70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

O zgiełku wielu religii

Czy różnorodność religii może się obyć bez sporu, a przynajmniej bez przemocy, bez walki, bez wojny?

Krzysztof Michalski

„Cywilizacja, w której tkwię, zaprzecza religii” – pisał Miłosz w szkicu „O zgiełku wielu religii”. Różnorodne, sprzeczne, niekoherentne, nie dające się sprowadzić do żadnego wspólnego mianownika formy życia w Kalifornii przypominały mu starożytny Rzym. „Wydaje mi się – komentował – że zamknęło się koło, że dziś, jak kiedyś w Rzymie musiał szaleć zgiełk konkurujących ze sobą bogów, o których wszyscy wiedzieli, że są wydrążeni od wewnątrz, że są figurami mowy, i że dziś, tak jak i wtedy im bardziej rozpowszechniała się ta wiedza, tym chciwiej chwytano się formy, czysto językowego, używanego po to, żeby się wzajemnie upewniać, obrzędu”.

Nie znaczy to bynajmniej – przekonywał dalej – że jesteśmy świadkami śmierci religii; nie, religia nie umrze – póki życie nie przestanie być „ciężarem nie do udźwignięcia, dźwiganym jednak dzięki mieszaninie ślepoty i heroizmu”, ciężarem, trzeba by dodać, którego nie zmniejszy żadna instytucja społeczna, żaden ludzki wynalazek. Stąd niezniszczalna potrzeba religii, potrzeba Boga, potrzeba jakiegoś „Ty, do którego mógłbym się zwrócić, nie umiem przemawiać do chmur i kamieni. Tymczasem istniejące religie tylko częściowo zaspakaja te tęsknotę… albo nie zaspakajają jej wcale. A wtedy całą cywilizację spowija aura religijnego oczekiwania i poszukiwania.”

Różnorodność i zgiełk dzisiejszych religii jako symptom ich schyłku, nie żywotności (jak by się na pozór wydawało), podobnego do schyłku pogaństwa w upadającym Rzymie. Końca dotychczasowych form życia religijnego, co stawia nas przed koniecznością szukania nowych – bez gwarancji, że je znajdziemy. Czy to słuszna diagnoza? Spróbujmy przyjrzeć się jej założeniom.

Po pierwsze, rzucająca się Miłoszowi w oczy cecha nowoczesnej religijności to jej różnorodność, a wiec w rezultacie, dodajmy, jej refleksyjność: w zachodnich społeczeństwach (ba, nawet w Polsce) religia coraz rzadziej jest naturalnym rytmem dnia codziennego, coraz częściej jest wyborem spośród wielu możliwych opcji – wyborem, który wymaga uzasadnienia, a wiec refleksji. Nowoczesność sprzyja zatem poszukiwaniu Boga, człowiek nowoczesny to ten, co szuka religii, nie ten, co już ją znalazł.

Po drugie, co to znaczy „szukać Boga”, szukać religii? Kto to jeszcze robi? Czy to w ogóle istotne zjawisko społeczne? Czy współcześnie religia nie jest, nie staje się coraz bardziej marginesem? Miłosz zdaje się sądzić, że tak nie jest, choć uważa instytucjonalną potęgę organizacji religijnych za pozór, za bańkę mydlana. Być może ma racje, być może religia – jeśli zdefiniujemy ją jako wysiłek znalezienia całościowego sensu w życiu każdego człowieka – obecna dziś życiu społecznym nie tylko w postaci kościołów, sekt czy sprytnych kaznodziei, lecz także, podskórnie, w podstawach pozornie świeckich instytucji kulturalnych czy politycznych, w organizacji społeczeństwa, w motywacjach uprawiania nauki, w filozoficznych pojęciach porządkujących także i dziś, w nowoczesnym zachodnim społeczeństwie, wyznacza naszą orientację w świecie?

I wreszcie, po trzecie, zgiełk. Skąd ten zgiełk? Może to zgiełk sporu, kłótni? Czy różnorodność religii może się obyć bez sporu, a przynajmniej bez przemocy, bez walki, bez wojny? Nowoczesne państwo w Europie powstało w rezultacie szoku wojen religijnych XVI i XVII wieku, stąd też jego neutralność w stosunku do różnych religii, przynajmniej w zamierzeniu. Czy jednak w konfrontacji z problemami imigracji czy motywowanego religijnie terroryzmu nie okazuje się, że ta neutralność to złudzenie, że także nowoczesne państwo opiera się na schowanych głęboko założeniach religijnych, a więc jest opcją za czymś i tym samym przeciwko czemuś innemu? A jeśli tak – to gdzie można znaleźć gwarancje, że ta konfrontacja będzie miała jakieś granice, że nie będzie totalna, ale cywilizowana, że znów nie będziemy sobie robili, w imię Boga (choć może nie nazywając go po imieniu) wszystkich tych okropnych rzeczy, co zawsze?


Nilüfer Göle

Czesław Miłosz pisał, że cywilizacja dąży do niemożliwego – próbuje odrzucić religię. Myślę, że na naszych oczach zachodzi pewna zmiana w tym względzie, szukamy nowych sposoby myślenia o religii, co wpływa również na nasze rozumienie sekularyzmu. Podział na to, co religijne i to, co świeckie nie jest nigdy ustalony. Dziś próbujemy znaleźć odpowiedź na pytanie, jak można inaczej spojrzeć na tę relację. Czy istnieją tylko dwa sposoby jej postrzegania? Jednym z nich byłoby odczytywanie świeckości jako nawiasu, w który można wziąć kolejne pojawiające się religie, takie jak hinduizm, ruchy ewangeliczne, islam, które siłą rzeczy mogą nieść w sobie niebezpieczeństwo fundamentalizmu. Drugą możliwością byłaby próba odczytania świeckości w kategoriach pluralizmu religijnego.

Pytanie jednak, czy sekularyzm jest czymś wyjątkowym? Można wysunąć tezę, że neutralność państw i brak ich zaangażowania w spory religijne, co bardzo wyraźnie widać w Europie, a szczególnie we Francji, jest rzeczywiście historycznym wyjątkiem. Wśród niektórych filozofów panuje dodatkowo przekonanie, że sekularyzm jest charakterystyczny dla kultury chrześcijańskiej. Marcel Gauchet udowadnia, że sekularyzm nie jest owocem myślenia pozytywistycznego i paradygmatu naukowego, ale raczej formą dialogu biorącego swój początek wewnątrz chrześcijaństwa. To samo właściwie mówi Charles Taylor. Taki sposób myślenia można próbować podważyć, ponieważ, jak wiadomo, różne rodzaje sekularyzmu – nie tylko rozumianego jako idea, ale również jako realizowany projekt – pojawiły się w Turcji czy Indiach, tworząc przestrzeń dialogu z wyznawcami islamu i hinduizmu.

Możemy więc mówić z jednej strony o wyjątkowości sekularyzmu, a z drugiej – o wielu sekularyzmach, o jego odmianach pojawiających się w różnych kontekstach religijnych, co nie pozostaje bez wpływu na nasze postrzeganie tego zjawiska. Poza tym sekularyzm nie jest projektem politycznie neutralnym. Mówi się o sekularyzmie wojującym, agresywnym, radykalnym, wykluczającym, ale też o sekularyzmie tolerancyjnym, religijnie pluralistycznym.

Wracając do opisu sytuacji Europy – jej świecki charakter ulega ciągłym przeobrażeniom pod wpływem kultury krajów bardziej religijnych, takich jak Polska, ale też kultury imigrantów, głównie muzułmanów. To prowadzi nas do kolejnego tematu, czyli pytania o samą kategorię religii.

Czym jest religia, o której dziś mówimy, skoro nie jest już sformalizowaną instytucją? Krzysztof Michalski powiedział, że religia jest dziś kwestią wyboru. Oznacza to różnorodność wyznań, ale również zdolność do autorefleksji, do zastanowienia się nad tym, jak stałem się tym, kim jestem. W tym sensie religia nie jest czymś danym, stałym, określonym, zinstytucjonalizowanym. Trzeba się jej nauczyć, poznać. Muzułmańscy imigranci żyjąc w Europie stają przed pytaniem, czy zachować swoją religię. Problem w tym, że drugie i trzecie pokolenie imigrantów często nie zna nawet Koranu, dlatego jeśli zdecydują się żyć jako muzułmanie, kiedy stają się bardziej religijni, wracają do nauki języka arabskiego. W pewnym sensie dopiero kiedy poznają język arabski i Koran, staja się muzułmanami.

Mówimy więc o uczeniu się własnej religii, która nie jest dana, która nie jest przekazywana z pokolenia na pokolenie w homogenicznym kontekście kulturowym. Religii nie da się po prostu przewieźć w walizce, kiedy wyjeżdża się ze swojego kraju. Powrót do religii rodziców następuje po doświadczeniu życia w świeckim otoczeniu, co oznacza większą samoświadomość swojej religijności, która nie jest dana z góry, ale do której dochodzi się drogą twardej dyscypliny. Osoby religijne żyjące w Europie cały czas muszą się zastanawiać, co to znaczy być dobrym chrześcijaninem, dobrym muzułmaninem, co jest wpisane w praktyki religijne: modlitwę, wymogi dotyczące pokarmów, rozumienie moralności. To codzienna kontrola, czy to, co robisz jest zgodne z twoją religią.

Muzułmanie mieszkający w Europie kształtują swoje życie przez odniesienie do innych religii oraz świeckiego otoczenia. W piątek nie mogą się modlić, bo jest to dzień pracy, dzieci muszą być w szkole. Jeśli chodzi o żywność, walczą o dostępność żywności halal dozwolonej w islamie. Widzą, że Żydzi mają dostęp do żywności koszernej, dążą zatem do zapewnienia sobie podobnych warunków. Kolejnym przykładem jest budowa meczetów i minaretów, która wzbudza ostatnio duże kontrowersje. Trudno uniknąć porównania do kościołów i dzwonnic. Wszystko to pokazuje, że muzułmanie żyjący w społeczeństwie świeckim szukają swojego miejsca przez porównywanie się do innych religii.

Przyjrzyjmy się bliżej kontrowersjom wywoływanym na przykład przez chusty kobiet muzułmańskich albo budowę meczetów. Interesujące jest to, że to nie religia jako taka budzi opór jej przeciwników, ale praktyki życia codziennego, które są związane z normami kulturowymi. W przypadku żywności halal kontrowersje biorą się z różnych ocen sposobu zabijania zwierząt, który polega na przecięciu tętnicy szyjnej bez uprzedniego ogłuszenia. Niektórzy uważają, że jest to sprzeczne z prawami zwierząt, inni sądzą, że taka technika ogranicza ilość bólu przez nie odczuwanego. Podobnie kwestia chust muzułmańskich kobiet nie jest sporem o wiarę, religię, dotyczy raczej kształtowanej kulturowo wizji społeczeństwa.

Innymi słowy, wiara straciła swoją niewinność. Symbole wiary, takie jak chusty i świątynie są kojarzone dziś gównie z przynależnością polityczną. Jest to w pewien sposób zrozumiałe, ponieważ jeśli publicznie się pod czymś podpisujesz, to w jakimś stopniu tracisz pierwotną niewinność człowieka, który jedynie praktykuje swoją wiarę.

Można zadać pytanie, czy chodzi o straconą niewinność, czy o „podejrzaną niewinność”, niewinność, wobec której pojawiają się wątpliwości. Lęk wobec islamu obecny w Europie i działania kierowane przeciwko noszeniu chust czy wznoszeniu meczetów biorą swój początek nie z kontaktu ze zwykłymi wyznawcami islamu, ale z wiedzy o działaniach islamskich fundamentalistów i z rozgrywek polityków. Choć ostatecznie kończy się to podejrzliwością wobec samej wiary muzułmańskiej.

Uważam, że powszechny odbiór islamu przez osoby, które go nie wyznają, jest tak samo ważny, jak znaczenie, jakie ma on dla muzułmanów. Dyskusja na temat islamu nie odnosi się do samej religii, ale raczej do norm kulturowych, które wywołują w Europie sprzeciw. Ktoś może powiedzieć, że nie ma nic przeciwko danej religii, ale wiemy, że nie o samą religię w tym sporze chodzi. Jesteśmy przyzwyczajeni do zakonnic zakrywających głowę i nie dziwi nas babcia nosząca chustę na głowie, ale one zakrywają głowy w przestrzeni dla nich przeznaczonej, na przykład w klasztorze. Natomiast uczennice chodzące w chustach do szkoły to już inna sytuacja. Można powiedzieć, że jest to zachowanie transgresyjne, ponieważ te dziewczynki występują jako osoby religijne w przestrzeni świeckiej.

Mówiąc o rozwiązaniach politycznych konfliktów, chcę podkreślić tylko jedno – ram naszego światopoglądu, tego, co kształtuje nasze wyobrażenia o sferze publicznej nie można sprowadzić do jednego modelu, który mówi, że jesteśmy wielokulturowi. Idea wielokulturowości nie sprawdziła się, ponieważ jest to postawa tak naprawdę negująca religię. Pozwala ona funkcjonować obok siebie, ale nie pomaga radzić sobie z pluralizmem. Walczący sekularyzm nie jest rozwiązaniem, bo odrzuca religię. Powstaje pytanie: jak mamy uczyć się od siebie, jeśli odrzucamy religię i unikamy spotkania kultur? Innymi słowy, wkraczamy teraz w epokę społeczeństw postsekularnych, w których ludzie religijni różnych wyznań i osoby niewierzące będą coraz bardziej skłonne do autorefleksji i namysłu nad swoimi relacjami z osobami o innym światopoglądzie, od których mogą się uczyć.


John Gray

Zgiełk wielu religii w czasach Miłosza był chyba czymś innym niż dzisiaj. Miłosz odnosił się do kontrkultury lat sześćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych. Esej Widzenia nad Zatoką San Francisco w dużej części traktuje o postaciach takich jak Allen Ginsberg, czyli poetach, twórcach, którzy zostali buddystami, wyznawcami wedyzmu, sufizmu. Ówczesny zgiełk wielu religii wziął się z osłabienia, jeśli nie całkowitego rozkładu życia religijnego amerykańskiego społeczeństwa. Wśród intelektualistów i artystów szerzyło się rozczarowanie tradycyjnym chrześcijaństwem i judaizmem, co zapoczątkowało duchowe poszukiwania i zachęcało do eksperymentowania z innymi formami życia religijnego.

Nasza dzisiejsza sytuacja jest inna. Podstawowym faktem historycznym, który wpływa obecnie na obraz Europy są masowe migracje, szczególnie z krajów islamskich. W Wielkiej Brytanii, ale też w innych państwach, funkcjonują znaczne grupy ludności napływowej, które mają swoje własne przekonania i potrzeby. Zastanawiać może fakt, że bardziej radykalne ruchy religijne, które zrodziły się w islamie, nie powstawały wśród rodzin czy jednostek, które wyemigrowały jako pierwsze. Ich twórcami byli najczęściej przedstawiciele drugiego i trzeciego pokolenia emigrantów. Dzieje się tak, ponieważ tożsamość religijna jest dziś kwestią wyboru, jest bardziej dowolna niż w przeszłości, a w związku z tym przynależność religijna jest bardziej przemyślana, a poglądy wyrazistsze.

Kiedy Miłosz pisze o zgiełku wielu religii, w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, masowa migracja jeszcze Europy nie dotyczy. Doszło do tego dopiero później. Ponadto, Miłosz nie zajmuje się jakąś wielką narracją tworzoną przez sekularyzm, wskazuje raczej na pewne paradoksy z nim związane. Pierwszy z nich polega na tym, że w wielu krajach europejskich, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, kiedy wierzenia religijne zostały porzucone, kategorie myślenia wcale się nie zmieniły, przeciwnie, były wielokrotnie odtwarzane na różne nowe sposoby. Charles Taylor dowodzi, o czym warto pamiętać, że błędem jest sądzić jakoby sekularyzm był jedynie produktem ubocznym narodzin myślenia naukowego. Sekularyzm to również produkt uboczny upadku wierzeń chrześcijańskich, monoteistycznych. Ale bynajmniej nie upadku monoteistycznego sposobu myślenia, którego charakterystyczne kategorie są ciągle obecne na przykład w interpretowaniu historii.

Myślę, że świeckie wyznanie wiary, czy świecka religijność wciąż nadają znaczenie życiu wielu ludzi, szczególnie w świecie zachodnim. Najróżniejsi aktywiści lubią wierzyć, że walczą o uniwersalne prawa człowieka, nie chcą widzieć siebie jako uczestników walki europejskiej czy zachodniej, ale jako będących częścią czegoś większego, uniwersalnego.

Innymi słowy, rolą religii jest organizowanie znaczeń, tworzenie narracji, ocalanie kategorii i różnych sposobów myślenia. Mimo że funkcjonują jeszcze niektóre świeckie formy myślenia religijnego – zaliczyłbym do nich ruch obrońców praw człowieka – to na większą skalę świeckie projekty polityczne, które są jego spadkobiercami, szczególnie komunizm, ale też pozytywizm czy niektóre odłamy liberalizmu, tracą na znaczeniu. To osłabienie świeckich praktyk i tego rodzaju sposobu myślenia wiąże się nie tylko z rozkwitem religijności fundamentalistycznej, ale również ze zjawiskiem, które można nazwać ateizmem „ewangelizującym”, czyli próbującym nawracać na ateizm. Ten ateizm ewangelizujący czy „nowy ateizm” spod znaku Richarda Dawkinsa w Wielkiej Brytanii i Daniela Dennetta w Stanach Zjednoczonych nie jest niczym innym jak odpowiedzią na niewyraźne przeczucia, że powstaje religia postsekularna, że rozpoczyna się epoka desekularyzacji.

Jest to zaskakujący rozwój wypadków, ponieważ jeszcze 20, 30 lat temu, kiedy dzisiejsi ewangelizujący ateiści pobierali edukację, wszyscy socjologowie, może z jednym lub dwoma wyjątkami, uważali, że sekularyzm będzie zjawiskiem o światowym zasięgu, które rozprzestrzeni się razem z uprzemysłowieniem, dobrobytem i demokracją. Religia wycofa się ze sfery publicznej, nie będzie odgrywała żadnej roli w przebiegu rozgrywek politycznych i wojen, stanie się elementem życia prywatnego.

To się nie wydarzyło. Sekularyzm jest istotnie bardzo silny w Europie, w takim sensie, że rytm życia codziennego nie jest już wyznaczany przez jedną religię. Ale w wielu przypadkach religia powróciła na scenę polityczną i jest bardzo ważnym czynnikiem w różnych sporach, a ewangelizujący ateiści są silną, wojującą reakcją na powstający projekt postsekularny.

Religijny krajobraz Europy jest dziś kształtowany przez postchrześcijańskie tło, muzułmańskich imigrantów, nowe religie, niekiedy synkretyczne, a czasem wręcz projektowane od początku formy religijności i nowo powstające wersje fundamentalizmów. Ten zgiełk wielu religii jest dziś zupełnie naturalnym stanem europejskiego społeczeństwa i nie sądzę, żeby szybko przeminął.

Trochę inaczej jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie jedną z ważnych cech ruchu Tea Party jest odwoływanie się do przekonań religijnych. Podejrzewam też, że w Stanach zdeklarowany agnostyk albo ateista nie mógłby zostać prezydentem. W Wielkiej Brytanii natomiast silne przekonania religijne nie są mile widziane u polityków. Najbliższy doradca Tony’ego Blaira powiedział mu, żeby trzymał język za zębami i nie mówił o swojej wierze publicznie.

W perspektywie światowej można zauważyć wzrost religijności, która jest politycznie znacząca – religijności będącej wynikiem nawrócenia. Choć nie mam dokładnych statystyk, ponieważ z oczywistych powodów są one prawie niedostępne, wygląda na to, że nawrócenia zdarzają się coraz częściej na przykład w Chinach, gdzie ludzie interesują się szczególnie życiem zakonnym. Na chrześcijaństwo nawracają się nie, jak można się spodziewać, warstwy biedne i niewykształcone, ale absolwenci szkół wyższych, przedsiębiorcy, osoby zamożne. W pewien sposób jest to powtórka tego, co działo się kiedyś w Europie i zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że za 50 lat Chiny będą największym chrześcijańskim krajem na świecie. Czy jest to dla nas uspokajająca wizja, czy wręcz przeciwnie, to już zostawiam ocenie innych.

Masowe nawrócenia już doprowadziły do tego, że w Korei Południowej dominującą religią nie jest konfucjanizm ani buddyzm, ale chrześcijaństwo. Można więc śmiało powiedzieć, że religijność naszych czasów jest kształtowana w dużej mierze przez nawrócenia, wybór tożsamości, uznanie wiary, a nie jej dziedziczenie.

Na koniec chciałbym podkreślić, jak prostym rozwiązaniem jest uznanie zgiełku religii za wartość niosącą ogromną głębię i wiele cennych perspektyw. Jesteśmy teraz na etapie poszukiwań, tworzymy kulturę ludzi poszukujących. Dzisiejszy zgiełk religii nie jest zgiełkiem powstałym z upadku monoteizmu, który trzeba było zastąpić różnego rodzaju duchowymi eksperymentami. On powstał przez masowe migracje i przenikanie się kultur. Powstaje pytanie – jak poradzić sobie z tą sytuacją i ustrzec ją przed zniszczeniem, przed upolitycznieniem, sprywatyzowaniem? Moja odpowiedź jest być może staroświecka, ale zachęcałbym do pogodzenia nowego zgiełku religii ze starodawnymi ideałami tolerancji i pokojowego współistnienia.


Tomáš Halik

Kiedy czytałem esej Miłosza „O zgiełku wielu religii”, uderzyły mnie dwa wątki, dziś jeszcze bardziej aktualne niż w czasie, gdy tekst ów powstawał. Pierwszy to „pobożność bezdomna”,  drugi, pokrewny – „wielorakie tożsamości religijne”: mnogość wiar nie tylko w świecie zewnętrznym, ale i w naszej wewnętrznej przestrzeni –  w myśli i sercu.

Czesław Miłosz poruszał się między wieloma światami – każdy z nich dobrze znał, z każdym miał coś wspólnego, w żadnym jednak nie czuł się w pełni u siebie.

Przede wszystkim był to świat Kalifornii lat sześćdziesiątych XX wieku, wówczas areny wielkich i dramatycznych przemian kulturowych, radykalizmu studentów i hipisowskiego ruchu w San Francisco. Nieopodal rozciągało się wybrzeże Big Sur, mekka poszukujących duchowego oświecenia i raj dla wszelkiej maści mistycznych guru. Tam zetknął się Miłosz z chrześcijaństwem pod postacią znanego jako „Święty Hubert” komicznego kaznodziei ewangelikalnego i olbrzymich neonowych znaków głoszących, że „Jezus ratuje od grzechu”.

Był to również świat dwudziestowiecznych europejskich intelektualistów. Pewnego razu Mircea Eliade zapytał, jak to możliwe, że książka Freuda Totem i tabu zdobyła aż tak ogromny rozgłos. Odpowiedź znalazł bez trudu: Freudowi udało się przedstawić mit, w którym zachodni intelektualiści mogli się z łatwością rozpoznać. Zabili w sobie Boga, ale oczekiwane wyzwolenie nie nadeszło – po śmierci Boga pozostała im jedynie mieszanina pustki i poczucia winy.

Był jeszcze trzeci bliski mu świat: świat tradycyjnego katolicyzmu, w którym wyrósł i którego dużą cząstkę zawsze nosił w sobie. Pisał: „Wydaje mi się zresztą, że rodzimy się albo pobożni albo niepobożni i byłbym rad, gdyby wolno mi było siebie zaliczyć do tych pierwszych. Pobożność zresztą nie potrzebuje określeń, albo jest, albo jej nie ma. Trwa niezależnie od podziału na wierzących i ateistów, podziału, przynajmniej dziś, złudnego, skoro wiara jest podminowana niewiarą w wiarę, a niewiara niewiarą w niewiarę” (Religia i przestrzeń, [w:] Cz. Miłosz, Widzenia nad Zatoką San Francisco, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1989, s. 31). W tym miejscu Miłosz wypowiada słowa, które zdają się kluczem pozwalającym zrozumieć jego stosunek do religii w ogóle: „Moja pobożność wstydziłaby się mnie, gdyby była równoznaczna z posiadaniem czegoś, czego nie posiadają inni. Jest to jednak pobożność bezdomna (…)” (Tamże, s. 31).

Nie należy zapominać, że poeta był wnikliwym czytelnikiem tekstów Simone Weil, myślicielki, która za swoje mieszkanie obrała wieczne „czekanie na Boga”, zamiast skosztować bezpieczeństwa sanktuarium, wolała pozostać w przedsionku. Świadomie stanęła w szeregu tych, którzy są spragnieni i łakną Boga, przekonana, że głód ów silniej wiąże człowieka z Bogiem niż samozadowolenie „religijnie sytych”. Weil zaczęła jednak poszukiwać Boga po zerwaniu ze światem lewicowych rewolucjonistów. U Miłosza pragnienie owo przetrwało zerwanie z chrześcijaństwem okresu dzieciństwa i odrzucenie postaci katolicyzmu, która wiąże się z przejawami nacjonalizmu i arogancją posiadaczy jedynej i wyłącznej prawdy.

Wszechwładne w XX wieku zło wielu skłoniło do porzucenia wiary. W Miłoszu żarliwe odrzucenie „diabelskiego panowania” rodzi z kolei pobożność – ale jest to już „pobożność bezdomna”.

Owa bezdomna pobożność zamieszkuje w specyficznej przestrzeni doświadczenia duchowego naszych czasów. Jest to przestrzeń, w której runęły dawne mury i dawne bariery,  przestrzeń, gdzie łączą się ze sobą światy wielu religii (tworząc wspomniany zgiełk), a także światy wiary i niewiary.

Wielu z lęku przed złożonością i zgiełkiem naszego świata zamyka się w gettach fundamentalizmu, a niektórzy podejmują nawet próby jego zniszczenia (jak na przykład w przypadku religijnie motywowanego terroryzmu). Inni – ślizgają się jedynie po powierzchni rzeczywistości, tracąc wszelką tożsamość. Są jednak i tacy, którzy pośrodku, nie poddając się nostalgii za dawnym światem utraconej pewności, wciąż (jak ujmuje to „Traktat teologiczny”) mają nadzieję na „(…) rzeczywistość. To znaczy sens, niemożliwy bez absolutnego punktu odniesienia.” (Cz. Miłosz, Traktat teologiczny, [w:] tenże, Druga przestrzeń, Kraków: Znak, 2002, s. 65).

Tęsknota poety za „pobożnością bezdomną”, za „punktem odniesienia” z pewnością stanowi „znak czasów”. (Podobnie myśli czeski poeta Vladimír Holan, gdy powiada, że bez prawdziwej transcendencji nie powstanie żadna budowla, a pragnienie ukrytego sensu można również odnaleźć w teatrze absurdu, od Beckettowskiego Czekając na Godota po sztuki Václava Havla, jego eseje i listy z więzienia.)

Dla teologii chrześcijańskiej pragnienie to stanowi nie mniejsze wyzwanie niż „ołtarz nieznanego Boga” na ateńskim Areopagu stanowił dla św. Pawła.

W swoich książkach staram się pokazać, że wiara, która przetrwała doświadczenie „ciemnej nocy duszy”, dojrzała i nabrała pokory, lepiej rozumie pobożność bezdomną i z nią się solidaryzuje, sama bowiem również jest wiarą pielgrzyma, wiarą w drodze; wie, że musi oprzeć się pokusie nostalgii za bezwstydem dawnych pewników. Nazywam ją „wiarą małą jak ziarno gorczycy” albo „wiarą drugiego oddechu”. Jej ciało jest okaleczone tak, jak okaleczone było ciało zmartwychwstałego Jezusa; blizny dają jej jednak zdolność uzdrawiania. Nie jest to wiara niewzruszona. Jak powiada wspomniany już poeta, Vladimír Holan, którego werset posłużył mi za motto i tytuł jednej z książek – „co nie jest chwiejne, jest nietrwałe”.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter