70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Jaki Kościół, tacy heretycy

Spektakularne odejście z urzędu norweskiego pastora, rodzi pytania o granice kościelnej ortodoksji i kościelnego liberalizmu, a także o relacje Kościoła ze współczesnymi mediami. Czy polski katolicyzm jest przygotowany do podobnej jak w Norwegii medialnej burzy?

22 maja 2011 roku norweski pastor Einar Gelius po raz ostatni przewodniczył luterańskiemu nabożeństwu w kościele Vålerenga w centrum Oslo. Ustępującemu protestanckiemu ekscentrykowi towarzyszył tłum wiernych i zwyczajne w takich sytuacjach zainteresowanie mediów.

Dobrowolna rezygnacja Einara Geliusa kończy trwający ponad rok gorący spór z luterańskim biskupem Oslo Olem Christianem Kvarmem, którego żar ochoczo podsycały lokalne media. Odejście z urzędu marginalnej postaci z peryferyjnego kościoła, w odległym kraju nie stanowi z pewnością ważnego wydarzenia w historii Kościoła. Katolikom i protestantom posłużyć może jednak jako przykład problemów związanych z tak zwanym chrześcijańskim liberalizmem. Jest to przykład pouczający, choć poddający się zarazem różnym interpretacjom.

TEOLOG SKANDALISTA

Einara Geliusa trudno traktować jako poważnego krytyka kościelnego konserwatyzmu. Oprócz obecnych komplikacji związanych z publikacją pewnej książki, Gelius wsławił się głównie niekonwencjonalnym, ale i lekceważącym podejściem do liturgicznych rytów. We wrześniu 2009 roku jako zapalony kibic lokalnej drużyny piłkarskiej Vålerenga w obecności mediów odprawił rytuał pogrzebowy nad symboliczną trumną drużyny przeciwników, wprawiając w osłupienie swym makabrycznym żartem sporą część luterańskiej wspólnoty i ściągając na siebie oburzenie lokalnego biskupa Olego Christiana Kvarmego.

Po interwencji biskupa pastor złożył publiczne przeprosiny, ale media skrzętnie zanotowały nazwisko kościelnego harcownika, licząc na kolejne atrakcyjne skandale z jego udziałem. Sytuacja tym bardziej odebrana została jako niezwykła, że do skandynawskiej obyczajowości należy raczej postawa ostrożnego szacunku i nieprokurowania gorszących publicznych awantur.

Gelius jednak nie zawiódł nadziei dziennikarzy zapisujących jego nazwisko w swych obszernych notatnikach. W roku 2010 opublikował skandalizującą książkę pod prostym, zmierzającym wprost do medialnej wrzawy tytułem Sex in Bibelen (Seks w Biblii). W książce pojawia się wiele wątków, a autor jest oczywiście nie tylko medialnym skandalistą, ale i solidnie wykształconym na Uniwersytecie w Oslo teologiem. Na recepcję książki wpłynęły jednak zasadniczo najbardziej pikantne szczegóły, którymi uraczył swych czytelników Gelius: między innymi pochwała pornografii i wskazywanie na pozytywne dla chrześcijan strony seksu grupowego.

Kościół luterański w Norwegii w swym nauczaniu bardzo różni się od tradycyjnego katolickiego stanowiska w sprawie etyki seksualnej. Dopuszcza się tam ponowne małżeństwo osób rozwiedzionych i stosowanie antykoncepcji, a po podjęciu decyzji o ordynowaniu na pastorów homoseksualistów oraz po świeckiej legalizacji małżeństw homoseksualistów trwa debata nad pierwszymi próbami udzielania ślubu gejom i lesbijkom w kościele. Ogólnie mówiąc, pastorzy i pastorki nie wtrącają się zanadto do alkowy swych wiernych. Książka Geliusa była jednak pomyślana w oczywisty sposób jako prowokacja i prowokacja ta została chętnie dostrzeżona i podchwycona przez największe media.

Państwowe radio i telewizja NRK na swej stronie internetowej przez ostatnie kilka miesięcy nieustannie przekazywały widzom i słuchaczom kolejne doniesienia z frontu biskup – pastor, transmitowały konferencje prasowe i tym podobne. Przyznać trzeba, że tezy Einara Geliusa łatwo wpisywały się w skrajnie liberalny profil stacji, której najczęściej oglądanym w poprzedniej ramówce programem był Trekant (Trójkąt), gdzie troje maturzystów w konwencji reality show odkrywa dla telewidzów wszelkie tajniki życia erotycznego (z wizytą w klubie swingersów i praktykami sadomasochistycznymi włącznie).

DWA OBLICZA SPORU

Dla katolików i protestantów poza Norwegią casus Geliusa zdaje się ciekawy ze względu na formę, jaką przyjął spór biskupa z pastorem, oraz sposób odejścia Geliusa z urzędu. Na myśl przychodzą oczywiście od razu pytania o granicę kościelnej ortodoksji i kościelnego liberalizmu. Gelius rezygnuje z urzędu dobrowolnie (posługa pastorska nie jest w luteranizmie sakramentem, jest to raczej społeczna ordynacja, która związana jest nawet ze zwykłą negocjacją umowy o pracę z państwem norweskim jako pracodawcą). Media dodają oczywiście, że dzieje się tak pod wpływem nieformalnego nacisku, który wywarł na pastora lokalny biskup. Gelius nie został usunięty po cichu. Pozwolono mu sprawować pożegnalne nabożeństwo, w czasie którego dziękował swoim parafianom i współpracownikom. W kazaniu przekonywał, że jak każdy popełniał błędy, robił głupstwa, a pastor jest przecież tylko człowiekiem.

Zdumiewa zdanie wygłoszone przez niego w pożegnalnym wywiadzie telewizyjnym, udzielonym tuż po zakończeniu nabożeństwa: „Boję się, że norweski Kościół zmierza w kierunku coraz większego zawężania i wykluczania. Obawiam się Kościoła, któremu nie uda się przemawiać codziennym językiem i który kurczowo trzymać się będzie starych dogmatów”. Czyż takiego zdania nie mógł wypowiedzieć któryś z duchownych opuszczających kapłaństwo w Kościele katolickim: na przykład Leonardo Boff albo, szukając bliżej, Stanisław Obirek czy Tadeusz Bartoś? W przypadku Geliusa sytuacja wydaje się jednak przecież groteskowa i niepoważna.

Pojawiają się więc dwie konkurencyjne interpretacje opisanej powyżej sytuacji. Komentatorzy niechętni liberalnym wspólnotom protestanckim powiedzą: „Oto do czego prowadzi ciągłe poluzowywanie moralnych standardów, zastąpienie normy etycznej etyką sumienia, hierarchiczne rozprzężenie wspólnoty. Wystrzegajmy się tego jak ognia. Oto jak kończą heretycy. Tam gdzie nie ma już żadnego tabu, nawet próba konfliktu z hierarchią i ortodoksją skończyć się musi groteską!”.

Komentatorzy życzliwi luteranom wskazywać będą na kulturalny przebieg sporu. Obyło się bez inwektyw, a adwersarze przed kamerami zachowywali kamienne twarze i powściągali emocje. Najgorsze słowa, jakie padły, to: „To smutny dzień dla Einara Geliusa”  w ustach biskupa oraz komentarz samego Geliusa: „za biskupem tęsknić nie będę”. Jest godny podziwu spokój, z jakim luterański Kościół znosił napór wścibskich mediów. Choć awantura odbywała się na oczach milionów telewidzów, Kościół jako instytucja wytrzymał presję i nie dał się w znaczący sposób sprowokować. Mało tego, sprawę rozwiązano publicznie, otwarcie, ucinając tym samym dalsze nieprzychylne komentarze i doszukujące się spisku spekulacje.

MEDIALNA BURZA W KOŚCIELE

Sprawa pastora Geliusa powinna zainteresować polskich katolików, bo wraz z dokonującym się stopniowo wyraźnym społecznym przewartościowaniem (szczególnie w sprawie przedmałżeńskiego seksu, stosowania antykoncepcji czy statusu homoseksualistów) z całą pewnością dochodzić będzie do wydawania w Polsce podobnych skandalizujących publikacji. Dziedzina seksualności jest w tym wypadku wymarzonym tematem ze względu na często kontestowany w świecie rygoryzm etyki sformułowanej przez Jana Pawła II. Dochodzić będzie do ideologicznych sporów pomiędzy hierarchią a szeregowym, pracującym z bardzo różnymi ludźmi i w bardzo różnych środowiskach duchowieństwem. Spory te w Kościele XXI wieku toczyć się będą jednak nie za grubymi murami klasztornych rozmównic, ale na ekranach telewizorów.

Czy polski Kościół jest przygotowany do podobnej jak w Norwegii medialnej burzy? Dotychczasowe wydarzenia, na przykład po odejściu z kapłaństwa i apostazji księdza Tomasza Węcławskiego, dowodzą, że do zainteresowania mediów nie dorośli ani kościelna hierarchia, ani nawet potencjalni kościelni dysydenci. Zainteresowanie wykazał przecież wówczas „Tygodnik Powszechny” nieszukający wcale sensacji, ale próbujący zrozumieć, co się właściwie stało. Z bezpardonową krytyką spotkał się z obu stron.

Dotknięcie problemu odchodzących duchownych jest zatem również dotknięciem problemu relacji Kościoła ze współczesnymi mediami. Do tej pory personalnym zawirowaniom w Polsce towarzyszyło ograniczone zainteresowanie prasy, radia i telewizji. Nawet jeśli polscy dziennikarze relacjonowali wewnętrzne problemy Kościoła, daleko im było do tego natarczywego tonu, do tego medialnego spektaklu, który zaaranżowano w przypadku wspomnianego powyżej pastora Einara Geliusa w Norwegii. To się w przyszłości musi zmienić. Jak zauważa w swej niezwykle interesującej analizie Religia, media, mitologia Józef Majewski w ostatnich latach w skali świata notujemy stale rosnące zainteresowanie mediów sprawami religii i religijnych wspólnot. Sposobem prezentacji tych tematów nie jest jednak bezstronny, neutralny, quasi-naukowy raport, ale próba wyreżyserowania wielkiego, efektownego show, od którego uczestników oczekuje się najchętniej, by obrzucali się wzajemnie inwektywami, okazywali publicznie skrajne emocje.

Polskie media krępuje jeszcze celebrowana pamięć o Janie Pawle II i szczególny nimb autorytetu, który zawdzięcza minionej epoce hierarchiczny Kościół. Nie oszukujmy się jednak. To skrępowanie z roku na rok będzie słabnąć, a kościelne skandale i skandaliki stanowią niezwykle apetyczną pożywkę dla „tabloidyzujących się” (czyli po ludzku mówiąc: schodzących na psy) mediów. W Niemczech postaci takie jak Hans Küng czy Uta Ranke-Heinemann od dawna na stałe goszczą w programach typu talk-show. Nie zaprasza się ich oczywiście, by podjąć rzeczową i (nie ukrywajmy) wymagającą intelektualnie debatę nad dogmatem o papieskiej nieomylności czy o narodzeniu się Jezusa Chrystusa z Maryi dziewicy, ale by prowokować ich do coraz ostrzejszych, coraz bardziej złośliwych i niestety coraz bardziej zgorzkniałych wypowiedzi.

Przypadek wybitnego przecież niemieckiego teologa Hansa Künga pokazuje, jak wieloletnia kościelna banicja i instytucjonalna alienacja przyczyniają się do przepełniania się czary goryczy. Z konstruktywnego krytyka, z gorącego orędownika śmiałego kontynuowania soborowego dzieła Küng przeobraził się w zgorzkniałego szydercę. Wina leży niestety po obu stronach. Nic dziwnego, że po latach ostentacyjnego ignorowania go przez hierarchiczny Kościół, dał się uwikłać w prowokacyjne podjazdowe wojenki, którymi dyrygują telewizyjni dziennikarze. Ile krwi Kościołowi w Niemczech napsuły już te dziennikarskie prowokacje! Ile krwi napsują Kościołowi w Polsce w nadchodzącej przyszłości? A może czeka nas scenariusz norweski? Może biskup sam zwoła konferencję prasową, a odchodzącemu księdzu pozwoli wygłosić pożegnalne kazanie?

***

A pastor Gelius? Przyznał, że potrzebuje trochę odpoczynku od kościelnej posługi. Teraz letnie wakacje. Potem przeprowadzka do rodzinnego Arendal. Wykłady i seminaria z etyki i psychologii motywacji. Pastorskiej alby i stuły nie wyrzuca. Chce być przygotowany na każdy wypadek.

Źródła:

http://www.nrk.no

http://www.nettavisen.no

http://www.kirken.no

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter