70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zbawienie niewierzących

W teologii Wacława Hryniewicza oddychamy pierwotnym, uniwersalnym i wszechogarniającym myśleniem. Nie ma tu miejsca na wytyczanie granic, wykluczanie lub wskazywanie na zbawionych i potępionych.

„Od szeregu lat powtarzam drogą mi myśl, iż samym swoim istnieniem, choćby upadłym i zranionym, człowiek ustawicznie przyzywa Ducha-Stwórcę, często nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Jest to pewien rodzaj epiklezy ontologicznej, milczącej i bezsłownej – wołanie z głębi wewnętrznego zagubienia i duchowej nędzy”.

Czymże jest owa tajemnicza, wyrażona greckim słowem kondycja ludzka? Do zacytowanego fragmentu najnowszej książki Hryniewicza wracałem wielokrotnie, wyczuwając w nim absolutnie rewolucyjne znaczenie, które zmienia stosunek teologa do miejsca człowieka w świecie, a zwłaszcza do Boga. Dzieje się tak dzięki zakorzenieniu w Biblii.

Dziwne, że tak niewielu teologów sięga do podstawy swojej refleksji, a przecież to właśnie Pismo Święte ma najwięcej do powiedzenia zarówno o Stwórcy, jak i o człowieku. Może dzieje się tak, że ta bożo-człowiecza mowa jest zbyt odległa od naszych wyobrażeń i przyzwyczajeń? A przecież wystarczy zacytowane powyżej słowa porównać z dziewiątym wersem prologu Ewangelii Janowej: „Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi”, by zdać sobie sprawę, że tak naprawdę są jedynie jego parafrazą. W podobnym duchu pisał w pierwszych wiekach chrześcijaństwa Ireneusz z Lyonu: „chwałą Boga jest żyjący człowiek”.

W takim sposobie uprawiania teologii oddychamy pierwotnym, uniwersalnym i wszechogarniającym myśleniem. Nie ma tutaj miejsca na wytyczanie granic, wykluczanie czy wskazywanie na zbawionych i potępionych. Już sam fakt narodzin czyni człowieka partnerem w bosko-ludzkim wydarzeniu. Granice pojawiają się później i tak naprawdę mają one niewiele wspólnego z katolicyzmem w jego etymologicznym znaczeniu.

Hryniewicz otwiera swoją książkę znamienną uwagą na temat Biblii: „Okazuje się, że świadectwo całego Pisma o powszechnej miłości i życzliwości Boga jest w wielu Księgach wątkiem wyraźnym, mocnym i trwałym, który wywołuje głębokie wrażenie, porusza i skłania do myślenia. Dlatego właśnie ten wątek powienien znaleźć o wiele więcej miejsca we współczesnych debatach o zbawieniu, o »innych« religiach oraz »innych ludach Boga«. Okazuje się, że Biblia mówi wiele o sytuacji człowieka przed Bogiem, o religijnym życiu »innych« oraz o ich losie ostatecznym”.

A jednak ten główny temat Pisma nie jest życzliwie opisywany w rozprawach współczesnych teologów. Znacznie bardziej interesuje ich doktryna wypracowana w sporze ze wspomnianymi „innymi”, o których – w przeciwieństwie do tekstów biblijnych – nie zostało powiedziane zbyt wiele dobrego. Pewnie dlatego Hryniewicz znajduje przewodników poza utartymi ścieżkami kościelnej refleksji.

Jednym z nich jest Abraham Joshua Heschel, słusznie traktowany jako „jeden z największych teologów żydowskich i filozofów religii XX wieku”. Jego książka Bóg szukający człowieka, do której wielokrotnie odnosi się Hryniewicz, została przywołana przez papieża Pawła VI w oficjalnym przemówieniu po śmierci żydowskiego myśliciela (w 1972 roku) z racji roli, jaką odegrał w ostatecznym ukształtowaniu rewolucyjnej deklaracji Soboru Watykańskiego II – Nostra aetate. To pełne zaangażowanie Heschela sprawiło, że zawstydzające sformułowania na temat bogobójstwa i odrzucenia Żydów przez Boga, latami zatruwające stosunki chrześcijańsko-żydowskie, zostały ostatecznie odrzucone i potępione.

Drugim przewodnikiem ekumenisty jest australijski jezuita Gerald O’Collins i jego studium Zbawienie dla wszystkich. Bóg innych narodów (2008). Autor bronił Jacques’a Dupuis w teologicznym sporze z Kongregacją do Spraw Nauki Wiary, który dotyczył możliwości zbawienia wyznawców innych religii. O jego echach można przeczytać w wydanej również po polsku książce Dupuis Chrześcijaństwo i religie. Od konfrontacji do dialogu (2003). Na szczęście i ten spór mamy za sobą. Nikt rozsądny nie próbuje dziś kwestionować uniwersalnego zasięgu zbawienia, nawet jeśli nie do końca potrafimy wyjaśnić na czym ono polega. Książka Hryniewicza wpisuje się w tę debatę, która w światowej teologii stanowi centrum namysłu nad istotą i tożsamością nauki o Bogu, a w Polsce pozostaje nadal zjawiskiem marginalnym.

Warto zwrócić uwagę na ujmujący sposób uprawiania filozofii przez Hryniewicza przejawiający się głównie w języku – brak tu pewności graniczącej niekiedy z arogancją. Wprost przeciwnie – autor określa swoje prace jako próby, skromne przymiarki. Nie boi się mówić, że czegoś do końca nie wie albo że tylko tak mu się wydaje. Jest to więc teologia par excellence dialogiczna, wpisująca niejako czytelnika w swoje własne myślenie. Użycie pierwszej osoby liczby mnogiej stanowi zaproszenie do wspólnej drogi i poszukiwań.

Widać to choćby w określeniu celów religii jako „wewnętrznej przemiany czlowieka, dobroczynnego wpływu na całe jego życie duchowe. (…) Nie wierzmy, że człowiek sam, własną mocą może ocalić dzieje ludzkości od zagłady i zbawić świat. Nawet największe ludzkie starania i wysiłki nie są w stanie tego dokonać. Zadaniem ludzi jest być jednynie pomocnikami Boga w przygotowaniu świata do ostatecznej pełni zbawienia”.

Na czym ma polegać współpraca z Bogiem dowiadujemy się przy okazji analizy przepowiedni Jezusa, które pozbawiały słuchaczy pewności siebie i nakazywały ostrożność w ocenie tego, kto może wejść do obiecanego Królestwa Niebieskiego. Już w jego czasach nauczanie to szczególnie irytowało „posiadaczy prawdy”.

Chrystus wskazywał na iluzoryczność granic stwarzanych przez instytucje religijne, wykpiwał te bariery, a nawet burzył. Ironiczny wymiar nauczania dotyczy również współczesnych: „To ten współczujący człowiek jest przykładem dla każdego, wzorem postępowania dla wszystkich, którzy chcą nieść pomoc bliźnim w potrzebie. Zdarza się również dzisiaj, że chrześcijanie, widząc innych w potrzebie, nawet swoich współwyznawców, nie zatrzymują się, lecz mijają ich usprawiedliwiając się doraźnymi okolicznościami. Tymczasem wyznawcy innych religii, czy wręcz ludzie niewierzący, potrafią okazać miłosierdzie i szlachetność serca”.

Ale przecież chodzi nie tylko o przypowieść o dobrym Samarytaninie (J 13, 34). Ważne jest również przypomnienie najważniejszego obrazu z Nowego Testamentu – przypowieści o sądzie nad narodami (Mt 25, 31-46), z której jasno wynika, że to nie słowne deklaracje (ortodoksja), ale praktyka (miłość bliźniego) stanowią decydujące kryterium przynależności do grona uczniów Mistrza z Nazaretu. Jedynie czyny są sprawdzianem autentycznej wiary.

Od razu chcę zastrzec i podkreślić: Hryniewicz twardo stoi na gruncie ortodoksji i wielokrotnie powtarza, że zbawienie jest możliwe tylko w Jezusie Chrystusie. Wierność Kościołowi rzymskokatolickiemu nie przeszkadza autorowi w szukaniu punktów wspólnych z innymi wyznaniami chrześcijańskimi, z innymi religiami, a nawet z twierdzeniami niewierzących.

W tym ostatnim przypadku poruszająco brzmi jego pełen empatii komentarz do dramatycznego wywiadu Zbigniewa Mikołejki („Gazeta Wyborcza”, 27 stycznia 2010), który stanowi in nuce niezrealizowany program dialogu z niewierzącymi. Ten głos przypomina wypowiedź Hryniewicza z redagowanego przeze mnie przed laty tomu Co nas łączy? Dialog z niewierzącymi.

Nadszedł być może czas, aby ten zapomniany głos na nowo zabrzmiał. Osobiście uważam, że właśnie w Polsce taka rozmowa skrywa niewykorzystany potencjał. Mogłaby przecież wskazać płaszczyzny porozumienia różnych grup społecznych szczerze pragnących zmiany i poprawy jakości debaty, choćby na temat obecności religii w przestrzeni publicznej.

Główne zręby dialogu zostały nakreślone w Dziejach Apostolskich – historii rodzącego się chrześcijaństwa. Hryniewcz proponuje uważną lekturę tak zwanej mowy Pawła z Tarsu na Areopagu (Dz 17, 16-34). Jak powiada: „W tej mowie, która jest trwałym wzorem otwartości, taktu i szacunku, odwołuje się on z wielkim wyczuciem do tego, co łączy go ze słuchaczami. W ten sposób przygotowuje ich do przyjęcia wieści o Jezusie”.

Swój komentarz do mowy Apostoła Narodów teolog kończy podkreśleniem uniwersalnego wymiaru jej przesłania: „Jest w ludzkich umysłach i sercach jakaś podstawowa otwartość na niewidzialny świat ducha i pragnienie poznania Niewidzialnego. Dla wszystkich ludzi pozostaje On wszakże za życia ziemskiego wciąż jeszcze Bogiem Nieznanym. Wszyscy jesteśmy w podobnej egzystencjalnej sytuacji niespełnienia, którą trafnie wyrażają słowa »już« i/ale »jeszcze nie«. Jako chrześcijanie podzielamy wraz z innymi paradoks bliskości i niepoznawalności Boga”.

Mądrość nadziei to szesnasta praca Hryniewicza, która ukazała się w zielonej serii Wydawnictwa Verbinum. We wszystkich pozostałych odnajduję podobne żarliwe przekonanie, że nadzieja zbawienia wszystkich ludzi nie jest płonna. Każdą z tych książek przeczytałem z uczuciem wdzięczności do autora, który ciągle na nowo każe mi wierzyć, że teologia katolicka może mieć i takie oblicze.

Choć nie ze wszystkimi tezami Hryniewicza się zgadzam, choć nie podzielam jego przekonania, że zbawienie każdego człowieka dokonuje się w Jezusie Chrystusie (według mnie – w ramach soteriologii wyznaczonej przez każdą religię w jej własnych kategoriach) oraz nie odczuwam potrzeby chrystianizowania niewierzących przyjaciół, to i tak łączy mnie z nim więcej niż zapewne on sam podejrzewa. Tym łącznikiem jest wspomniany na początku wers dziewiąty prologu Ewangelii Janowej.

 


Wacław Hryniewicz OMI

Mądrość nadziei. Boży dar zbawienia dla wszystkich

Verbinum, Warszawa 2010, s. 236

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata