70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Bóg jako możliwość

Według Tomasza Halika ludzie wierzący i niewierzący mają dzisiaj do siebie bardzo blisko. Ewangelia „dzieje się” także poza oficjalnymi strukturami wiary.

Kolejna książka Halika jest zbiorem medytacji wokół tematów wiary i niewiary. Zawiedzie się jednak każdy, kto oczekuje poradnika: „co zrobić z ateistą” lub „jak zrozumieć niewierzącego”. Zadający sobie podobne pytania będzie musiał w trakcie lektury przeformułować je na dużo poważniejsze: Kim jestem? Jak naprawdę wierzę? Jakie mam prawo do patrzenia na niewierzącego, które czyni z niego przedmiot mojej troski?

Teatr dla aniołów nie jest na pewno podręcznikiem „dla misjonarzy swoich najbliższych”. Przed taką postawą przestrzega sam autor. Nie jest to zarazem książka o słabości chrześcijaństwa, o bezsilnym „byciu obecnym”, o tajemnicy krzyża i zanikania wiary, do których to tematów przyzwyczaili nas różni współcześni mistrzowie życia duchowego.

Halik optymistycznie uznaje, że „dla chrześcijaństwa w dzisiejszej cywilizacji istnieje jeszcze inna alternatywa niż być betonem bunkra niezachwianych, albo przeciwnie, ochoczo rozpuścić się w koktajlu multikulturalizmu”. Uzasadnienie takiej postawy wymaga jednak wysiłku – autor snuje refleksję daleką od tanich, pobożnych frazesów.

Według Halika ludzie wierzący i niewierzący mają dzisiaj do siebie bardzo blisko – i to właśnie jest szansą dla świata. Zgadzając się z tym, człowiek wierzący nie może przestać pytać o zasadę własnej bliskości do niewiary i musi zmierzyć się z tymi przestrzeniami, które z prawdziwym Bogiem nie mają nic wspólnego i bywają tylko rodzajem religijnej neurozy, obrazem infantylnym lub patologicznym, projekcją fantazji czy przedmiotem uzależnienia.

Propozycja Halika wyrażająca się w formułach „Bóg jako hipoteza”, „Bóg jako możliwość” jest wyzwaniem skierowanym przede wszystkim do wierzącego, które pozwala na końcu drogi pełniej i mądrzej ucieszyć się własną wiarą. Bóg jest Bogiem możliwości, Bogiem, który chce wielkości człowieka, który „dzieje się” realnie w wydarzeniach jego życia.

Ważne, że prowadząc dialog z niewierzącymi, Halik absolutnie realnie i poważnie traktuje grzech niewiary, ale definiuje go w szeroki sposób jako „grzech zamknięcia się na Boga w tej formie, w jakiej Bóg (…) się daje”. Daleko tu do teoretycznych i konfesyjnych rozstrzygnięć. W gruncie rzeczy wierzyć to zabiegać o wewnętrzną wolność, która umożliwia realną relację z Bogiem, z bliźnim, ze światem. Mniej lub bardziej świadome przyjęcie Boga, nadanie swojej duchowości jednoznacznie tradycyjnie chrześcijańskiego charakteru, jest w tej perspektywie jedynie etapem na drodze najważniejszych rozstrzygnięć, które są udziałem każdego człowieka.

Dyskusja z Benedyktem XVI

Wspólnym punktem wielu esejów Halika jest komentarz do dwóch wypowiedzi Josepha Ratzingera.

Pierwsza z nich to „rada dla niewierzących przyjaciół” z przemówienia w Subiaco z 1 kwietnia 2005 roku, w której przyszyły papież zachęca tych, którzy nie potrafią znaleźć drogi akceptacji istnienia Boga, by starali się tak ukierunkować swoje życie, jak gdyby Bóg istniał.

Druga wypowiedź to słowa Benedykta XVI wypowiedziane w drodze do Republiki Czeskiej we wrześniu 2009 roku dotyczące potrzeby otwarcia w Kościele rodzaju „dziedzińca pogan”, gdzie ludzie nieuczestniczący w pełni w wewnętrznym życiu Kościoła mogliby w jakiś sposób przyłączać się do Boga i gdzie możliwy byłby dialog z nimi.

Przez splecenie większości wątków z tymi dwoma wypowiedziami książka jest też dyskusją z Ratzingerem – bardzo żywą, zaangażowaną, życzliwą, ale zarazem wyraźną próbą uporania się z tym, co w jego słowach budzi wątpliwości czy niepokój.

Pewne jest, że Halik nie słucha papieża spokojnie i bezkrytycznie. Wprost przeciwnie – wyciąga konsekwencje, dyskutuje z możliwymi zarzutami, czasami nie waha się dopowiadać i uzupełniać. Pisze na przykład: „Papież Benedykt wzywa nas, abyśmy dziś wypatrywali tych, których rozum i sumienie »tęsknią za kimś Czystym i Wielkim«, »których nie zadowalają ich bożki, rytuały i mity« – dodajmy jednak: także rytuały i mity, w które przyoblekła się w ciągu wieków religia chrześcijańska”.

Halik wciela się tu w rolę interpretatora Benedykta i papieska myśl o konieczności wspólnej płaszczyzny porozumienia w Europie i w świecie staje się dzięki rozmyślaniom autora jaśniejsza, lżejsza, bardziej strawna także dla tych, którzy z nieufnością trzymają się z daleka (zarówno w Kościele, jak i poza nim).

Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to książka zbyt dobrze napisana, zbyt erudycyjna, zbyt wysubtelniona, aby jej treść mogła wybrzmieć z całą mocą. Jest jakby dla nas nie w czas – albo za późno, albo za wcześnie. Trudno znaleźć w myślach potencjalnych czytelników tej książki – i wierzący, i niewierzący są dziś często zbyt mocno przyzwyczajeni do religijnej bądź antyreligijnej papki, aby przebić się przez to, co Halik mówi. Dla niektórych pewne rzeczy będą zbyt banalne lub pretensjonalne, dla innych znów za trudne i za skomplikowane – a dla większości całość będzie po prostu nie do poskładania. Zabraknie cierpliwości, odwagi.

Wyznawców ścisłości może drażnić w Teatrze dla aniołów medytacyjny ton przypominający zbyt rozwlekłe i pobożne kazanie. Z kolei konsumentów pobożnościowej literatury przerazi wiele prowokujących stwierdzeń. Nazwanie tradycjonalistów „nowotworem na ciele chrześcijaństwa” to mocne słowa. Określenie ruchu charyzmatycznego mianem bluźnierczych sprzedawców frazesów godnych wygnania ze świątyni także nie jest w oczach Kościoła politycznie poprawne. Nie mówiąc już o „scholastyczno-katechizmowej argumentacji”, którą Halik uważa „nie tylko za nieskuteczną, ale wręcz za bluźnierczą”.

Utopia „nowej ewangelizacji Europy”

Kolejna odważna teza Halika brzmi: chrześcijański dialog ze współczesną kulturą musi wyrzec się utopii rodzących się pod sztandarami „nowej ewangelizacji Europy” i zaakceptować to, że niektóre głębokie chrześcijańskie wartości dochodziły do głosu dopiero dzięki upadkowi chrześcijańskich instytucji, często w zmaganiu z nimi. Ewangelia „dzieje się” także poza „oficjalnymi strukturami wiary”.

Nie trzeba dodawać, że niektórym łatwiej, wystawiając się na śmieszność i tracąc wiarygodność, iść w zaparte i stwierdzać, że Kościół z a w s z e bronił, strzegł, troszczył się… Konsekwencje takich postaw są oczywiste i Halik na nie wskazuje: „chrześcijański fundamentalizm i wojujący sekularyzm nawzajem się prowokują i wzmacniają, jeden legitymuje się istnieniem drugiego i w ten sposób nie tylko wzajemnie utrzymują się przy życiu, ale przez nieustanne konflikty radykalizują się”. Czy potrafimy żyć i wierzyć bez wrogów stworzonych na własny użytek?

Halik zdecydowanie występuje przeciwko teologicznemu racjonalizmowi czy przeżyciowemu charakterowi religii; pisze na przykład, że rozpowszechniona, niepogłębiona i często naiwna wiara w Opatrzność to szkodliwy wpływ Oświecenia. Brzmi to interesująco w naszym kraju, gdzie jednym z głównych wspólnotowo-kościelnych dzieł jest budowa Świątyni Opatrzności Bożej, a usuwanie fałszywych wyobrażeń o Opatrzności nie wydaje się w tym kontekście palącą, duszpasterską potrzebą.

Znakomity jest także opis wyobrażeniowego Boga wierzących i niewierzących – niewartego ani wiary, ani jej zaprzeczania. Gdyby jednak wypisać myśli Halika w postaci tez, to mogłyby one niestety sprzeciwić się temu, co głoszą, czyli stanąć na jednej płaszczyźnie z neoscholastyczną „grą szklanych paciorków”. Ostre sformułowania łagodnieją, niemal znikają wśród cytatów z autorytetów i przykładów z życia. Może szkoda, choć kto potrafi i tak je odnajdzie.

 


Tomáš Halik

Teatr dla aniołów. Życie jako religijny eksperyment

Tłum. Andrzej Babuchowski

Znak, Kraków 2011, s. 254

 

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata