70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Skała i kamienie

Historia doktryny chrześcijańskiej pokazuje jak sztuczne są teorie ciągłości, które uzyskują normatywny status w Kościołach, lecz jednocześnie odkrywa autentyczną jedność wiary, nauczania i wyznawania.

Pięciotomową Tradycję chrześcijańską Jaroslava Pelikana określiłbym najchętniej jako epopeję pojęciową, sagę bądź opowieść. Jak bowiem zauważył Vittorio Mathieu, istnieje przecież „mit pojęciowy”, który jest „opowieścią nie mniej metaforyczną niż mit lub opowieść we właściwym znaczeniu tego słowa”.

Gdyby uwagę włoskiego filozofa potraktować poważnie, podczas czytania dwóch tysięcy stron erudycyjnych wywodów Pelikana należałoby szukać pojęć-metafor, które tylko udają, że są abstrakcyjnymi, oderwanymi terminami, a w istocie kryją w sobie mityczne obrazy.

Mity nie rozwijają się w czasie linearnym, lecz roszczą sobie pretensje do ujmowania absolutu. Jednak dla wrażliwego i zdystansowanego obserwatora, jakim jest autor Tradycji chrześcijańskiej, dzieje nie są pozorem, zasłoną dymną. Historia – także ta polityczna (niejako zewnętrzna wobec doktryny) – jest stale przywoływana, a absolutowi przygląda się autor zgodnie z ostrzeżeniami zawartymi w Pawłowym Hymnie o miłości, który mówi, że poprzestać można zaledwie na widzeniu „jakby w zwierciadle” i poznawaniu „po części” (1 Kor 13, 12). Tym sposobem Pelikan nie naraża swojej narracji na brutalne pęknięcie i troszczy się o historyczną materię, o res facta (dzieje doktryny).

Tradycja i historia

W „dystynkcji pomiędzy sferą duchową a doczesną – pisze historyk w kontekście przedreformacyjnego wzburzenia na Zachodzie – troska o jedność przejawiała się w nie mniejszym stopniu, niż w tych doktrynach, które oddawały obie te sfery we władanie papieża. Papiści i monarchiści, koncyliaryści i husyci – wszystkim zależało na jedności Kościoła pojmowanej zarówno jako to, co dane, jak i jako cel. Jak »obrońcy wiary« mieli w XVI wieku ponownie przypomnieć protestantom, augustyńska definicja Kościoła, do której wszyscy oni odwoływali się w ten czy inny sposób, czyniła jedność jego fundamentalnym atrybutem, któremu podporządkowana była nawet jego świętość.

Świętość była prawdziwa, gdy chodziło o Kościół w umyśle Boga i w eschatologicznym świetle wieczności, natomiast jedność konstytuowała warunki, w których Kościół i jego członkowie dążą do osiągnięcia jeszcze większej empirycznej świętości. To właśnie załamanie się tego augustyńskiego rozwiązania paradoksu łaski i doskonałości w odniesieniu do Kościoła sprawiło, że schizma XIV i ruch reformatorski XV stulecia stały się poważnym kryzysem doktryny Kościoła jako jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego” (IV, 105; tomy oznaczam cyframi rzymskimi, numery stron – arabskimi).

Pelikan kończy opowieść wyznaniem, w którym nie opowiada się za jedną określoną konfesją, lecz raczej daje upust swojej nadziei: „Stosowne będzie zatem zakończenie rozwoju doktryny chrześcijańskiej w ten sam sposób, w jaki się zaczęła: »Credo unam sanctam catholicam et apostolicam ecclesiam« [Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół]” (V, 410). Augustyński paradoks łaski i świętości skierowany ku eklezjalnej wizji dał się więc rozstrzygnąć jedynie w marzeniu i retorycznym kole. Krzepkie to i gorzkie zarazem, godne, słuszne i sprawiedliwe, ale czy zbawienne? I czy doprawdy dobre jest to miejsce na tak szlachetną konfesję?

Nie są jednak najważniejsze prywatna liturgia i nadzieja Pelikana, ale opowieść, której pułapki kryją się w napięciu – jeśli nie antynomii – między tradycją a historią. „Tradycja pozbawiona historii – czytamy – ujednolica wszystkie stopnie rozwoju, czyniąc z nich statyczną, jasno określoną prawdę; historia bez tradycji jest historycyzmem, który relatywizuje naukę chrześcijańską w taki sposób, że rozróżnienie pomiędzy autentycznym wzrostem i »rakowatą« aberracją wydaje się całkowicie arbitralne. W niniejszej książce usiłujemy uniknąć pułapek obu tych metod. Historia doktryny chrześcijańskiej jest najskuteczniejszym sposobem pokazania, jak sztuczne są teorie ciągłości, które często uzyskują normatywny status w Kościołach, lecz jednocześnie jest możliwością ukazania autentycznej ciągłości chrześcijańskiej wiary, nauczania i wyznawania. Tradycja jest żyjącą wiarą umarłych, tradycjonalizm jest martwą wiarą żywych” (I, 7-8).

Pod znakiem Augustyna

Badacz przekonująco utrzymuje, że olśniewające koncepcje świętego Augustyna (łaski, predestynacji, antropologii, eklezjologii) są niejako centralnym punktem całego opowiadania o losach doktryny, jej kośćcem, punktem dojścia i apogeum, podstawowym systematem, do którego odnosiły się wszelkie konstrukcje i debaty. Mniej ważne staje się dla niego, czy nurt ten podlegał pełnej czy niepełnej asymilacji, przekształceniu bądź falsyfikacji.

W dziejach chrześcijaństwa zdarzają się oczywiście zjawiska niezwiązane z augustynizmem, ale nawet wówczas narrator nie może się rozstać z biskupem Hippony – żałuje na przykład, że chrystianizm Wschodu późno (w XIII stuleciu) odkrył wielkość i szczególne znaczenie jego myśli.

Choć takie podejście zapewnia dydaktyczną spójność obrazu, to jednak ze względu na mniejszą oryginalność myśli nie zawsze wydaje się sensowne. Dotyczy to zwłaszcza wielkich filozofów i teologów, którzy z trudem, jeśli w ogóle, odnajdują się w olbrzymiejącym z każdym zdaniem Pelikana cieniu autora Wyznań. Razi więc na przykład potraktowanie Tomasza z Akwinu jako twórcy nowej syntezy augustyńskiej. Autorowi można wytknąć i inne błędy, zwłaszcza zlekceważenie wielu istotnych nurtów albo postaci: tradycji mistycznej (z czego nie tłumaczy się przekonująco), myśli Rogera Bacona, doktryny braci polskich, tak zwanego chrześcijaństwa bezwyznaniowego XVII stulecia, Antonia Rosminiego oraz modernizmu katolickiego przełomu XIX-XX wieku.

Z drugiej strony jednolitość i klarowność wywodu muszą mieć swoją cenę. W syntezie istnieje realne „niebezpieczeństwo, że soliści zatopią chór” (V, 7). W dziele Pelikana tak się z pewnością nie stało. Z wielowiekowej chrześcijańskiej debaty – z duktów liter, ze stronic traktatów, pamfletów, polemik i innych pism znanych niekiedy tylko specjalistom – wynurza się potężna skała doktryny. I choć odpadają od niej głazy, łupią ją schizmy lub destruują kryzysy, to jednak niewzruszona, uzbrojona w augustyński szkielet, wzmocniona aktami wiary i pobożności, opiera się na podwalinach Pisma i nauczaniu Ojców. Tylko czasem wydaje się, że ten monolit jest ułudą. Wtedy pojawia się tęsknota, nadzieja, marzenie albo wizja, które przydają mu sił, odnawiają i pobudzają.

Paradoksy doktryny

Choć dzieło Pelikana ma charakter podręcznika, to nie jest to jedynie porządne repetytorium – kanoniczna wykładnia wiedzy w powszechnie przyjętym kształcie. Nie naruszając zatem dydaktycznych sensów, autor nicuje rozmaite interpretacyjne schematy, obiegowe formuły „czytania” zdarzeń czy idei, nie boi się też brutalnie nazwać chrześcijaństwa – a czemuż by nie? – zawłaszczeniem judaizmu.

To, co dla innych bywa destrukcją albo zgubnym rozłamem, staje się dla niego nierzadko znamieniem siły i przejawem sensownego działania, które sprawia – nieodparta wizja doktrynalnego monolitu – że poglądy krzepną, chaos przemienia się w porządne struktury, a myśli krystalizują się, nabierając nowego blasku.

Chrześcijańska koncepcja pozostaje zatem – według Pelikana – w mocy nieubłaganego, lecz dla niej zbawiennego paradoksu: herezje, rozłamy, presja innych kultur i religii (zwłaszcza pogańskiego hellenizmu, gnozy, judaizmu i islamu), wewnętrzne spory i ludzkie namiętności grają zazwyczaj pozytywną rolę. Są aktorami ideowej sceny, na której odkrywa się odwieczna dialektyka sensu. Naciski, a nawet wrogość, prowokują do walki i skłaniają do szukania kompromisu, pewnej wspólnoty z przeciwnikiem. „Z jednej strony pokazuje to [mowa o gnostycyzmie – J.M.] fundamentalne zniekształcenie doktryny chrześcijańskiej w każdym z tych punktów, czemu Kościół musiał się sprzeciwić, z drugiej świadczy o poważnym wysiłku radzenia sobie z problemami chrześcijańskiej doktryny, przed którymi teolodzy – czy to ortodoksyjni, czy heretyccy – nie mogli uciec” (I, 103).

Pelikan oddaje cesarzowi, co cesarskie, nawet jeśli włada on nieprzyjaznym i zaborczym imperium. Kilka przykładów:

„Pogańska krytyka wyraźniej niż teologia chrześcijańskich apologetów wskazywała na odmienność Jezusa Chrystusa i w ten sposób przyczyniła się do powstawania bardziej wnikliwych ustaleń doktryny chrześcijańskiej, które być może nie pojawiłyby się bez tego wyzwania” (I, 31).

„Gnostycyzm służył jako przypomnienie o tym, o czym teologowie, łącznie z Klemensem i Orygenesem, skłonni byli zapomnieć. Mity na temat boskiej otchłani stanowiły przeciwwagę dla zbytnich uproszczeń ukrytych w doktrynie o boskiej niecierpiętliwości, która redukowała paradoks łaski i gniewu oraz ujmowała go w racjonalnej formie. Idea kosmologicznego upadku ducha bardziej przekonywająco mówiła o ludzkim wyobcowaniu ze świata, o separacji człowieka od jego prawdziwej istoty i od Boga niż moralizatorska teologia wielu kościelnych teologów. (…) Przede wszystkim gnostycyzm chrześcijański był religią odkupienia i pojednania ludzkiego ducha z niewyrażalną wielkością Boga” (I, 102-103).

„Muzułmańska krytyka, w stopniu o wiele większym niż zarzuty stawiane ze stanowiska judaistycznego, hellenistycznego bądź dualistycznego, zmusiła chrześcijańskich teologów do obrony dogmatu Trójcy Świętej przed oskarżeniami o tryteizm” (II, 275).

Podobne cytaty można oczywiście mnożyć. Uczony wydaje się uczniem Hegla – odrzucając mroczny i przerażający fatalizm na rzecz, by tak rzec, polifoniczności chrześcijańskiego Wieczernika, podziela jego znaną formułę, stawiającą na przypadek i wykluczającą zbędność: „Wszystko, co rozumne, jest rzeczywiste i wszystko, co rzeczywiste, jest rozumne”. Suponowana w tej maksymie chytrość rozumu historycznego nie pozwala widzieć w kamieniach, które zostały odrzucone lub odpadły przy wznoszeniu gmachu chrześcijańskiej doktryny, martwych, bezużytecznych głazów. Wszystkie, czego Pelikan starannie dowodzi, posłużyły jej rozwojowi. Niektóre z odrzuconych może nawet bardziej niż te, które nadal tkwią w konstrukcji.

_

Jaroslav Pelikan

Tradycja chrześcijańska. Historia rozwoju doktryny

t. 1-5, tłum. Marta Höffner, Maciej Piątek, Marek Król

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2008-2010, s. 432 + 380 + 288 + 546 + 442.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata