70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Polskość elitarna

Polskość będzie przedmiotem elitarnego wyboru albo nie będzie jej wcale. Będzie nam służyć jako jeden z experiments in living albo nie warto zaprzątać sobie nią głowy. Wszelkie próby zaprzeczenia tak określonej elitarności, wierność idei zrównującej etniczności oznaczają jedynie powrót wroga nacjonalizmu.

Przed laty pisałem w „Znaku” o tym, że stereotypowa polskość, mimo że banalna i łzawa, jest częścią naszej rzeczywistości i to częścią niezbędną. Po niemal dwudziestu pięciu latach nadal tak uważam, ale mam też do tego poglądu liczne zastrzeżenia: polski patriotyczny stereotyp już praktycznie nie funkcjonuje i nic nie pojawiło się na jego miejsce; polskość została zlekceważona w rezultacie jej deprecjacji, o czym więcej poniżej; wreszcie, nie jest jasne, czy potrzebna a nawet czy możliwa jest wspólnota powszechna Polaków, a nie tylko niewielkie wspólnoty o elitarnym charakterze.

Patriotyzm w liberalnej demokracji

Co się w międzyczasie zdarzyło takiego, że nastąpiła zarazem ta degradacja polskości i nadanie jej elitarnego charakteru i na czym ten elitarny charakter polega? Otóż miały i mają miejsce trzy związane ze sobą procesy, które wywierają poważny wpływ na formy manifestowania patriotyzmu i na sposoby jego odczuwania.

Pierwsze z nich to demokratyzacja, która w Polsce naprawdę rozpoczęła się dopiero po 1989 roku. Jak u Tocqueville’a demokracja wypycha arystokrację, a prawdziwa polskość należała niegdyś do sfery arystokratycznej, do wybranych. Nie ma się czym chwalić, bo ci wybrani – lub ich przypadkowi przedstawiciele – nie dopuszczali reszty do wspólnoty patriotycznej albo nie potrafili jej zachęcić. Wystarczy wspomnieć reakcję chłopów na powstanie styczniowe czy też instrumentalne traktowanie „sfer niższych” przez partie polityczne w okresie międzywojennym. Sfery te weszły w pełni do polskiego życia publicznego dopiero po 1989 roku i mamy do czynienia z wszystkimi konsekwencjami, jakie powoduje inwazja nuworyszów od co najmniej XVIII wieku. Nuworyszom nie należy się pogarda, oni są bezbronni, ale zjawisko to jest tym razem nieco odmienne, gdyż dawniej czerpali wzory ze „sfer wyższych”, teraz nie ma skąd ich czerpać i stąd także polskość jest im – pomijam przypadki indywidualne – obojętna.

Po drugie, demokratyzacji towarzyszy europeizacja czy też globalizacja, a dyskusja na temat jej zalet i wad jest bezprzedmiotowa, skoro jest to zjawisko nieuniknione. Nie ma specjalnego powodu, dla którego student miałby obecnie bardziej się zachwycać Kazimierzem Dolnym niż Padwą, a wszelkie próby wyjaśnienia mu takich powodów (bo to patriotycznie, bo nasze, bo historia) są skazane na niepowodzenie. Oczywiście, jak każdy z nas może mieć swoje prywatne powody do upodobania znajdowanego w Kazimierzu Dolnym, ale – podkreślam – będzie to zjawisko prywatne. Ponadto – bez względu na to jak bardzo udaje się europejski projekt – de facto ten projekt już się w pewnym zakresie udał. To znaczy, że na pewno stosunek do polskości czy też patriotyzm nie może już polegać na wynoszeniu naszych przewag. Każdy, kto ma oczy, widzi, że mamy ich stosunkowo niewiele, zwłaszcza jeżeli idzie o urodę kraju i architektury zdewastowanej licznymi przemarszami wojsk. Inaczej mówiąc, nic w pierwszym odruchu nie narzuca nam wzorów polskości, realnych wzorów, które by miały stanowić dla nas, a zwłaszcza dla ludzi młodszych, cokolwiek szczególnego czy wyjątkowego. Dobrze, jeżeli nie traktujemy Polski jako brzydszej ojczyzny.

Trzeci wreszcie proces to nieuniknione osłabienie wspólnoty. Na całym świecie trwa lament nad osłabieniem społecznego zaufania, kapitału ludzkiego czy właśnie wspólnoty. Są to zjawiska nieuchronne dopóki dominuje model maksymalizacji wolności indywidualnej, model – niektórzy powiedzą – liberalny, ale pojecie to ma nikłe zastosowanie, skoro ma on charakter powszechny w świecie Zachodu. Można naturalnie zastanawiać się nad tym, jak odbudować demokratyczną wspólnotę polityczną, ale w obecnym stanie rzeczy jest to zadanie dla filozofii politycznej, a nie dla obywateli, którzy cieszą się wolnością tak wielką, jakiej nigdy w historii nie zaznali i bardzo trudno będzie im tę wolność odebrać. Wolność indywidualna czy prywatna to – między innymi – wolność wyboru i wybór patriotyczny jest jednym z wielu, zaś wybór wspólnoty patriotycznej rzadkością na poziomie wyższym niż odruch. Dlaczegóż bowiem miałby być powszechny, jak chcą niektórzy politycy czy publicyści? Jeżeli z poczucia obowiązku, to już nie ma mowy o wolności, a jeżeli z innych racji, to proszę mi je wskazać, bo ja ich nie widzę.

A zatem demokratyzacja, europeizacja i liberalizacja tworzą klimat, w którym uczucia i nawet stereotypy patriotyczne mają się kiepsko. Ktokolwiek myśli o zmianie tego klimatu, ten musi uwzględniać, że bez odwrócenia tych przeważających tendencji, to się nie uda, zaś odwracanie lub hamowanie tych tendencji jest z wielu względów wysoce niebezpieczne. przekonujemy się o tym, obserwując, na razie na szczęście marginalne, nawroty nacjonalizmu spowodowane, najkrócej mówiąc, kryzysem politycznym i gospodarczym.

 

Patriotyzm jako dziedzina wyboru

Czy w tej sytuacji społecznej i obyczajowej klimat dla patriotyzmu jest rzeczywiście wrogi, a polskość skazana na polityczny banał, który nikogo ani nie wzrusza, ani nie odnosi do sfery kultury wysokiej? Jestem zdecydowanie przekonany, że tak nie jest. Że, co więcej, jest to klimat dla patriotyzmu wielce sprzyjający, tyle że trzeba inaczej niż do tego przywykliśmy, pozostając w sferze łzawego stereotypu lub łatwych deklaracji, ten patriotyzm pojmować. Że taki patriotyzm i taka polskość, o jakich myślę, należą do dziedziny wyboru, a nie mogą być rezultatem ani przymusu, ani wychowania szkolnego, ani politycznego wielosłowia, ani – najczęściej spotykanego – anachronizmu polegającego na przeświadczeniu, że wszystko jest tak, jak dawniej było. Dawniej było zupełnie inaczej i mam wielkie wątpliwości, czy naprawdę lepiej, jak niektórzy zdają się sądzić.

Obecnie polskość, nie obywatelstwo polskie, jest przedmiotem świadomego i wyrafinowanego wyboru. Nic się nie dzieje w tym zakresie ani na zasadzie prostego mechanizmu dziedzictwa, ani w rezultacie daremnych prób edukacyjnych, ani z poczucia przyzwoitości, bo ono nas obowiązuje tylko jako obywateli, a nie jako – nie chce używać słowa Polaków – mieszkańców tej ziemi. Zastanówmy się zatem nad okolicznościami, warunkami i treścią tego ewentualnego wolnego wyboru polskości i wskutek tego – patriotyzmu.

Przede wszystkim ważna jest gwarancja właśnie swobody dokonywania takiego wyboru. To nie jest „ukochany kraj” z Gałczyńskiego, a już na pewno nie „ukochane i miasta, i wioski”, lecz taki sam kraj jak każdy inny. My dopiero możemy, jako ludzie wolni, odnaleźć przyjemność, jaką czerpiemy z polskości. Polskość zatem nie może być ani obowiązkiem, ani odruchem, ani elementem tradycji (zresztą, jak była mowa, nie jest), lecz przyjemnością, nad zdobyciem której trzeba ciężko pracować. Prosty przykład dotyczy przestrzegania reguł wysokiej czy chociażby poprawnej polszczyzny. Ileż to razy szydzono z posłów czy innych ludzi publicznych, którzy publicznie – i zapewne prywatnie – posługują się fatalną polszczyzną nie tylko stylistycznie, ale zwyczajnie gramatycznie. W zasadzie jest to zjawisko nagminne. Można podawać przyczyny (nuworyszostwo jest na pewno jedną z ważniejszych), ale nie w tym rzecz. Brak troski o język nie tylko utrudnia porozumienie merytoryczne, ale świadczy także o tym, że ten język, jakim wypowiadający się posługuje, nie stanowi dla niego wartości. Nic w tym zadziwiającego ani oburzającego – on się nim posługuje w celach przekazania konkretnej informacji, co mu się na ogół udaje. Język polski nie stanowi dla niego żadnej wartości, język jak język. Zaś odniesienia do tradycji czy wielkości tego języka są dla komunikatu politycznego lub społecznego zupełnie nieistotne. Język polski zatem nie jest dla większości mieszkających w tym kraju elementem polskości. To nie jest paradoks, to jest zwyczajna obserwacja dotycząca ludzi, którzy żadnego wyboru w tym zakresie nie dokonali.

Czy jednak można o czymś tak ważnym jak patriotyzm i polskość mówić jako o przyjemności? Przypomnę rozróżnienie dokonane przez Johna Stuarta Milla dotyczące przyjemności niższych i wyższych. Mill uważał, że wszyscy jesteśmy skłonni do zaznawania przyjemności niższych, a tylko część spośród nas dąży do przyjemności wyższych i to zdecydowanie mniejsza część. To ten fragment rozumowania Milla, którego jego liberalni wnukowie i prawnukowi nie lubią przypominać. Żeby dążyć do przyjemności wyższych trzeba wykorzystywać swoją indywidualna wolność, a to wymaga wysiłku i odwagi oraz ryzyka, co cechuje tylko niewielką część społeczeństwa. Stąd, nawiasem mówiąc, obawy jakie Mill wyjawiał w korespondencji z Tocqueville’em, obawy przed tyranią większości. Mill rozumiał, że nie ma sensu mówienie o tym, co jest przyjemnością wyższą, bo dla każdego będzie to coś trochę innego, ale wymóg wykorzystywania wolności prowadził go do przekonania, że przyjemności wyższe poznajemy tylko dzięki wykorzystywaniu wolności, czyli dzięki experiments in living.

Wracamy zatem do polskości, którą teraz możemy nazwać przyjemnością wyższą bez większych obaw. I teraz też możemy stwierdzić, że jedynie mniejszość spośród nas jej zaznaje i jako przyjemność docenia. Nie ma w tym nic obraźliwego dla nikogo, skoro wielu do przyjemności wyższych nawet zmierzać nie chce i by się tego ryzykownego procesu eksperymentowania obawiała. Jak ktoś czegoś nie zna, to nie zna także smaku tego poczucia czy doświadczenia. Jest to natomiast stwierdzenie głęboko antynacjonalistyczne, a nawet antydemokratyczne, jednak w demokracji pozostają wyspy arystokracji, które na szczęście są zamieszkałe.

Z tego punktu widzenia zachowana zostaje moja wolność indywidualna, nie przeczę nieuchronnym postępom demokratyzacji i jestem zwolennikiem europeizacji. Tylko trzy oczywiste, chociaż istotne, czynniki ograniczają europeizację polskości. Pierwszym z nich jest tradycja kultury, a przede wszystkim jej symbolika. Mówiąc wprost wielu wierszy Miłosza nie można zrozumieć bez znajomości Mickiewicza. Zachowując wolność jesteśmy zatem związani kulturą wyższą, od czego na ogół nie ma ucieczki. Drugim jest historia wraz z jej symbolicznymi upostaciowaniami, dzięki którym możemy się porozumiewać i odnosić naszą uwagę do przyjemności wyższych. Niedawno zwiedzałem Muzeum Kraszewskiego w Romanowie i gdyby nie różne ślady, jakie pozostawiła po sobie postać i twórczość Kraszewskiego (przecież się w nim nie zaczytywałem), samo miejsce nie byłoby dla mnie ciekawe. Trzecim czynnikiem są krajobrazy, które sprawiają, że i sami możemy odnosić się z upodobaniem (przyjemnością) do otaczającego nas w Polsce świata, i potrafimy przez pokolenia dzielić się podobnymi obrazami, chociaż niestety wiele z nich nie znajduje się dzisiaj na terenie obecnego państwa polskiego. Nie jest tak dlatego, że krajobraz mazowiecki z klasycznymi już wierzbami czy szczególne ukształtowanie Tatr są piękniejsze lub mniej piękne od innych: toskańskich czy węgierskich z okolic Sopronu, ale dlatego, że częściej i z tej racji z większą wiedzą zmysłową umiemy o nich myśleć i je sobie przypominać.

Tylko te trzy proste ograniczenia sprawiają, że polskość nie jest równoznaczna z europejskością i nie zajmuje tego samego miejsca w hierarchii wartości wyższych. Może jeszcze w przypadku poezji język, ale tylko do pewnego stopnia. Dla mnie przyjemność lektury W.H. Audena czy Czesława Miłosza jest całkowicie porównywalna. Tym bardziej jest tak w przypadku malarstwa czy muzyki oraz architektury, widoku miast i miasteczek. Umiłowany kraj to zarówno Włochy, Austria, Słowacja czy Węgry. Tylko dzięki polskości uczestniczę w europejskości, ale także tylko dzięki temu, że europejskość jest zawsze tak blisko (oczywiście lepiej, że nie ma granic, ale z punktu widzenia przyjemności duchowych były to granice umowne), polskość nie staje się stereotypem lub banałem. I nie ma w tym ani śladu kosmopolityzmu, to znaczy mnie nie jest wszystko jedno, czym jest polskość. Polskość jest dla mnie niesłychanie cenna, ważna, a jej doniosłość rzutuje na wiele zachowań w sferze wyobraźni. Wyrażam natomiast bardzo silną niechęć, żeby nie wyrazić się mocniej, względem wszystkich tych, którzy próbują moją polskość wyznaczać, określać, cokolwiek mi narzucać. Oraz tych, którzy pretendując do polskości, a niechętni czy niezdolni do wysiłku niezbędnego do jej zbudowania w sobie, na skutek prymitywnych zachowań mi ją psują.

Dlatego trzeba za wszelką cenę bronić elitaryzmu polskości. Każdy, jak chce, może uznać się za Polaka, jeżeli ma odpowiednie dokumenty lub tylko takie poczucie, ale nie każdy należy do grona tych, którzy tylko czasem tworzą wąskie wspólnoty, a którzy wiedzą, jaką naprawdę przyjemnością (wyższą) jest polskość. Jeżeli spojrzeć na to bez emocji, to okaże się, że zawsze tak było, nawet przed demokratyzacją, bo jedni nie mieli – niestety większość polskich czy nie całkiem polskich chłopów – szans na polskość, a inni nie zawsze chcieli tę szansę wykorzystywać, mimo że należeli do szlachty. Zawsze tak było i zawsze tak będzie, a jeżeli ktoś próbuje ten elitarny porządek rzeczy naruszyć, to znaczy, że odzywa się nacjonalistyczny wróg – wbrew pozorom wróg także polskości, bo zwolennik zrównującej etniczności – i wtedy szable w dłoń.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter