wniosku, że paranoi politycznej od innych stylów myślenia o polityce nie dzieli przepaść. Okazuje się, że spiskowe wizje dziejów – czasami absurdalnie konkretne, a czasami przyjmujące formę mglistych domysłów – łączy jedna podstawowa cecha, która wykracza daleko poza myślenie konspiracyjne. Widać ją równie wyraźnie w Stanach Zjednoczonych, jak i w Polsce. Chodzi o wyrażany czasami w karykaturalnej formie brak zaufania do instytucji państwowych (bądź innych, jak na przykład instytucji Kościoła). Teorie spiskowe najłatwiej krytykuje się, punktując choćby niedorzeczność teorii helowej lub przekonań o rozpylonej mgle. Koncentracja na tych tematach przysłania fakt, że 65% obywateli, jak wynika z badań OBOP-u przeprowadzonych w marcu tego roku – wyraża obawy, że „katastrofa [prezydenckiego samolotu – F.C.] nie zostanie rzetelnie wyjaśniona” . Nie jest to wcale odosobniony przykład braku zaufania. Jeszcze więcej badanych okazało swoje zaniepokojenie aferą Rywina, którą, nawiązując do Watergate, określano jako Rywingate. Aż 77% badanych w 2004 r. zgodziło się z twierdzeniem, że proces w tej sprawie „nie ujawnił prawdy lub ujawnił tylko małą jej część” . Zamiast koncentrować się na uproszczonych wizjach świata głoszonych przez część obywateli, należy zastanowić się raczej nad przyczynami takiego deficytu zaufania do instytucji publicznych. Może się wówczas okazać, że realne zagrożenia mają swoje źródło nie na płaszczyźnie psychologicznej, lecz strukturalnej.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata